Rozdział
7
Eva
Następnego dnia rano
Tej
nocy prawie nie spałam.
Owszem,
lubiłam seks, dawno tego nie miałam, ale to było…
to było….
Nie
chodziło o zakończenie długiego okresu posuchy.
Nie
chodziło nawet o to, że lubiłam seks.
Myślałam,
że to dla niego znaczyło coś więcej niż szybki numerek i, kiedy wyszedł właściwie
bez słowa po fakcie, poczułam się jednocześnie zbrukana, łatwa i porzucona.
Na
dodatek ogarnęło mnie poczucie winy.
Co
ja narobiłam!
Jakbym
zdradziła mojego męża i moje ideały.
Gównie
dlatego, że dla mnie to znaczyło coś
więcej.
Nie
miałam żadnego mężczyzny innego niż mój mąż od dwudziestu pięciu lat, a w czasie
tych kilkudziesięciu lat małżeństwa też nie.
I
tak mi było dobrze.
Nie
potrzebowałam innego.
Ale
to był Jimmy.
Dlatego
po wyjściu Jimmy’ego wzięłam prysznic i, zanim spod niego wyszłam, zaczęłam
płakać.
I
płakałam tak, kładąc się do łóżka.
Płakałam,
zaciskając skrzyżowane ręce na poduszce wciśniętej w brzuch i kiwając się
bezradnie na łóżku.
Płakałam
z przerwami prawie całą noc.
Żałosna.
Wstałam
jak zwykle, kiedy zadzwonił budzik.
Kręciłam
się później po mieszkaniu jak automat.
Ubrałam
się w letnią, szaro zieloną, bawełnianą sukienkę bez rękawów i byłam boso, bo
znowu zapowiadał się gorący dzień.
Przygotowałam
śniadanie dla Berta, który miał jechać na wycieczkę z klasą, pokroiłam dla
niego zapiekaną kanapkę na lunch i zapakowałam mu mufinki.
Wtedy
przypomniałam sobie, że Jimmy pojechał do pracy przed szóstą.
Nie
siedziałam w oknie, kiedy odjeżdżał.
Nieważne.
I
tak pewno mnie tam nie zauważał.
Bert
wpadł jak zwykle, krzycząc od progu - „Hej, Eva”.
Opowiadał
o tym, jak poprzedniego dnia wypadła jego prezentacja o ulubionej drużynie
koszykówki.
Jego
paplanina przez śniadanie i potem w drodze do szkoły rozładowała trochę mój
nastój, bo przestałam myśleć tylko o sobie.
Kiedy
go zostawiłam w szkole, pojechałam do sklepu spożywczego, a potem wróciłam do domu,
by przygotować lunch.
Wiedziałam,
że powinnam coś zjeść.
Cały
czas myślałam o poprzednim wieczorze.
Zaczęłam
powoli dochodzić do wniosku, że ponownie zachowałam się głupio i jak egoistka.
Użalałam
się, rozpaczałam, a tak naprawdę nie miałam powodu.
Jimmy
szedł do pracy na bardzo wcześnie rano, więc po prostu wyszedł, bo musiał się
wyspać.
Żadne
z nas nie mówiło o swoich uczuciach.
W
ogóle mało sobie mówiliśmy.
Na
kolacji poprzedniego dnia po raz pierwszy naprawdę z sobą rozmawialiśmy.
To
była moja wina.
Może,
kiedy ja się będę w stanie powiedzieć mu o sobie, otworzyć przed nim, to i on
otworzy się przede mną.
Ale
może powinniśmy oboje po prostu pójść dalej.
Zacząć
nowe życie razem bez oglądania się wstecz.
Może
wystarczy nam wspaniały (musiałam to przyznać) seks.
I
naprawdę, naprawdę miałam nadzieję,
że to nie było to, na co wyglądało.
Że
Jimmy wziął tego, co chciał od łatwej, puszczalskiej sąsiadki, starej, zdesperowanej
i żałosnej, a potem sobie poszedł, bo
skończył z tym.
Skończył
ze mną.
Że
tak naprawdę nie mamy mieć życia razem.
A
ja, przez to głupie, głupie
zachowanie straciłam przyjaciela.
Po
lunchu poszłam, jak zwykle, do Sama i Aleka, by zabrać do siebie Tuk-tuka na
kilka godzin.
Alek
był w pracy, a Sam właśnie wychodził, co uwolniło mnie od konieczności mówienia
o czymkolwiek, odpowiadania na pytania, które bez wątpienia pojawiłyby się,
gdyby zauważyli mój nastrój.
Potem
znowu zadzwonił Jacob i próbował się
umówić na kolację.
O rany.
Kiedy
spacerowałam z Tuk-tukiem po galerii, podlewając kwiaty, poznałam kolejną nową
sąsiadkę.
Była
to nieco wyższa ode mnie Mulatka z pięknym czarnymi, lśniącymi włosami, które
mocno się kręcąc opadały jej na ramiona.
Od
tyłu wyglądała na po prostu szczupłą, wręcz dziewczęcą, ale od przodu wystawały
zapierające dech piersi.
Łał.
Była
niezwykle energiczna, przyjacielska i nieco ekscentryczna w zachowaniu.
Nosiła
bardzo krótkie szorty, poszarpany na brzegach top bez rękawów i klapki na
wysokim koturnie.
-
Hej! - krzyknęła na mój widok.
-
Pracujesz tu, czy mieszkasz? - zawołała.
Podbiegła
dookoła galerii, a potem do mnie z wyciągniętą ręką.
-
Jestem Sonija, mieszkamy tam - odwróciła się, by wskazać drzwi prawie naprzeciwko
moich, kiedy ją uścisnęłam.
-
Hej - powiedziałam z uśmiechem
-
Jestem Eva. Mieszkam tu - wskazałam swoje drzwi.
-
Ojej - krzyknęła - jaki cudny!
Oczywiście
to było o Tuk-tuku.
Z
dalszej rozmowy dowiedziałam się, że pracuje w salonie meblowym, który jest
czynny codziennie od siódmej rano do ósmej wieczorem.
Pracowali
w nim na zmiany, więc czasem była w domu przed południem, a czasem po południu.
Jeden
dzień w tygodniu miała zawsze wolny, a w drugi dzień wolny brała często dyżury,
by dorobić.
Zarabiała
sporo na dywidendach ze sprzedaży mebli, więc pytała, czy nie potrzebuję nowych.
-
Sonija! - usłyszałyśmy - gdzie zginęłaś?
To
był biały mężczyzna, nieco wyższy od niej i o mocnej budowie ciała.
Przedstawił
mi się jako Benji.
Miał
ciepły, silny uścisk dłoni i łagodne, uważne spojrzenie jasnych oczu.
-
Przepraszam Eva, ale nie dokończyliśmy rozpakowywać, więc muszę ją zabrać -
powiedział do mnie.
-
Wiesz Benji - zawołała Sonija - Eva zajmuje się tutaj kwiatami.
Zwróciła
się do mnie - To był jeden powodów, dla
których chciałam tu mieszkać. Gdyby było ich więcej, może więcej ludzi by
pytało o te mieszkania!
Cóż,
to był genialny pomysł!
Musiałam
znowu porozmawiać z Dominikiem.
-
Hej, dobrze mówisz - rzuciłam, pomachałam im na pożegnanie, wzięłam Tuk-tuka na
ręce i poszłam do mieszkania.
Usiadłam
z kolanami podwiniętymi pod siebie na krześle przy stole, położyłam przed sobą
kartkę papieru i zagryzłam ołówek.
W
ciągu następnej godziny naszkicowałam na kartce plan zieleni w patio i przy
parkingu.
Z
Internetu ściągnęłam ceny ewentualnych roślin, ziemi i innych niezbędnych
rzeczy.
Następnie
zadzwoniłam do Dominika i poprosiłam go o przyjazd i rozmowę.
Na
szczęście miał czas, więc obiecał być za pół godziny.
Przebrałam
się w codzienne, czarne szorty, sandałki na niskim koturnie i bawełnianą,
półelastyczną, jasno zieloną koszulkę z krótkimi rękawkami i żółtym nadrukiem bądź sobą.
Potem
poszłam do chłopaków z ekipy remontującej kolejne mieszkanie i poprosiłam
jednego z nich - Bobby’ego, hydraulika, by spojrzał na instalacje wokół
budynków i powiedział mi o nich.
Poszłam
do nich z mufinkami, bo wiedziałam, że je lubią, a uznałam, że potrzebuję ich
trochę przekupić.
Żartowali
ze mną i robili dużo dla mnie, kiedy ich o to prosiłam, ale nadal czułam się
winna, że odrywam ich od pracy.
Może
trochę ich wykorzystywałam, ale samotna kobieta musi sobie radzić w życiu.
*****
Kilka godzin później
Stałam
przy wyładowanym bagażniku mojego Priusa i wypakowywałam worki z ziemią do
taczki, którą wygrzebałam z pomieszczenia obok biura Dominika i przytargałam na
parking.
Cały
parking był pokryty ażurowymi płytami, które w założeniu miały zapewne
zwiększać teren zieleni, ale były niewygodne do chodzenia.
A
teraz były bardzo zaniedbane.
Ustaliłam
z Dominikiem, że za kolejne pół roku czynszu na poziomie z mojego poprzedniego
mieszkania urządzę zieleń w patio i przy parkingu.
Przedstawiłam
mu opinię Soniji i od razu zaczął mówić o urządzeniu terenu zielonego za
kompleksem.
Ale
co za dużo, to niezdrowo.
Mogłam
zająć się zielenią na galerii i patio oraz obok parkingu, ale tamten teren był olbrzymi.
Niech
zatrudni konserwatora zieleni, czy jakkolwiek to się nazywa.
Nie
potrzebowałam, ani nie mogłam mieć prawdziwej pracy.
Zrobiłam
listę potrzebnych rzeczy, listę zakupów spożywczych, których potrzebowałam do
domu, po analizie google maps zaplanowałam trasę po sklepach i wyruszyłam.
Właśnie
wróciłam i rozpakowywałam samochód.
Będąc
z głową w bagażniku nie usłyszałam, jak obok mnie parkuje Highlander Jimmy’ego.
Wyszarpnęłam
worek na brzeg bagażnika, kiedy trzasnęły jego drzwi i zapikały zamki.
Znałam
ten dźwięk.
Oddech
mi się urwał.
Zamarłam
i powoli odwróciłam głowę w jego stronę.
Zaaferowana
moim planem, nie spojrzałam na zegarek.
Był
tam Jimmy, który właśnie wrócił z pracy.
Bez
słowa podszedł do bagażnika mojego Priusa, wyciągnął z moich rąk worek, wrzucił
go na taczkę, odsunął mnie ręką i sięgnął po następny.
Stałam
nieruchomo obok, zacisnęłam usta, żeby nie krzyczeć, owinęłam ręce wokół
brzucha, żeby zatamować ból i nie wiedziałam, co ze sobą zrobić.
Kiedy
wszystkie worki z ziemią i żwir były spakowane do taczki, popatrzył na mnie, a
ja drgnęłam, ruszyłam się, wyciągnęłam z tylnego siedzenia dwie tace z
roślinami i poszliśmy w stronę budynku.
Zaprowadziłam
go do pomieszczenia, w którym chciałam to składować, rozładował to, odstawił
taczkę i zrobił to wszystko bez… jednego…
słowa…
Nie
wiedziałam co dalej.
Pójdzie
sobie tak, jak wczoraj?
Byliśmy
w tym ciemnym pomieszczeniu, stałam z pustymi, opuszczonymi rękoma i patrzyłam,
jak Jimmy podchodzi blisko mnie.
Bardzo
blisko.
Objął
mnie w talii jedną ręką, a drugą wsunął w moje włosy, zacisnął na nich pięść i
odchylił mi głowę do tyłu.
Złapałam
oburącz kurczowo za jego koszulkę w pasie, bo nagle znowu zabrakło mi tchu.
Bez
sekundy zawahania się pochylił się i wziął moje usta w posiadanie.
Nie
mogę tego inaczej nazwać.
Pocałował
mnie tak namiętnie i nagląco, że to było zaborcze.
Rozchyliłam
wargi i jego język wślizgnął się do moich ust.
Zakręciło
mi się w głowie.
O
Boże!
Nigdy
z nikim tak się nie całowałam i zawsze sądziłam, że to dlatego, że nie umiałam.
A
z nim całowałam się tak już po raz kolejny.
Przesunęłam
jedną z dłoni na jego ramię, a potem na kark, we włosy i trzymałam się.
O Boże kochany!
Odsunął
się odrobinę, tak że widziałam tylko jego oczy i wyszeptał - „Hej”.
Uśmiechnęłam
się niepewnie, zamrugałam i odpowiedziałam - „Hej”.
-
Daję słowo, że już nigdy nie wyjdę i nie wrócę bez pocałowania cię na pożegnanie
czy powitanie - powiedział, a ja poczułam, że szczypią mnie oczy.
Więc…
Może.
*****
Jimmy
Kiedy
Jimmy wychodził rano do pracy, odwrócił się, jak zwykle to robił, spojrzał w
okno Evy i zamarło mu jego pieprzone serce.
Nie
było jej w tym cholernym oknie.
Eva.
Spędził
gównianą noc, wiercąc się w swoim jebanym wielkim łóżku cholernie sam i cały czas pamiętając, że ona leży
zaledwie kilkadziesiąt pieprzonych stóp dalej w swoim.
Spierdolił
sprawę.
Chciał
być z nią, trzymać ją ochronnie w ramionach, ale obawiał się, że nie przestałby
jej pieprzyć.
Kiedy
otworzyła mu drzwi poprzedniego wieczoru, nie był zdolny do żadnej reakcji
przez dobre kilka sekund.
Bo
usłyszał, jak biegła do niego przez mieszkanie i szarpnęła drzwi po tym, jak
tylko dwa razy w nie puknął.
Z
radością.
Nie
zdążył nawet zadzwonić.
A
na dodatek była w tej sukience.
Opinała
ją jak druga skóra.
Więc
potem wystarczyło, że poczuł jej nagą skórę na łokciu pod palcami, kiedy
schodzili po tych cholernych schodach i zobaczył jej odkryte kolana tych
cholernie pięknych, długich nóg, kiedy włożyła swój tyłek na cholerne siedzenie
Highlandera, zanim pojechali na kolację, a kutas wyrywał mu się ze spodni.
To
było tak cholernie eleganckie i swobodne z jej strony.
Tak
samo poruszała się po tych pieprzonych dziurach w płytach na parkingu.
Szła
chyba na palcach, jakby tańczyła i kołysała przy tym biodrami, a on ciągle
trzymał ją za łokieć, więc czuł każdy ruch.
Na
swoim kutasie.
Potem,
tuż przed wejściem do restauracji, kiedy chciała mu coś powiedzieć, co ją podnieciło,
że aż podskakiwała jak dziewczynka, zadzwoniła pieprzona Martha, nierozważnie
odebrał i prawie zepsuła mu humor.
Kiedy
wracał do restauracji i zobaczył, jak Alberto kręci nią, a ona obraca się z
gracją, usłyszał jego krzyk ona jest
cudowna, kiedy zobaczył jej zaróżowione policzki, skrępowanie, a
jednocześnie niepodważalny seksapil, dokładnie tak pomyślał.
Była
cudowna.
A
spędzony tam z nią wieczór upewnił go, że była cholernie cudowna.
Zabawna,
otwarta na ludzi, uważna.
To,
że zachwyciła Alberto, nie było nowiną.
Ten
zawsze potrafił się cholernie głośno zachwycać każdą napotkaną suką.
Ale
zaledwie kilka cichych słów powiedzianych do Josha i on też pochylił się do
niej z atencją.
A
potem zerkał na nią przez całą ich kolację przez to pieprzone okienko w
drzwiach do kuchni, jakby szczególnie zależało mu na jej opinii.
To było
niespotykane.
Zachwycający
był sposób, w jaki opowiadała o swojej przyjaciółce z Denver.
Jakby
była jakimś cudem, zesłanym przez Boga na Ziemię z boskim darem, by umilić
ludziom życie.
Tak
samo urocza była jej widoczna miłość do literatury, o której potrafiła
opowiadać z pasją, z ogniem, który miał nadzieję z niej wydobyć.
I
jej zachwyt nad jedzeniem.
Jakby
kochała kosztować życie, każdy jego aspekt.
Ale
on zapragnął usłyszeć ten niski pomruk zadowolenia wydobywający się z jej
gardła, kiedy byłby spowodowany przez niego.
I
jeszcze ta pieprzona sukienka.
Elegancka
prostota, a do tego seksowna jak
cholera, podkreślająca każdą jej krzywiznę.
Nie
miała cycków ani tyłka, a wprost emanowała seksem zwłaszcza, jak poruszała się
na tych cholernych obcasach.
Nie
wiedział, na czym to polegało.
Do
diabła!
Nie
umiał przestać o tym myśleć.
I
wyobrażać sobie, jak poruszałaby się na wysokich
obcasach.
O
tym wszystkim i o swoim popierdolonym zachowaniu kutasa po ich pierwszym razie,
takim zajebistym i oddanym z jej strony.
Nie
wiedział co było większym błędem.
Czy
to, że wtargnął tak w jej życie.
To,
że wziął ją tak szybko, namiętnie, ale bez przygotowania, czy to, że potem ją
zostawił tak głupio.
Ale
chciał tego, być z nią.
Bardzo.
A
potem spędził naprawdę gówniany dzień w pracy, warcząc o wszystko na
wszystkich, bo chciał być szybciej z nią, wziąć ją w ramiona i błagać o
przebaczenie za bycie kutasem.
Kiedy
po powrocie z pracy wysiadł z SUV’a i zobaczył jej tyłek wystający z bagażnika
jej Priusa w tych krótkich szortach, miał ochotę złapać ją za biodra i
przysunąć do kutasa, by poczuła co robi z nim jej widok.
Więc
nie mógł wydusić ani słowa.
Ale
bardziej miał ochotę na to, co zrobił później w tym pieprzonym ciemnym pomieszczeniu.
Wziąć
jej usta w długim, gorącym pocałunku,
by zobaczyć jej piwne oczy tak się rozgrzewają i usłyszeć, jak mówi szeptem jego
imię.
-
Daję słowo, że już nigdy nie wyjdę i nie wrócę bez pocałowania cię na
pożegnanie czy powitanie - wymamrotał i zobaczył, że jej oczy zaczynają
niebezpiecznie błyszczeć.
Zauważył
jej bladość i kręgi pod oczami.
-
Eva - szepnął - spałaś w ogóle w nocy?
Kiedy
zagryzła wargi i spuściła wzrok, przeniknął go ból.
Jezu
pieprzony Chryste!
Był
takim kutasem.
Przytulił
ją do swojego gardła, potem odsunął trochę i pocałował w skroń.
-
Jimmy - wyszeptała i poczuł to.
Właśnie
tak powinno być zawsze.
Tak,
jakby robili to od lat i było to właściwe.
Wziął
ją za rękę i wyciągnął z tego pomieszczenia, zanim tam rzuciłby się na nią, przed wejściem do mieszkania.
-
Idziemy do domu - stwierdził.
-
Jeszcze zakupy - powiedziała cicho, wykręcając się w jego ręku w stronę
samochodów.
Poszedł
za nią, zabrał torby, ona wzięła torebkę, zamknęła Priusa i poszli w stronę
schodów.
Weszli
na górę, a on nie odzywał się.
Nie
zamierzał jej zostawiać ani na chwilę, ale to musiała być jej decyzja.
-
Umm… - wymamrotała - Jesteś głodny?
Kurwa, tak!
Chciała
spędzić z nim więcej czasu.
-
Trochę - uśmiechnął się do niej.
-
Ja… Mam kolację. Jeszcze… nie jadłam. Jeśli chcesz… - urwała niepewna.
Kurwa,
był wczoraj takim popieprzonym kutasem.
Nie
powinien był wychodzić bez słowa.
Nigdy.
Bała
się jego reakcji.
Musiał
postępować z nią ostrożniej, delikatniej.
Więc
kiedy wchodził za nią do jej mieszkania, postanowił być na luzie i zrobił to
zmieniając temat, by dać jej odprężenie.
-
O co chodzi z tą ziemią - zapytał.
-
Mamy nowych sąsiadów naprzeciwko, taką parę, Sonija i Benji, może ich
spotkałeś… - urwała i spojrzała na niego, a potem ciągnęła dalej - …i oni
powiedzieli mi, że więcej zieleni może ściągnąć więcej lokatorów.
Poszła
do kuchni, a on poszedł za nią.
-
Może mi na tym nie zależeć, ale nie o to chodzi - mówiła - Mam dużo wolnego
czasu, więc porozmawiałam z Dominikiem i on zgodził się, żebym płaciła
trzydzieści procent czynszu przez kilka miesięcy w zamian za utrzymywanie
kwiatów na galerii, patio i przy parkingu. Więc zrobiłam plan, poszperałam w
Internecie i wybrałam trochę kwiatów do wsadzenia w te betonowe gazony na dole.
Lubię jak kwitną, więc wybrałam nie tylko zielone, ale i kolorowe. Pojechałam
do sklepów i kupiłam wszystko, a Dominik odda mi pieniądze. Już tak robiliśmy
przy remoncie, wiec wiem. Wiesz? Będę miała zajęcie, a jednocześnie trochę zaoszczędzę
na opłatach.
Opowiadała,
zrelaksowała się i jednocześnie kręciła się po kuchni, szykowała jedzenie do
podgrzewania.
Przechodziła
koło niego kilka razy, sięgając do lodówki i do szafek.
Rozluźniła
się, zajęta zwykłymi sprawami.
Otworzył
szufladę, która była za jego biodrami i wyciągnął sztućce.
Pachniało
niesamowicie.
Kiedy
to, co miała w garnkach i na patelni, zaczęło się rozgrzewać i zapach się
wzmocnił, jego żołądek zabulgotał.
Podeszła
do niego, wzięła od niego sztućce i odchyliła głowę, patrząc do góry w jego
oczy.
Zaśmiała
się delikatnie.
-
Ocho, naprawdę jesteś głodny - powiedziała i położyła mu dłoń na brzuchu.
Boże,
poczuł się tak cholernie dobrze, tak swobodnie.
Jak
zawsze z nią, kiedy się śmiała.
Pocałowała
go w szczękę i pogłaskała dłonią z drugiej strony, znowu, jakby to było coś, co
robili zawsze i poszła w stronę lodówki.
Uwielbiał
to.
-
Mam piwo, ale ja nie piłam… nie znam tych marek, ty musisz ocenić…
Wyjęła
z lodówki jeden Ribbon i jeden Coors.
Kupiła
dla niego?
-
Może być Coors - wymamrotał, znowu porażony tym, że o nim myślała, troszczyła
się o niego, nawet jak wyszedł bez słowa.
Jezu
Chryste!
Był
takim kutasem.
-
Mam frytki. Zrobiłam pieczeń, nie wiem czy lubisz, ale to łatwo odgrzać i
podzielić, więc robiłam właściwie dla siebie i na zapas…
Przerwał
jej paplaninę podchodząc do niej, całując ją z zamkniętymi ustami i mrucząc:
-
Mała, zjem wszystko, co mi dasz. Nie przejmuj się.
-
Tak, racja - mruknęła, odgarniając grzywkę.
Zauważył,
że często to robiła.
Odgarniała
grzywkę trzema palcami albo robiła gest, jakby chciał założyć włosy za ucho.
Jakby
miała kiedyś długie włosy.
Usiadł
na stołku przy blacie, skierowany przodem do niej i spojrzał przez ramię w
stronę salonu.
Wtedy
pomyślał, że była jedna dziwna rzecz
w jej mieszkaniu.
Nie
spotkał tego nigdy w żadnym mieszkaniu, w jakim był kiedykolwiek w swoim życiu
u którejkolwiek kobiety.
Nie
było tu zdjęć.
Ani
jednego zdjęcia jej czy jej syna, żadnej rodziny ani pamiątek.
W
salonie na komodzie były muszle, a na ścianie wisiały grafiki.
W
sypialni powiesiła zdjęcia morza wywołane w sepii.
Jakby
nie miała wcześniejszego życia.
Z
zamyślenia wyrwał go jej głos.
-
Proszę.
Postawiła
przed nim talerz.
Ponownie
wyładowany po brzegi.
Sama
wzięła trochę frytek i skrawek mięsa.
Dużo
warzyw.
Nie
unikała specjalnie jedzenia, ale zauważył, że jadła w zależności od emocji,
jakie właśnie ją ogarniały.
Kiedy
była zestresowana, smutna lub zamyślona, skubała jedzenie i mieszała w talerzu
bez apetytu.
Więc
z zadowoleniem patrzył, jak teraz jadła przy nim.
Zrelaksowana.
Kiedy
skończyli, sprzątała, krzątała się po kuchni i znowu wyglądała na speszoną i
niepewną.
Kurwa,
ale był kutasem.
Stał
oparty biodrami o blat, z rękoma splecionymi na piersiach.
Poczekał,
aż wytrze ręce, a potem powiedział cicho:
-
Eva, choć tutaj.
Podniosła
głowę na niego i w jej oczach zobaczył zdziwienie i znowu niepewność.
Ale,
na szczęście, podeszła.
Patrzył
jej prosto w oczy.
-
Byłem wczoraj kutasem i przepraszam za to - zaczął cicho, obejmując jej plecy
na wysokości talii.
-
Jimmy, nie… - zaczęła, ale jej przerwał.
Przesunął
jedną dłoń na jej łopatki i rozłożył tak szeroko palce, czując gorąco jej skóry.
-
Tak bardzo mi się podobało to, co robiliśmy, że nie mogłem nad sobą zapanować.
Gdybym został choćby sekundę dłużej, znowu bym się na ciebie rzucił - zobaczył
jak jej oczu rozgrzewają się i zagryzła dolną wargę.
Podniecało
ją to.
Kurwa,
ale to było gorące.
Wsunął
drugą dłoń po ramieniu na jej kark, we włosy i tam gładził delikatnie czubkami
palców.
-
To mnie nie usprawiedliwia, ale chcę, żebyś wiedziała. Cholernie mi się podobało. I nigdy, przenigdy nie chcę się z tobą
żegnać tak jak wczoraj, bo to mi się nie
podobało. I za to też przepraszam. - patrzył w jej piękne, piwne oczy.
-
Chcę cię zawsze całować, kiedy widzę cię i kiedy cię żegnam - zapewnił ją
ponownie.
-
Jimmy - szepnęła, oparła się o niego cały ciężarem i wygięła kręgosłup, by
patrzeć cały czas w jego oczy.
Położyła
obie płaskie dłonie na jego klatce piersiowej i poczuł to w kutasie.
Pochylił
się i wyszeptał - Dasz mi to?
-
Tak - odpowiedziała również szeptem i rozchyliła wargi tak, że jedyne co mógł
zrobić, to pocałować ją.
Więc
to zrobił.
Trzymał
ręką jej kark, drugą jej plecy, przechylał ją do siebie, a ona poddawała się
jego naciskowi.
Całował
ją głęboko, z otwartymi ustami miażdżąc jej wargi, a językiem wdzierając się do
jej otwartych, chętnych ust.
To
było gorące, namiętne, a z jej strony namiętne i oddane.
Jakby
się roztapiała pod jego dotykiem.
Podniecił
się.
Podobało
mu się jej rozpalanie się, jej gotowość, jej odpowiedź na jego pocałunki.
Była
taka namiętna, gorąca.
A
potem zrobił kolejną rzecz, którą po prostu musiał
zrobić, mając ją samą, w jej mieszkaniu, taką ciepłą, chętną i gotową.
Wziął
ją na ręce, obejmując jedną pod jej kolanami, a drugą jej plecy i poszedł do
jej sypialni.
Nie
przerwał pocałunku, a ona trzymała się jego ramion i karku, jakby to było jej koło
ratunkowe.
W
sypialni wszedł kolanem, położył ją na łóżku, położył się obok niej i zaczął ją
pieścić i całować.
Zrzucił
buty i skarpetki i poczuł, że ona robi to samo.
Tym
razem nie zamierzał się spieszyć, chciał wykorzystać swój czas, szansę na
poznanie każdego cala jej ciała.
I
wyglądało na to, że zamierzała mu to dać i też chciała to od niego wziąć.
Kiedy
ją całował i rozbierał, ona też go całowała i rozbierała.
I
robili to powoli.
Zsunął
się ustami na jej szyję, obojczyk, ramię, a potem na brzuch.
Podnosił
jej koszulkę, znacząc ślad palców dotykiem warg.
W
tym czasie ona gładziła jego włosy na karku, dotykała jego łopatek.
Przesunął
się dłonią i ustami na brzeg stanika, a potem nad niego, by przejechać językiem
po jej dekolcie.
Kiedy
przesuwał jej koszulkę do góry, uniosła ręce, by mógł ją zdjąć z rzucić na
podłogę, a potem wtoczyła się na niego.
Siedziała
okrakiem na jego biodrach i czuł gorąco jej cipki.
Skuliła
się.
Teraz
jej usta goniły jej palce, kiedy
podnosiła jego koszulkę najpierw po brzuchu, jakby badała jego mięśnie i jej
się to podobało, a potem po klatce piersiowej, co jemu podobało się nawet jeszcze bardziej, zwłaszcza, kiedy otoczyła
językiem jego sutki.
Większość
kobiet, które miał, miała długie włosy.
Brakowało
mu dotyku jej włosów na skórze, chciałby wsunąć w nie palce z tyłu jej głowy i
przesunąć przez nie aż do tyłka.
Ale
nie wiedział, czy i dlaczego je ścięła, więc na razie nie mówił jej o tym, po
prostu pogładził ją po karku i zjechał dłonią między jej łopatki, kiedy tylko
wsunęła się w górę niego.
Oparł
się na jednym przedramieniu i przekręcił, zrzucając ją z siebie, kiedy sięgał
po jej cycki.
Zawisł
nad nią, oparty na łokciach.
Zdejmował
jej stanik, pomału zsuwając ramiączka palcami i ciągnąc za nimi językiem,
czując jak ją to podnieca.
Aż
wydobył jej pierś ze stwardniałym sutkiem, spojrzał na niego i pochylił głowę,
by ująć go ustami.
Miała
małe sutki, które czuł kurewsko fantastycznie na wargach, a kiedy rozchylił
usta, okazało się, że może objąć nimi całą pierś.
Jakby
ją zjadał.
Genialne.
Wygięła
kręgosłup, wpychając mu pierś do ust.
Kurewsko
gorące.
Kiedy
zassał, zajęczała nisko.
Cholernie
kurewsko gorące.
Zjechał
ręką po płaskim, szczupłym brzuchu prosto w jej szorty.
Rozchyliła
nogi, wpychając biodra w jego dłoń.
Wsunął
palce do jej majtek i poczuł jej wilgoć.
Znowu
zajęczała.
Jej
dłonie desperacko krążyły po jego plecach, drapały po biodrach, szarpiąc jego
spodniami.
Wbiła
palce w jego pośladki.
Uklęknął
i rozpiął dżinsy.
Zobaczył,
że ona rozpina swoje szorty i ściąga je z bioder.
Szarpnął
swoje dżinsy do dołu razem z bokserkami, byle szybciej.
Wyprężony
kutas wystrzelił z nich i zadrgał.
Złapała
zachwycony wdech tak, jak zrobiła to wczoraj.
Oblizała
się i spojrzała mu w oczy.
Podobało
jej się to, co widziała.
A
potem sięgnęła i objęła go dłonią.
Zacisnęła
palce i przesunęła.
Jeszcze
nie zamierzał jej pozwolić na nic więcej, bo mogło to się źle skończyć.
Dla
niej źle.
Za
szybko.
Był
zbyt podniecony.
Może
kiedyś.
Teraz
nie.
Pragnął
się w niej zanurzyć.
Położył
ją na plecach i zsunął jej małe, czarne, majtki z miękkiej koronki.
Miała
tam małą, krótko przystrzyżoną, trójkątną kępkę czarnych włosów.
Cała
okolica bikini była wydepilowana, co umiał poznać i docenić po pieprzeniu zimnych,
ale zadbanych bizneswoman i gorących, ale słabo zadbanych suk.
Wygiął
się i przyłożył tam nos, by poczuć zapach jej podniecenia.
Cholernie
kurewsko fantastycznie gorące.
Pocałował
jej płaski, brązowy brzuch, gładką przestrzeń między jej piersiami i sunął
wyżej.
Jezu,
jaką miała cudowną, gładką skórę.
Wszedł
kolanem między jej nogi, oparł się na lewym przedramieniu, a prawą ręką sięgnął
między nich i dotknął ją tam, u celu, cały czas patrząc jej prosto w oczy.
Wciągnęła
seksownie powietrze.
Patrzyła
w jego oczy, trzymając w dłoniach jego bicepsy tak, jakby nie chciała się go trzymać,
ale jakby chciała wyczuwać ruch jego mięśni.
Lubił
to.
-
Eva? - wyszeptał pytająco, a ona
odpowiedziała nagląco również szeptem - Tak.
Kiedy
dotknął jej wejścia swoim czubkiem, znowu seksownie wciągnęła powietrze.
Z
zachwytem.
Podnieceniem.
Radością.
Wsunął
się do środka i znowu poczuł to tak, jak wczoraj.
Nie
wydawało mu się.
Była
ciasna jak dziewica.
Jezu
pierdolony Chryste!
Wspaniałe!
Miewał
takie, kurwa, miewał różne, w różnym wieku i nigdy nie czuł takiej ciasnoty,
gorąca i śliskości.
Zwłaszcza
połączonych z namiętnością i doświadczeniem w dawaniu i braniu przyjemności.
Wygięła
biodra, napychając się mocniej na niego, dała mu usta do pocałunku, jeździła
dłońmi po jego skórze.
A potem już nic nie było powoli, nie było
delikatnie.
Rozpaliła
się.
Kurwa,
taki ogień.
Oboje
nagle zaczęli się spieszyć.
Stopniowana
i przewlekana namiętność wybuchła w nich obojgu naraz i to było kapitalne, jak doskonale byli zgrani.
Kiedy
on się w nią wbijał, ona również nabijała się na niego.
Złapali
ten rytm, który poganiał ich w stronę spełnienia i utrzymywali go przez długi czas.
Jimmy
wykorzystywał każdą sekundę, którą mu dawała, wpychając się coraz mocniej,
szybciej i gwałtowniej.
Waląc
w nią.
Na
początku opierała stopy na prześcieradle, podnosząc swoje biodra w jego stronę,
a potem owinęła jego plecy łydkami i czuł jej pięty wbijające się w jego
pośladki.
I,
co było bardziej cholernie zachwycające, nadal unosiła przy tym biodra zgodnie
z jego rytmem.
A
potem rozłożyła kolana szeroko, oparła stopy o jego żebra, złapała go dłońmi za
bicepsy, bijając w nie paznokcie i wtedy poczuł jej pierwszy skurcz.
Krzyknęła,
zajęczała i wygięła się w jego stronę biodrami, a głową w poduszkę.
Tak
jak poprzednio usłyszał niskie „Jimmy”, a potem doszła.
Zacisnęła
się na kutasie tak mocno, jakby miała go zmiażdżyć.
Jak
imadło.
I
to spowodowało, że nie mógłby zapanować nad swoim orgazmem nawet, gdyby chciał.
Spektakularnie.
Nie
wiedział, czy tak zawsze dochodziła, ale ponownie trwało to tak długo, że
szarpał kutasa na zewnątrz i wpychał do środka, czując jej ciasną, śliską i
gorącą miękkość zaciśniętą dookoła niego tak kurewsko fantastycznie, że doszedł mocno i niekontrolowanie.
Jęczał
swoją rozkosz z jej imieniem w jej szyję spuszczając się w nią i potem poczuł
jej uśmiech na gardle.
Podobało
jej się to, że mu to dała.
Cieszył
się jak cholera z tego, że jej to dał.
I
miał nadzieję, że cholernie pojęła, że ją przepraszał.
Leżał
lekko zsunięty na jej bok, by nie przyciskać jej swoim ciężarem, aż poczuł że
się wysuwa.
Wtedy
przetoczył się, by leżeć bokiem do niej, a ona odwróciła się bokiem do niego i
wtuliła się głową i rękoma w jego klatkę piersiową.
Leżał
potem obok niej, całował ją po szyi, za uszami i wąchał jej zapach.
To
była ona, więc nie zauważył ich wcześniej.
Jej
perfumy były, jak wszystko w niej, delikatne, nienachalne, subtelne,
ekskluzywne.
Kwiatowe.
Były
częścią niej.
Teraz,
po jego przeprosinach, po ich zespoleniu i pojednaniu, zapamiętywał wszystko z
niej.
I
ten zapach też.
Wtulił
się.
Nie
zamierzał wychodzić.
Będzie
musiał pójść po jakieś czyste ubrania, ale może to zrobić później.
Chciał
tego od dawna, więc to zrobił.
Mimo
bardzo wczesnej godziny ułożył się na plecach, szarpnął kołdrę, przykrył ją i
siebie.
Wsunął
ramię pod jej głowę, a ona położyła się piersiami na jego boku, objęła
ramieniem jego klatkę piersiową tak, że czubkami palców dotykała do jego szczęki,
a nogę przerzuciła przez jego uda.
Czoło
oparła na jego szyi.
Zgiął
jedną rękę tak, że ją przytulił za plecy i trzymał dłonią za biodro, słuchając
jej spokojnego oddechu, podczas gdy zasypiała.
Dotykał
ustami jej włosów, zamknął oczy i słuchał.
A
potem dołączył do niej.
Wreszcie
wszystko było na swoim miejscu.
Tak,
jak powinno być zawsze.
Jakby
mieli to od lat.
*****
Następnego dnia rano…
Jimmy
obudził się, zamrugał i wciągnął do nosa zapach róż.
Zapach,
który przypomniał mu, że jest z Evą.
Jej
ciepłe, miękkie ciało było przyciśnięte do jego boku, jej niezbyt długie włosy
rozrzucone na jego ramieniu.
Jakby
spali bez ruchu przez całą noc.
Uśmiechnął
się do sufitu.
Przypomniał
sobie, jak poprzedniego wieczoru, po przebudzeniu się, po przespaniu zaledwie
godziny, obudził ją i całował głęboko, a ona mu oddawała pocałunek, chociaż
oczy miała początkowo senne.
Rozpaliła
się szybko i pieściła go po klatce piersiowej, brzuchu i niżej, wskazując, że
znowu go chce.
Uwielbiał
to.
Podniecało
go to dodatkowo, chociaż nie potrzebował takiej podniety.
Sam
dotyk jej ciała, budzenie się obok niej było podniecające tak, że jego kutas
drgał, jakby sam chciał znaleźć drogę do jej wnętrza.
Kochali
się powoli.
Poznawali
się i pieścili.
Kiedy
była na to gotowa, usiadła na nim i wzięła go do środka.
Patrzył,
jak rusza biodrami, nie odrywając się od niego.
Właściwie
go nie ujeżdżała, tylko głaskała, kołysząc powoli biodrami do przodu i do tyłu.
Patrzył
cały czas w jej oczy, a potem objął dłońmi jej piersi i zafascynowany patrzył,
jak stają jej sutki.
Kiedy
przeturlał jeden między kciukiem a palcem wskazującym, jęknęła, odgięła głowę
na plecy i zacisnęła się na nim, jakby miała zaraz dojść.
Kurwa.
Potem
przyspieszyła, oparła się cyckami o niego, całowała go mocno, pieszcząc
językiem jego język i gnała coraz szybciej.
Nie
zamierzał jej na to pozwolić, więc przeturlał się, nie wychodząc ze środka,
dziękując pieprzonemu Chrystusowi, że jej łóżko było takie wielkie.
A
potem walił w nią coraz mocniej i bardzo, bardzo długo, aż jej jęki zamieniły
się w krzyki i wreszcie usłyszał to, co zdążył pokochać.
Wyjęczała
jego imię tuż przed dojściem.
A
potem on doszedł, jęcząc jej imię.
Po
jego finale wstali i, nadzy, poszli do kuchni.
Podobało
mu się to, że nie ukrywała się przed nim, nie czuła się skrępowana jej ani jego
nagością.
Siedząc przy sobie na kanapie, jedli lody
prosto z pudełka łyżkami, kiedy on trzymał pudełko między nimi, a potem wrócili
do sypialni.
-
Idę do łazienki - powiedziała Eva, jakby zawstydzona, rozglądając się, patrząc
wszędzie, tylko nie na niego.
-
Chcesz szczoteczkę? - zapytała go.
Uznał,
że to nie ze było skrępowania, ale powróciła jej niepewność, bo bała się, że on
znowu wyjdzie.
-
Tak, poproszę - powiedział, podchodząc do niej.
Ujął
jej szczękę od dołu, podniósł jej głowę, by dotknąć jej ust swoimi.
Uśmiechnęła
się delikatnie, przechyliła głowę, odwróciła wzrok i znowu założyła włosy za
ucho.
Poszli
razem do łazienki, umyli zęby i załatwiali inne sprawy, a potem wrócili do
łóżka.
Weszła
tam pierwsza, po czym usiadła na jednej nodze i patrzyła, jak wchodzi za nią.
Wyglądało,
jakby bardzo podobał jej się ten pokaz.
Jej
oczy były ciepłe, a twarz łagodna.
Z
tym obrazem pod powiekami, ułożył ją tak, jak poprzednio na swoim ramieniu,
przyciśniętą cyckami do jego żeber, z nogą przerzuconą przez jego uda, przytulił
ją za tyłek do swojego boku i zasnęli.
I
spali tak aż do teraz.
Słuchał,
jak zmienił się jej oddech, niepewny, czy się obudziła.
Wreszcie
poruszyła się, więc objął dłonią bok jej szczęki, odchylił lekko jej głowę i
zwrócił do niej twarz.
-
Hej - szepnął.
Zamrugała
i uśmiechnęła się radośnie, wręcz szczęśliwie, a jednocześnie nieśmiało.
-
Hej - odpowiedziała.
-
Muszę iść - powiedział i zobaczył, jak radość opuszcza jej oczy.
-
Pójdę do siebie - ciągnął dalej - i wezmę trochę ubrań, a jak wrócę, pójdziemy
pod prysznic.
Nagle
w jej twarzy błysnęło takie światło, taka radość, że pomyślał, że może
oślepnąć.
Kurwa,
ale był kutasem.
Mógł
mieć to wcześniej.
Kiedy
cieszyła się, że on chce być z nią, a właśnie to stało się oczywiste, była taka
piękna.
Pocałował
ją dużo słabiej niż chciał, bo pragnął zanurzyć się w niej, ale wiedział, że będą
mieli dużo czasu na wszystko.
I
był zdeterminowany, żeby jej to dać.
Stoczył
się z łóżka, wciągnął spodnie i sięgnął do niej jeszcze raz, by wziąć kolejny
pocałunek.
Cały
czas śledziła go wzrokiem, który był teraz gorący, więc wiedział, że podobał
jej się pokaz, obejmujący jego nagi tyłek wychodzący z jej łóżka i znikający w
jego spodniach.
-
Nie ruszaj się - rozkazał - zaraz wracam.
-
Dobrze - szepnęła.
Poszedł
do drzwi, ale z przedpokoju jeszcze wrócił do niej i krzyknął z progu sypialni:
-
Biorę zapasowy klucz, żebyś nie musiała wstawać i mnie wpuszczać.
-
Dobrze - zawołała cichym głosem.
-
Na razie - zawołał jeszcze i poszedł do drzwi.
-
Na razie, Jimmy - usłyszał i, kurwa, ale mu się to podobało.
Wpadł
do swojego mieszkania, złapał kilka koszulek, drugą parę spodni, bokserki i
skarpetki.
Potem
dorzucił do zaręcza ubrań spodnie od piżamy i bluzę dresową.
Poszedł
do łazienki i zabrał przybory do golenia.
Nie
zamierzał wracać do swojego mieszkania przez następne dni.
Kurwa,
ale szkoda, że jutro musiał iść do pracy.
Wrócił
do niej, otworzył drzwi kluczem, który właśnie uznał za swój, więc schował
potem do kieszeni spodni z kluczami od swojego mieszkania i poszedł prosto do
jej sypialni.
Nie
ruszyła się.
Kiedy
wchodził, patrzyła na niego ponownie roziskrzonym wzrokiem.
Przekręciła
się na bok, by obserwować, jak rzucał stertę swoich ubrań na podłogę obok szafy,
a wraz z nimi przybory do golenia.
Zagryzła
wargę i wykonała ruch, ale nie dał jej czasu na reakcję.
-
Pod prysznic - zarządził, ściągając spodnie i sięgnął po nią ręką.
Wyciągnął
ją nagą z łóżka, przytulił do siebie, patrząc cały czas w jej oczy i poszli
razem pod prysznic.
Nigdy
nie był w jej łazience.
Kurwa,
to było coś genialnego.
Niebiesko
zielone cudo.
Duża
przestrzeń prysznicowa, bez brodzika, była w całości wyłożona drobnymi
kafelkami (wiedział, że musiały kosztować krocie) i oddzielona od reszty
szklanymi drzwiami.
Oprócz
prysznica była tam też deszczownica (też niezbyt tania), którą Eva teraz
uruchomiła z gorącą wodą, więc byli jakby w ciepłej ulewie, obmywającej ich
ciała.
Wszedł
i odwrócił się do niej, skupiając na niej całą swoją uwagę.
Eva
nalała na dłonie olejek do kąpieli o zapachu róż, który, jak się przekonał, był
tam jedynym środkiem myjącym, więc powiedziała mu (przepraszając, że tak się stało), że od razu tego dnia kupi dla
niego żel pod prysznic dla mężczyzn, który pachniałby tak, jak ten, którego on
używał (mógł pomyśleć, by zabrać swój ze swojej łazienki).
Zrobiła
trochę piany, pocierając jedną rękę o drugą.
A
potem obie dłonie przyłożyła do jego brzucha.
Myli
się powoli gładząc swoje ciała na wzajem, a Jimmy pieścił ją tak, jak chciał
już bardzo, bardzo dawno temu.
Leniwie,
nie spiesząc się, dokładnie, dogłębnie, poznając ze szczegółami każdy zakamarek
jej ciała.
Miała
taką gładką, delikatną skórę.
Miał
wiele młodszych kobiet, ale ona była lepsza.
Najlepsza.
Nie
miała żadnych znamion, blizn, w ogóle cellulitu czy zmarszczek, żadnych
niedoskonałości.
Kilka
pieprzyków na plecach, a zwłaszcza jeden, duży, na udzie, czyniły ją jeszcze
bardziej seksowną.
Odkrył
na jej plecach tatuaż.
Nie
przyglądał się.
Ciągle
ją gładząc, przekonał się, że była bardzo wrażliwa na dotyk, reagowała na niego
gorąco i chciał to zbadać.
Tak,
to był ten ognisty temperament.
Stopniowo
rozpalała się coraz bardziej, dotykając go coraz śmielej, wyginając się pod
wpływem dotyku jego dłoni.
Ponownie
pragnął jej.
Kurwa!
To
było tak, jakby uczył ją seksu.
Pożądał
jej przez to mocniej.
Niemożliwe.
Genialnie
fantastyczne.
Była
pewna swojego ciała, dojrzała, seksowna, a jednocześnie tak niedoświadczona i
gorąca.
Niesamowite
połączenie.
Kiedy
rozpalili się, zjechała dłonią po jego brzuchu, objęła jego twardą, drgającą
męskość, pieściła go przez chwilę, jęknęła, zagryzła wargę, a potem wyszeptała:
-
Jimmy, proszę. Chcę…
Nie
wahał się dłużej.
Trzymając
ją pod kolanem, odciągnął jej lewą nogę na swoje biodro, ujął drugą dłonią
kutasa, naprowadził na jej wejście i pchnął.
Znowu
poczuł te ciasnotę, śliskość i gorąco.
Ustami
wziął jej usta i jednocześnie poczuł i usłyszał niski jęk jej rozkoszy.
Pchał
rytmicznie, dociskając ją do kafelków i opierając się za jej ramieniem lewą
ręką, a potem owinęła ramionami jego ramiona, wspięła się i zarzuciła również
drugą nogę na jego plecy.
Objął
jej tyłek oburącz, oparł jej uda na swoich przedramionach, by trzymać ją w
górze, przyciskał ją do ściany i jechał.
Ruszała
biodrami w rytm jego pchnięć, wpijała się ustami w jego usta: brała w siebie
jego kutasa i jego język.
Kiedy
przyspieszył, ona też przyspieszyła.
Jęczała,
skamlała, mruczała i wiła się koło jego ciała.
Nagle
odgięła głowę, uderzyła nią o kafelki i krzyknęła nisko - Jimmy - a potem poczuł, że jego kutas wchodzi między zaciskające
się mocno ściany.
Szarpał
nim jeszcze przez chwilę, aż i jego ogarnęło spełnienie.
Pochylił
się na jej szyję i wyjęczał tam swoją rozkosz z jej imieniem.
Obejmował
jej dłońmi tyłek jeszcze przez chwilę, a ona trzymała się mocno, wisząc na nim
rękoma i nogami.
Podniósł
głowę i pocałował ją głęboko, długo i pieszczotliwie, przyciągając jej głowę
dłonią owiniętą o jej kark pod włosami.
Wyprostowała
nogi i stanęła.
Opierała
się o kafelki i patrzyła na niego półprzymkniętymi oczami.
-
Wszystko w porządku? - zapytał cicho.
-
O, tak - wyszeptała.
-
Dokończ się myć i wychodzimy - rozkazał.
-
Okej - wyszeptała, sięgnęła po olejek do kąpieli i znowu zrobiła trochę piany.
Mył
siebie i obserwował ją kątem oka.
Była
w niej jakaś niepewność.
Tak
bardzo chciał dać jej poczucie bezpieczeństwa.
Wyszła
spod prysznica, owinęła się ręcznikiem i powiedziała:
-
Ja.. hmmm… przyniosę zaraz dla ciebie - spuściła głowę i wyszła z łazienki.
Rozglądał
się po łazience zaskoczony, chociaż nie powinien być.
Nie
było mowy, żeby Dominik ją urządzał, więc to było coś, co również zrobiła sama.
Miała
tu zarówno sedes jak i bidet.
Umywalka
była osadzona w ściankach obudowanych dużymi kaflami i miała bardzo duży biały blat.
Na
ścianie nad nią było naklejone bardzo duże lustro z kilkoma lampkami ledowymi
dookoła, które dawały dużo ciepłego światła.
Podobne
lampki były osadzone w suficie nad nim.
Chwilę
później wróciła, podała mu ręcznik i znowu wyszła.
Kiedy
się wytarł i wszedł do sypialni owinięty w ręcznik, już wkładała spodnie
dresowe, miała na sobie stanik, a na łóżku leżała jej naszykowana koszulka.
Spieszyła
się jakby nie chciała, żeby oglądał ją nie ubraną.
Co
do cholery?
Po
ubraniu się pocałowała go lekko, opierając się dłonią o jego biceps, a potem
mruknęła:
-
Przygotuję śniadanie - i wyszła.
Nie
spieszył się, by przygotować się na dzień, który zamierzał spędzić w całości z
Evą.
Dziękuję 😁
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń