środa, 12 stycznia 2022

7 - Przepraszam

 

Rozdział 7

Przepraszam

 

 

Eva

 

 

Następnego dnia rano

Tej nocy prawie nie spałam.

Owszem, lubiłam seks, dawno tego nie miałam, ale to było…

to było….

Nie chodziło o zakończenie długiego okresu posuchy.

Nie chodziło nawet o to, że lubiłam seks.

Myślałam, że to dla niego znaczyło coś więcej niż szybki numerek i, kiedy wyszedł właściwie bez słowa po fakcie, poczułam się jednocześnie zbrukana, łatwa i porzucona.

Na dodatek ogarnęło mnie poczucie winy.

Co ja narobiłam!

Jakbym zdradziła mojego męża i moje ideały.

Gównie dlatego, że dla mnie to znaczyło coś więcej.

Nie miałam żadnego mężczyzny innego niż mój mąż od dwudziestu pięciu lat, a w czasie tych kilkudziesięciu lat małżeństwa też nie.

I tak mi było dobrze.

Nie potrzebowałam innego.

Ale to był Jimmy.

Dlatego po wyjściu Jimmy’ego wzięłam prysznic i, zanim spod niego wyszłam, zaczęłam płakać.

I płakałam tak, kładąc się do łóżka.

Płakałam, zaciskając skrzyżowane ręce na poduszce wciśniętej w brzuch i kiwając się bezradnie na łóżku.

Płakałam z przerwami prawie całą noc.

Żałosna.

Wstałam jak zwykle, kiedy zadzwonił budzik.

Kręciłam się później po mieszkaniu jak automat.

Ubrałam się w letnią, szaro zieloną, bawełnianą sukienkę bez rękawów i byłam boso, bo znowu zapowiadał się gorący dzień.

Przygotowałam śniadanie dla Berta, który miał jechać na wycieczkę z klasą, pokroiłam dla niego zapiekaną kanapkę na lunch i zapakowałam mu mufinki.

Wtedy przypomniałam sobie, że Jimmy pojechał do pracy przed szóstą.

Nie siedziałam w oknie, kiedy odjeżdżał.

Nieważne.

I tak pewno mnie tam nie zauważał.

Bert wpadł jak zwykle, krzycząc od progu - „Hej, Eva”.

Opowiadał o tym, jak poprzedniego dnia wypadła jego prezentacja o ulubionej drużynie koszykówki.

Jego paplanina przez śniadanie i potem w drodze do szkoły rozładowała trochę mój nastój, bo przestałam myśleć tylko o sobie.

Kiedy go zostawiłam w szkole, pojechałam do sklepu spożywczego, a potem wróciłam do domu, by przygotować lunch.

Wiedziałam, że powinnam coś zjeść.

Cały czas myślałam o poprzednim wieczorze.

Zaczęłam powoli dochodzić do wniosku, że ponownie zachowałam się głupio i jak egoistka.

Użalałam się, rozpaczałam, a tak naprawdę nie miałam powodu.

Jimmy szedł do pracy na bardzo wcześnie rano, więc po prostu wyszedł, bo musiał się wyspać.

Żadne z nas nie mówiło o swoich uczuciach.

W ogóle mało sobie mówiliśmy.

Na kolacji poprzedniego dnia po raz pierwszy naprawdę z sobą rozmawialiśmy.

To była moja wina.

Może, kiedy ja się będę w stanie powiedzieć mu o sobie, otworzyć przed nim, to i on otworzy się przede mną.

Ale może powinniśmy oboje po prostu pójść dalej.

Zacząć nowe życie razem bez oglądania się wstecz.

Może wystarczy nam wspaniały (musiałam to przyznać) seks.

I naprawdę, naprawdę miałam nadzieję, że to nie było to, na co wyglądało.

Że Jimmy wziął tego, co chciał od łatwej, puszczalskiej sąsiadki, starej, zdesperowanej i żałosnej, a potem sobie poszedł, bo skończył z tym.

Skończył ze mną.

Że tak naprawdę nie mamy mieć życia razem.

A ja, przez to głupie, głupie zachowanie straciłam przyjaciela.

Po lunchu poszłam, jak zwykle, do Sama i Aleka, by zabrać do siebie Tuk-tuka na kilka godzin.

Alek był w pracy, a Sam właśnie wychodził, co uwolniło mnie od konieczności mówienia o czymkolwiek, odpowiadania na pytania, które bez wątpienia pojawiłyby się, gdyby zauważyli mój nastrój.

Potem znowu zadzwonił Jacob i próbował się umówić na kolację.

O rany.

Kiedy spacerowałam z Tuk-tukiem po galerii, podlewając kwiaty, poznałam kolejną nową sąsiadkę.

Była to nieco wyższa ode mnie Mulatka z pięknym czarnymi, lśniącymi włosami, które mocno się kręcąc opadały jej na ramiona.

Od tyłu wyglądała na po prostu szczupłą, wręcz dziewczęcą, ale od przodu wystawały zapierające dech piersi.

Łał.

Była niezwykle energiczna, przyjacielska i nieco ekscentryczna w zachowaniu.

Nosiła bardzo krótkie szorty, poszarpany na brzegach top bez rękawów i klapki na wysokim koturnie.

- Hej! - krzyknęła na mój widok.

- Pracujesz tu, czy mieszkasz? - zawołała.

Podbiegła dookoła galerii, a potem do mnie z wyciągniętą ręką.

- Jestem Sonija, mieszkamy tam - odwróciła się, by wskazać drzwi prawie naprzeciwko moich, kiedy ją uścisnęłam.

- Hej - powiedziałam z uśmiechem

- Jestem Eva. Mieszkam tu - wskazałam swoje drzwi.

- Ojej - krzyknęła - jaki cudny!

Oczywiście to było o Tuk-tuku.

Z dalszej rozmowy dowiedziałam się, że pracuje w salonie meblowym, który jest czynny codziennie od siódmej rano do ósmej wieczorem.

Pracowali w nim na zmiany, więc czasem była w domu przed południem, a czasem po południu.

Jeden dzień w tygodniu miała zawsze wolny, a w drugi dzień wolny brała często dyżury, by dorobić.

Zarabiała sporo na dywidendach ze sprzedaży mebli, więc pytała, czy nie potrzebuję nowych.

- Sonija! - usłyszałyśmy - gdzie zginęłaś?

To był biały mężczyzna, nieco wyższy od niej i o mocnej budowie ciała.

Przedstawił mi się jako Benji.

Miał ciepły, silny uścisk dłoni i łagodne, uważne spojrzenie jasnych oczu.

- Przepraszam Eva, ale nie dokończyliśmy rozpakowywać, więc muszę ją zabrać - powiedział do mnie.

- Wiesz Benji - zawołała Sonija - Eva zajmuje się tutaj kwiatami.

Zwróciła się do mnie - To był jeden  powodów, dla których chciałam tu mieszkać. Gdyby było ich więcej, może więcej ludzi by pytało o te mieszkania!

Cóż, to był genialny pomysł!

Musiałam znowu porozmawiać z Dominikiem.

- Hej, dobrze mówisz - rzuciłam, pomachałam im na pożegnanie, wzięłam Tuk-tuka na ręce i poszłam do mieszkania.

Usiadłam z kolanami podwiniętymi pod siebie na krześle przy stole, położyłam przed sobą kartkę papieru i zagryzłam ołówek.

W ciągu następnej godziny naszkicowałam na kartce plan zieleni w patio i przy parkingu.

Z Internetu ściągnęłam ceny ewentualnych roślin, ziemi i innych niezbędnych rzeczy.

Następnie zadzwoniłam do Dominika i poprosiłam go o przyjazd i rozmowę.

Na szczęście miał czas, więc obiecał być za pół godziny.

Przebrałam się w codzienne, czarne szorty, sandałki na niskim koturnie i bawełnianą, półelastyczną, jasno zieloną koszulkę z krótkimi rękawkami i żółtym nadrukiem bądź sobą.

Potem poszłam do chłopaków z ekipy remontującej kolejne mieszkanie i poprosiłam jednego z nich - Bobby’ego, hydraulika, by spojrzał na instalacje wokół budynków i powiedział mi o nich.

Poszłam do nich z mufinkami, bo wiedziałam, że je lubią, a uznałam, że potrzebuję ich trochę przekupić.

Żartowali ze mną i robili dużo dla mnie, kiedy ich o to prosiłam, ale nadal czułam się winna, że odrywam ich od pracy.

Może trochę ich wykorzystywałam, ale samotna kobieta musi sobie radzić w życiu.

*****

Kilka godzin później

Stałam przy wyładowanym bagażniku mojego Priusa i wypakowywałam worki z ziemią do taczki, którą wygrzebałam z pomieszczenia obok biura Dominika i przytargałam na parking.

Cały parking był pokryty ażurowymi płytami, które w założeniu miały zapewne zwiększać teren zieleni, ale były niewygodne do chodzenia.

A teraz były bardzo zaniedbane.

Ustaliłam z Dominikiem, że za kolejne pół roku czynszu na poziomie z mojego poprzedniego mieszkania urządzę zieleń w patio i przy parkingu.

Przedstawiłam mu opinię Soniji i od razu zaczął mówić o urządzeniu terenu zielonego za kompleksem.

Ale co za dużo, to niezdrowo.

Mogłam zająć się zielenią na galerii i patio oraz obok parkingu, ale tamten teren był olbrzymi.

Niech zatrudni konserwatora zieleni, czy jakkolwiek to się nazywa.

Nie potrzebowałam, ani nie mogłam mieć prawdziwej pracy.

Zrobiłam listę potrzebnych rzeczy, listę zakupów spożywczych, których potrzebowałam do domu, po analizie google maps zaplanowałam trasę po sklepach i wyruszyłam.

Właśnie wróciłam i rozpakowywałam samochód.

Będąc z głową w bagażniku nie usłyszałam, jak obok mnie parkuje Highlander Jimmy’ego.

Wyszarpnęłam worek na brzeg bagażnika, kiedy trzasnęły jego drzwi i zapikały zamki.

Znałam ten dźwięk.

Oddech mi się urwał.

Zamarłam i powoli odwróciłam głowę w jego stronę.

Zaaferowana moim planem, nie spojrzałam na zegarek.

Był tam Jimmy, który właśnie wrócił z pracy.

Bez słowa podszedł do bagażnika mojego Priusa, wyciągnął z moich rąk worek, wrzucił go na taczkę, odsunął mnie ręką i sięgnął po następny.

Stałam nieruchomo obok, zacisnęłam usta, żeby nie krzyczeć, owinęłam ręce wokół brzucha, żeby zatamować ból i nie wiedziałam, co ze sobą zrobić.

Kiedy wszystkie worki z ziemią i żwir były spakowane do taczki, popatrzył na mnie, a ja drgnęłam, ruszyłam się, wyciągnęłam z tylnego siedzenia dwie tace z roślinami i poszliśmy w stronę budynku.

Zaprowadziłam go do pomieszczenia, w którym chciałam to składować, rozładował to, odstawił taczkę i zrobił to wszystko bez… jednego… słowa…

Nie wiedziałam co dalej.

Pójdzie sobie tak, jak wczoraj?

Byliśmy w tym ciemnym pomieszczeniu, stałam z pustymi, opuszczonymi rękoma i patrzyłam, jak Jimmy podchodzi blisko mnie.

Bardzo blisko.

Objął mnie w talii jedną ręką, a drugą wsunął w moje włosy, zacisnął na nich pięść i odchylił mi głowę do tyłu.

Złapałam oburącz kurczowo za jego koszulkę w pasie, bo nagle znowu zabrakło mi tchu.

Bez sekundy zawahania się pochylił się i wziął moje usta w posiadanie.

Nie mogę tego inaczej nazwać.

Pocałował mnie tak namiętnie i nagląco, że to było zaborcze.

Rozchyliłam wargi i jego język wślizgnął się do moich ust.

Zakręciło mi się w głowie.

O Boże!

Nigdy z nikim tak się nie całowałam i zawsze sądziłam, że to dlatego, że nie umiałam.

A z nim całowałam się tak już po raz kolejny.

Przesunęłam jedną z dłoni na jego ramię, a potem na kark, we włosy i trzymałam się.

O Boże kochany!

Odsunął się odrobinę, tak że widziałam tylko jego oczy i wyszeptał - „Hej”.

Uśmiechnęłam się niepewnie, zamrugałam i odpowiedziałam - „Hej”.

- Daję słowo, że już nigdy nie wyjdę i nie wrócę bez pocałowania cię na pożegnanie czy powitanie - powiedział, a ja poczułam, że szczypią mnie oczy.

Więc…

Może.

*****

Jimmy

Kiedy Jimmy wychodził rano do pracy, odwrócił się, jak zwykle to robił, spojrzał w okno Evy i zamarło mu jego pieprzone serce.

Nie było jej w tym cholernym oknie.

Eva.

Spędził gównianą noc, wiercąc się w swoim jebanym wielkim łóżku cholernie sam i cały czas pamiętając, że ona leży zaledwie kilkadziesiąt pieprzonych stóp dalej w swoim.

Spierdolił sprawę.

Chciał być z nią, trzymać ją ochronnie w ramionach, ale obawiał się, że nie przestałby jej pieprzyć.

Kiedy otworzyła mu drzwi poprzedniego wieczoru, nie był zdolny do żadnej reakcji przez dobre kilka sekund.

Bo usłyszał, jak biegła do niego przez mieszkanie i szarpnęła drzwi po tym, jak tylko dwa razy w nie puknął.

Z radością.

Nie zdążył nawet zadzwonić.

A na dodatek była w tej sukience.

Opinała ją jak druga skóra.

Więc potem wystarczyło, że poczuł jej nagą skórę na łokciu pod palcami, kiedy schodzili po tych cholernych schodach i zobaczył jej odkryte kolana tych cholernie pięknych, długich nóg, kiedy włożyła swój tyłek na cholerne siedzenie Highlandera, zanim pojechali na kolację, a kutas wyrywał mu się ze spodni.

To było tak cholernie eleganckie i swobodne z jej strony.

Tak samo poruszała się po tych pieprzonych dziurach w płytach na parkingu.

Szła chyba na palcach, jakby tańczyła i kołysała przy tym biodrami, a on ciągle trzymał ją za łokieć, więc czuł każdy ruch.

Na swoim kutasie.

Potem, tuż przed wejściem do restauracji, kiedy chciała mu coś powiedzieć, co ją podnieciło, że aż podskakiwała jak dziewczynka, zadzwoniła pieprzona Martha, nierozważnie odebrał i prawie zepsuła mu humor.

Kiedy wracał do restauracji i zobaczył, jak Alberto kręci nią, a ona obraca się z gracją, usłyszał jego krzyk ona jest cudowna, kiedy zobaczył jej zaróżowione policzki, skrępowanie, a jednocześnie niepodważalny seksapil, dokładnie tak pomyślał.

Była cudowna.

A spędzony tam z nią wieczór upewnił go, że była cholernie cudowna.

Zabawna, otwarta na ludzi, uważna.

To, że zachwyciła Alberto, nie było nowiną.

Ten zawsze potrafił się cholernie głośno zachwycać każdą napotkaną suką.

Ale zaledwie kilka cichych słów powiedzianych do Josha i on też pochylił się do niej z atencją.

A potem zerkał na nią przez całą ich kolację przez to pieprzone okienko w drzwiach do kuchni, jakby szczególnie zależało mu na jej opinii.

To było niespotykane.

Zachwycający był sposób, w jaki opowiadała o swojej przyjaciółce z Denver.

Jakby była jakimś cudem, zesłanym przez Boga na Ziemię z boskim darem, by umilić ludziom życie.

Tak samo urocza była jej widoczna miłość do literatury, o której potrafiła opowiadać z pasją, z ogniem, który miał nadzieję z niej wydobyć.

I jej zachwyt nad jedzeniem.

Jakby kochała kosztować życie, każdy jego aspekt.

Ale on zapragnął usłyszeć ten niski pomruk zadowolenia wydobywający się z jej gardła, kiedy byłby spowodowany przez niego.

I jeszcze ta pieprzona sukienka.

Elegancka prostota, a do tego seksowna jak cholera, podkreślająca każdą jej krzywiznę.

Nie miała cycków ani tyłka, a wprost emanowała seksem zwłaszcza, jak poruszała się na tych cholernych obcasach.

Nie wiedział, na czym to polegało.

Do diabła!

Nie umiał przestać o tym myśleć.

I wyobrażać sobie, jak poruszałaby się na wysokich obcasach.

O tym wszystkim i o swoim popierdolonym zachowaniu kutasa po ich pierwszym razie, takim zajebistym i oddanym z jej strony.

Nie wiedział co było większym błędem.

Czy to, że wtargnął tak w jej życie.

To, że wziął ją tak szybko, namiętnie, ale bez przygotowania, czy to, że potem ją zostawił tak głupio.

Ale chciał tego, być z nią.

Bardzo.

A potem spędził naprawdę gówniany dzień w pracy, warcząc o wszystko na wszystkich, bo chciał być szybciej z nią, wziąć ją w ramiona i błagać o przebaczenie za bycie kutasem.

Kiedy po powrocie z pracy wysiadł z SUV’a i zobaczył jej tyłek wystający z bagażnika jej Priusa w tych krótkich szortach, miał ochotę złapać ją za biodra i przysunąć do kutasa, by poczuła co robi z nim jej widok.

Więc nie mógł wydusić ani słowa.

Ale bardziej miał ochotę na to, co zrobił później w tym pieprzonym ciemnym pomieszczeniu.

Wziąć jej usta w długim, gorącym pocałunku, by zobaczyć jej piwne oczy tak się rozgrzewają i usłyszeć, jak mówi szeptem jego imię.

- Daję słowo, że już nigdy nie wyjdę i nie wrócę bez pocałowania cię na pożegnanie czy powitanie - wymamrotał i zobaczył, że jej oczy zaczynają niebezpiecznie błyszczeć.

Zauważył jej bladość i kręgi pod oczami.

- Eva - szepnął - spałaś w ogóle w nocy?

Kiedy zagryzła wargi i spuściła wzrok, przeniknął go ból.

Jezu pieprzony Chryste!

Był takim kutasem.

Przytulił ją do swojego gardła, potem odsunął trochę i pocałował w skroń.

- Jimmy - wyszeptała i poczuł to.

Właśnie tak powinno być zawsze.

Tak, jakby robili to od lat i było to właściwe.

Wziął ją za rękę i wyciągnął z tego pomieszczenia, zanim tam rzuciłby się na nią, przed wejściem do mieszkania.

- Idziemy do domu - stwierdził.

- Jeszcze zakupy - powiedziała cicho, wykręcając się w jego ręku w stronę samochodów.

Poszedł za nią, zabrał torby, ona wzięła torebkę, zamknęła Priusa i poszli w stronę schodów.

Weszli na górę, a on nie odzywał się.

Nie zamierzał jej zostawiać ani na chwilę, ale to musiała być jej decyzja.

- Umm… - wymamrotała - Jesteś głodny?

Kurwa, tak!

Chciała spędzić z nim więcej czasu.

- Trochę - uśmiechnął się do niej.

- Ja… Mam kolację. Jeszcze… nie jadłam. Jeśli chcesz… - urwała niepewna.

Kurwa, był wczoraj takim popieprzonym kutasem.

Nie powinien był wychodzić bez słowa.

Nigdy.

Bała się jego reakcji.

Musiał postępować z nią ostrożniej, delikatniej.

Więc kiedy wchodził za nią do jej mieszkania, postanowił być na luzie i zrobił to zmieniając temat, by dać jej odprężenie.

- O co chodzi z tą ziemią - zapytał.

- Mamy nowych sąsiadów naprzeciwko, taką parę, Sonija i Benji, może ich spotkałeś… - urwała i spojrzała na niego, a potem ciągnęła dalej - …i oni powiedzieli mi, że więcej zieleni może ściągnąć więcej lokatorów.

Poszła do kuchni, a on poszedł za nią.

- Może mi na tym nie zależeć, ale nie o to chodzi - mówiła - Mam dużo wolnego czasu, więc porozmawiałam z Dominikiem i on zgodził się, żebym płaciła trzydzieści procent czynszu przez kilka miesięcy w zamian za utrzymywanie kwiatów na galerii, patio i przy parkingu. Więc zrobiłam plan, poszperałam w Internecie i wybrałam trochę kwiatów do wsadzenia w te betonowe gazony na dole. Lubię jak kwitną, więc wybrałam nie tylko zielone, ale i kolorowe. Pojechałam do sklepów i kupiłam wszystko, a Dominik odda mi pieniądze. Już tak robiliśmy przy remoncie, wiec wiem. Wiesz? Będę miała zajęcie, a jednocześnie trochę zaoszczędzę na opłatach.

Opowiadała, zrelaksowała się i jednocześnie kręciła się po kuchni, szykowała jedzenie do podgrzewania.

Przechodziła koło niego kilka razy, sięgając do lodówki i do szafek.

Rozluźniła się, zajęta zwykłymi sprawami.

Otworzył szufladę, która była za jego biodrami i wyciągnął sztućce.

Pachniało niesamowicie.

Kiedy to, co miała w garnkach i na patelni, zaczęło się rozgrzewać i zapach się wzmocnił, jego żołądek zabulgotał.

Podeszła do niego, wzięła od niego sztućce i odchyliła głowę, patrząc do góry w jego oczy.

Zaśmiała się delikatnie.

- Ocho, naprawdę jesteś głodny - powiedziała i położyła mu dłoń na brzuchu.

Boże, poczuł się tak cholernie dobrze, tak swobodnie.

Jak zawsze z nią, kiedy się śmiała.

Pocałowała go w szczękę i pogłaskała dłonią z drugiej strony, znowu, jakby to było coś, co robili zawsze i poszła w stronę lodówki.

Uwielbiał to.

- Mam piwo, ale ja nie piłam… nie znam tych marek, ty musisz ocenić…

Wyjęła z lodówki jeden Ribbon i jeden Coors.

Kupiła dla niego?

- Może być Coors - wymamrotał, znowu porażony tym, że o nim myślała, troszczyła się o niego, nawet jak wyszedł bez słowa.

Jezu Chryste!

Był takim kutasem.

- Mam frytki. Zrobiłam pieczeń, nie wiem czy lubisz, ale to łatwo odgrzać i podzielić, więc robiłam właściwie dla siebie i na zapas…

Przerwał jej paplaninę podchodząc do niej, całując ją z zamkniętymi ustami i mrucząc:

- Mała, zjem wszystko, co mi dasz. Nie przejmuj się.

- Tak, racja - mruknęła, odgarniając grzywkę.

Zauważył, że często to robiła.

Odgarniała grzywkę trzema palcami albo robiła gest, jakby chciał założyć włosy za ucho.

Jakby miała kiedyś długie włosy.

Usiadł na stołku przy blacie, skierowany przodem do niej i spojrzał przez ramię w stronę salonu.

Wtedy pomyślał, że była jedna dziwna rzecz w jej mieszkaniu.

Nie spotkał tego nigdy w żadnym mieszkaniu, w jakim był kiedykolwiek w swoim życiu u którejkolwiek kobiety.

Nie było tu zdjęć.

Ani jednego zdjęcia jej czy jej syna, żadnej rodziny ani pamiątek.

W salonie na komodzie były muszle, a na ścianie wisiały grafiki.

W sypialni powiesiła zdjęcia morza wywołane w sepii.

Jakby nie miała wcześniejszego życia.

Z zamyślenia wyrwał go jej głos.

- Proszę.

Postawiła przed nim talerz.

Ponownie wyładowany po brzegi.

Sama wzięła trochę frytek i skrawek mięsa.

Dużo warzyw.

Nie unikała specjalnie jedzenia, ale zauważył, że jadła w zależności od emocji, jakie właśnie ją ogarniały.

Kiedy była zestresowana, smutna lub zamyślona, skubała jedzenie i mieszała w talerzu bez apetytu.

Więc z zadowoleniem patrzył, jak teraz jadła przy nim.

Zrelaksowana.

Kiedy skończyli, sprzątała, krzątała się po kuchni i znowu wyglądała na speszoną i niepewną.

Kurwa, ale był kutasem.

Stał oparty biodrami o blat, z rękoma splecionymi na piersiach.

Poczekał, aż wytrze ręce, a potem powiedział cicho:

- Eva, choć tutaj.

Podniosła głowę na niego i w jej oczach zobaczył zdziwienie i znowu niepewność.

Ale, na szczęście, podeszła.

Patrzył jej prosto w oczy.

- Byłem wczoraj kutasem i przepraszam za to - zaczął cicho, obejmując jej plecy na wysokości talii.

- Jimmy, nie… - zaczęła, ale jej przerwał.

Przesunął jedną dłoń na jej łopatki i rozłożył tak szeroko palce, czując gorąco jej skóry.

- Tak bardzo mi się podobało to, co robiliśmy, że nie mogłem nad sobą zapanować. Gdybym został choćby sekundę dłużej, znowu bym się na ciebie rzucił - zobaczył jak jej oczu rozgrzewają się i zagryzła dolną wargę.

Podniecało ją to.

Kurwa, ale to było gorące.

Wsunął drugą dłoń po ramieniu na jej kark, we włosy i tam gładził delikatnie czubkami palców.

- To mnie nie usprawiedliwia, ale chcę, żebyś wiedziała. Cholernie mi się podobało. I nigdy, przenigdy nie chcę się z tobą żegnać tak jak wczoraj, bo to mi się nie podobało. I za to też przepraszam. - patrzył w jej piękne, piwne oczy.

- Chcę cię zawsze całować, kiedy widzę cię i kiedy cię żegnam - zapewnił ją ponownie.

- Jimmy - szepnęła, oparła się o niego cały ciężarem i wygięła kręgosłup, by patrzeć cały czas w jego oczy.

Położyła obie płaskie dłonie na jego klatce piersiowej i poczuł to w kutasie.

Pochylił się i wyszeptał - Dasz mi to?

- Tak - odpowiedziała również szeptem i rozchyliła wargi tak, że jedyne co mógł zrobić, to pocałować ją.

Więc to zrobił.

Trzymał ręką jej kark, drugą jej plecy, przechylał ją do siebie, a ona poddawała się jego naciskowi.

Całował ją głęboko, z otwartymi ustami miażdżąc jej wargi, a językiem wdzierając się do jej otwartych, chętnych ust.

To było gorące, namiętne, a z jej strony namiętne i oddane.

Jakby się roztapiała pod jego dotykiem.

Podniecił się.

Podobało mu się jej rozpalanie się, jej gotowość, jej odpowiedź na jego pocałunki.

Była taka namiętna, gorąca.

A potem zrobił kolejną rzecz, którą po prostu musiał zrobić, mając ją samą, w jej mieszkaniu, taką ciepłą, chętną i gotową.

Wziął ją na ręce, obejmując jedną pod jej kolanami, a drugą jej plecy i poszedł do jej sypialni.

Nie przerwał pocałunku, a ona trzymała się jego ramion i karku, jakby to było jej koło ratunkowe.

W sypialni wszedł kolanem, położył ją na łóżku, położył się obok niej i zaczął ją pieścić i całować.

Zrzucił buty i skarpetki i poczuł, że ona robi to samo.

Tym razem nie zamierzał się spieszyć, chciał wykorzystać swój czas, szansę na poznanie każdego cala jej ciała.

I wyglądało na to, że zamierzała mu to dać i też chciała to od niego wziąć.

Kiedy ją całował i rozbierał, ona też go całowała i rozbierała.

I robili to powoli.

Zsunął się ustami na jej szyję, obojczyk, ramię, a potem na brzuch.

Podnosił jej koszulkę, znacząc ślad palców dotykiem warg.

W tym czasie ona gładziła jego włosy na karku, dotykała jego łopatek.

Przesunął się dłonią i ustami na brzeg stanika, a potem nad niego, by przejechać językiem po jej dekolcie.

Kiedy przesuwał jej koszulkę do góry, uniosła ręce, by mógł ją zdjąć z rzucić na podłogę, a potem wtoczyła się na niego.

Siedziała okrakiem na jego biodrach i czuł gorąco jej cipki.

Skuliła się.

Teraz jej usta goniły jej palce, kiedy podnosiła jego koszulkę najpierw po brzuchu, jakby badała jego mięśnie i jej się to podobało, a potem po klatce piersiowej, co jemu podobało się nawet jeszcze bardziej, zwłaszcza, kiedy otoczyła językiem jego sutki.

Większość kobiet, które miał, miała długie włosy.

Brakowało mu dotyku jej włosów na skórze, chciałby wsunąć w nie palce z tyłu jej głowy i przesunąć przez nie aż do tyłka.

Ale nie wiedział, czy i dlaczego je ścięła, więc na razie nie mówił jej o tym, po prostu pogładził ją po karku i zjechał dłonią między jej łopatki, kiedy tylko wsunęła się w górę niego.

Oparł się na jednym przedramieniu i przekręcił, zrzucając ją z siebie, kiedy sięgał po jej cycki.

Zawisł nad nią, oparty na łokciach.

Zdejmował jej stanik, pomału zsuwając ramiączka palcami i ciągnąc za nimi językiem, czując jak ją to podnieca.

Aż wydobył jej pierś ze stwardniałym sutkiem, spojrzał na niego i pochylił głowę, by ująć go ustami.

Miała małe sutki, które czuł kurewsko fantastycznie na wargach, a kiedy rozchylił usta, okazało się, że może objąć nimi całą pierś.

Jakby ją zjadał.

Genialne.

Wygięła kręgosłup, wpychając mu pierś do ust.

Kurewsko gorące.

Kiedy zassał, zajęczała nisko.

Cholernie kurewsko gorące.

Zjechał ręką po płaskim, szczupłym brzuchu prosto w jej szorty.

Rozchyliła nogi, wpychając biodra w jego dłoń.

Wsunął palce do jej majtek i poczuł jej wilgoć.

Znowu zajęczała.

Jej dłonie desperacko krążyły po jego plecach, drapały po biodrach, szarpiąc jego spodniami.

Wbiła palce w jego pośladki.

Uklęknął i rozpiął dżinsy.

Zobaczył, że ona rozpina swoje szorty i ściąga je z bioder.

Szarpnął swoje dżinsy do dołu razem z bokserkami, byle szybciej.

Wyprężony kutas wystrzelił z nich i zadrgał.

Złapała zachwycony wdech tak, jak zrobiła to wczoraj.

Oblizała się i spojrzała mu w oczy.

Podobało jej się to, co widziała.

A potem sięgnęła i objęła go dłonią.

Zacisnęła palce i przesunęła.

Jeszcze nie zamierzał jej pozwolić na nic więcej, bo mogło to się źle skończyć.

Dla niej źle.

Za szybko.

Był zbyt podniecony.

Może kiedyś.

Teraz nie.

Pragnął się w niej zanurzyć.

Położył ją na plecach i zsunął jej małe, czarne, majtki z miękkiej koronki.

Miała tam małą, krótko przystrzyżoną, trójkątną kępkę czarnych włosów.

Cała okolica bikini była wydepilowana, co umiał poznać i docenić po pieprzeniu zimnych, ale zadbanych bizneswoman i gorących, ale słabo zadbanych suk.

Wygiął się i przyłożył tam nos, by poczuć zapach jej podniecenia.

Cholernie kurewsko fantastycznie gorące.

Pocałował jej płaski, brązowy brzuch, gładką przestrzeń między jej piersiami i sunął wyżej.

Jezu, jaką miała cudowną, gładką skórę.

Wszedł kolanem między jej nogi, oparł się na lewym przedramieniu, a prawą ręką sięgnął między nich i dotknął ją tam, u celu, cały czas patrząc jej prosto w oczy.

Wciągnęła seksownie powietrze.

Patrzyła w jego oczy, trzymając w dłoniach jego bicepsy tak, jakby nie chciała się go trzymać, ale jakby chciała wyczuwać ruch jego mięśni.

Lubił to.

- Eva? - wyszeptał pytająco, a ona odpowiedziała nagląco również szeptem - Tak.

Kiedy dotknął jej wejścia swoim czubkiem, znowu seksownie wciągnęła powietrze.

Z zachwytem.

Podnieceniem.

Radością.

Wsunął się do środka i znowu poczuł to tak, jak wczoraj.

Nie wydawało mu się.

Była ciasna jak dziewica.

Jezu pierdolony Chryste!

Wspaniałe!

Miewał takie, kurwa, miewał różne, w różnym wieku i nigdy nie czuł takiej ciasnoty, gorąca i śliskości.

Zwłaszcza połączonych z namiętnością i doświadczeniem w dawaniu i braniu przyjemności.

Wygięła biodra, napychając się mocniej na niego, dała mu usta do pocałunku, jeździła dłońmi po jego skórze.

 A potem już nic nie było powoli, nie było delikatnie.

Rozpaliła się.

Kurwa, taki ogień.

Oboje nagle zaczęli się spieszyć.

Stopniowana i przewlekana namiętność wybuchła w nich obojgu naraz i to było kapitalne, jak doskonale byli zgrani.

Kiedy on się w nią wbijał, ona również nabijała się na niego.

Złapali ten rytm, który poganiał ich w stronę spełnienia i utrzymywali go przez długi czas.

Jimmy wykorzystywał każdą sekundę, którą mu dawała, wpychając się coraz mocniej, szybciej i gwałtowniej.

Waląc w nią.

Na początku opierała stopy na prześcieradle, podnosząc swoje biodra w jego stronę, a potem owinęła jego plecy łydkami i czuł jej pięty wbijające się w jego pośladki.

I, co było bardziej cholernie zachwycające, nadal unosiła przy tym biodra zgodnie z jego rytmem.

A potem rozłożyła kolana szeroko, oparła stopy o jego żebra, złapała go dłońmi za bicepsy, bijając w nie paznokcie i wtedy poczuł jej pierwszy skurcz.

Krzyknęła, zajęczała i wygięła się w jego stronę biodrami, a głową w poduszkę.

Tak jak poprzednio usłyszał niskie „Jimmy”, a potem doszła.

Zacisnęła się na kutasie tak mocno, jakby miała go zmiażdżyć.

Jak imadło.

I to spowodowało, że nie mógłby zapanować nad swoim orgazmem nawet, gdyby chciał.

Spektakularnie.

Nie wiedział, czy tak zawsze dochodziła, ale ponownie trwało to tak długo, że szarpał kutasa na zewnątrz i wpychał do środka, czując jej ciasną, śliską i gorącą miękkość zaciśniętą dookoła niego tak kurewsko fantastycznie, że doszedł mocno i niekontrolowanie.

Jęczał swoją rozkosz z jej imieniem w jej szyję spuszczając się w nią i potem poczuł jej uśmiech na gardle.

Podobało jej się to, że mu to dała.

Cieszył się jak cholera z tego, że jej to dał.

I miał nadzieję, że cholernie pojęła, że ją przepraszał.

Leżał lekko zsunięty na jej bok, by nie przyciskać jej swoim ciężarem, aż poczuł że się wysuwa.

Wtedy przetoczył się, by leżeć bokiem do niej, a ona odwróciła się bokiem do niego i wtuliła się głową i rękoma w jego klatkę piersiową.

Leżał potem obok niej, całował ją po szyi, za uszami i wąchał jej zapach.

To była ona, więc nie zauważył ich wcześniej.

Jej perfumy były, jak wszystko w niej, delikatne, nienachalne, subtelne, ekskluzywne.

Kwiatowe.

Były częścią niej.

Teraz, po jego przeprosinach, po ich zespoleniu i pojednaniu, zapamiętywał wszystko z niej.

I ten zapach też.

Wtulił się.

Nie zamierzał wychodzić.

Będzie musiał pójść po jakieś czyste ubrania, ale może to zrobić później.

Chciał tego od dawna, więc to zrobił.

Mimo bardzo wczesnej godziny ułożył się na plecach, szarpnął kołdrę, przykrył ją i siebie.

Wsunął ramię pod jej głowę, a ona położyła się piersiami na jego boku, objęła ramieniem jego klatkę piersiową tak, że czubkami palców dotykała do jego szczęki, a nogę przerzuciła przez jego uda.

Czoło oparła na jego szyi.

Zgiął jedną rękę tak, że ją przytulił za plecy i trzymał dłonią za biodro, słuchając jej spokojnego oddechu, podczas gdy zasypiała.

Dotykał ustami jej włosów, zamknął oczy i słuchał.

A potem dołączył do niej.

Wreszcie wszystko było na swoim miejscu.

Tak, jak powinno być zawsze.

Jakby mieli to od lat.

*****

Następnego dnia rano…

Jimmy obudził się, zamrugał i wciągnął do nosa zapach róż.

Zapach, który przypomniał mu, że jest z Evą.

Jej ciepłe, miękkie ciało było przyciśnięte do jego boku, jej niezbyt długie włosy rozrzucone na jego ramieniu.

Jakby spali bez ruchu przez całą noc.

Uśmiechnął się do sufitu.

Przypomniał sobie, jak poprzedniego wieczoru, po przebudzeniu się, po przespaniu zaledwie godziny, obudził ją i całował głęboko, a ona mu oddawała pocałunek, chociaż oczy miała początkowo senne.

Rozpaliła się szybko i pieściła go po klatce piersiowej, brzuchu i niżej, wskazując, że znowu go chce.

Uwielbiał to.

Podniecało go to dodatkowo, chociaż nie potrzebował takiej podniety.

Sam dotyk jej ciała, budzenie się obok niej było podniecające tak, że jego kutas drgał, jakby sam chciał znaleźć drogę do jej wnętrza.

Kochali się powoli.

Poznawali się i pieścili.

Kiedy była na to gotowa, usiadła na nim i wzięła go do środka.

Patrzył, jak rusza biodrami, nie odrywając się od niego.

Właściwie go nie ujeżdżała, tylko głaskała, kołysząc powoli biodrami do przodu i do tyłu.

Patrzył cały czas w jej oczy, a potem objął dłońmi jej piersi i zafascynowany patrzył, jak stają jej sutki.

Kiedy przeturlał jeden między kciukiem a palcem wskazującym, jęknęła, odgięła głowę na plecy i zacisnęła się na nim, jakby miała zaraz dojść.

Kurwa.

Potem przyspieszyła, oparła się cyckami o niego, całowała go mocno, pieszcząc językiem jego język i gnała coraz szybciej.

Nie zamierzał jej na to pozwolić, więc przeturlał się, nie wychodząc ze środka, dziękując pieprzonemu Chrystusowi, że jej łóżko było takie wielkie.

A potem walił w nią coraz mocniej i bardzo, bardzo długo, aż jej jęki zamieniły się w krzyki i wreszcie usłyszał to, co zdążył pokochać.

Wyjęczała jego imię tuż przed dojściem.

A potem on doszedł, jęcząc jej imię.

Po jego finale wstali i, nadzy, poszli do kuchni.

Podobało mu się to, że nie ukrywała się przed nim, nie czuła się skrępowana jej ani jego nagością.

 Siedząc przy sobie na kanapie, jedli lody prosto z pudełka łyżkami, kiedy on trzymał pudełko między nimi, a potem wrócili do sypialni.

- Idę do łazienki - powiedziała Eva, jakby zawstydzona, rozglądając się, patrząc wszędzie, tylko nie na niego.

- Chcesz szczoteczkę? - zapytała go.

Uznał, że to nie ze było skrępowania, ale powróciła jej niepewność, bo bała się, że on znowu wyjdzie.

- Tak, poproszę - powiedział, podchodząc do niej.

Ujął jej szczękę od dołu, podniósł jej głowę, by dotknąć jej ust swoimi.

Uśmiechnęła się delikatnie, przechyliła głowę, odwróciła wzrok i znowu założyła włosy za ucho.

Poszli razem do łazienki, umyli zęby i załatwiali inne sprawy, a potem wrócili do łóżka.

Weszła tam pierwsza, po czym usiadła na jednej nodze i patrzyła, jak wchodzi za nią.

Wyglądało, jakby bardzo podobał jej się ten pokaz.

Jej oczy były ciepłe, a twarz łagodna.

Z tym obrazem pod powiekami, ułożył ją tak, jak poprzednio na swoim ramieniu, przyciśniętą cyckami do jego żeber, z nogą przerzuconą przez jego uda, przytulił ją za tyłek do swojego boku i zasnęli.

I spali tak aż do teraz.

Słuchał, jak zmienił się jej oddech, niepewny, czy się obudziła.

Wreszcie poruszyła się, więc objął dłonią bok jej szczęki, odchylił lekko jej głowę i zwrócił do niej twarz.

- Hej - szepnął.

Zamrugała i uśmiechnęła się radośnie, wręcz szczęśliwie, a jednocześnie nieśmiało.

- Hej - odpowiedziała.

- Muszę iść - powiedział i zobaczył, jak radość opuszcza jej oczy.

- Pójdę do siebie - ciągnął dalej - i wezmę trochę ubrań, a jak wrócę, pójdziemy pod prysznic.

Nagle w jej twarzy błysnęło takie światło, taka radość, że pomyślał, że może oślepnąć.

Kurwa, ale był kutasem.

Mógł mieć to wcześniej.

Kiedy cieszyła się, że on chce być z nią, a właśnie to stało się oczywiste, była taka piękna.

Pocałował ją dużo słabiej niż chciał, bo pragnął zanurzyć się w niej, ale wiedział, że będą mieli dużo czasu na wszystko.

I był zdeterminowany, żeby jej to dać.

Stoczył się z łóżka, wciągnął spodnie i sięgnął do niej jeszcze raz, by wziąć kolejny pocałunek.

Cały czas śledziła go wzrokiem, który był teraz gorący, więc wiedział, że podobał jej się pokaz, obejmujący jego nagi tyłek wychodzący z jej łóżka i znikający w jego spodniach.

- Nie ruszaj się - rozkazał - zaraz wracam.

- Dobrze - szepnęła.

Poszedł do drzwi, ale z przedpokoju jeszcze wrócił do niej i krzyknął z progu sypialni:

- Biorę zapasowy klucz, żebyś nie musiała wstawać i mnie wpuszczać.

- Dobrze - zawołała cichym głosem.

- Na razie - zawołał jeszcze i poszedł do drzwi.

- Na razie, Jimmy - usłyszał i, kurwa, ale mu się to podobało.

Wpadł do swojego mieszkania, złapał kilka koszulek, drugą parę spodni, bokserki i skarpetki.

Potem dorzucił do zaręcza ubrań spodnie od piżamy i bluzę dresową.

Poszedł do łazienki i zabrał przybory do golenia.

Nie zamierzał wracać do swojego mieszkania przez następne dni.

Kurwa, ale szkoda, że jutro musiał iść do pracy.

Wrócił do niej, otworzył drzwi kluczem, który właśnie uznał za swój, więc schował potem do kieszeni spodni z kluczami od swojego mieszkania i poszedł prosto do jej sypialni.

Nie ruszyła się.

Kiedy wchodził, patrzyła na niego ponownie roziskrzonym wzrokiem.

Przekręciła się na bok, by obserwować, jak rzucał stertę swoich ubrań na podłogę obok szafy, a wraz z nimi przybory do golenia.

Zagryzła wargę i wykonała ruch, ale nie dał jej czasu na reakcję.

- Pod prysznic - zarządził, ściągając spodnie i sięgnął po nią ręką.

Wyciągnął ją nagą z łóżka, przytulił do siebie, patrząc cały czas w jej oczy i poszli razem pod prysznic.

Nigdy nie był w jej łazience.

Kurwa, to było coś genialnego.

Niebiesko zielone cudo.

Duża przestrzeń prysznicowa, bez brodzika, była w całości wyłożona drobnymi kafelkami (wiedział, że musiały kosztować krocie) i oddzielona od reszty szklanymi drzwiami.

Oprócz prysznica była tam też deszczownica (też niezbyt tania), którą Eva teraz uruchomiła z gorącą wodą, więc byli jakby w ciepłej ulewie, obmywającej ich ciała.

Wszedł i odwrócił się do niej, skupiając na niej całą swoją uwagę.

Eva nalała na dłonie olejek do kąpieli o zapachu róż, który, jak się przekonał, był tam jedynym środkiem myjącym, więc powiedziała mu (przepraszając, że tak się stało), że od razu tego dnia kupi dla niego żel pod prysznic dla mężczyzn, który pachniałby tak, jak ten, którego on używał (mógł pomyśleć, by zabrać swój ze swojej łazienki).

Zrobiła trochę piany, pocierając jedną rękę o drugą.

A potem obie dłonie przyłożyła do jego brzucha.

Myli się powoli gładząc swoje ciała na wzajem, a Jimmy pieścił ją tak, jak chciał już bardzo, bardzo dawno temu.

Leniwie, nie spiesząc się, dokładnie, dogłębnie, poznając ze szczegółami każdy zakamarek jej ciała.

Miała taką gładką, delikatną skórę.

Miał wiele młodszych kobiet, ale ona była lepsza.

Najlepsza.

Nie miała żadnych znamion, blizn, w ogóle cellulitu czy zmarszczek, żadnych niedoskonałości.

Kilka pieprzyków na plecach, a zwłaszcza jeden, duży, na udzie, czyniły ją jeszcze bardziej seksowną.

Odkrył na jej plecach tatuaż.

Nie przyglądał się.

Ciągle ją gładząc, przekonał się, że była bardzo wrażliwa na dotyk, reagowała na niego gorąco i chciał to zbadać.

Tak, to był ten ognisty temperament.

Stopniowo rozpalała się coraz bardziej, dotykając go coraz śmielej, wyginając się pod wpływem dotyku jego dłoni.

Ponownie pragnął jej.

Kurwa!

To było tak, jakby uczył ją seksu.

Pożądał jej przez to mocniej.

Niemożliwe.

Genialnie fantastyczne.

Była pewna swojego ciała, dojrzała, seksowna, a jednocześnie tak niedoświadczona i gorąca.

Niesamowite połączenie.

Kiedy rozpalili się, zjechała dłonią po jego brzuchu, objęła jego twardą, drgającą męskość, pieściła go przez chwilę, jęknęła, zagryzła wargę, a potem wyszeptała:

- Jimmy, proszę. Chcę…

Nie wahał się dłużej.

Trzymając ją pod kolanem, odciągnął jej lewą nogę na swoje biodro, ujął drugą dłonią kutasa, naprowadził na jej wejście i pchnął.

Znowu poczuł te ciasnotę, śliskość i gorąco.

Ustami wziął jej usta i jednocześnie poczuł i usłyszał niski jęk jej rozkoszy.

Pchał rytmicznie, dociskając ją do kafelków i opierając się za jej ramieniem lewą ręką, a potem owinęła ramionami jego ramiona, wspięła się i zarzuciła również drugą nogę na jego plecy.

Objął jej tyłek oburącz, oparł jej uda na swoich przedramionach, by trzymać ją w górze, przyciskał ją do ściany i jechał.

Ruszała biodrami w rytm jego pchnięć, wpijała się ustami w jego usta: brała w siebie jego kutasa i jego język.

Kiedy przyspieszył, ona też przyspieszyła.

Jęczała, skamlała, mruczała i wiła się koło jego ciała.

Nagle odgięła głowę, uderzyła nią o kafelki i krzyknęła nisko - Jimmy - a potem poczuł, że jego kutas wchodzi między zaciskające się mocno ściany.

Szarpał nim jeszcze przez chwilę, aż i jego ogarnęło spełnienie.

Pochylił się na jej szyję i wyjęczał tam swoją rozkosz z jej imieniem.

Obejmował jej dłońmi tyłek jeszcze przez chwilę, a ona trzymała się mocno, wisząc na nim rękoma i nogami.

Podniósł głowę i pocałował ją głęboko, długo i pieszczotliwie, przyciągając jej głowę dłonią owiniętą o jej kark pod włosami.

Wyprostowała nogi i stanęła.

Opierała się o kafelki i patrzyła na niego półprzymkniętymi oczami.

- Wszystko w porządku? - zapytał cicho.

- O, tak - wyszeptała.

- Dokończ się myć i wychodzimy - rozkazał.

- Okej - wyszeptała, sięgnęła po olejek do kąpieli i znowu zrobiła trochę piany.

Mył siebie i obserwował ją kątem oka.

Była w niej jakaś niepewność.

Tak bardzo chciał dać jej poczucie bezpieczeństwa.

Wyszła spod prysznica, owinęła się ręcznikiem i powiedziała:

- Ja.. hmmm… przyniosę zaraz dla ciebie - spuściła głowę i wyszła z łazienki.

Rozglądał się po łazience zaskoczony, chociaż nie powinien być.

Nie było mowy, żeby Dominik ją urządzał, więc to było coś, co również zrobiła sama.

Miała tu zarówno sedes jak i bidet.

Umywalka była osadzona w ściankach obudowanych dużymi kaflami i miała bardzo duży biały blat.

Na ścianie nad nią było naklejone bardzo duże lustro z kilkoma lampkami ledowymi dookoła, które dawały dużo ciepłego światła.

Podobne lampki były osadzone w suficie nad nim.

Chwilę później wróciła, podała mu ręcznik i znowu wyszła.

Kiedy się wytarł i wszedł do sypialni owinięty w ręcznik, już wkładała spodnie dresowe, miała na sobie stanik, a na łóżku leżała jej naszykowana koszulka.

Spieszyła się jakby nie chciała, żeby oglądał ją nie ubraną.

Co do cholery?

Po ubraniu się pocałowała go lekko, opierając się dłonią o jego biceps, a potem mruknęła:

- Przygotuję śniadanie - i wyszła.

Nie spieszył się, by przygotować się na dzień, który zamierzał spędzić w całości z Evą.

 


3 komentarze: