Rozdział
22
Nowe
życie
Eva
Miesiąc później
Czekaliśmy
we trójkę w poczekalni VIP’ów na odprawę na lot do San Jose.
Podeszła
do nas stewardesa.
-
Zaraz państwa przeprowadzę - powiedziała z uprzejmym, zawodowym uśmiechem i
podeszła do innych czekających.
Spojrzałam
na Jimmy’ego i uśmiechnęłam się do niego.
W
ciągu tych kilku tygodni niewiele się zmieniło.
David
prawie cały czas spędzał z Maggie, chyba, że byli w pracy, to znaczy kiedy ona
pracowała jako księgowa w dużej firmie przewozowej, a on miał dyżury w straży.
Wiedziałam,
że ona miała jeszcze jakieś obiekcje, ale ostatecznie, nie pytając jej za
bardzo, David przeprowadził ją do swojego domu.
Zrezygnowali
z umowy na jej mieszkanie w kompleksie i tu też, jak sądziłam, decyzję podjął
David.
W
Maggie było coś… niepewnego, wycofanego.
Ale
byłam przekonana, że się dogadają i ułożą sobie życie we dwójkę, bo oboje na to
zasługiwali.
Najwięcej
myślałam o tym po mojej wizycie w kompleksie u Aleka i Sama.
Chłopaki
mieli dwa dni wolnego w związku z remontem butiku, w którym pracowali.
Kilka
dni wcześniej i kilka dni później mieli poświęcone na uprzątnięcie, a potem na
ponowne ustawienie wszystkiego, ale ten dzień, kiedy ich odwiedzałam, spędzali
w domu.
Wysiadłam
z mojego Audi na parkingu (miałam zaraz potem jechać do sklepu) i zobaczyłam,
że David pakuje do bagażnika swojego Grand Cherokee pudła wyładowane rzeczami
Maggie.
-
Hej, David - przywitałam się, podchodząc do niego.
-
Och, hej, Eva - odpowiedział, odwracając się do mnie.
-
Co słychać? - zapytałam, spoglądając na pudła - Pomóc ci w czymś?
-
Nie, dzięki - odpowiedział, zamykając bagażnik - pakujemy trochę rzeczy Maggie,
bo przeprowadza się do mnie.
-
Okej - pokiwałam głową z aprobatą i uśmiechnęłam się do niego.
Zaczęłam
się odwracać w stronę schodów, bo sądziłam, że pójdziemy tam razem, kiedy David
zatrzymał się i stanął przodem do mnie z rękoma w tylnych kieszeniach spodni.
Spojrzał
w stronę kompleksu, na mnie, a potem pod nogi.
Szykował
się do powiedzenia czegoś, a ja nie wiedziałam, czy to dobre czy złe, więc się spięłam.
-
Wiesz… - zaczął i zawahał się.
Czekałam.
-
Chciałem ci podziękować - powiedział w końcu cichym głosem.
-
David… - szepnęłam i ogarnęło mnie ciepłe, miłe uczucie, ale zaczęłam kręcić
przecząco głową.
-
Eva, pozwól mi - przerwał mi - Dziękuję, że we mnie wierzyłaś i że
przedstawiłaś mnie Maggie. I że nie pozwoliłaś mi zrezygnować.
-
David - powiedziałam cicho, ale bardziej zdecydowanie - Oboje zasługujecie na
nowe życie, na odrobinę szczęścia, a wiem, że możecie to sobie dać.
-
Taaa - wymamrotał - I tak jestem twoim dłużnikiem.
-
Żeby nie wiem co - odparłam poważnie, ale łagodnie, przechylając głowę na bok -
Zawsze będę twoją dłużniczką, podobnie jak Jimmy.
-
Nie, Eva - David powiedział bardziej twardo, patrząc mi prosto w oczy - To ja
nigdy, w żaden sposób, nie wypłacę się Jimmy’emu za to co zrobił dla mnie.
Uratował mi życie.
-
C-co? - zachłysnęłam się i zagapiłam się na niego z otwartymi ustami.
David
złapał mnie za łokieć.
-
Eva - warknął z niepokojem.
-
Nic… ja… już dobrze - westchnęłam i wyprostowaniem się dałam mu znać, że nie
zamierzałam zemdleć ani nic takiego.
-
Muszę iść - dodał David - Maggie tam czeka.
-
Tak, oczywiście - powiedziałam rozproszona, bo ta wiadomość wciąż kołatała mi
się w głowie - Chodźmy.
Poszliśmy
razem, poprosiłam Davida o to, żeby mi powiedział coś więcej, ale on się nie
zgodził.
Stwierdził,
że nie może i dowiedziałam się tylko, że to było na misji i że tak się poznali.
Więc
dłużej nie naciskałam.
Poszłam
do Aleka i Sama, a on poszedł do Maggie, której tylko przesłałam pozdrowienia,
bo nadal byłam oszołomiona emocjami, które ogarnęły mnie na myśl o moim mężu.
Był
bohaterem dużo wcześniej niż mnie poznał, a nadal przez tyle lat sądził, że
powinien się karać.
Na
szczęście u chłopaków nie musiałam się nadmiernie wysilać, żeby zamaskować swój
nastrój.
Alek
i Sam pomagali przy ślubie Alice i Eddiego i ich przyjęciu.
Obaj
byli bardzo podekscytowani.
Alek
się tak zaangażował, że właściwie nie zostało nic do zrobienia ani dla mnie,
ani dla mamy Eddiego.
A
ona, oczywiście, chciała mieć decydujące zdanie w wielu kwestiach związanych z
przyjęciem, suknią itp.
Przeforsowała
sprawę ślubu kościelnego z pełną mszą, przygotowań do tego, ale resztą, nieodwołalnie,
zajął się Alek.
Ona
się wściekała i robiła to głośno.
A
ja po prostu odpuściłam, nawet jak pierwotnie myślałam, że będę w tym jakoś uczestniczyła.
Ślub
miał być za niecały miesiąc.
Lecieliśmy
teraz nagle do San Jose, bo Michał właśnie zadzwonił, że nadszedł czas Doroty.
Dostała
pierwsze skurcze (przy pierwszym dziecku nadal to mogło trwać jeszcze dobę lub
dłużej), ale nawet, jeślibyśmy dotarli tuż po narodzinach, i tak byłabym
szczęśliwa.
Mogła
urodzić mojego wnuka (hmmm?), kiedy
będziemy w drodze, lub w najbliższych kilku godzinach po naszym przylocie.
Jimmy
miał założoną mniejszą, krótszą ortezę, więc mógł się sprawniej poruszać, chociaż
nadal o lasce, ale i tak wzięłam dla niego wózek inwalidzki na lotnisku i
zgłosiłam go jako nie w pełni sprawnego po wypadku, żeby nie mieć problemów
przy odprawie do samolotu.
Rany
z jego przystojnej twarzy i siniaki z prawego ramienia całkiem mu zeszły i miał
niedługo wrócić do pracy.
Jeździliśmy
razem na rehabilitację do wskazanego przez szpital punktu, ale niektóre
ćwiczenia i masaże można było robić też w domu.
Nawet
ja mogłam coś zrobić.
Może
nie masaż, ale…
Kupiłam
rower stacjonarny, z którego korzystałam czasem ja a czasem Matt, a Jimmy miał
zacząć korzystać z niego natychmiast po zdjęciu ortezy do końca, czyli za jakiś
tydzień i nie mógł się tego doczekać.
Był
gorący, kwietniowy dzień, prawie początek maja, więc byliśmy wszyscy ubrani w
koszulki z krótkimi rękawkami, krótsze spodnie i sandałki.
Mieliśmy
tylko małe torby jako bagaż podręczny.
Matt
podskakiwał niecierpliwie, bo miał pierwszy raz lecieć samolotem czarterowym.
W
ogóle samolotem.
Nie
liczyłam się z pieniędzmi, bo chciałam jak najszybciej dostać się do San Jose,
więc wynajęłam samolot odrzutowy, a właściwie last minute miejsca w samolocie,
którym leciała mała grupa biznesmenów.
Last
minute nie było aż takie drogie nawet w samolocie czarterowym, więc może aż tak
bardzo nie zaszalałam.
Jimmy
kręcił głową na to wariactwo, ale ja miałam na oku dwa cele.
Pierwszym
było dostanie się do San Jose, kiedy tylko Dorota urodzi mojego wnuka (lub
wnuczkę, nie wiedziałam), a drugim był szybki powrót.
Miejsca
w samolocie powrotnym zamówiłam już „normalnie”, bo dało się za kilka dni,
kiedy potrzebowalibyśmy być w Salt Lake City.
Chodziło
o to, że przeszliśmy szkolenie dla rodziców zastępczych, rozmowy kwalifikacyjne
i niedługo mieliśmy mieć oficjalną decyzję, czy zostaniemy opiekunami prawnymi
Marii.
Byłam
w siódmym niebie.
Podwójnie.
*****
Jimmy
Kilka godzin później
Jimmy
siedział na krześle w pokoju szpitalnym z Mattem przytulonym do kolan, patrzył
na szczęście na twarzy Evy, trzymającej na rękach jej wnuka i też był
szczęśliwy.
Była
taka piękna, a rozpromieniona i uśmiechnięta była jeszcze piękniejsza.
Przyjechali
prosto do szpitala po tym, jak zaraz po wylądowaniu odebrali wiadomość od
Michała, że Dorocie odeszły wody i pojechali na porodówkę.
Jimmy
zajął się wynajmem samochodu za Evę, bo była tak poddenerwowana, że gubiła się
ze wszystkim, co trzeba było zrobić.
Szczęśliwie
przed wylotem zamówiła w firmie przy lotnisku hybrydę Grand Cherokee, który był
automatem, więc Jimmy mógł go prowadzić.
Wypełniał
wszystkie dokumenty i słuchał ze skrywanym uśmiechem, jak podskakując nerwowo,
wołała, żeby się pospieszył.
Potem
musiał robić to samo w czasie jazdy samochodem po nieznanym mu mieście, z
włączoną nawigacją.
Nadal
się nie denerwował.
Teraz
siedział z uśmiechem na krześle w pokoju Doroty, a do jego boku przyciskał
biodro pochmurny i wycofany Matt.
Jego
wnuk obejmował jego pochyloną szyję ramieniem i patrzył na Evę poważnie spod
oka.
Eva
wyczuła chyba niepewność dziewięciolatka, który nazywał ją babcią, ale teraz
widział, jak ona tuliła swojego prawdziwego wnuka.
Podeszła
do nich, schyliła się i dała małego Adama Jimmy’emu na ręce, a potem pogłaskała
Matta po głowie.
-
Popatrz Matt - powiedziała cicho - On jeszcze jest mały, ale kiedyś będziesz
miał kuzyna do nauczenia, jak się gra w piłkę.
-
Tak - szepnął Matt, wyprostował się, poderwał głowę do góry i Jimmy zobaczył,
że jego oczy rozbłysły radością.
-
Widzisz - mówiła Eva - Fajnie jest mieć kuzyna i fajnie będzie mieć siostrę.
Nawet taką przyszywaną jak Maria.
-
Co? - usłyszeli głos Michała.
-
Dostaliśmy tę wiadomość przez telefon, kiedy jechaliśmy do was - wyjaśnił Jimmy
cicho, patrząc ze wzruszeniem na ciemny meszek na główce malucha na jego ręku i
wdychał specyficzny zapach.
Pierwszy
raz w życiu trzymał na ręku noworodka.
To
było jak cud.
Takie
kruche maleństwo, które w przyszłości będzie dorosłym mężczyzną.
-
Maria będzie nasza za trzy, cztery dni - dodał łagodnym głosem, nie podnosząc
głowy.
-
Och - powiedziała z radością zmęczona Dorota - tak się cieszę.
-
Ja też - powiedział Michał i podszedł do swojej mamy - Gratuluję wam i życzę
szczęścia.
-
Kocham cię, synku - szepnęła Eva przytulając go.
-
Ja ciebie też - odpowiedział Michał z uczuciem i oddał jej uścisk.
Odsunął
się od niej i wziął Adama z rąk Jimmy’ego.
-
Skąd to imię? - zapytał Jimmy, ponownie obejmując ramieniem talię Matta.
-
Pierwsze jest po moim tacie - odparła Dorota.
-
Tak - dodał Michał - ma na imiona Adam Mark - spojrzał na Evę - mam nadzieję,
że nie masz nic…
-
Nie, kochanie - przerwała mu Eva - idealnie.
Michał
przekazał syna swojej żonie.
-
Myślę, że pójdziemy i damy ci odpocząć - Eva powiedziała do Doroty.
Spojrzała
na Jimmy’ego i Matta, a Jimmy wstał.
-
Pojadę z wami - powiedział Michał i dołączył do nich po tej stronie pokoju,
gdzie były drzwi - Dorota potrzebuje odpocząć, więc przyjadę tu później.
-
Okej - wymamrotała Dorota.
Michał
najwyraźniej zauważył, że była zmęczona, bo skierował się ponownie w jej
stronę.
-
Może połóż go do łóżeczka - Dorota poprosiła męża i podała mu nowonarodzonego
syna.
Michał
wziął synka, odłożył go do szpitalnego łóżeczka, po czym wrócił do łóżka swojej
żony.
-
Odwiozę ich do naszego domu i później wrócę do ciebie - Michał pochylił się nad
nią i pocałował ją w policzek.
-
Okej - wyszeptała.
Pożegnali
się i wyszli.
*****
Eva
Tydzień później
Maria
zamieszkała z nami.
Miała
pokój, który urządziliśmy dla niej obok sypialni Matta.
Kiedy
przyjechaliśmy z nią do domu, a Matt był wtedy z nami, pozwoliliśmy jej się
rozgościć, poznać dom, a potem usiedliśmy w bawialni na kanapach i
rozmawialiśmy o różnych rzeczach.
Planowaliśmy
naszą codzienność.
Maria
miała iść do szkoły, ale najpierw musiała przejść testy, które pomogłyby
określić jej rozwój.
W
rodzinie przejściowej zabroniono jej mówić po hiszpańsku i przejęła się tym do
tego stopnia, że używała tego języka wyłącznie wtedy, jak się bardzo
zdenerwowała.
Rozmawialiśmy
o tym, żeby czuła się swobodnie i mówiła jak chce, żeby mówiła nam, jeśli
czegoś potrzebuje.
Wtedy
zapytała nas, jak ma nas nazywać.
-
Mogę mówić do ciebie babciu? - zapytała mnie, siedząc obok mnie na kanapie i
bawiąc się nadrukiem na mojej koszulce.
Spojrzałam
z konsternacją na Jimmy’ego.
Nie
myśleliśmy o tym, ale nie sądziłam, żeby to było dobrze.
-
Możesz mówić do mnie jak chcesz - odpowiedziałam - …ale może będziesz do mnie
mówiła Eva lub ciociu?
-
Matt mówi do ciebie babciu - odparła, wyjaśniając jednocześnie swoje
pragnienie.
-
Matt też może mówić do mnie jak chce - odwróciłam się do niego - i też może
mówić do mnie po imieniu lub mówić ciociu, jeśli tak mu się spodoba.
-
Do mnie też możesz mówić tak, jak chcesz - wtrącił się Jimmy.
-
Ja chcę mówić babciu - szepnęła Maria, podnosząc na mnie swoje czarne oczka i
patrząc prosząco, a potem odwróciła się do Jimmy’ego - A do ciebie dziadku.
-
Okej, Kociątko - powiedział cicho Jimmy i spojrzał na mnie.
-
Okej - wymamrotałam i spuściłam wzrok.
Pomyślałam,
że można to będzie potem ustalić na nowo, a na razie nie było sensu naciskać.
Warunki
życia naszej rodziny bowiem miały się zmienić.
Mieliśmy
z Jimmy’m jedną tajemnicę, którą się jeszcze z nikim nie podzieliśmy.
Kilka
dni wcześniej, następnego dnia po powrocie z San Jose rozmawiałam z nim o tym,
z czego zażartował sobie Michał.
-
Jimmy, uważaj - powiedział, kiedy stałam w pokoju Doroty kolejny raz z małym
Adamem na ręku - Słyszałem, że mama przejmuje dzieci jak chorobę zakaźną. Po
tym co teraz ciągle robi z Adamem, możecie mieć w domu maluszka.
Śmialiśmy
się wtedy, bo przecież to było niemożliwe.
Nie
w moim wieku.
Ale
potem zaczęłam myśleć.
No
cóż, nie przyszło mi to wcześniej do głowy, bo byłam zajęta i przejęta różnymi
sprawami, ale faktycznie od kilku miesięcy czułam się dziwnie.
Kiedy
po słowach Michała przemyślałam te objawy, dotarło do mnie, że już to
przeżywałam.
Dwukrotnie.
Czasami
bywałam senna, a w inne dni nadaktywna.
Miewałam
nieuzasadnione humorki.
Nie
smakowała mi kawa, więc nie piłam jej już od miesiąca, a wszystko przyprawiałam
tak pikantnie lub kwaśno, że chłopaki to zauważyli i zaczęli narzekać.
Więc
po powrocie do domu porozmawiałam z Jimmy’m, który był w lekkim szoku, że w
ogóle to sugerowałam.
Nawet
w żartach.
Umówiłam
się na wizytę do lekarza.
Poprosiliśmy
Alice i Eddiego o opiekę nad Mattem, Jimmy zawiózł go do nich, kiedy się
zgodzili, a potem pojechaliśmy razem do ginekologa.
-
Ma pani rację - powiedziała lekarka, a ja poczułam, że ze zdziwienia otwierają
mi się usta.
-
C-co? - zająknęłam się i oszołomiona spojrzałam na Jimmy’ego, który był ze mną
w gabinecie po badaniu, wywiadzie, pobraniu do badania krwi i moczu, którym się
poddałam.
-
To się zdarza - wyjaśniała lekarka - Jest pani co prawda tym w wieku, kiedy
kobiety przechodzą klimakterium, ale dalekie podróże, przeżycia, zwłaszcza
trauma, mogą to wszystko rozregulować. Zresztą może to się przesunąć nawet do
pięćdziesiątego roku życia i później, chociaż wyjątkowo.
-
A-ale... ja… - jąkałam się wciąż zdumiona.
Nie
mogłam znaleźć słów.
-
Przecież ja od trzech lat nie miałam miesiączki! - wydusiłam wreszcie.
-
Jest pani pewna? - zapytała.
Zawahałam
się.
-
Wystarczyło jakieś plamienie, które pani zlekceważyła - dodała.
Popatrzyłam
na nią z otwartymi ustami.
Byłam
taka pewna siebie.
-
Mówiła pani, że długo pani głodowała, przechodziła wiele zmian w życiu, daleką
podróż - lekarka wspomniała to, czego dowiedziała się z mojego opowiadania - A
to może wpłynąć na całkowite rozregulowanie cyklu, czasowe zatrzymanie
miesiączki, ale nie zatrzymuje jej do końca. Może wrócić. Wystarczył pani
powrót do lepszych warunków, spokój, jedno jajeczko, które zostało uwolnione w
odpowiednim czasie i… Będziecie mieli dziecko.
Spojrzałam
na mojego męża absolutnie zszokowana, ale do mojej świadomości zaczęła przebijać
się jakaś iskierka radości.
Zobaczyłam,
że on jest nie tyle w szoku, co bardzo, bardzo
zdenerwowany.
-
To dobra wiadomość - upewniała nas lekarka.
-
Niech mi pani powie - odezwał się Jimmy, biorąc mnie za rękę i pokazując mi,
czego dotyczyło jego zdenerwowanie - Czy to nie będzie niebezpieczne dla jej
zdrowia lub nawet życia?
Przyjrzałam
mu się i dotarło do mnie, że on się po prostu bał.
Nie
tego, że będziemy mieli dziecko, ale o
mnie.
O
Boże kochany!
Mój
mąż bał się, że mógłby mnie stracić.
Zacisnęłam
usta.
-
Cóż - zaczęła ginekolog - bez wątpienia pani wiek stanowi czynnik ryzyka, ale
będziemy to monitorować. Zapewniam państwa, że wszystko będzie dobrze. To już
dwunasty tydzień ciąży. Do tej pory nie miała pani żadnych złych objawów. Miała
pani wcześniej dwójkę zdrowych dzieci. Naprawdę nie ma powodów do obaw.
-
Jimmy… - szepnęłam, biorąc męża za dłoń również drugą ręką i pochylając się w
jego stronę.
Spojrzał
na mnie i wiedziałam, że wie, że chciałam tego dziecka.
Bardzo.
-
Będzie dobrze - zapewniłam go.
Jego
spojrzenie stało się takie łagodne i czułe.
O
Boże kochany.
Wróciliśmy
do domu, przez całą drogę rozmawialiśmy, a ja zapewniałam go, że wszystko
będzie dobrze, ale dopiero w domu Jimmy pokazał mi, że był w stanie pokonać
swoje obawy o moje zdrowie lub życie i że cieszył się z tego dziecka tak, jak
ja się cieszyłam.
Może
zresztą cieszył się wcześniej, tylko nie był w stanie tego przebić przez swój strach
o mnie?
Innymi
słowy, świętowaliśmy tak bardzo i tak długo, że Matt nie tylko spędził u Berta
dzień, ale poprosiliśmy Alice i Eddiego, aby spędził tam noc.
Kiedy
następnego dnia pojechaliśmy go odebrać, napomknęłam Alice o błogosławieństwie,
jakie miało nas spotkać, ale poprosiłam o ją dyskrecję.
Nie
chciałam, by więcej osób było rozczarowanych, jeśli to by się źle skończyło.
Kolejne
dni poświęciliśmy na rozmowy o naszej przyszłości.
Postanowiliśmy
z Jimmy’m poszukać większego domu dla naszej nowej, coraz większej, rodziny.
Kiedy
Maria zamieszkała z nami, nasze mieszkanie zrobiło się zatłoczone, więc nikogo
to nie zdziwiło, że rozpytywaliśmy o domy do sprzedania w okolicy.
*****
Jimmy
Trzy tygodnie później
Jimmy
stał z Mattem, ubranym tak, jak on w ciemno szary garnitur i białą koszulę w
niebieskie paski z granatowym krawatem, w drugiej ławce w kościele i patrzył na
idącą przejściem w pomarańczowych sandałkach na wysokich obcasach Evę w sukni
druhny.
Jego
żona była przepiękna.
Alice
wybrała dla swoich druhen - Evy i Esmi,
siostry Eddiego - suknie w kolorach mlecznej czekolady z dodatkami, które odpowiadały
każdej z nich.
Eva
miała, oczywiście, pomarańczowe.
Nie
było w ogóle widać jej brzuszka, chociaż był to już koniec czwartego miesiąca,
a sukienka była przylegająca do ciała.
I
chyba nie tylko on zauważył, że urosły jej piersi, zrobiła się bardziej
zaokrąglona, ponętna.
Chociaż
niektórzy mogli pomyśleć, że to dlatego, że więcej je.
A
jadła więcej.
Miał
ochotę śmiać się, kiedy opychała się tacos i burrito i przypominał sobie te
miesiące, kiedy sądził, że zawsze będzie musiał pilnować, żeby coś zjadła.
Kochał
patrzeć jak ona jadła.
Zawsze.
A
w tej sukni była jeszcze bardziej kobieca.
Suknia
była w stylu tych chińskich, ze stójką i małym guziczkiem pod szyją, pomarańczowym
sznurkiem wszytym wzdłuż wykończenia u góry, odkrytymi ramionami i rozcięciami
po bokach od kolan aż do biodra i podkreślała krągłości Evy w bardzo seksowny sposób.
Jimmy
podejrzewał, że kobiety w tym celu spiskowały z kolorowymi wstawkami w
kształcie długich liści, które biegły od pasa, skośnie do dołu, rozszerzając
się wachlarzowato.
Włosy
Evy sięgały za łopatki, były rozpuszczone, ułożone w miękkie loki i zebrane za
uszami, więc kusząco odsłaniały szyję i piękne, długie, proste, złote kolczyki,
które dostała od niego na urodziny.
Spojrzała
wprost na niego, uśmiechnęła się, a potem spojrzała na Matta i jemu też
przesłała uśmiech.
Jimmy
uśmiechnął się i nie mógł się powstrzymać od przypomnienia sobie, jak wrócił po
odwiezieniu dzieci do Maggie i Davida, z którymi mieli później pojechać na
uroczystość.
Eva
była w łazience w ręczniku owiniętym pod ramionami i drugim, owijającym jej
włosy.
Podszedł
do niej od tyłu, kiedy pochylała się do lustra, malując sobie oczy.
Spojrzała
na niego w lustrze i uśmiechnęła się.
Przesunął
obie dłonie pod ręcznikiem po skórze jej ud i bioder, a potem, kiedy przekonał
się, że nie ma jeszcze nawet majtek, po pośladkach.
Kciukami
wjechał między nie, a jednocześnie pochylił się i pocałował jej szyję.
-
Odłóż to - mruknął tam schrypniętym głosem, a ona zamrugała na ten dźwięk,
spojrzała w jego oczy w lustrze i natychmiast wykonała polecenie.
Wydała
przy tym ten seksowny dźwięk westchnienia, który spowodował, jak zawsze, że
jego kutas drgnął.
Potem
wziął to, co lubił brać i co ona lubiła mu dawać, a jednocześnie dał jej to, co
ona lubiła brać.
Spieszyli
się, bo miała być wcześniej w kościele, by pomagać w tym, w czym miała pomagać
i wspierać Alice (zwłaszcza emocjonalnie), ale i tak było wspaniale.
Jak
zawsze.
Nigdy
to mu nie spowszednieje i nigdy się nie znudzi.
Jego
cudowna żona.
Maria
doszła już do ołtarza, bo szła pierwsza, sypiąc kwiatki i, po tym jak
podskoczyła i z głośnym, radosnym śmiechem rozsypała resztkę kwiatków, by
wypiąć pupcię i śmiać się do Eddiego i jego drużbów, stojących przy ołtarzu
(albo tylko do Berta, który stał tam z nimi, a którego uwielbiała), przejęła ją
mama Eddiego.
Jimmy
wychylił się z ławki i wziął Marię od niej na ręce, a szeroka, tiulowa spódnica
jej różowej sukienki otoczyła jego ramiona.
Maria
przytuliła się do niego i patrzyła w tę stronę co on.
A
on patrzył znowu na swoją żonę, nie zauważając następnej druhny, która szła za
nią przejściem.
A
Eva jaśniała.
Jimmy
dostrzegał to codziennie.
Jakby
szczęście z posiadania rodziny, z życia z nim, uwalniało z niej nowe porcje
światła.
Kiedy
Eva doszła do ołtarza, stanęła po przeciwnej stronie niż Eddie i Jimmy
zauważył, że wymieniła spojrzenia i uśmiechy z Bertem.
A
potem Jimmy odwrócił się, jak wszyscy inni, kiedy zabrzmiały pierwsze tony
marsza Mendelsona.
W
przejściu stanęła Alice.
Szła
wsparta na ramieniu ojca, który nie pogodził się do końca z jej życiem, ale przynajmniej
tego dnia nie był palantem i nie dawał jej gówna na temat nieślubnego syna.
Wydawało
się, że najważniejsze dla jej rodziców było to, że wreszcie wychodzi za mąż i to w kościele.
Miała
na sobie długą suknię w kolorze ecru z żółtymi różyczkami naszytymi na dole i
przy dekolcie oraz przepasaną żółtą szarfą.
Suknia
opinała ją u góry, a rozszerzała się do dołu jak kwiat.
Nie
miała rękawów i tylko mały dekolt w kształcie V.
Jej
gęste blond włosy miała elegancko spięte w gładki, duży, luźny kok na tyle
głowy, opierający się o jej kark i przykryty krótkim welonem.
Wyglądała
na tak szczęśliwą, że jaśniała prawie tak, jak Eva.
Uśmiechała
się delikatnie.
Jimmy
zastanowił się, czy Evie nie było tego brak.
Wielkiego
ślubu, uroczystości, która podkreśliłaby wagę ich połączenia się.
Zawsze
mówiła, że ich ślub był najpiękniejszy, ale on chciałby, żeby miała wszystko.
Może
więc na ich pierwszą rocznicę Jimmy dałby jej taką uroczystość, by miała wszystko.
Poszuka
sali i zaprosi wszystkich.
Tak.
*****
Dwie godziny później
Byli
na przyjęciu po ślubie.
DJ
prowadził imprezę i kilka par tańczyło na środku sali, a oni siedzieli w dużej
grupie z Davidem i Maggie, Alekiem i Samem, Soniją i Benji’m, Alice i Eddiem
oraz dziećmi przy stoliku.
Właśnie
skończyła się piosenka.
Alice
i Eddie zaraz mieli wyruszyć, więc podeszli się pożegnać.
Jimmy
wstał i wziął swoją piękną żonę za rękę.
Miał
coś do zrobienia.
Zrobił
to, bo pierwszy raz mieli okazję zatańczyć ze sobą, a on pamiętał, że kiedyś
powiedziała mu, że piosenki nie były dla niej wyrazem szczęścia, radości (jak dawniej
sądził jej syn), ale niosły pewne przesłanie.
Czasem
pocieszały, a czasem pobudzały do działania.
Dał
znać brodą Maggie, która na ten znak wzięła na kolana Marie i szepnęła coś na
ucho Mattowi.
Bert
stanął obok Alice, zaalarmowany.
Eva
spojrzała na niego rozpromieniona i uśmiechnęła się ciepło do niego.
Potem,
kiedy już prawie weszli na parkiet, kiwnął głową w kierunku DJ’a i ten od razu
zaczął umówioną zapowiedź:
-
A teraz piosenka, którą Jimmy chce coś powiedzieć Evie, swojemu Aniołowi.
Usłyszał,
jak Eva cicho, ale słyszalnie wciągnęła powietrze.
Byli
już prawie na środku opustoszałego parkietu, kiedy rozległy się pierwsze
dźwięki muzyki.
Jimmy
przyciągnął Evę do siebie, objął ją jedną ręką w pasie, rozłożył palce na tyle
jej biodra, a drugą trzymał jej dłoń i, kołysząc się do rytmu muzyki, patrzył
jej prosto w oczy, kiedy Adele zaczęła śpiewać Lovesong[1], a on powtarzał szeptem
słowa piosenki razem z nią:
Ilekroć jestem z tobą sam na sam,
Sprawiasz, że czuję się jakbym znów
był w domu
Ilekroć jestem z tobą sam na sam,
Sprawiasz, że czuję się jakbym znów
był kompletny
Zobaczył,
że twarz Evy staje się łagodna, oczy zaczynają błyszczeć, a potem uśmiechnęła
się do niego, wtuliła twarz w jego szyję i kołysała się w rytm jego ruchów.
A
on nadal szeptał jej do ucha:
Bez względu na to jak daleko będę,
zawsze będę cię kochał
Bez względu na to jak długo zostanę,
zawsze będę cię kochał
Bez względu na to co powiem,
Zawsze będę cię kochał
Zawsze będę cię kochał
Kiwali
się delikatnie w rytm muzyki i to było tak, jakby byli sami na tej sali, ale
również na całej kuli ziemskiej.
Ilekroć jestem z tobą sam na sam,
Sprawiasz, że czuję się jakbym znów
był wolny
Ilekroć jestem z tobą sam na sam,
Sprawiasz, że czuję się jakbym znów
był czysty
…
Zawsze
będę cię kochał
Zawsze będę cię kochał
Wybrał
tę wersję, chociaż podobała mu się bardziej oryginalna wersja The Cure, bo Eva
miała na sobie bardzo wysokie szpilki i nie chciał, żeby sobie coś zrobiła.
Ale
on również zaledwie tydzień wcześniej miał zdjętą ortezę i nie czuł się zbyt
pewnie, chociaż codziennie ćwiczył.
Jednak,
kiedy Adele powtórzyła znowu
Bez względu na to, co powiem,
Zawsze będę cię kochał
zakręcił
Evą delikatnie, trzymając jej obie ręce nad głową, a potem przytulił jej plecy
do swojego przodu i objął ją skrzyżowanymi ramionami, by mogli się kołysać do
końca utworu.
Eva
przytuliła nos do jego szczęki i tak trwali.
*****
David
Siedzieli
razem wszyscy przy stoliku i patrzyli jak zahipnotyzowani na taniec Evy i
Jimmy’ego.
Zaczarowany.
Nawet
Maria była cichutko na kolanach Maggie.
David
pomyślał, że Jimmy pokazał mu, jak sprawić, by życie było bardziej kompletne.
Z
kimś, kogo kochasz.
Przy
ich stoliku przykucnął fotograf, pstrykający całą serię zdjęć parze tańczącej
samotnie na parkiecie.
Zwrócił
się do Maggie z uśmiechem:
-
Uwielbiam robić zdjęcia takim szczęśliwym parom. Kobiety w ciąży jaśnieją i
zdjęcia są jakby podświetlone.
Spojrzeli
po sobie ze zdumieniem.
David
zauważył, że Alice zagryzła wargę, a Eddie odwrócił wzrok.
Coś
wiedzieli.
Kiedy
taniec się skończył i Jimmy z Evą wrócili przytuleni do stolika, kobiety
osaczyły Evę.
Posadziły
ją między sobą na krześle.
-
Kiedy zamierzaliście nam powiedzieć? - zapytała Sonija, patrząc na nią z góry ze
zmrużonymi oczami.
Eva
rozchyliła usta i spojrzała na Alice.
David
uśmiechnął się krzywo pod nosem.
Jeśli
zamierzali się kryć, to stanowczo Jimmy wcześniej powinien ją przeszkolić w tym
kierunku.
Nie
umiała kłamać.
-
Mieliśmy wam powiedzieć - zaczął Jimmy, stając za krzesłem Evy i kładąc jej
rękę na ramieniu - ale dopiero, jak będzie później, żeby nie było żalu, jakby…
-
Nawet nie kończ - szepnęła Maggie i David spojrzał na nią.
Miała
łzy w oczach, ale uśmiechała się szczęśliwie.
Podeszła,
pochyliła się i przytuliła Evę i szepnęła jej do ucha - Tak się cieszę.
Wszystkie
kobiety zaczęły przytulać Evę, a mężczyźni klepali Jimmy’ego po ramieniu i
ściskali mu dłoń, kiedy odezwał się Matt.
-
To znaczy… - zaczął i przerwał, jakby się dławił - Będziecie…
Przerwał
znowu, odwrócił się i odwrócił się, jakby chciał uciekać, ale Jimmy go złapał,
a Eva wzięła delikatnie Marię.
Posadziła
ją sobie na kolanach.
Jimmy
usiadł obok swoich dziewczyn trzymając Matta w pasie obok swoich kolan, a
reszta grupy się lekko odsunęła.
Skupili
się we czwórkę w gromadce swojej rodziny, a pozostali otoczyli ich z daleka, by
dać im trochę prywatności.
-
Matt… - zaczął Jimmy, niepewny co dalej powiedzieć.
-
Słoneczka - powiedziała Eva cicho, ale bardziej zdecydowanie - musicie
wiedzieć, że was kochamy.
Odwróciła
się do Matta przodem z Marią na kolanach i objęła oboje ramionami.
Miała
ciepły, łagodny wyraz twarzy.
Maria
przytuliła policzek do jej ramienia.
-
Zawsze będziecie naszymi dziećmi - mówiła Eva delikatnie i cicho, ale
całkowicie skupiona wzrokiem na twarzy Matta - Nie mówiliśmy wam wcześniej, ale
mamy dla was radosną nowinę.
Podniosła
głowę i spojrzała na Jimmy’ego rozjaśnionymi oczami.
Uśmiechnęła
się do niego, a on oddał jej uśmiech i ciągnęła dalej do dzieci.
-
Za kilka miesięcy będziecie mieli młodszego braciszka lub siostrzyczkę - stwierdziła.
Jimmy
przysunął się do nich z Mattem przy kolanach.
-
To dobra wiadomość - dodał, głaszcząc Marię po włoskach, a Matta po ramieniu -
nasza rodzina się powiększy.
-
Jeszcze nie wiemy jak to będzie, ale to nie znaczy, że przestaniemy was kochać.
Kiedykolwiek - mówiła Eva.
-
Tak - zapewnił Jimmy - Wszyscy jesteśmy
rodziną.
Matt
nie umiał znaleźć słów i nie wiedział jak zareagować, więc tylko wtulił twarz w
ramię dziadka.
Maria
przytuliła się do Evy, ale było widać, że dla niej to nie jest wiadomość, którą
mogłaby zrozumieć.
Była
trochę za mała, więc po prostu reagowała na zdenerwowanie Matta, którego
uwielbiała.
Eva
pocałowała jej główkę.
David
patrzył na tę małą, kochającą się, szczęśliwą rodzinę i przeniósł wzrok na
Maggie.
Poczuła
jego spojrzenie i popatrzyła mu w oczy.
Kochał
ją.
Powiedział
jej to, ale dopiero teraz zobaczył w jej oczach, że ona oddaje to uczucie.
Wyglądało
na to, że on też miał mieć dla siebie trochę tego, co miał Jimmy.
Może
trochę więcej niż trochę.
Poczuł,
że coś rozgrzewało jego wnętrzności.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń