Rozdział
17
Wróć do domu
Jimmy
Sześć godzin później
Jimmy
stał niecierpliwie w cholernej kolejce do pieprzonej odprawy lotu do Santa Cruz w Kalifornii.
David
miał po wojsku kumpli zajmujących się różnymi sprawami na niekoniecznie legalne
sposoby.
Jimmy
nie chciał wiedzieć.
Najważniejsze
dla niego było to, że już dwie cholernie długie godziny po ich rozmowie, David
zadzwonił do niego z informacjami, których potrzebował.
-
Stary… - śmiał mu się do pieprzonej słuchawki - Zarezerwowała lot i hotel,
również płaci kartą na twoje nazwisko. Ona nie
uciekła przed tobą, nie chciała się
schować. Po prostu wyjechała.
Jimmy
zazgrzytał zębami.
-
David, powiesz mi, do kurwy nędzy, gdzie ona jest, czy co? - warknął wściekły.
-
Dobra… - ucichł kumpel - Wygląda na to, że poleciała po prostu pierwszym lotem,
jaki był.
Potem
David przekazał mu wszystko, czego się dowiedział.
Potem
Jimmy rozłączył się, wybrał numer pieprzonej rezerwacji lotów i dowiedział się
kiedy ma najbliższy cholerny samolot.
Potem
musiał cholernie czekać.
Dało
mu to stanowczo za dużo pieprzonego czasu na myślenie.
Na
wspominanie tego, co przez swoją głupotę mógł stracić.
Jaka
Eva była piękna, kiedy jechała na wózku w jego stronę, kiedy patrzyła na niego
jak na cudotwórcę, bo wzruszyła się tym, że miała wokół siebie przyjaciół,
kiedy zamierzała pozwolić mu uczynić ją jego.
Oddać
mu się kompletnie i całkowicie.
Jak
pełne dumy z niego było jej spojrzenie, kiedy podjął akcję po wypadku na drodze
w górach.
Jakby
był pieprzonym bohaterem.
Jakie
były genialne jej kolacje i śniadania, gotowane dla niego, zawsze z troską czy
mu smakowało, czy się najadł.
Jak
prała jego pieprzone brudne ubrania, sprzątała po nim bez wzdrygnięcia czy
wahania.
Jak
dbała o niego.
Jak
jej śmiech był cudowny i rozświetlający świat.
Wspominał
jej kwiaty, jej zapach, jej miękką skórę…
Jej
ciepły uśmiech i czułe dotknięcie jej dłoni na policzku.
Dotyk
Anioła.
Kochała
go.
Wróciły
do niego słowa jej przysięgi ... Trwać
przy tobie, kiedy będziesz się budził i kiedy będziesz zasypiał, do końca moich
dni. Zawsze całować cię na dzień dobry i na do widzenia.
Nie
pocałował jej, kiedy ostatnim razem wychodził jak popierdolony kutas z
mieszkania.
Obiecuję godzić się z tobą po każdej
kłótni i sprawiać, że zawsze będziesz chciał do mnie wracać.
Przecież
on też powinien się o to starać, przecież obiecywał codziennie dbać o jej
drobne i większe radości.
Przysięgał.
Nie
robił tego.
Przysporzył
jej cierpienia, smutku.
Musiał
zrobić wszystko, by do niego wróciła.
Jego
Anioł.
Kiedy
przyszło do płacenia za bilet online, przekonał się, że na ich wspólnym koncie,
do którego ją przypisał tuż po ślubie, były jej pieniądze.
Cholernie
dużo pieniędzy.
Nie
wiedział, kiedy przelała je ze swojego konta na ich.
Jezu
Chryste.
A
on naskoczył na nią o to w taki popieprzony sposób kutasa.
Dała
mu całą siebie tak naturalnie.
Wszystko.
Cały
swój czas i uwagę, uczucie i troskę.
Pieniądze
nie były dla niej ważne, nie zwracała na nie uwagi i przekonał się o tym już wcześniej
kilka razy.
Pewnie,
że była z nimi za bardzo oswojona,
były jej codziennością, ale nie wpychała mu ich pod nos.
Po
prostu były częścią niej, więc dała mu je, jak dała mu wszystko inne, co było
nią.
Teraz
to widział.
Gówno.
Kiedy
w końcu usiadł w cholernym samolocie, zmusił się do relaksu.
Dwie
godziny lotu.
Nie
dało się szybciej.
Kurwa.
Myśli
znowu wirowały mu w głowie.
Na
lotnisku w Santa Cruz dosyć szybko znalazł pieprzoną taksówkę.
Pomogło
to, że nie miał bagażu, więc wyszedł przed innymi.
Podał
nazwę hotelu i zamilkł, nawet jak cholerny kierowca próbował zagadywać go o
pogodę i plażę.
Jimmy
wciąż myślał tylko o swojej Evie.
Dlaczego
nie pomyślał wcześniej o tym, że ona kochała plaże.
Przecież
mówiła mu o tym.
Powinni
spędzić tydzień na plaży, w słońcu, z nią w kostiumie kąpielowym.
Wyobrażenie
jej w kostiumie spowodowało, że jego kutas się obudził.
Tak,
to była jeszcze jedna rzecz, którą mu dawała.
Niesamowity
seks.
*****
Eva
Godzinę później
Musiałam
wyjść.
Nie
mogłam spać, a leżałam na łóżku przez całą noc i potem większość dnia, więc
byłam odrętwiała.
Podróż
tutaj minęła mi w ciszy, jakbym ogłuchła lub miała założone słuchawki, które
odcinały mnie od wszelkich głosów.
Stewardesa
mówiła do mnie z uśmiechem, a ja reagowałam zastygłą twarzą i potakiwaniem.
Taksówkarze,
zarówno ten w Salt Lake City, jak i ten w Santa Cruz, próbowali do mnie mówić,
ale nie odpowiadałam im, więc przestawali.
W
recepcji hotelu odbyłam krótką, rutynową rozmowę.
-
Dzień dobry - powiedziała recepcjonistka.
-
Mam rezerwację na nazwisko Spark - powiedziałam jej i nawet przez sekundę nie
zastanowiłam się nad podaniem innego nazwiska.
To
było moje nazwisko.
-
Tak, oczywiście - recepcjonistka z widocznym zaskoczeniem skonfrontowała źle
ubraną, zmęczoną, starą, samotną kobietę z zarezerwowanym apartamentem, ale
było mi to obojętne.
Tak.
Wzięłam
najdroższy, bo tylko taki był dostępny od ręki.
A
pieniądze i tak nie miały żadnego znaczenia.
Były
środkiem do celu.
A
celem było danie Jimmy’emu czasu na podjęcie decyzji.
Decyzji,
czy chce być ze mną.
Powiedział
mi, że musiał pomyśleć.
Potem
moglibyśmy porozmawiać.
Wypełniłam
kartę meldunkową, podałam numer karty kredytowej, dostałam klucz i poszłam na
górę.
Kolejne
zdziwienie - boya hotelowego - że nie mam bagażu.
I
tak dałam mu hojny napiwek.
Za
drzwiami apartamentu zrzuciłam buty.
Zostawiłam
walizkę tam, gdzie ją zostawił boy.
Położyłam
się na wierzchu wielkiego łóżka w ubraniu i zwinęłam się w kulkę z kolanami
przyciśniętymi do piersi.
Nie
mogłam płakać.
I
spędziłam tak czas aż do teraz.
Kiedy
poczułam, że muszę wyjść.
Założyłam
sukienkę, jedyną, jaką zabrałam ze sobą (letnią, szarą, rozkloszowaną, bez
rękawów) i zeszłam na dół.
Szłam
na plażę.
Skierowałam
się do lady recepcjonistki, by zostawić klucz.
Byłam
rozproszona, skołowana, wewnętrznie obolała.
Moje
spojrzenie przykuł znajomy ruch.
W
hallu recepcji zobaczyłam starszą parę, objętą i całującą się, do której
przytulał się plecami około dziesięcioletni, ciemnowłosy chłopiec.
Spojrzał
wprost na mnie jasnymi, czysto niebieskimi oczami.
O
Boże!
Mój
żołądek skręcił się i przypomniał mi, że przed wyjściem nieostrożnie wypiłam
szklankę wody.
Musiałam
natychmiast wrócić na górę.
Wbiegłam
po schodach.
Drżącymi
dłońmi otworzyłam drzwi z klucza, którego nie zdążyłam oddać.
Wbiegłam
do swojego apartamentu i rzuciłam się do łazienki.
Nie
zwróciłam uwagi na to, że zostawiłam otwarte drzwi.
Zamykały
się powoli.
Uklękłam
przy sedesie i szybko go otworzyłam.
Zwymiotowałam.
Kiedy
wstałam na dygoczących z osłabienia nogach, umyłam twarz i zęby, przeczesałam
włosy grzebieniem i niespiesznie wyszłam z łazienki z ręcznikiem w dłoniach,
stanęłam jak wryta tuż za progiem.
Stał
tam Jimmy.
-
Eva.
O
Boże kochany.
Jego
głos był cichy i delikatny.
Odwróciłam
głowę na bok i mocno zacisnęłam oczy, zapomniany ręcznik poleciał na podłogę.
-
Eva, ja… - powiedział schrypniętym głosem.
Usłyszałam,
że się porusza, więc otworzyłam oczy i automatycznie zrobiłam krok do tyłu.
I
zobaczyłam to, zobaczyłam ból w jego
kochanych, pięknych, kryształowo niebieskich oczach.
Boże.
Przecież
nie chciałam mu sprawiać bólu.
Stał
tam i milcząco patrzył przez chwilę w moją stronę, kiedy mój oddech przerywał
się i groził zatrzymaniem.
-
Nie dotrzymałaś swojej przysięgi - powiedział znowu schrypniętym, delikatnym
głosem.
-
Co? - szarpnęłam głową do góry.
-
Przysięgałaś zawsze zasypiać i budzić się obok mnie - zażartował poważnym
tonem.
Znowu
zamknęłam oczy, przełknęłam i otworzyłam je.
-
Dotrzymałam - powiedziałam cicho, patrząc mu w oczy.
-
Co? - zapytał i zmarszczył brwi.
-
Ja… - znowu przełknęłam - Nie spałam.
-
Jezu - jęknął - Eva.
-
Nie - wyciągnęłam rękę w jego stronę - Jimmy, nie mogę ci…
-
Eva - przerwał mi - proszę, pozwól mi wyjaśnić.
Zamilkłam.
-
Byłem głupim egoistycznym palantem - jego słowa mnie zabolały, jak cios w
brzuch, bo wiedziałam, że to nie jego
wina, że to wszystko przeze mnie.
Skrzywiłam
się.
-
Nie zapytałem cię, dlaczego tamto
zrobiłaś, jak się wtedy czułaś, co teraz
czujesz - kontynuował - Nie wysłuchałem twojej wersji, tylko dałem się ogłupić
temu pierdolonemu dupkowi. Stałem tam, dałem mu rzucać sobie w twarz to gówno,
jak mówił, że jestem wyzyskiwaczem, utrzymankiem, że poleciałem tylko na twoją
kasę. Byłem wściekły i zraniony, a nie chodziło mi o pieniądze, nie dbałem o
to, co mówił o mnie.
Co?
-
Eva - szepnął z uczuciem - Chodziło mi o to, że mi nie zaufałaś, nie powiedziałaś mi. Nie pomyślałem, że to musiało
być dla ciebie trudne. Myślałem tylko o sobie.
Więc wróciłem do domu i wyżyłem się na tobie.
Jak popierdolony kutas.
Na
wiedzę o tym, że Jimmy czuje się odpowiedzialny za moją reakcję, poczułam
duszność, jakby w pokoju zabrakło powietrza i pieczenie pod powiekami, więc
wyciągnęłam rękę do tyłu, by oprzeć się o coś, ale za mną była pustka.
Zamknęłam
oczy i zachwiałam się.
W
następnej sekundzie poczułam kochane ramiona Jimmy’ego obejmujące mnie pod
kolanami i za plecami, pewnie podnoszące i łagodnie zanoszące mnie na sofę.
Usiadł
i posadził mnie na swoich kolanach.
O
Boże kochany.
Jak
ja za tym tęskniłam.
Oparłam
czoło o jego szyję.
Odchylił
mi głowę i poczułam jego badawczy wzrok.
-
Eva… - zapytał z niepokojem, uważnie patrząc mi w oczy - Jadłaś coś przez te
dwa dni?
Zagryzłam
dolną wargę.
Popatrzył
na to.
Znał
mnie, więc nie pytał więcej.
Wyprostował
się i wykręcił.
Wtuliłam
się w jego klatkę piersiową.
Poczułam,
że sięgnął do stolika obok, wziął słuchawkę, a potem usłyszałam, jak mówił do
telefonu:
-
Tak, tu pokój… - przerwał i ramieniem znowu odchylił moją głowę, by pytająco
spojrzeć mi w oczy.
-
1027 - szepnęłam.
-
…1027 - kończył Jimmy do telefonu - proszę o przyniesienie kanapki z indykiem, pancakes’ów
z jagodami, gofrów z bitą śmietaną i
truskawkami, dwóch porcji kiełbasek, bekonu i jajek sadzonych, dwóch croissantów
z masłem, soku pomarańczowego, dzbanka herbaty i dużą kawę americano.
Zagryzłam ponownie wargę, bo pomyślałam, że
przeleciał taki kawał drogi zaraz po pracy, był zmęczony i głodny i poczułam
się źle, bardzo źle.
Zachowałam
się szczeniacko.
Jak
egoistyczna, dziecinna, nadwrażliwa idiotka.
Odłożył
słuchawkę i zwrócił się do mnie.
-
Jimmy… - jęknęłam, ale nie wydobyłam nic więcej, bo głos mi się załamał,
zadrgały mi wargi i łzy rzuciły się strumieniami z oczu.
Załkałam
brzydko, nieprzyjemnie i poczułam, że wykrzywiam się w szlochaniu.
Wiedziałam,
że wyglądam paskudnie, więc schowałam twarz w jego szyi i objęłam jego kark
ręką.
Przytulił
mnie mocno oburącz i poczułam się jeszcze gorzej.
A
jednocześnie lepiej.
Czułam
się winna tego, że przeleciał za mną przez pół kraju, bo jak idiotka histerycznie uciekłam zamiast z
nim porozmawiać.
Ale
też czułam się wspaniale, bo szukał mnie
i przeleciał za mną przez pół kraju, żeby tu być i ze mną porozmawiać.
-
Aniele - szepnął, a mnie zrobiło się ciepło, jak zawsze, kiedy słyszałam od
niego to przezwisko - Błagam, nie płacz. To rozdziera moje pieprzone serce.
-
Jimmy - szlochałam w jego szyję, kurczowo trzymając się jego koszulki -
przepraszam, że nie rozmawiałam z tobą.
-
To ja przepraszam… - powiedział Jimmy - …że nie wysłuchałem cię, tylko
wyszedłem jak kretyn, zostawiając cię samą i to po takich podłych słowach.
-
To moja wina - odparłam - powinnam była cię uprzedzić, żeby Jacob nie mógł cię
zaskoczyć.
-
Mała - odpowiedział - przestań się obwiniać o wszystko. Muszę być dla ciebie
łagodniejszy. Przecież wiedziałem, jak reagujesz, a nie powstrzymałem się. A na
dodatek skłamałem, bo przecież mam pieniądze i ty o tym wiesz.
Nie
odezwałam się więcej, bo mogliśmy tak się licytować jeszcze długo, czyja wina
była większa.
Najważniejsze
dla mnie było to, że Jimmy mnie szukał i znalazł.
Westchnęłam.
-
Wiesz co, Aniele? - wymamrotał Jimmy nagle zadowolonym
tonem.
-
Co? - zaskoczona podniosłam głowę, by na niego spojrzeć.
-
Naprawdę cholernie fantastyczne jest to… - ciągnął tym samym, dezorientującym
mnie, tonem, patrząc mi w oczy - …że nawet taka zła na mnie, jak byłaś, nie
zdjęłaś mojej obrączki i pierścionka i zameldowałaś się w tym pokoju jako pani
Spark.
Zapatrzyłam
się na niego z otwartymi ustami.
-
Ja… nie… nie byłam… na ciebie zła -
wyszeptałam w końcu.
-
Co? - teraz Jimmy zapytał z zaskoczeniem, uniósł brwi i cofnął głowę.
-
Ja tylko… po prostu - jąkałam się - …chciałam ci dać czas i przestrzeń do
zastanowienia się, czy… czy chcesz być….
-
Eva - szepnął Jimmy - kocham cię i nie chcę nigdy
pozwolić ci odejść.
-
Jimmy - szepnęłam i znowu poczułam łzy pod powiekami.
-
Wróć ze mną do domu - powiedział.
-
Dobrze - szepnęłam.
Jimmy
popatrzył w moje oczy, jego twarz złagodniała, oczy stały się ciepłe, a potem
pochylił się i objął wargami moje usta.
Nagle
nie chciałam więcej płakać, chciałam go po prostu czuć jak najbliżej siebie, być z nim.
Wsunął
język między moje wciąż rozchylone wargi i zaczął pieścić łagodnie mój język
swoim, ale potem oboje zaczęliśmy się rozgrzewać.
Kiedy
nasz pocałunek oszalał, Jimmy wsunął mi rękę pod sukienkę, a ja wyszarpnęłam mu
koszulkę ze spodni.
Jimmy
przekręcił się, przechylił mnie na sofę i położył się obok mnie.
Czułam
jego dłoń sunącą pod sukienką w górę, na moje pośladki i głaskałam ręką jego
gorącą skórę pod koszulką na żebrach.
Potem
odchylił się, ściągnął koszulkę przez głowę i wrócił, by mnie całować coraz
bardziej namiętnie i gorąco.
Poczułam,
że odpina mi suwak sukienki, więc przekręciłam się, by dać mu łatwiejszy
dostęp.
Zsunął
ją z moich ramion, a potem z bioder, podniosłam je i po sekundzie byłam w samej
bieliźnie.
Nareszcie.
Włożyłam
ręce między nas, by sięgnąć do jego paska.
Kiedy
go rozplątywałam, Jimmy podniósł się odrobinę, sięgnął tam i pomógł mi,
rozpinając guzik i suwak przy spodniach.
A
potem, w następnej sekundzie, nie zauważyłam kiedy, był już bez spodni,
bokserek, butów i skarpetek.
Kolejny
raz wciągnęłam powietrze z zachwytu na widok tego, jaki był piękny.
Wszędzie.
Całując
mnie o ramionach, szyi, dekolcie i piersiach, sięgnął do tyłu i rozpiął stanik,
a potem go zrzucił na podłogę.
Tak!
Zadrżałam
z podniecenia.
Całował
jedną pierś, otoczył językiem sutek i zassał go, a potem zajął się drugą
piersią.
Złapałam
go za pośladki, ale on odsunął się, wsunął kciuki w moje majtki na biodrach i
zjechał nimi na dół.
Nachylił
się do miejsca, gdzie były i rozchylił mi nogi.
I
zaczął mnie całować tam równie namiętnie, jak przed chwilą w usta.
Złapałam
jego głowę, docisnęłam do siebie i zajęczałam, wypychając do niego biodra.
Ale
potrzebowałam go w środku.
-
Jimmy, kochanie, potrzebuję cię - błagałam, wijąc się pod nim.
Jimmy
wszedł na mnie, między moje nogi i nakierował się na wejście.
Podniósł
moje pięty na swoje biodra.
A
potem wbił się jednym zdecydowanym ruchem.
Wreszcie
wszystko było na swoim miejscu.
Właściwie.
Jak
powinno być.
Odgięłam
głowę i westchnęłam z jękiem - Tak!
Ruszaliśmy
się w idealnie zsynchronizowanym rytmie.
Patrzyłam
w jego piękne oczy, pociemniałe z pożądania, a on patrzył w moje i rozgrzewał
się coraz bardziej.
Coraz
szybciej i bardziej gwałtownie.
Bywało,
że pieściliśmy się godzinami.
Kochaliśmy
się pół godziny lub dłużej.
Bywało,
że pieprzyliśmy się ostro przez ponad pół godziny.
Ale
tym razem było tak, jakbyśmy robili to pierwszy raz.
Nasza
tęsknota i radość z ponownego połączenia spowodowała, że wybuchliśmy szybko.
Jednocześnie.
Mocno.
Potem
leżeliśmy przez chwilę na sofie wtuleni w siebie, dysząc i uspokajając się.
-
Nigdy mnie nie zostawiaj - szepnął Jimmy, przytulając moją głowę do swojej szyi,
wciąż będąc we mnie - Jak będę kutasem, nawrzeszcz na mnie, walnij mnie, zamknij
się w sypialni, ale potem wróć do mnie.
-
Dobrze, kochanie - odszepnęłam.
Leżeliśmy
tak jeszcze przez kolejną chwilę, aż Jimmy zaczął się wysuwać i nasze oddechy
spowolniły.
Wtedy
usłyszeliśmy pukanie do drzwi i okrzyk - Room
service.
Jimmy
odsunął się ode mnie, westchnął i pocałował mnie krótko.
Po
tym wstał, naciągnął spodnie, które chwycił z podłogi i poszedł do przedpokoju,
by otworzyć drzwi (bez koszulki).
Usłyszałam,
jak rozmawia krótko z obsługą, a potem wszedł do pokoju pchając przed sobą wózek
z jedzeniem.
Przez
cały czas siedziałam z podkurczonymi nogami, z kolanami przy piersiach, naga na
sofie.
I
podziwiałam wspaniały pokaz.
-
Pani - powiedział Jimmy, kłaniając się głęboko z jedną ręką zgiętą za plecami -
Podano do stołu.
Wybuchnęłam
śmiechem.
Jimmy
uśmiechnął się, a potem, kiedy położyłam kolana na bok, na siedzeniu kanapy, usiadł
obok mnie, wsunął się pod nie, podał mi talerz z pancakes’ami, widelec i nalał
mi herbaty z imbryka.
Następnie wziął sobie talerz z jajkami i
bekonem i przysunął kawę.
-
Jak mnie znalazłeś? - zapytałam po kilku pierwszych kęsach.
-
Najpierw szukałem cię u Aleka i Sama… - zaczął, a ja poczułam wyrzuty sumienia.
Nie
zwróciłam się do sąsiadów - przyjaciół o pomoc, więc na pewno poczuli się
zranieni.
Potem
opowiedział o rozmowie z Michałem.
O
Boże kochany!
Poczułam
się jeszcze gorzej.
Nie
zadzwoniłam do swojego syna, więc pogłębiłam jego poczucie winy za tamtą
sytuację.
Westchnęłam.
Będę
musiała z nimi wszystkimi porozmawiać i ich przeprosić.
Tak,
działałam pod wpływem impulsu, egoistycznie i znowu skrzywdziłam ludzi, którym
na mnie zależało.
Martwili
się o mnie.
Wtedy
Jimmy opowiedział mi o kumplach Davida, co może trochę mnie zaskoczyło, ale
ostatecznie - to był David.
Mogłam
się spodziewać niezwykłości.
Więc
teraz chodziło tylko o to, żebym wróciła z Jimmy’m do domu.
A
właściwie tylko o to, żebyśmy byli razem.
Siedziałam
obok Jimmy’ego, zajadałam nasz późny lunch i nie myślałam o niczym, tylko o
byciu z nim tu i teraz.
Przez
chwilę.
Potem
opowiedziałam mu o telefonach od reporterów.
-
To Jacob - powiedział Jimmy.
-
Nie możesz tego wiedzieć - odparłam łagodnie, ale pewno tak było.
Pomyślałam,
że wszystko się zgadza, Jacob wiedział i mógł się zemścić za to, że go
odrzuciłam.
Jednocześnie
zastanawiałam się, czy jego zainteresowanie nie było spowodowane tym, że
wiedział o moich pieniądzach.
-
Załatwimy to - warknął.
-
Martwię się - szepnęłam.
I
tak było.
Już
raz zniszczyli moje życie i mogli to zrobić ponownie.
Jimmy
zacisnął zęby, z oczu strzeliły mu iskry i, zanim zdążyłam zareagować, złapał
telefon i zadzwonił do Davida.
Kiedy
słuchałam ich rozmowy, pomyślałam, że będę miała u Davida gigantyczny dług.
Dopiero
późnej zadzwoniłam do syna, by go uspokoić.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń