niedziela, 16 stycznia 2022

17 - Wróć do domu

 

Rozdział 17

Wróć do domu

Jimmy

 

 

 

 

Sześć godzin później

Jimmy stał niecierpliwie w cholernej kolejce do pieprzonej odprawy lotu do Santa Cruz w Kalifornii.

David miał po wojsku kumpli zajmujących się różnymi sprawami na niekoniecznie legalne sposoby.

Jimmy nie chciał wiedzieć.

Najważniejsze dla niego było to, że już dwie cholernie długie godziny po ich rozmowie, David zadzwonił do niego z informacjami, których potrzebował.

- Stary… - śmiał mu się do pieprzonej słuchawki - Zarezerwowała lot i hotel, również płaci kartą na twoje nazwisko. Ona nie uciekła przed tobą, nie chciała się schować. Po prostu wyjechała.

Jimmy zazgrzytał zębami.

- David, powiesz mi, do kurwy nędzy, gdzie ona jest, czy co? - warknął wściekły.

- Dobra… - ucichł kumpel - Wygląda na to, że poleciała po prostu pierwszym lotem, jaki był.

Potem David przekazał mu wszystko, czego się dowiedział.

Potem Jimmy rozłączył się, wybrał numer pieprzonej rezerwacji lotów i dowiedział się kiedy ma najbliższy cholerny samolot.

Potem musiał cholernie czekać.

Dało mu to stanowczo za dużo pieprzonego czasu na myślenie.

Na wspominanie tego, co przez swoją głupotę mógł stracić.

Jaka Eva była piękna, kiedy jechała na wózku w jego stronę, kiedy patrzyła na niego jak na cudotwórcę, bo wzruszyła się tym, że miała wokół siebie przyjaciół, kiedy zamierzała pozwolić mu uczynić ją jego.

Oddać mu się kompletnie i całkowicie.

Jak pełne dumy z niego było jej spojrzenie, kiedy podjął akcję po wypadku na drodze w górach.

Jakby był pieprzonym bohaterem.

Jakie były genialne jej kolacje i śniadania, gotowane dla niego, zawsze z troską czy mu smakowało, czy się najadł.

Jak prała jego pieprzone brudne ubrania, sprzątała po nim bez wzdrygnięcia czy wahania.

Jak dbała o niego.

Jak jej śmiech był cudowny i rozświetlający świat.

Wspominał jej kwiaty, jej zapach, jej miękką skórę…

Jej ciepły uśmiech i czułe dotknięcie jej dłoni na policzku.

Dotyk Anioła.

Kochała go.

Wróciły do niego słowa jej przysięgi ... Trwać przy tobie, kiedy będziesz się budził i kiedy będziesz zasypiał, do końca moich dni. Zawsze całować cię na dzień dobry i na do widzenia.

Nie pocałował jej, kiedy ostatnim razem wychodził jak popierdolony kutas z mieszkania.

Obiecuję godzić się z tobą po każdej kłótni i sprawiać, że zawsze będziesz chciał do mnie wracać.

Przecież on też powinien się o to starać, przecież obiecywał codziennie dbać o jej drobne i większe radości.

Przysięgał.

Nie robił tego.

Przysporzył jej cierpienia, smutku.

Musiał zrobić wszystko, by do niego wróciła.

Jego Anioł.

Kiedy przyszło do płacenia za bilet online, przekonał się, że na ich wspólnym koncie, do którego ją przypisał tuż po ślubie, były jej pieniądze.

Cholernie dużo pieniędzy.

Nie wiedział, kiedy przelała je ze swojego konta na ich.

Jezu Chryste.

A on naskoczył na nią o to w taki popieprzony sposób kutasa.

Dała mu całą siebie tak naturalnie.

Wszystko.

Cały swój czas i uwagę, uczucie i troskę.

Pieniądze nie były dla niej ważne, nie zwracała na nie uwagi i przekonał się o tym już wcześniej kilka razy.

Pewnie, że była z nimi za bardzo oswojona, były jej codziennością, ale nie wpychała mu ich pod nos.

Po prostu były częścią niej, więc dała mu je, jak dała mu wszystko inne, co było nią.

Teraz to widział.

Gówno.

Kiedy w końcu usiadł w cholernym samolocie, zmusił się do relaksu.

Dwie godziny lotu.

Nie dało się szybciej.

Kurwa.

Myśli znowu wirowały mu w głowie.

Na lotnisku w Santa Cruz dosyć szybko znalazł pieprzoną taksówkę.

Pomogło to, że nie miał bagażu, więc wyszedł przed innymi.

Podał nazwę hotelu i zamilkł, nawet jak cholerny kierowca próbował zagadywać go o pogodę i plażę.

Jimmy wciąż myślał tylko o swojej Evie.

Dlaczego nie pomyślał wcześniej o tym, że ona kochała plaże.

Przecież mówiła mu o tym.

Powinni spędzić tydzień na plaży, w słońcu, z nią w kostiumie kąpielowym.

Wyobrażenie jej w kostiumie spowodowało, że jego kutas się obudził.

Tak, to była jeszcze jedna rzecz, którą mu dawała.

Niesamowity seks.

*****

Eva

Godzinę później

Musiałam wyjść.

Nie mogłam spać, a leżałam na łóżku przez całą noc i potem większość dnia, więc byłam odrętwiała.

Podróż tutaj minęła mi w ciszy, jakbym ogłuchła lub miała założone słuchawki, które odcinały mnie od wszelkich głosów.

Stewardesa mówiła do mnie z uśmiechem, a ja reagowałam zastygłą twarzą i potakiwaniem.

Taksówkarze, zarówno ten w Salt Lake City, jak i ten w Santa Cruz, próbowali do mnie mówić, ale nie odpowiadałam im, więc przestawali.

W recepcji hotelu odbyłam krótką, rutynową rozmowę.

- Dzień dobry - powiedziała recepcjonistka.

- Mam rezerwację na nazwisko Spark - powiedziałam jej i nawet przez sekundę nie zastanowiłam się nad podaniem innego nazwiska.

To było moje nazwisko.

- Tak, oczywiście - recepcjonistka z widocznym zaskoczeniem skonfrontowała źle ubraną, zmęczoną, starą, samotną kobietę z zarezerwowanym apartamentem, ale było mi to obojętne.

Tak.

Wzięłam najdroższy, bo tylko taki był dostępny od ręki.

A pieniądze i tak nie miały żadnego znaczenia.

Były środkiem do celu.

A celem było danie Jimmy’emu czasu na podjęcie decyzji.

Decyzji, czy chce być ze mną.

Powiedział mi, że musiał pomyśleć.

Potem moglibyśmy porozmawiać.

Wypełniłam kartę meldunkową, podałam numer karty kredytowej, dostałam klucz i poszłam na górę.

Kolejne zdziwienie - boya hotelowego - że nie mam bagażu.

I tak dałam mu hojny napiwek.

Za drzwiami apartamentu zrzuciłam buty.

Zostawiłam walizkę tam, gdzie ją zostawił boy.

Położyłam się na wierzchu wielkiego łóżka w ubraniu i zwinęłam się w kulkę z kolanami przyciśniętymi do piersi.

Nie mogłam płakać.

I spędziłam tak czas aż do teraz.

Kiedy poczułam, że muszę wyjść.

Założyłam sukienkę, jedyną, jaką zabrałam ze sobą (letnią, szarą, rozkloszowaną, bez rękawów) i zeszłam na dół.

Szłam na plażę.

Skierowałam się do lady recepcjonistki, by zostawić klucz.

Byłam rozproszona, skołowana, wewnętrznie obolała.

Moje spojrzenie przykuł znajomy ruch.

W hallu recepcji zobaczyłam starszą parę, objętą i całującą się, do której przytulał się plecami około dziesięcioletni, ciemnowłosy chłopiec.

Spojrzał wprost na mnie jasnymi, czysto niebieskimi oczami.

O Boże!

Mój żołądek skręcił się i przypomniał mi, że przed wyjściem nieostrożnie wypiłam szklankę wody.

Musiałam natychmiast wrócić na górę.

Wbiegłam po schodach.

Drżącymi dłońmi otworzyłam drzwi z klucza, którego nie zdążyłam oddać.

Wbiegłam do swojego apartamentu i rzuciłam się do łazienki.

Nie zwróciłam uwagi na to, że zostawiłam otwarte drzwi.

Zamykały się powoli.

Uklękłam przy sedesie i szybko go otworzyłam.

Zwymiotowałam.

Kiedy wstałam na dygoczących z osłabienia nogach, umyłam twarz i zęby, przeczesałam włosy grzebieniem i niespiesznie wyszłam z łazienki z ręcznikiem w dłoniach, stanęłam jak wryta tuż za progiem.

Stał tam Jimmy.

- Eva.

O Boże kochany.

Jego głos był cichy i delikatny.

Odwróciłam głowę na bok i mocno zacisnęłam oczy, zapomniany ręcznik poleciał na podłogę.

- Eva, ja… - powiedział schrypniętym głosem.

Usłyszałam, że się porusza, więc otworzyłam oczy i automatycznie zrobiłam krok do tyłu.

I zobaczyłam to, zobaczyłam ból w jego kochanych, pięknych, kryształowo niebieskich oczach.

Boże.

Przecież nie chciałam mu sprawiać bólu.

Stał tam i milcząco patrzył przez chwilę w moją stronę, kiedy mój oddech przerywał się i groził zatrzymaniem.

- Nie dotrzymałaś swojej przysięgi - powiedział znowu schrypniętym, delikatnym głosem.

- Co? - szarpnęłam głową do góry.

- Przysięgałaś zawsze zasypiać i budzić się obok mnie - zażartował poważnym tonem.

Znowu zamknęłam oczy, przełknęłam i otworzyłam je.

- Dotrzymałam - powiedziałam cicho, patrząc mu w oczy.

- Co? - zapytał i zmarszczył brwi.

- Ja… - znowu przełknęłam - Nie spałam.

- Jezu - jęknął - Eva.

- Nie - wyciągnęłam rękę w jego stronę - Jimmy, nie mogę ci…

- Eva - przerwał mi - proszę, pozwól mi wyjaśnić.

Zamilkłam.

- Byłem głupim egoistycznym palantem - jego słowa mnie zabolały, jak cios w brzuch, bo wiedziałam, że to nie jego wina, że to wszystko przeze mnie.

Skrzywiłam się.

-  Nie zapytałem cię, dlaczego tamto zrobiłaś, jak się wtedy czułaś, co teraz czujesz - kontynuował - Nie wysłuchałem twojej wersji, tylko dałem się ogłupić temu pierdolonemu dupkowi. Stałem tam, dałem mu rzucać sobie w twarz to gówno, jak mówił, że jestem wyzyskiwaczem, utrzymankiem, że poleciałem tylko na twoją kasę. Byłem wściekły i zraniony, a nie chodziło mi o pieniądze, nie dbałem o to, co mówił o mnie.

Co?

- Eva - szepnął z uczuciem - Chodziło mi o to, że mi nie zaufałaś, nie powiedziałaś mi. Nie pomyślałem, że to musiało być dla ciebie trudne. Myślałem tylko o sobie. Więc wróciłem do domu i wyżyłem się na tobie. Jak popierdolony kutas.

Na wiedzę o tym, że Jimmy czuje się odpowiedzialny za moją reakcję, poczułam duszność, jakby w pokoju zabrakło powietrza i pieczenie pod powiekami, więc wyciągnęłam rękę do tyłu, by oprzeć się o coś, ale za mną była pustka.

Zamknęłam oczy i zachwiałam się.

W następnej sekundzie poczułam kochane ramiona Jimmy’ego obejmujące mnie pod kolanami i za plecami, pewnie podnoszące i łagodnie zanoszące mnie na sofę.

Usiadł i posadził mnie na swoich kolanach.

O Boże kochany.

Jak ja za tym tęskniłam.

Oparłam czoło o jego szyję.

Odchylił mi głowę i poczułam jego badawczy wzrok.

- Eva… - zapytał z niepokojem, uważnie patrząc mi w oczy - Jadłaś coś przez te dwa dni?

Zagryzłam dolną wargę.

Popatrzył na to.

Znał mnie, więc nie pytał więcej.

Wyprostował się i wykręcił.

Wtuliłam się w jego klatkę piersiową.

Poczułam, że sięgnął do stolika obok, wziął słuchawkę, a potem usłyszałam, jak mówił do telefonu:

- Tak, tu pokój… - przerwał i ramieniem znowu odchylił moją głowę, by pytająco spojrzeć mi w oczy.

- 1027 - szepnęłam.

- …1027 - kończył Jimmy do telefonu - proszę o przyniesienie kanapki z indykiem, pancakes’ów  z jagodami, gofrów z bitą śmietaną i truskawkami, dwóch porcji kiełbasek, bekonu i jajek sadzonych, dwóch croissantów z masłem, soku pomarańczowego, dzbanka herbaty i dużą kawę americano.

 Zagryzłam ponownie wargę, bo pomyślałam, że przeleciał taki kawał drogi zaraz po pracy, był zmęczony i głodny i poczułam się źle, bardzo źle.

Zachowałam się szczeniacko.

Jak egoistyczna, dziecinna, nadwrażliwa idiotka.

Odłożył słuchawkę i zwrócił się do mnie.

- Jimmy… - jęknęłam, ale nie wydobyłam nic więcej, bo głos mi się załamał, zadrgały mi wargi i łzy rzuciły się strumieniami z oczu.

Załkałam brzydko, nieprzyjemnie i poczułam, że wykrzywiam się w szlochaniu.

Wiedziałam, że wyglądam paskudnie, więc schowałam twarz w jego szyi i objęłam jego kark ręką.

Przytulił mnie mocno oburącz i poczułam się jeszcze gorzej.

A jednocześnie lepiej.

Czułam się winna tego, że przeleciał za mną przez pół kraju, bo jak idiotka histerycznie uciekłam zamiast z nim porozmawiać.

Ale też czułam się wspaniale, bo szukał mnie i przeleciał za mną przez pół kraju, żeby tu być i ze mną porozmawiać.

- Aniele - szepnął, a mnie zrobiło się ciepło, jak zawsze, kiedy słyszałam od niego to przezwisko - Błagam, nie płacz. To rozdziera moje pieprzone serce.

- Jimmy - szlochałam w jego szyję, kurczowo trzymając się jego koszulki - przepraszam, że nie rozmawiałam z tobą.

- To ja przepraszam… - powiedział Jimmy - …że nie wysłuchałem cię, tylko wyszedłem jak kretyn, zostawiając cię samą i to po takich podłych słowach.

- To moja wina - odparłam - powinnam była cię uprzedzić, żeby Jacob nie mógł cię zaskoczyć.

- Mała - odpowiedział - przestań się obwiniać o wszystko. Muszę być dla ciebie łagodniejszy. Przecież wiedziałem, jak reagujesz, a nie powstrzymałem się. A na dodatek skłamałem, bo przecież mam pieniądze i ty o tym wiesz.

Nie odezwałam się więcej, bo mogliśmy tak się licytować jeszcze długo, czyja wina była większa.

Najważniejsze dla mnie było to, że Jimmy mnie szukał i znalazł.

Westchnęłam.

- Wiesz co, Aniele? - wymamrotał Jimmy nagle zadowolonym tonem.

- Co? - zaskoczona podniosłam głowę, by na niego spojrzeć.

- Naprawdę cholernie fantastyczne jest to… - ciągnął tym samym, dezorientującym mnie, tonem, patrząc mi w oczy - …że nawet taka zła na mnie, jak byłaś, nie zdjęłaś mojej obrączki i pierścionka i zameldowałaś się w tym pokoju jako pani Spark.

Zapatrzyłam się na niego z otwartymi ustami.

- Ja… nie… nie byłam… na ciebie zła - wyszeptałam w końcu.

- Co? - teraz Jimmy zapytał z zaskoczeniem, uniósł brwi i cofnął głowę.

- Ja tylko… po prostu - jąkałam się - …chciałam ci dać czas i przestrzeń do zastanowienia się, czy… czy chcesz być….

- Eva - szepnął Jimmy - kocham cię i nie chcę nigdy pozwolić ci odejść.

- Jimmy - szepnęłam i znowu poczułam łzy pod powiekami.

- Wróć ze mną do domu - powiedział.

- Dobrze - szepnęłam.

Jimmy popatrzył w moje oczy, jego twarz złagodniała, oczy stały się ciepłe, a potem pochylił się i objął wargami moje usta.

Nagle nie chciałam więcej płakać, chciałam go po prostu czuć jak najbliżej siebie, być z nim.

Wsunął język między moje wciąż rozchylone wargi i zaczął pieścić łagodnie mój język swoim, ale potem oboje zaczęliśmy się rozgrzewać.

Kiedy nasz pocałunek oszalał, Jimmy wsunął mi rękę pod sukienkę, a ja wyszarpnęłam mu koszulkę ze spodni.

Jimmy przekręcił się, przechylił mnie na sofę i położył się obok mnie.

Czułam jego dłoń sunącą pod sukienką w górę, na moje pośladki i głaskałam ręką jego gorącą skórę pod koszulką na żebrach.

Potem odchylił się, ściągnął koszulkę przez głowę i wrócił, by mnie całować coraz bardziej namiętnie i gorąco.

Poczułam, że odpina mi suwak sukienki, więc przekręciłam się, by dać mu łatwiejszy dostęp.

Zsunął ją z moich ramion, a potem z bioder, podniosłam je i po sekundzie byłam w samej bieliźnie.

Nareszcie.

Włożyłam ręce między nas, by sięgnąć do jego paska.

Kiedy go rozplątywałam, Jimmy podniósł się odrobinę, sięgnął tam i pomógł mi, rozpinając guzik i suwak przy spodniach.

A potem, w następnej sekundzie, nie zauważyłam kiedy, był już bez spodni, bokserek, butów i skarpetek.

Kolejny raz wciągnęłam powietrze z zachwytu na widok tego, jaki był piękny.

Wszędzie.

Całując mnie o ramionach, szyi, dekolcie i piersiach, sięgnął do tyłu i rozpiął stanik, a potem go zrzucił na podłogę.

Tak!

Zadrżałam z podniecenia.

Całował jedną pierś, otoczył językiem sutek i zassał go, a potem zajął się drugą piersią.

Złapałam go za pośladki, ale on odsunął się, wsunął kciuki w moje majtki na biodrach i zjechał nimi na dół.

Nachylił się do miejsca, gdzie były i rozchylił mi nogi.

I zaczął mnie całować tam równie namiętnie, jak przed chwilą w usta.

Złapałam jego głowę, docisnęłam do siebie i zajęczałam, wypychając do niego biodra.

Ale potrzebowałam go w środku.

- Jimmy, kochanie, potrzebuję cię - błagałam, wijąc się pod nim.

Jimmy wszedł na mnie, między moje nogi i nakierował się na wejście.

Podniósł moje pięty na swoje biodra.

A potem wbił się jednym zdecydowanym ruchem.

Wreszcie wszystko było na swoim miejscu.

Właściwie.

Jak powinno być.

Odgięłam głowę i westchnęłam z jękiem - Tak!

Ruszaliśmy się w idealnie zsynchronizowanym rytmie.

Patrzyłam w jego piękne oczy, pociemniałe z pożądania, a on patrzył w moje i rozgrzewał się coraz bardziej.

Coraz szybciej i bardziej gwałtownie.

Bywało, że pieściliśmy się godzinami.

Kochaliśmy się pół godziny lub dłużej.

Bywało, że pieprzyliśmy się ostro przez ponad pół godziny.

Ale tym razem było tak, jakbyśmy robili to pierwszy raz.

Nasza tęsknota i radość z ponownego połączenia spowodowała, że wybuchliśmy szybko.

Jednocześnie.

Mocno.

Potem leżeliśmy przez chwilę na sofie wtuleni w siebie, dysząc i uspokajając się.

- Nigdy mnie nie zostawiaj - szepnął Jimmy, przytulając moją głowę do swojej szyi, wciąż będąc we mnie - Jak będę kutasem, nawrzeszcz na mnie, walnij mnie, zamknij się w sypialni, ale potem wróć do mnie.

- Dobrze, kochanie - odszepnęłam.

Leżeliśmy tak jeszcze przez kolejną chwilę, aż Jimmy zaczął się wysuwać i nasze oddechy spowolniły.

Wtedy usłyszeliśmy pukanie do drzwi i okrzyk - Room service.

Jimmy odsunął się ode mnie, westchnął i pocałował mnie krótko.

Po tym wstał, naciągnął spodnie, które chwycił z podłogi i poszedł do przedpokoju, by otworzyć drzwi (bez koszulki).

Usłyszałam, jak rozmawia krótko z obsługą, a potem wszedł do pokoju pchając przed sobą wózek z jedzeniem.

Przez cały czas siedziałam z podkurczonymi nogami, z kolanami przy piersiach, naga na sofie.

I podziwiałam wspaniały pokaz.

- Pani - powiedział Jimmy, kłaniając się głęboko z jedną ręką zgiętą za plecami - Podano do stołu.

Wybuchnęłam śmiechem.

Jimmy uśmiechnął się, a potem, kiedy położyłam kolana na bok, na siedzeniu kanapy, usiadł obok mnie, wsunął się pod nie, podał mi talerz z pancakes’ami, widelec i nalał mi herbaty z imbryka.

 Następnie wziął sobie talerz z jajkami i bekonem i przysunął kawę.

- Jak mnie znalazłeś? - zapytałam po kilku pierwszych kęsach.

- Najpierw szukałem cię u Aleka i Sama… - zaczął, a ja poczułam wyrzuty sumienia.

Nie zwróciłam się do sąsiadów - przyjaciół o pomoc, więc na pewno poczuli się zranieni.

Potem opowiedział o rozmowie z Michałem.

O Boże kochany!

Poczułam się jeszcze gorzej.

Nie zadzwoniłam do swojego syna, więc pogłębiłam jego poczucie winy za tamtą sytuację.

Westchnęłam.

Będę musiała z nimi wszystkimi porozmawiać i ich przeprosić.

Tak, działałam pod wpływem impulsu, egoistycznie i znowu skrzywdziłam ludzi, którym na mnie zależało.

Martwili się o mnie.

Wtedy Jimmy opowiedział mi o kumplach Davida, co może trochę mnie zaskoczyło, ale ostatecznie - to był David.

Mogłam się spodziewać niezwykłości.

Więc teraz chodziło tylko o to, żebym wróciła z Jimmy’m do domu.

A właściwie tylko o to, żebyśmy byli razem.

Siedziałam obok Jimmy’ego, zajadałam nasz późny lunch i nie myślałam o niczym, tylko o byciu z nim tu i teraz.

Przez chwilę.

Potem opowiedziałam mu o telefonach od reporterów.

- To Jacob - powiedział Jimmy.

- Nie możesz tego wiedzieć - odparłam łagodnie, ale pewno tak było.

Pomyślałam, że wszystko się zgadza, Jacob wiedział i mógł się zemścić za to, że go odrzuciłam.

Jednocześnie zastanawiałam się, czy jego zainteresowanie nie było spowodowane tym, że wiedział o moich pieniądzach.

- Załatwimy to - warknął.

- Martwię się - szepnęłam.

I tak było.

Już raz zniszczyli moje życie i mogli to zrobić ponownie.

Jimmy zacisnął zęby, z oczu strzeliły mu iskry i, zanim zdążyłam zareagować, złapał telefon i zadzwonił do Davida.

Kiedy słuchałam ich rozmowy, pomyślałam, że będę miała u Davida gigantyczny dług.

Dopiero późnej zadzwoniłam do syna, by go uspokoić.


 

3 komentarze: