sobota, 8 stycznia 2022

Prolog - Zasługują

 Edytowane - nowa wersja

Prolog

Zasługują

 

Benji

 

 

  

Benji siedział przy swoim komputerze w mieszkaniu, w którym od kilku lat mieszkali razem z jego dziewczyną i, zamyślony, przeglądał stare pliki, kiedy usłyszał swoją Soniję wchodzącą do mieszkania po jej powrocie z pracy.

Sonija dużo pracowała, bo to lubiła.

Nie, kochała to.

Nie musiałaby pracować, gdyby tylko zgodziła się, żeby Benji ją utrzymywał, ale on nie zamierzał jej do niczego zmuszać, więc tak to było.

- Hej, kotku - rzucił przez ramię powitanie w jej stronę, ale nie oderwał się od czytania starych tekstów i oglądania starych zdjęć.

Znał ich mieszkanie tak dobrze, że mógł sobie w głowie odtworzyć jej wędrówkę po nim, nie oglądając jej.

Zajmowali jedno z mniejszych mieszkań w tym kompleksie mieszkalnym, które jego właściciel szumnie nazywał kondominium.

Mieli tylko jedną sypialnię, bo żadne z nich nie miało rodziny ani znajomych, którzy przyjeżdżaliby do nich zanocować, a pomieszczenie, w którym stało jego biurko, stanowiło coś, co było salonem i jadalnią jednocześnie, chociaż nie postawili w nim stołu jadalnego.

W ogóle nie mieli wielu mebli.

Za to przestrzeń, w której przebywali była jasna i otwarta.

Wiedział, że Sonija najpierw zdjęła kurtkę i rzuciła ją na kanapę, potem może poszła do kuchni, czy też raczej za wyspę do aneksu kuchennego, żeby zostawić torby z zakupami, jeśli jakieś zrobiła, chociaż przeważnie to Benji robił zakupy, a dopiero później przyszła do niego.

Zawsze robiła tak samo.

- Hej, kochanie - powiedziała łagodnie Sonija ostatecznie podchodząc do niego, by pocałować go w skroń i zajrzeć do jego pracy.

Benji poczuł jej ciepłą, delikatną dłoń na swoim ramieniu i pomyślał, że niezmiennie od lat kochał ten dotyk.

Jego Sonija była piękną kobietą ze wspaniałymi kształtami, szczupłą i wysportowaną, ale z bardzo dużym, naturalnym biustem, który tak naprawdę uniemożliwiał jej uprawianie jakiegokolwiek sportu.

Była otwarta na ludzi, lubiła z nimi rozmawiać i zawsze troszczyła się o swoich przyjaciół, co właśnie zamierzała okazać.

- Co ro… - zaczęła Sonija, a potem urwała, złapała wdech i zesztywniała, kiedy zobaczyła zdjęcie, które wyświetlał na monitorze, kiedy czytał artykuł prasowy sprzed czterech lat.

- Nie możesz… - rzuciła do niego z pasją w głosie, całkowicie odwracając się w jego stronę - Nie wolno ci zrobić im krzywdy.

- Mała - mruknął z urazą, kiedy obejrzał się, żeby na nią spojrzeć - naprawdę myślisz, że mógłbym…

- Nie - przerwała mu krótkim mruknięciem.

Westchnęła cicho i rozluźniła się.

- Przepraszam - dodała ciszej, a potem oparła się o jego ramię biodrem, położyła rękę na jego ramieniu w zgięciu jego szyi i popatrzyła na niego ciepło i łagodnie - Oczywiście, że nie.

- Zamierzam napisać o nich książkę - powiedział, patrząc wciąż w jej piękne oczy i zobaczył, że znowu się spięła - Ich historia, wszystko, co przeszli każde z osobna, a później razem, to co udało im ostatecznie się stworzyć, to zasługuje na opisanie. Może być inspiracją dla tych, którzy myślą, że już nic dobrego ich w życiu nie spotka.

Nadal wahała się, więc stwierdził, że musiał jej to dać.

- Nie napisze tego od razu - wyjaśnił szybko, zanim się odezwała - I publikacja też swoje trwa, więc powiedzmy za pięć, może nawet dziesięć lat. No i będę musiał poprosić ich o zgodę na to, może o autoryzację, jak już napiszę…

- Okej - szepnęła, już całkiem zrelaksowana.

Pociągnął jej biodro do siebie, rozłożył nogi, żeby jej zmieściły się tam, więc usiadła bokiem na jego kolanie, kiedy obejmowała ramieniem jego ramiona i oboje patrzyli na zdjęcie skulonej kobiety z obciętymi prawie przy skórze ciemnymi włosami, z ustami wygiętymi jakby do płaczu i oczami zastraszonego zwierzątka.

Nie było widać wiele więcej, bo otaczały i zasłaniały ją rozłożone szeroko męskie ramiona i barczyste plecy w czarnej kurtce.

- Oni zasługują na to, by mieć nowe życie - dodała cicho Sonija.

- Tak - mruknął Benji - zasługują.

Sonija odwróciła się przodem do niego, oparła się o niego swoim imponującym biustem, który Benji uwielbiał, wsunęła dłoń we włosy na jego karku i przysunęła usta do jego ust.

Dał jej to, zapraszająco rozchylił wargi i jej język wślizgnął się do środka jego ust, a jego pieścił go tam przez chwilę.

Kiedy skończyła go całować, odsunęła się tylko odrobinę.

- Kocham cię - szepnęła, dotykając czołem do jego czoła.

Benji zesztywniał i poczuł jak coś bardzo gorącego ogarnęło jego pierś, jakby wybuchł tam pożar, ale nie odezwał się.

Zaniemówił.

Byli razem już od kilku lat, ale nigdy tego od niej nie usłyszał i sam też jej nigdy tego nie powiedział.

Chociaż od dawna wiedział, że to było to, co czuł.

Kiedy trwał tak przez kilka minut, zastygły i oniemiały, oczy Soniji powoli się zamknęły, opuściła brodę i zaczęła się odsuwać od niego z zamiarem wstania.

Nie!

Benji wiedział, że swoim milczeniem ją zranił i musiał to szybko naprawić.

Przytrzymał ją, przyciskając ją do swojego ciała swoim ramieniem, owiniętym za jej plecami.

- Kocham cię, mała - wypchnął, złapał drugą ręką za jej kark i przyciągnął ją do siebie tak mocno, aż jej wargi uderzyły w jego.

A jego pocałunek był bardziej gwałtowny, namiętny i głęboki.

Jeden z tych, które doprowadzały do czegoś dużo lepszego.

Ręce Soniji przesunęły się po jego ramionach i poczuł jej palce w swoich włosach, kiedy brał od niego więcej, dając mu to mocniej.

Jego kobieta była bardzo namiętna.

Miała szczupłe, młode ciało, które było wygimnastykowane przez różne pozycje seksualne, jakie ćwiczyli wytrwale w całym mieszkaniu, ale duże, wręcz gigantyczne piersi, przez które kiedyś miała dużo nieprzyjemności.

To, jak nad tym przeszła i nie straciła pogody ducha i wiary w istnienie dobrych ludzi na świecie, było niesamowite.

Benji wiedział, że była dobra głębi serca, a jej wygląd niektórych mylił i powodował niewłaściwe reakcje.

Sonija nauczyła się je uprzedzać, udając zawsze wesołą i energiczną.

Chociaż, nie tylko udając.

Sonija po prostu taka była.

Szczera, wesoła, energiczna i otwarta.

Benji uznał, że nie tylko tamci zasługują na nowe życie.

On też mógł je mieć i mógł je dać swojej kobiecie.

Ona zasługiwała na to nawet bardziej niż on.

 

Cofniemy się o trzy lata.


3 komentarze: