środa, 19 stycznia 2022

22 - Nowe życie

 

Rozdział 22

Nowe życie

 

Eva

 

 

 

Miesiąc później

Czekaliśmy we trójkę w poczekalni VIP’ów na odprawę na lot do San Jose.

Podeszła do nas stewardesa.

- Zaraz państwa przeprowadzę - powiedziała z uprzejmym, zawodowym uśmiechem i podeszła do innych czekających.

Spojrzałam na Jimmy’ego i uśmiechnęłam się do niego.

W ciągu tych kilku tygodni niewiele się zmieniło.

David prawie cały czas spędzał z Maggie, chyba, że byli w pracy, to znaczy kiedy ona pracowała jako księgowa w dużej firmie przewozowej, a on miał dyżury w straży.

Wiedziałam, że ona miała jeszcze jakieś obiekcje, ale ostatecznie, nie pytając jej za bardzo, David przeprowadził ją do swojego domu.

Zrezygnowali z umowy na jej mieszkanie w kompleksie i tu też, jak sądziłam, decyzję podjął David.

W Maggie było coś… niepewnego, wycofanego.

Ale byłam przekonana, że się dogadają i ułożą sobie życie we dwójkę, bo oboje na to zasługiwali.

Najwięcej myślałam o tym po mojej wizycie w kompleksie u Aleka i Sama.

Chłopaki mieli dwa dni wolnego w związku z remontem butiku, w którym pracowali.

Kilka dni wcześniej i kilka dni później mieli poświęcone na uprzątnięcie, a potem na ponowne ustawienie wszystkiego, ale ten dzień, kiedy ich odwiedzałam, spędzali w domu.

Wysiadłam z mojego Audi na parkingu (miałam zaraz potem jechać do sklepu) i zobaczyłam, że David pakuje do bagażnika swojego Grand Cherokee pudła wyładowane rzeczami Maggie.

- Hej, David - przywitałam się, podchodząc do niego.

- Och, hej, Eva - odpowiedział, odwracając się do mnie.

- Co słychać? - zapytałam, spoglądając na pudła - Pomóc ci w czymś?

- Nie, dzięki - odpowiedział, zamykając bagażnik - pakujemy trochę rzeczy Maggie, bo przeprowadza się do mnie.

- Okej - pokiwałam głową z aprobatą i uśmiechnęłam się do niego.

Zaczęłam się odwracać w stronę schodów, bo sądziłam, że pójdziemy tam razem, kiedy David zatrzymał się i stanął przodem do mnie z rękoma w tylnych kieszeniach spodni.

Spojrzał w stronę kompleksu, na mnie, a potem pod nogi.

Szykował się do powiedzenia czegoś, a ja nie wiedziałam, czy to dobre czy złe, więc się spięłam.

- Wiesz… - zaczął i zawahał się.

Czekałam.

- Chciałem ci podziękować - powiedział w końcu cichym głosem.

- David… - szepnęłam i ogarnęło mnie ciepłe, miłe uczucie, ale zaczęłam kręcić przecząco głową.

- Eva, pozwól mi - przerwał mi - Dziękuję, że we mnie wierzyłaś i że przedstawiłaś mnie Maggie. I że nie pozwoliłaś mi zrezygnować.

- David - powiedziałam cicho, ale bardziej zdecydowanie - Oboje zasługujecie na nowe życie, na odrobinę szczęścia, a wiem, że możecie to sobie dać.

- Taaa - wymamrotał - I tak jestem twoim dłużnikiem.

- Żeby nie wiem co - odparłam poważnie, ale łagodnie, przechylając głowę na bok - Zawsze będę twoją dłużniczką, podobnie jak Jimmy.

- Nie, Eva - David powiedział bardziej twardo, patrząc mi prosto w oczy - To ja nigdy, w żaden sposób, nie wypłacę się Jimmy’emu za to co zrobił dla mnie. Uratował mi życie.

- C-co? - zachłysnęłam się i zagapiłam się na niego z otwartymi ustami.

David złapał mnie za łokieć.

- Eva - warknął z niepokojem.

- Nic… ja… już dobrze - westchnęłam i wyprostowaniem się dałam mu znać, że nie zamierzałam zemdleć ani nic takiego.

- Muszę iść - dodał David - Maggie tam czeka.

- Tak, oczywiście - powiedziałam rozproszona, bo ta wiadomość wciąż kołatała mi się w głowie - Chodźmy.

Poszliśmy razem, poprosiłam Davida o to, żeby mi powiedział coś więcej, ale on się nie zgodził.

Stwierdził, że nie może i dowiedziałam się tylko, że to było na misji i że tak się poznali.

Więc dłużej nie naciskałam.

Poszłam do Aleka i Sama, a on poszedł do Maggie, której tylko przesłałam pozdrowienia, bo nadal byłam oszołomiona emocjami, które ogarnęły mnie na myśl o moim mężu.

Był bohaterem dużo wcześniej niż mnie poznał, a nadal przez tyle lat sądził, że powinien się karać.

Na szczęście u chłopaków nie musiałam się nadmiernie wysilać, żeby zamaskować swój nastrój.

Alek i Sam pomagali przy ślubie Alice i Eddiego i ich przyjęciu.

Obaj byli bardzo podekscytowani.

Alek się tak zaangażował, że właściwie nie zostało nic do zrobienia ani dla mnie, ani dla mamy Eddiego.

A ona, oczywiście, chciała mieć decydujące zdanie w wielu kwestiach związanych z przyjęciem, suknią itp.

Przeforsowała sprawę ślubu kościelnego z pełną mszą, przygotowań do tego, ale resztą, nieodwołalnie, zajął się Alek.

Ona się wściekała i robiła to głośno.

A ja po prostu odpuściłam, nawet jak pierwotnie myślałam, że będę w tym jakoś uczestniczyła.

Ślub miał być za niecały miesiąc.

Lecieliśmy teraz nagle do San Jose, bo Michał właśnie zadzwonił, że nadszedł czas Doroty.

Dostała pierwsze skurcze (przy pierwszym dziecku nadal to mogło trwać jeszcze dobę lub dłużej), ale nawet, jeślibyśmy dotarli tuż po narodzinach, i tak byłabym szczęśliwa.

Mogła urodzić mojego wnuka (hmmm?), kiedy będziemy w drodze, lub w najbliższych kilku godzinach po naszym przylocie.

Jimmy miał założoną mniejszą, krótszą ortezę, więc mógł się sprawniej poruszać, chociaż nadal o lasce, ale i tak wzięłam dla niego wózek inwalidzki na lotnisku i zgłosiłam go jako nie w pełni sprawnego po wypadku, żeby nie mieć problemów przy odprawie do samolotu.

Rany z jego przystojnej twarzy i siniaki z prawego ramienia całkiem mu zeszły i miał niedługo wrócić do pracy.

Jeździliśmy razem na rehabilitację do wskazanego przez szpital punktu, ale niektóre ćwiczenia i masaże można było robić też w domu.

Nawet ja mogłam coś zrobić.

Może nie masaż, ale…

Kupiłam rower stacjonarny, z którego korzystałam czasem ja a czasem Matt, a Jimmy miał zacząć korzystać z niego natychmiast po zdjęciu ortezy do końca, czyli za jakiś tydzień i nie mógł się tego doczekać.

Był gorący, kwietniowy dzień, prawie początek maja, więc byliśmy wszyscy ubrani w koszulki z krótkimi rękawkami, krótsze spodnie i sandałki.

Mieliśmy tylko małe torby jako bagaż podręczny.

Matt podskakiwał niecierpliwie, bo miał pierwszy raz lecieć samolotem czarterowym.

W ogóle samolotem.

Nie liczyłam się z pieniędzmi, bo chciałam jak najszybciej dostać się do San Jose, więc wynajęłam samolot odrzutowy, a właściwie last minute miejsca w samolocie, którym leciała mała grupa biznesmenów.

Last minute nie było aż takie drogie nawet w samolocie czarterowym, więc może aż tak bardzo nie zaszalałam.

Jimmy kręcił głową na to wariactwo, ale ja miałam na oku dwa cele.

Pierwszym było dostanie się do San Jose, kiedy tylko Dorota urodzi mojego wnuka (lub wnuczkę, nie wiedziałam), a drugim był szybki powrót.

Miejsca w samolocie powrotnym zamówiłam już „normalnie”, bo dało się za kilka dni, kiedy potrzebowalibyśmy być w Salt Lake City.

Chodziło o to, że przeszliśmy szkolenie dla rodziców zastępczych, rozmowy kwalifikacyjne i niedługo mieliśmy mieć oficjalną decyzję, czy zostaniemy opiekunami prawnymi Marii.

Byłam w siódmym niebie.

Podwójnie.

*****

Jimmy

Kilka godzin później

Jimmy siedział na krześle w pokoju szpitalnym z Mattem przytulonym do kolan, patrzył na szczęście na twarzy Evy, trzymającej na rękach jej wnuka i też był szczęśliwy.

Była taka piękna, a rozpromieniona i uśmiechnięta była jeszcze piękniejsza.

Przyjechali prosto do szpitala po tym, jak zaraz po wylądowaniu odebrali wiadomość od Michała, że Dorocie odeszły wody i pojechali na porodówkę.

Jimmy zajął się wynajmem samochodu za Evę, bo była tak poddenerwowana, że gubiła się ze wszystkim, co trzeba było zrobić.

Szczęśliwie przed wylotem zamówiła w firmie przy lotnisku hybrydę Grand Cherokee, który był automatem, więc Jimmy mógł go prowadzić.

Wypełniał wszystkie dokumenty i słuchał ze skrywanym uśmiechem, jak podskakując nerwowo, wołała, żeby się pospieszył.

Potem musiał robić to samo w czasie jazdy samochodem po nieznanym mu mieście, z włączoną nawigacją.

Nadal się nie denerwował.

Teraz siedział z uśmiechem na krześle w pokoju Doroty, a do jego boku przyciskał biodro pochmurny i wycofany Matt.

Jego wnuk obejmował jego pochyloną szyję ramieniem i patrzył na Evę poważnie spod oka.

Eva wyczuła chyba niepewność dziewięciolatka, który nazywał ją babcią, ale teraz widział, jak ona tuliła swojego prawdziwego wnuka.

Podeszła do nich, schyliła się i dała małego Adama Jimmy’emu na ręce, a potem pogłaskała Matta po głowie.

- Popatrz Matt - powiedziała cicho - On jeszcze jest mały, ale kiedyś będziesz miał kuzyna do nauczenia, jak się gra w piłkę.

- Tak - szepnął Matt, wyprostował się, poderwał głowę do góry i Jimmy zobaczył, że jego oczy rozbłysły radością.

- Widzisz - mówiła Eva - Fajnie jest mieć kuzyna i fajnie będzie mieć siostrę. Nawet taką przyszywaną jak Maria.

- Co? - usłyszeli głos Michała.

- Dostaliśmy tę wiadomość przez telefon, kiedy jechaliśmy do was - wyjaśnił Jimmy cicho, patrząc ze wzruszeniem na ciemny meszek na główce malucha na jego ręku i wdychał specyficzny zapach.

Pierwszy raz w życiu trzymał na ręku noworodka.

To było jak cud.

Takie kruche maleństwo, które w przyszłości będzie dorosłym mężczyzną.

- Maria będzie nasza za trzy, cztery dni - dodał łagodnym głosem, nie podnosząc głowy.

- Och - powiedziała z radością zmęczona Dorota - tak się cieszę.

- Ja też - powiedział Michał i podszedł do swojej mamy - Gratuluję wam i życzę szczęścia.

- Kocham cię, synku - szepnęła Eva przytulając go.

- Ja ciebie też - odpowiedział Michał z uczuciem i oddał jej uścisk.

Odsunął się od niej i wziął Adama z rąk Jimmy’ego.

- Skąd to imię? - zapytał Jimmy, ponownie obejmując ramieniem talię Matta.

- Pierwsze jest po moim tacie - odparła Dorota.

- Tak - dodał Michał - ma na imiona Adam Mark - spojrzał na Evę - mam nadzieję, że nie masz nic…

- Nie, kochanie - przerwała mu Eva - idealnie.

Michał przekazał syna swojej żonie.

- Myślę, że pójdziemy i damy ci odpocząć - Eva powiedziała do Doroty.

Spojrzała na Jimmy’ego i Matta, a Jimmy wstał.

- Pojadę z wami - powiedział Michał i dołączył do nich po tej stronie pokoju, gdzie były drzwi - Dorota potrzebuje odpocząć, więc przyjadę tu później.

- Okej - wymamrotała Dorota.

Michał najwyraźniej zauważył, że była zmęczona, bo skierował się ponownie w jej stronę.

- Może połóż go do łóżeczka - Dorota poprosiła męża i podała mu nowonarodzonego syna.

Michał wziął synka, odłożył go do szpitalnego łóżeczka, po czym wrócił do łóżka swojej żony.

- Odwiozę ich do naszego domu i później wrócę do ciebie - Michał pochylił się nad nią i pocałował ją w policzek.

- Okej - wyszeptała.

Pożegnali się i wyszli.

*****

Eva

Tydzień później

Maria zamieszkała z nami.

Miała pokój, który urządziliśmy dla niej obok sypialni Matta.

Kiedy przyjechaliśmy z nią do domu, a Matt był wtedy z nami, pozwoliliśmy jej się rozgościć, poznać dom, a potem usiedliśmy w bawialni na kanapach i rozmawialiśmy o różnych rzeczach.

Planowaliśmy naszą codzienność.

Maria miała iść do szkoły, ale najpierw musiała przejść testy, które pomogłyby określić jej rozwój.

W rodzinie przejściowej zabroniono jej mówić po hiszpańsku i przejęła się tym do tego stopnia, że używała tego języka wyłącznie wtedy, jak się bardzo zdenerwowała.

Rozmawialiśmy o tym, żeby czuła się swobodnie i mówiła jak chce, żeby mówiła nam, jeśli czegoś potrzebuje.

Wtedy zapytała nas, jak ma nas nazywać.

- Mogę mówić do ciebie babciu? - zapytała mnie, siedząc obok mnie na kanapie i bawiąc się nadrukiem na mojej koszulce.

Spojrzałam z konsternacją na Jimmy’ego.

Nie myśleliśmy o tym, ale nie sądziłam, żeby to było dobrze.

- Możesz mówić do mnie jak chcesz - odpowiedziałam - …ale może będziesz do mnie mówiła Eva lub ciociu?

- Matt mówi do ciebie babciu - odparła, wyjaśniając jednocześnie swoje pragnienie.

- Matt też może mówić do mnie jak chce - odwróciłam się do niego - i też może mówić do mnie po imieniu lub mówić ciociu, jeśli tak mu się spodoba.

- Do mnie też możesz mówić tak, jak chcesz - wtrącił się Jimmy.

- Ja chcę mówić babciu - szepnęła Maria, podnosząc na mnie swoje czarne oczka i patrząc prosząco, a potem odwróciła się do Jimmy’ego - A do ciebie dziadku.

- Okej, Kociątko - powiedział cicho Jimmy i spojrzał na mnie.

- Okej - wymamrotałam i spuściłam wzrok.

Pomyślałam, że można to będzie potem ustalić na nowo, a na razie nie było sensu naciskać.

Warunki życia naszej rodziny bowiem miały się zmienić.

Mieliśmy z Jimmy’m jedną tajemnicę, którą się jeszcze z nikim nie podzieliśmy.

Kilka dni wcześniej, następnego dnia po powrocie z San Jose rozmawiałam z nim o tym, z czego zażartował sobie Michał.

- Jimmy, uważaj - powiedział, kiedy stałam w pokoju Doroty kolejny raz z małym Adamem na ręku - Słyszałem, że mama przejmuje dzieci jak chorobę zakaźną. Po tym co teraz ciągle robi z Adamem, możecie mieć w domu maluszka.

Śmialiśmy się wtedy, bo przecież to było niemożliwe.

Nie w moim wieku.

Ale potem zaczęłam myśleć.

No cóż, nie przyszło mi to wcześniej do głowy, bo byłam zajęta i przejęta różnymi sprawami, ale faktycznie od kilku miesięcy czułam się dziwnie.

Kiedy po słowach Michała przemyślałam te objawy, dotarło do mnie, że już to przeżywałam.

Dwukrotnie.

Czasami bywałam senna, a w inne dni nadaktywna.

Miewałam nieuzasadnione humorki.

Nie smakowała mi kawa, więc nie piłam jej już od miesiąca, a wszystko przyprawiałam tak pikantnie lub kwaśno, że chłopaki to zauważyli i zaczęli narzekać.

Więc po powrocie do domu porozmawiałam z Jimmy’m, który był w lekkim szoku, że w ogóle to sugerowałam.

Nawet w żartach.

Umówiłam się na wizytę do lekarza.

Poprosiliśmy Alice i Eddiego o opiekę nad Mattem, Jimmy zawiózł go do nich, kiedy się zgodzili, a potem pojechaliśmy razem do ginekologa.

- Ma pani rację - powiedziała lekarka, a ja poczułam, że ze zdziwienia otwierają mi się usta.

- C-co? - zająknęłam się i oszołomiona spojrzałam na Jimmy’ego, który był ze mną w gabinecie po badaniu, wywiadzie, pobraniu do badania krwi i moczu, którym się poddałam.

- To się zdarza - wyjaśniała lekarka - Jest pani co prawda tym w wieku, kiedy kobiety przechodzą klimakterium, ale dalekie podróże, przeżycia, zwłaszcza trauma, mogą to wszystko rozregulować. Zresztą może to się przesunąć nawet do pięćdziesiątego roku życia i później, chociaż wyjątkowo.

- A-ale... ja… - jąkałam się wciąż zdumiona.

Nie mogłam znaleźć słów.

- Przecież ja od trzech lat nie miałam miesiączki! - wydusiłam wreszcie.

- Jest pani pewna? - zapytała.

Zawahałam się.

- Wystarczyło jakieś plamienie, które pani zlekceważyła - dodała.

Popatrzyłam na nią z otwartymi ustami.

Byłam taka pewna siebie.

- Mówiła pani, że długo pani głodowała, przechodziła wiele zmian w życiu, daleką podróż - lekarka wspomniała to, czego dowiedziała się z mojego opowiadania - A to może wpłynąć na całkowite rozregulowanie cyklu, czasowe zatrzymanie miesiączki, ale nie zatrzymuje jej do końca. Może wrócić. Wystarczył pani powrót do lepszych warunków, spokój, jedno jajeczko, które zostało uwolnione w odpowiednim czasie i… Będziecie mieli dziecko.

Spojrzałam na mojego męża absolutnie zszokowana, ale do mojej świadomości zaczęła przebijać się jakaś iskierka radości.

Zobaczyłam, że on jest nie tyle w szoku, co bardzo, bardzo zdenerwowany.

- To dobra wiadomość - upewniała nas lekarka.

- Niech mi pani powie - odezwał się Jimmy, biorąc mnie za rękę i pokazując mi, czego dotyczyło jego zdenerwowanie - Czy to nie będzie niebezpieczne dla jej zdrowia lub nawet życia?

Przyjrzałam mu się i dotarło do mnie, że on się po prostu bał.

Nie tego, że będziemy mieli dziecko, ale o mnie.

O Boże kochany!

Mój mąż bał się, że mógłby mnie stracić.

Zacisnęłam usta.

- Cóż - zaczęła ginekolog - bez wątpienia pani wiek stanowi czynnik ryzyka, ale będziemy to monitorować. Zapewniam państwa, że wszystko będzie dobrze. To już dwunasty tydzień ciąży. Do tej pory nie miała pani żadnych złych objawów. Miała pani wcześniej dwójkę zdrowych dzieci. Naprawdę nie ma powodów do obaw.

- Jimmy… - szepnęłam, biorąc męża za dłoń również drugą ręką i pochylając się w jego stronę.

Spojrzał na mnie i wiedziałam, że wie, że chciałam tego dziecka.

Bardzo.

- Będzie dobrze - zapewniłam go.

Jego spojrzenie stało się takie łagodne i czułe.

O Boże kochany.

Wróciliśmy do domu, przez całą drogę rozmawialiśmy, a ja zapewniałam go, że wszystko będzie dobrze, ale dopiero w domu Jimmy pokazał mi, że był w stanie pokonać swoje obawy o moje zdrowie lub życie i że cieszył się z tego dziecka tak, jak ja się cieszyłam.

Może zresztą cieszył się wcześniej, tylko nie był w stanie tego przebić przez swój strach o mnie?

Innymi słowy, świętowaliśmy tak bardzo i tak długo, że Matt nie tylko spędził u Berta dzień, ale poprosiliśmy Alice i Eddiego, aby spędził tam noc.

Kiedy następnego dnia pojechaliśmy go odebrać, napomknęłam Alice o błogosławieństwie, jakie miało nas spotkać, ale poprosiłam o ją dyskrecję.

Nie chciałam, by więcej osób było rozczarowanych, jeśli to by się źle skończyło.

Kolejne dni poświęciliśmy na rozmowy o naszej przyszłości.

Postanowiliśmy z Jimmy’m poszukać większego domu dla naszej nowej, coraz większej, rodziny.

Kiedy Maria zamieszkała z nami, nasze mieszkanie zrobiło się zatłoczone, więc nikogo to nie zdziwiło, że rozpytywaliśmy o domy do sprzedania w okolicy.

*****

Jimmy

Trzy tygodnie później

Jimmy stał z Mattem, ubranym tak, jak on w ciemno szary garnitur i białą koszulę w niebieskie paski z granatowym krawatem, w drugiej ławce w kościele i patrzył na idącą przejściem w pomarańczowych sandałkach na wysokich obcasach Evę w sukni druhny.

Jego żona była przepiękna.

Alice wybrała dla swoich druhen - Evy i  Esmi, siostry Eddiego - suknie w kolorach mlecznej czekolady z dodatkami, które odpowiadały każdej z nich.

Eva miała, oczywiście, pomarańczowe.

Nie było w ogóle widać jej brzuszka, chociaż był to już koniec czwartego miesiąca, a sukienka była przylegająca do ciała.

I chyba nie tylko on zauważył, że urosły jej piersi, zrobiła się bardziej zaokrąglona, ponętna.

Chociaż niektórzy mogli pomyśleć, że to dlatego, że więcej je.

A jadła więcej.

Miał ochotę śmiać się, kiedy opychała się tacos i burrito i przypominał sobie te miesiące, kiedy sądził, że zawsze będzie musiał pilnować, żeby coś zjadła.

Kochał patrzeć jak ona jadła.

Zawsze.

A w tej sukni była jeszcze bardziej kobieca.

Suknia była w stylu tych chińskich, ze stójką i małym guziczkiem pod szyją, pomarańczowym sznurkiem wszytym wzdłuż wykończenia u góry, odkrytymi ramionami i rozcięciami po bokach od kolan aż do biodra i podkreślała krągłości Evy w bardzo seksowny sposób.

Jimmy podejrzewał, że kobiety w tym celu spiskowały z kolorowymi wstawkami w kształcie długich liści, które biegły od pasa, skośnie do dołu, rozszerzając się wachlarzowato.

Włosy Evy sięgały za łopatki, były rozpuszczone, ułożone w miękkie loki i zebrane za uszami, więc kusząco odsłaniały szyję i piękne, długie, proste, złote kolczyki, które dostała od niego na urodziny.

Spojrzała wprost na niego, uśmiechnęła się, a potem spojrzała na Matta i jemu też przesłała uśmiech.

Jimmy uśmiechnął się i nie mógł się powstrzymać od przypomnienia sobie, jak wrócił po odwiezieniu dzieci do Maggie i Davida, z którymi mieli później pojechać na uroczystość.

Eva była w łazience w ręczniku owiniętym pod ramionami i drugim, owijającym jej włosy.

Podszedł do niej od tyłu, kiedy pochylała się do lustra, malując sobie oczy.

Spojrzała na niego w lustrze i uśmiechnęła się.

Przesunął obie dłonie pod ręcznikiem po skórze jej ud i bioder, a potem, kiedy przekonał się, że nie ma jeszcze nawet majtek, po pośladkach.

Kciukami wjechał między nie, a jednocześnie pochylił się i pocałował jej szyję.

- Odłóż to - mruknął tam schrypniętym głosem, a ona zamrugała na ten dźwięk, spojrzała w jego oczy w lustrze i natychmiast wykonała polecenie.

Wydała przy tym ten seksowny dźwięk westchnienia, który spowodował, jak zawsze, że jego kutas drgnął.

Potem wziął to, co lubił brać i co ona lubiła mu dawać, a jednocześnie dał jej to, co ona lubiła brać.

Spieszyli się, bo miała być wcześniej w kościele, by pomagać w tym, w czym miała pomagać i wspierać Alice (zwłaszcza emocjonalnie), ale i tak było wspaniale.

Jak zawsze.

Nigdy to mu nie spowszednieje i nigdy się nie znudzi.

Jego cudowna żona.

Maria doszła już do ołtarza, bo szła pierwsza, sypiąc kwiatki i, po tym jak podskoczyła i z głośnym, radosnym śmiechem rozsypała resztkę kwiatków, by wypiąć pupcię i śmiać się do Eddiego i jego drużbów, stojących przy ołtarzu (albo tylko do Berta, który stał tam z nimi, a którego uwielbiała), przejęła ją mama Eddiego.

Jimmy wychylił się z ławki i wziął Marię od niej na ręce, a szeroka, tiulowa spódnica jej różowej sukienki otoczyła jego ramiona.

Maria przytuliła się do niego i patrzyła w tę stronę co on.

A on patrzył znowu na swoją żonę, nie zauważając następnej druhny, która szła za nią przejściem.

A Eva jaśniała.

Jimmy dostrzegał to codziennie.

Jakby szczęście z posiadania rodziny, z życia z nim, uwalniało z niej nowe porcje światła.

Kiedy Eva doszła do ołtarza, stanęła po przeciwnej stronie niż Eddie i Jimmy zauważył, że wymieniła spojrzenia i uśmiechy z Bertem.

A potem Jimmy odwrócił się, jak wszyscy inni, kiedy zabrzmiały pierwsze tony marsza Mendelsona.

W przejściu stanęła Alice.

Szła wsparta na ramieniu ojca, który nie pogodził się do końca z jej życiem, ale przynajmniej tego dnia nie był palantem i nie dawał jej gówna na temat nieślubnego syna.

Wydawało się, że najważniejsze dla jej rodziców było to, że wreszcie wychodzi za mąż i to w kościele.

Miała na sobie długą suknię w kolorze ecru z żółtymi różyczkami naszytymi na dole i przy dekolcie oraz przepasaną żółtą szarfą.

Suknia opinała ją u góry, a rozszerzała się do dołu jak kwiat.

Nie miała rękawów i tylko mały dekolt w kształcie V.

Jej gęste blond włosy miała elegancko spięte w gładki, duży, luźny kok na tyle głowy, opierający się o jej kark i przykryty krótkim welonem.

Wyglądała na tak szczęśliwą, że jaśniała prawie tak, jak Eva.

Uśmiechała się delikatnie.

Jimmy zastanowił się, czy Evie nie było tego brak.

Wielkiego ślubu, uroczystości, która podkreśliłaby wagę ich połączenia się.

Zawsze mówiła, że ich ślub był najpiękniejszy, ale on chciałby, żeby miała wszystko.

Może więc na ich pierwszą rocznicę Jimmy dałby jej taką uroczystość, by miała wszystko.

Poszuka sali i zaprosi wszystkich.

Tak.

*****

Dwie godziny później

Byli na przyjęciu po ślubie.

DJ prowadził imprezę i kilka par tańczyło na środku sali, a oni siedzieli w dużej grupie z Davidem i Maggie, Alekiem i Samem, Soniją i Benji’m, Alice i Eddiem oraz dziećmi przy stoliku.

Właśnie skończyła się piosenka.

Alice i Eddie zaraz mieli wyruszyć, więc podeszli się pożegnać.

Jimmy wstał i wziął swoją piękną żonę za rękę.

Miał coś do zrobienia.

Zrobił to, bo pierwszy raz mieli okazję zatańczyć ze sobą, a on pamiętał, że kiedyś powiedziała mu, że piosenki nie były dla niej wyrazem szczęścia, radości (jak dawniej sądził jej syn), ale niosły pewne przesłanie.

Czasem pocieszały, a czasem pobudzały do działania.

Dał znać brodą Maggie, która na ten znak wzięła na kolana Marie i szepnęła coś na ucho Mattowi.

Bert stanął obok Alice, zaalarmowany.

Eva spojrzała na niego rozpromieniona i uśmiechnęła się ciepło do niego.

Potem, kiedy już prawie weszli na parkiet, kiwnął głową w kierunku DJ’a i ten od razu zaczął umówioną zapowiedź:

- A teraz piosenka, którą Jimmy chce coś powiedzieć Evie, swojemu Aniołowi.

Usłyszał, jak Eva cicho, ale słyszalnie wciągnęła powietrze.

Byli już prawie na środku opustoszałego parkietu, kiedy rozległy się pierwsze dźwięki muzyki.

Jimmy przyciągnął Evę do siebie, objął ją jedną ręką w pasie, rozłożył palce na tyle jej biodra, a drugą trzymał jej dłoń i, kołysząc się do rytmu muzyki, patrzył jej prosto w oczy, kiedy Adele zaczęła śpiewać Lovesong[1], a on powtarzał szeptem słowa piosenki razem z nią:

Ilekroć jestem z tobą sam na sam,

Sprawiasz, że czuję się jakbym znów był w domu

Ilekroć jestem z tobą sam na sam,

Sprawiasz, że czuję się jakbym znów był kompletny

Zobaczył, że twarz Evy staje się łagodna, oczy zaczynają błyszczeć, a potem uśmiechnęła się do niego, wtuliła twarz w jego szyję i kołysała się w rytm jego ruchów.

A on nadal szeptał jej do ucha:

Bez względu na to jak daleko będę,

zawsze będę cię kochał

Bez względu na to jak długo zostanę,

zawsze będę cię kochał

Bez względu na to co powiem,

Zawsze będę cię kochał

Zawsze będę cię kochał

Kiwali się delikatnie w rytm muzyki i to było tak, jakby byli sami na tej sali, ale również na całej kuli ziemskiej.

Ilekroć jestem z tobą sam na sam,

Sprawiasz, że czuję się jakbym znów był wolny

Ilekroć jestem z tobą sam na sam,

Sprawiasz, że czuję się jakbym znów był czysty

 Zawsze będę cię kochał

Zawsze będę cię kochał

Wybrał tę wersję, chociaż podobała mu się bardziej oryginalna wersja The Cure, bo Eva miała na sobie bardzo wysokie szpilki i nie chciał, żeby sobie coś zrobiła.

Ale on również zaledwie tydzień wcześniej miał zdjętą ortezę i nie czuł się zbyt pewnie, chociaż codziennie ćwiczył.

Jednak, kiedy Adele powtórzyła znowu

Bez względu na to, co powiem,

Zawsze będę cię kochał

zakręcił Evą delikatnie, trzymając jej obie ręce nad głową, a potem przytulił jej plecy do swojego przodu i objął ją skrzyżowanymi ramionami, by mogli się kołysać do końca utworu.

Eva przytuliła nos do jego szczęki i tak trwali.

*****

David

Siedzieli razem wszyscy przy stoliku i patrzyli jak zahipnotyzowani na taniec Evy i Jimmy’ego.

Zaczarowany.

Nawet Maria była cichutko na kolanach Maggie.

David pomyślał, że Jimmy pokazał mu, jak sprawić, by życie było bardziej kompletne.

Z kimś, kogo kochasz.

Przy ich stoliku przykucnął fotograf, pstrykający całą serię zdjęć parze tańczącej samotnie na parkiecie.

Zwrócił się do Maggie z uśmiechem:

- Uwielbiam robić zdjęcia takim szczęśliwym parom. Kobiety w ciąży jaśnieją i zdjęcia są jakby podświetlone.

Spojrzeli po sobie ze zdumieniem.

David zauważył, że Alice zagryzła wargę, a Eddie odwrócił wzrok.

Coś wiedzieli.

Kiedy taniec się skończył i Jimmy z Evą wrócili przytuleni do stolika, kobiety osaczyły Evę.

Posadziły ją między sobą na krześle.

- Kiedy zamierzaliście nam powiedzieć? - zapytała Sonija, patrząc na nią z góry ze zmrużonymi oczami.

Eva rozchyliła usta i spojrzała na Alice.

David uśmiechnął się krzywo pod nosem.

Jeśli zamierzali się kryć, to stanowczo Jimmy wcześniej powinien ją przeszkolić w tym kierunku.

Nie umiała kłamać.

- Mieliśmy wam powiedzieć - zaczął Jimmy, stając za krzesłem Evy i kładąc jej rękę na ramieniu - ale dopiero, jak będzie później, żeby nie było żalu, jakby…

- Nawet nie kończ - szepnęła Maggie i David spojrzał na nią.

Miała łzy w oczach, ale uśmiechała się szczęśliwie.

Podeszła, pochyliła się i przytuliła Evę i szepnęła jej do ucha - Tak się cieszę.

Wszystkie kobiety zaczęły przytulać Evę, a mężczyźni klepali Jimmy’ego po ramieniu i ściskali mu dłoń, kiedy odezwał się Matt.

- To znaczy… - zaczął i przerwał, jakby się dławił - Będziecie…

Przerwał znowu, odwrócił się i odwrócił się, jakby chciał uciekać, ale Jimmy go złapał, a Eva wzięła delikatnie Marię.

Posadziła ją sobie na kolanach.

Jimmy usiadł obok swoich dziewczyn trzymając Matta w pasie obok swoich kolan, a reszta grupy się lekko odsunęła.

Skupili się we czwórkę w gromadce swojej rodziny, a pozostali otoczyli ich z daleka, by dać im trochę prywatności.

- Matt… - zaczął Jimmy, niepewny co dalej powiedzieć.

- Słoneczka - powiedziała Eva cicho, ale bardziej zdecydowanie - musicie wiedzieć, że was kochamy.

Odwróciła się do Matta przodem z Marią na kolanach i objęła oboje ramionami.

Miała ciepły, łagodny wyraz twarzy.

Maria przytuliła policzek do jej ramienia.

- Zawsze będziecie naszymi dziećmi - mówiła Eva delikatnie i cicho, ale całkowicie skupiona wzrokiem na twarzy Matta - Nie mówiliśmy wam wcześniej, ale mamy dla was radosną nowinę.

Podniosła głowę i spojrzała na Jimmy’ego rozjaśnionymi oczami.

Uśmiechnęła się do niego, a on oddał jej uśmiech i ciągnęła dalej do dzieci.

- Za kilka miesięcy będziecie mieli młodszego braciszka lub siostrzyczkę - stwierdziła.

Jimmy przysunął się do nich z Mattem przy kolanach.

- To dobra wiadomość - dodał, głaszcząc Marię po włoskach, a Matta po ramieniu - nasza rodzina się powiększy.

- Jeszcze nie wiemy jak to będzie, ale to nie znaczy, że przestaniemy was kochać. Kiedykolwiek - mówiła Eva.

- Tak - zapewnił Jimmy - Wszyscy jesteśmy rodziną.

Matt nie umiał znaleźć słów i nie wiedział jak zareagować, więc tylko wtulił twarz w ramię dziadka.

Maria przytuliła się do Evy, ale było widać, że dla niej to nie jest wiadomość, którą mogłaby zrozumieć.

Była trochę za mała, więc po prostu reagowała na zdenerwowanie Matta, którego uwielbiała.

Eva pocałowała jej główkę.

David patrzył na tę małą, kochającą się, szczęśliwą rodzinę i przeniósł wzrok na Maggie.

Poczuła jego spojrzenie i popatrzyła mu w oczy.

Kochał ją.

Powiedział jej to, ale dopiero teraz zobaczył w jej oczach, że ona oddaje to uczucie.

Wyglądało na to, że on też miał mieć dla siebie trochę tego, co miał Jimmy.

Może trochę więcej niż trochę.

Poczuł, że coś rozgrzewało jego wnętrzności.


 

2 komentarze: