poniedziałek, 17 stycznia 2022

18 - Nowa rodzina

 

Rozdział 18

Nowa rodzina

 

Eva

 

 

Tydzień później

Czekałam w domu na męża.

Dzień, w którym Jimmy przyjechał, by zabrać mnie z powrotem do domu i następny, spędziliśmy w Santa Cruz.

W czasie jedzenia lunchu zadzwoniłam do Aleka, wyjaśniłam mu, że to było nieporozumienie, a potem przeprosiłam i poprosiłam o zaopiekowanie się moimi kwiatami.

Kochaliśmy się z Jimmy’m pod prysznicem zaraz po lunchu.

Zaczęło się od tego, że się pobrudziliśmy.

To znaczy ja niechcący pobrudziłam Jimmy’ego, kiedy sięgałam po gofra i kapnęłam na jego nagi brzuch bitą śmietaną.

Więc musiałam ją zlizać.

Tak mi się to spodobało, że nałożyłam tam więcej tej śmietany, a potem rozpięłam mu spodnie, żeby mieć więcej jego nagiego ciała do lizania.

Nie protestował.

Potem lizałam moją ulubioną część, a potem już nie potrzebowałam do tego śmietany, bo wszystko, co lizałam było pyszne.

Podobało mu się to.

Uklękłam na podłodze przed nim, siedzącym na kanapie, ściągnęłam mu spodnie i, siedząc na piętach między jego rozchylonymi nogami, brałam go najgłębiej do buzi, jak mogłam, aż zdecydował, że mam dosyć.

Wtedy poszliśmy pod prysznic.

Szybko.

Ale kochaliśmy się pod prysznicem wolno, bo Jimmy koniecznie chciał mnie dokładnie namydlić.

Bardzo dokładnie.

To było cudowne, słodkie, a potem namiętne i gorące.

Byliśmy oboje namydleni, a ja prawie dochodziłam, kiedy Jimmy wszedł we mnie.

I potem doszliśmy oboje, chociaż ja pierwsza, kiedy oparł mnie placami o rozgrzane gorącą wodą kafelki i pieścił mnie kciukiem dokładnie tak jak lubię, podczas gdy był głęboko we mnie, a ja owijałam jego biodra nogami.

Potem doszłam jeszcze raz, kiedy odwrócił mnie tyłem do siebie, oparł moje ręce o ścianę, a sam wchodził we mnie od tyłu, ponownie, jak kiedyś, trzymając przy tym pod palcami mój tatuaż.

Wtedy on również doszedł i cieszyłam się, że mogę wyjść spod prysznica umyta, ale z nim w środku.

Kiedy wyszliśmy z łazienki owinięci w ręczniki, poszliśmy nago do łóżka.

Przytulona do kochanego męża, uspokojona i wyczerpana, zasnęłam ze szczęśliwymi myślami.

Obudziłam się godzinę później, natychmiast czujna, kiedy Jimmy zaczął się rzucać po łóżku i mamrotać nerwowo.

- Jimmy… - szepnęłam przestraszona, wspięłam się na jego pierś i dotknęłam jego twarzy dłonią - …obudź się.

Głaskałam go po policzku i patrzyłam wprost w jego oczy.

Otworzył oczy, spojrzał na mnie najpierw półprzytomnie, a potem skupił wzrok na mojej twarzy i gwałtownie ścisnął mnie mocno ramionami, owiniętymi wokół moich pleców.

Wciągnął mnie na siebie i przytulił twarz do moich, suchych już, włosów, do policzka, a potem niżej.

- Śniło mi się, że cię nie ma - wymamrotał w moją szyję.

Poczułam się bardzo, bardzo źle.

Bo…

przeze mnie Jimmy miał złe sny.

To ja sprawiłam, że miał się czego bać.

Puścił mnie i ułożyliśmy się z powrotem.

Położyłam się policzkiem na jego bicepsie, dłonią pogłaskałam jego klatkę piersiową i szepnęłam - Przepraszam.

- Po prostu nie zostawiaj mnie już nigdy więcej - mruknął cicho Jimmy.

- Dobrze - odpowiedziałam równie cicho, bo już raz mu to obiecałam.

Przez chwilę milczeliśmy, a potem Jimmy zaproponował:

- Może pójdziemy na kolację do restauracji?

- Nie mam się w co ubrać - niechętnie przyznałam.

Po czym dałam mu znać dotykiem, że to nie jest główny powód, dla którego nie chcę wychodzić.

Jimmy przekręcił się, zrzucając mnie z siebie, podniósł się na przedramieniu obok mnie i spojrzał mi w oczy.

- Nie rozumiem jednej rzeczy - zaczął, a ja podniosłam brwi w niemym pytaniu czego?.

- Wydaje się, że nie masz problemu z nagością, ale nie jesteś taka pewna swojego ciała w ubraniach - dokończył.

Westchnęłam.

- Ja… - zawahałam się, ale chciałam dać mu całą siebie.

- No, co? - zachęcił i pocałował mnie lekko, patrząc ciepło w moje oczy.

Tak.

Za długo miałam przed nim tajemnice.

Zagryzłam dolną wargę, a on położył się z powrotem na plecach i przycisnął mnie do siebie.

Musiałam mu to dać, żeby mnie zrozumiał.

- Widzisz, Jimmy - spojrzałam mu krótko w oczy, wyginając się na jego bicepsie, kiedy ujęłam jego twarz dłonią z drugiej strony - Ja nie mam problemu z nagością, bo umiem wyłączyć myślenie o tym.

- Co takiego? - Jimmy zmarszczył brwi.

Skuliłam się obok niego, rękę przycisnęłam do swoich piersi, zsunęłam się niżej, żeby patrzeć na jego klatkę piersiową, zamiast w oczy, a potem położyłam tam dłoń i mówiłam:

-  Jeśli nie chcę o czymś myśleć, na przykład jak… wiesz o czymś bardzo nieprzyjemnym, to wyłączam to, blokuję myślenie i… już.

Spojrzałam na bok.

Pomyślałam o tym, jaki jest przystojny, że mógłby mieć każdą kobietę i powinien wiedzieć o tym, że ja wiem.

- Ty jesteś taki przystojny, możesz mieć…. A ja… Cóż… - zaczęłam.

Wzięłam drżący z zawstydzenia wdech.

- Ja wiem, jak wyglądam, czego mi brakuje, więc… jak jestem naga, to nie myślę o tym… - wyjaśniłam.

- Ty wiesz jak wyglądasz? - Jimmy powiedział to z takim zdziwieniem w głosie, że się zawstydziłam jeszcze bardziej.

Pchnął mnie z powrotem na plecy i podniósł się na przedramieniu, więc patrzył na mnie z góry.

Na jego twarzy malowało się najwyższe zdumienie.

- No... T-tak - potwierdziłam cicho, zerkając spod zsuniętego czoła na jego przystojną twarz.

Byłam zdziwiona jego reakcją, bo przecież widział mnie i inne kobiety, więc musiał wiedzieć, czego mi brakuje.

Jimmy wciągnął nagle powietrze przez zaciśnięte zęby.

- Aniele - powiedział dziwnym, niskim, warczącym głosem - Gówno wiesz.

- Co? - zatchnęłam się i zrobiłam wielkie oczy.

Jimmy częściowo przygniótł mnie swoim ciężarem i złapał boki mojej szczęki palcem wskazującym i kciukiem, by podnieść moją głowę tak, że nie miałam innego wyjścia, jak patrzeć mu prosto w piękne, niebieskie oczy.

A potem wysadził mój świat w powietrze.

- Jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką znam - stwierdził zdecydowanie, a ja otworzyłam usta i całkiem zapomniałam jak się oddycha.

- Masz najpiękniejsze, piwne oczy, które mienią się zielenią lub brązem i są otoczone ślicznymi długimi, czarnymi rzęsami; super jędrne cycki, które mogę wziąć całe do ust, kiedy chcę cię skosztować; idealną, gładką, jedwabistą skórę, którą uwielbiam gładzić - Jimmy poparł swoje słowa dotykiem.

Westchnęłam.

- Masz długie, zgrabne nogi, których zazdrościłyby ci wszystkie dziewczyny, gdybyś zechciała je częściej pokazywać, a, nawiasem mówiąc, oglądałem je w tych twoich szortach latem i wiem, jak reagowali na nie moi kumple i nie tylko… - zawahał się - …pamiętasz tamtego dupka, który zaczął cię zarywać w remizie, w mojej obecności?

O Boże kochany!

Nie myślałam ani przez sekundę, że wtedy to o to chodziło.

Więc tamten pocałunek nie tyko wyglądał na zaborczy, był podkreśleniem prawa własności Jimmy’ego od mnie.

Powinnam czuć się obrażona, ale poczułam się dobrze.

- Masz najseksowniejszy, zgrabny mały tyłeczek, który mogę objąć dłonią i cudowne, miękkie, pachnące włosy, w które uwielbiam chować twarz i które uwielbiam przeczesywać palcami. - Jimmy kontynuował miękkim głosem.

- Faceci oglądają się za tobą, kiedy idziesz w tych swoich cholernych dżinsach, a kiedy jesteś w jednej z tych twoich seksownych, obcisłych sukienek lub w szortach, wszyscy chwytają się za kutasy. A kiedy się uśmiechasz, wszyscy wokół się uśmiechają, bo to jest tak, jakby zaświeciło na nich słońce i ogrzało ich swoimi promieniami - mówiąc to Jimmy pogłaskał moje włosy na skroni.

Przerwał na sekundę, patrząc ciepło na moją twarz, a potem zakończył z naciskiem - Więc nie. Nie wydaje mi się, ja to wiem. Jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką znam.

Przez chwilę łapałam powietrze jak ryba wyjęta z wody, a potem zdołałam wyszeptać - Słońce.

Zobaczyłam, jak w jego oczach błysnęło jakieś zdziwienie, ciepło, ale potem skoncentrował się z powrotem na temacie.

- I żeby ci to wszystko pokazać od razu - dokończył mój szalony mąż - pójdziemy dzisiaj na kolację do restauracji, a ty najpierw zejdziesz na dół do tego sklepu, który widziałem w hallu i kupisz sobie kieckę i szpilki.

- Ja nie… - zaczęłam.

- Wstawaj - rozkazał zdecydowanie, poderwał się i wyciągnął mnie z łóżka za rękę - Idę z tobą.

Więc nie miałam innego wyboru, jak tylko natychmiast wstać, włożyć dżinsy i t-shirt, szybko przeczesać włosy i bez makijażu zejść na dół, gdzie Jimmy wszedł ze mną do hotelowego sklepu, by wybrać dla mnie krótką nad kolano, obcisłą, drobno marszczoną sukienkę w kolorze czerwonego wina, na szerokich ramiączkach, bez rękawów, ale z dużym dekoltem oraz dziesięciocentymetrowe czerwono czarne sandałki na szpilkach (a ja dokupiłam w tym sklepie do tego również bieliznę i torebkę, bo, cóż, był mężczyzną, więc nie wiedział, że muszę mieć komplet).

Potem wszedł ze mną do salonu urody, gdzie zostawił mnie pod okiem fryzjera, nakazał mi również zrobić maseczkę, wieczorowy makeup i wyszedł.

Później miałam się przekonać, że wrócił do tego sklepu po to, by sobie też kupić koszulę, marynarkę, spodnie i buty na wieczorne wyjście do wytwornej restauracji.

To był wspaniały wieczór i jeszcze wspanialsza noc.

 Jimmy (chyba celowo) zadzwonił do mnie, kiedy samotnie kończyłam się ubierać w naszym pokoju i zapowiedział, że będzie czekał w recepcji.

Więc zjechałam sama windą, wysiadłam i, patrząc na niego z uśmiechem, szłam do niego przez całą długość hallu.

Jego gorący wzrok rozgrzał mnie do czerwoności.

Kiedy do niego podeszłam, wręczył mi piękne, czerwone róże, objął mnie w talii, pocałował delikatnie w usta, a potem odwrócił plecami do siebie.

I zapiął mi na szyi delikatny złoty łańcuszek z małym serduszkiem.

A mnie zaparło dech w piersiach na to, co zobaczyłam.

Staliśmy naprzeciwko dużego lustra.

On był w białej koszuli w czarne paski rozpiętej pod szyją, czarnej marynarce, w grafitowych spodniach z czarnym, skórzanym paskiem i czarnych butach.

Kiedy stał za mną, tworzył niesamowite tło dla tej ciemno czerwonej sukienki i moich rudych włosów.

Patrzyłam na tę obcą kobietę w lustrze szeroko otwartymi oczami.

Faktycznie - była piękna i seksowna.

Elastyczna sukienka podkreślała niezbyt wypukłe, ale wyraźne krzywizny, szpilki jeszcze bardziej wydłużały nogi, a mieniące się włosy, odsunięte przez fryzjera od twarzy i ułożone w piękne loki, okalały moją szyję.

Nie ukrywam, że ze zdumieniem zauważyłam, że mężczyźni się za mną oglądali z zainteresowaniem - nawet w takiej eleganckiej restauracji, gdzie zwykle ludzie uprzejmie udają, że nie obchodzą ich inni.

Przez całe życie słyszałam od mamy i babci, że takie sukienki są wulgarne, że nie należy odsłaniać kolan, że damy nie noszą wysokich szpilek.

Ale czułam się swobodnie.

A świadomość, że Jimmy lubił mnie taką, dodawała mi pewności siebie.

Buty były super wygodne, więc szłam w nich lekko i poczułam, że kołyszę przy tym biodrami.

Zjedliśmy dobrą kolację, piliśmy wyśmienite wino, rozmawialiśmy na lekkie tematy, dużo się śmiejąc.

A potem poszliśmy do pokoju i mój kochany, wspaniały mąż bez słów pokazywał mi jaka jestem piękna i seksowna.

Tak genialnie, że w to uwierzyłam.

W tej wierze Jimmy utwierdzał mnie następnego dnia, kiedy zabrał mnie na plażę.

Najpierw poszliśmy do sklepu na dole hotelu i kupiliśmy kostium kąpielowy dla mnie i slipki dla niego.

A potem spacerowaliśmy po plaży i wylegiwaliśmy się na leżakach, a Jimmy co chwilę warczał na jakiegoś faceta, który gapił się na moje piersi lub mój tyłek.

Nie żartuję.

Naprawdę się gapili, a on naprawdę warczał.

A po powrocie do pokoju hotelowego przekazał mi w niewerbalny sposób swoje roszczenie do mojego ciała i mojej rozkoszy.

Wziął również rozkosz dla siebie, więc na lunch poszłam z nim w środku.

To były dla mnie ciekawe, nowe doświadczenia, ale nie mogłam ich określić jako nieprzyjemne.

Bardzo, bardzo przyjemne.

Po powrocie do domu zadzwoniłam do Janet i długo jej o wszystkim opowiadałam.

Nie zdziwiło mnie to, że całkowicie zgadzała się z Jimmy’m.

Mówiła często coś podobnego, ale ja jej nie słuchałam.

Sądziłam, że po prostu jest dobrą przyjaciółką, która chce podnieść moją samoocenę.

A teraz, wspominając to, czekałam na powrót Jimmy’ego ze świetną, częściowo radosną, ale również smutną wiadomością.

Świetne i radosne było to, że Eddie oświadczył się Alice, a ona go przyjęła (wreszcie).

Smutne było to, że mieli kupić dom i się wyprowadzali.

Cieszyłam się ich szczęściem i marzyłam o planowaniu ślubu, strojów, przyjęcia itp., ale martwiłam się, że po ich wyprowadzce stracę kontakt z Bertem.

Kiedy nadeszła odpowiednia pora, siedziałam na parapecie w sypialni.

Zobaczyłam podjeżdżającego Highlandera i poczułam, jak moje usta układają się w szczęśliwy uśmiech.

Jimmy wysiadł, spojrzał w górę i zobaczyłam, jak jego twarz się rozjaśnia.

Oczy mu błysnęły i były piękne.

Ruszył w stronę budynku, a ja zeskoczyłam na podłogę, by czekać na niego przy drzwiach.

*****

Jimmy

Jimmy jechał samochodem, wracając z pracy.

Ostatnia rozmowa przez telefon, którą przeprowadził z Evą była krótka i dotyczyła tylko kolacji i jego powrotu do domu, ale i tak wyczuł, że coś ją gryzie.

Przypomniał sobie, jak szła wtedy do niego przez cholerny hall hotelu i uśmiechnął się do przedniej szyby swojego SUV’a.

Jak ona mogła myśleć o sobie i o nim to gówno?

Jak mogła nie wiedzieć, że jest tak cholernie seksowna, jak mogła ukrywać to tak długo przed nim?

Jezu, wystarczyło że szła tam tym pewnym, rozkołysanym krokiem, a jego kutas stanął, a kiedy zerknął na oceniające, zazdrosne twarze facetów w ich otoczeniu, kutas zaczął go boleć, tak bardzo chciał wyskoczyć ze spodni.

Przetrwał pieprzoną kolację, bo, kiedy wchodzili do restauracji i miał ją u swego ramienia, poczuł coś, czego nie miał nigdy z życiu.

Więc pożałował, że zostawił ją wtedy w wejściu do Bricks Corner miesiące temu.

Miałby to wcześniej.

Dumę z tego, że wchodził do cholernie eleganckiego miejsca z piękną, seksowną, elegancką kobietą, której jak diabli zazdroszczą mu wszyscy pieprzeni mężczyźni patrzący na nich.

Zwłaszcza ci, którzy widzieli, jak ona się porusza.

Jakby tańczyła.

Jakby całe życie chodziła wyłącznie na cholernie wysokich pieprz-mnie szpilkach, kiedy on wiedział, że tego nie robiła.

A następny dzień na plaży był kolejną cholerną serią pieprzenie słodkich tortur.

Eva na leżaku w cholernie seksownym granatowym bikini, podkreślającym jej opaleniznę i w zajebistych okularach wzbudzała zainteresowanie, a kiedy ruszyli do wody, a ona biegła śmiejąc się i dokazując, zainteresowanie zamieniło się w sensację.

Uśmiechała się swobodnie i rozmawiała z ożywieniem, dotykała go bardzo sugestywnie, więc wszyscy o ich otoczeniu mogli sobie wyobrażać ich sesje namiętności.

Nie była wycofana i nieśmiała.

To był czysty, żywy ogień.

Uwielbiał to.

Tortury na plaży zakończyły się w taki sposób, że odbierał to jako najwyższą nagrodę.

Najseksowniejsza dojrzała kobieta na plaży była jego.

I każdy facet z normalnie funkcjonującym kutasem to wiedział.

Kiedy wyszeptała to brytyjskie Słońce do niego, poczuł się wyjątkowo, jakby podarowała mu coś cennego, co zawsze będzie tylko jego.

Kiedy teraz podjechał na parking i zobaczył, jak prostuje się i na jej twarz wypływa szczęście - jak zawsze na jego powitanie - i przycisnęła dłoń do szyby, poczuł trochę ulgi.

Być może był przewrażliwiony i nie stało się nic złego.

Po prostu wczuła się w czyjeś pieprzone problemy, jak jej się to często zdarzało.

Szedł w stronę klatki schodowej, kiedy usłyszał samochód podjeżdżający zbyt szybko na parking.

Obejrzał się i zobaczył czerwonego, poobijanego Mustanga GT z opuszczonym dachem.

Za jego kierownicą siedziała z rozwianym włosem Martha.

Kurwa.

Była ufarbowana na wściekle czerwony, zdzirowaty, nie pasujący do niej kolor włosów (z siwo-czarnymi odrostami) i miała przesadny, rozmazany makijaż dziwki.

Jak zwykle.

Również jak zwykle miała zołzowaty wyraz twarzy, a oczy skierowane na niego.

Niezwykłe było to, że po tym jak wysiadła, nie zaczęła się wydzierać, ale podeszła do niego po trzaśnięciu drzwiami i dość niepewnym tonem zapytała:

- Możemy chwilę pogadać?

- Hej, Martha - odparł bez uśmiechu - Miło cię widzieć.

Zagryzła wargi, odwróciła się lekko, a potem spojrzała na niego ze złością.

- Nie musisz być wredny - warknęła.

- O co chodzi? - zapytał z westchnieniem, bo czuł, że spędzi z tą suką więcej czasu, niż by chciał, jeśli nie pozwoli jej po prostu powiedzieć wszystkiego, co miała do powiedzenia.

- Możemy wejść do twojego pieprznego mieszkania? - wciąż warczała, chociaż ponownie zaczęła przybierać ten niepewny wygląd.

- Dwa słowa - dodała, kiedy się zawahał.

- Dobrze - westchnął - Chodźmy.

Ruszył przodem w kierunku schodów, a potem na górę, nie oglądając się za nią.

Myślał o tym, jak uprzedzić Evę, ale nie miał na to szansy.

Chciał jakoś złagodzić jej szok przed tym pierwszym spotkaniem.

Pieprzona Martha nie dała mu na to czasu.

Kiedy otworzył drzwi, Eva czekała za nimi, by przywitać go jak zwykle pocałunkiem.

Zamarła w pół kroku i jej twarz zastygła w zaskoczeniu i konsternacji.

- Hej - powiedział i podszedł do niej, by dać jej różę i powitać ją pocałunkiem w policzek, zamiast w usta, jakby chciał.

Odwrócił się, przytulił ją do swego boku i spojrzał na Marthę.

Miała zły, szyderczy wyraz twarz.

Zignorował to.

- Eva - powiedział - to jest Martha.

- Och - szepnęła Eva, po czym głośniej dodała wyciągając rękę w stronę Marthy - Witam, miło poznać.

- Tak, jak cholera - syknęła Martha szyderczo.

Eva opuściła rękę.

- To ta twoja imigrantka, którą przygarnąłeś? - suka zwróciła się zjadliwie do Jimmy’ego, jakby Eva nie stała obok i nie przytulał jej do siebie.

Poczuł, jak Eva wciąga gwałtownie powietrze.

- Pojebało cię? Jak bardzo głupi jesteś? - szydziła - Nie umie nawet mówić po naszemu. Idioto! To stara, chuda dupa bez gówna. Pierdolenie ślepy jesteś, kretynie? Sto młodszych i zgrabniejszych Amerykanek ustawię ci tu w kolejce.

Jimmy wyprostował się, gdy poczuł, jak krew uderzyła mu do głowy, a mięśnie karku napięły się, jakby miały pęknąć.

Już miał się odezwać, kiedy poczuł falę czegoś dziwnego płynącą od Evy.

- Jak śmiesz… - zasyczała - …tak mówić w naszym domu.

Spojrzał na nią i zastygł w zdumionym zachwycie.

Nigdy jej takiej nie widział.

Zwykle chowała przed ludźmi swój temperament.

Oczy jej błyszczały, nozdrza drżały, włosy odrzuciła do tyłu, policzki miała zaczerwienione, była wyprostowana, wszystkie mięśnie miała napięte.

Była jeszcze piękniejsza niż zwykle.

Czysty ogień.

- Przychodzisz tu… - kontynuowała.

Zacisnęła obie dłonie w pięści i trzymała je napięte do dołu.

Wpatrywała się w Marthę złym wzrokiem.

Nie, nie złym.

Wściekłym.

Pełnym furii.

- …obrażasz mojego męża! - ostatnie słowa były prawie krzykiem.

- Eva… - Jimmy jej próbował przerwać.

- Nie Jimmy - Eva zwróciła się w jego stronę, a potem z powrotem do Marthy - …powinna wiedzieć, że jak przychodzi do kogoś, to Ma. Być. Grzeczna. - zacisnęła dłonie w pięści.

- Ocho - Martha wykazała brak rozsądku - co…

Eva zrobiła krok w stronę Marthy, więc Jimmy objął ją w pasie, owijając przedramię wokół jej brzucha.

Zatrzymała się, ale pochyliła do przodu i wyrzuciła rękę z palcem skierowanym stronę twarzy Marthy.

- Milcz - Eva warknęła do niej - Powiedz, co masz do powiedzenia i wynoś się z naszego domu - skierowała rękę w stronę drzwi - I uważaj na słowa.

Jimmy nigdy nie czuł się tak dobrze.

Eva zawsze bardzo dbała o niego, ale teraz aktywnie i z ogniem broniła go.

Kurwa, ale on ją kochał.

- Ja… - wyglądało na to, że do Marty dotarło, że źle zaczęła rozmowę.

Wyprostowała się, zamrugała i spojrzała wprost na Jimmy’ego.

- Bob ma podpisać kontrakt na pół roku na budowie w Wirginii - stwierdziła niespodziewanie rzeczowo - Chce, żebyśmy mieszkali razem. Ma dosyć takiego życia na odległość, a ja też mam dość użerania się ze wszystkim bez jakiejkolwiek pomocy. Mamy się tam do niego przeprowadzić.

Jimmy poczuł, że Eva wbija mu palce w przedramię, podczas gdy jej ciało zaczęło drżeć, a oddech stał się płytki i przerywany.

Zacisnął mocniej ramię wokół niej.

Oboje zżyli się z Mattem.

- Rosie jedzie z nami i nie ma z tym problemu, jest mała i tak gówno rozumie. - ciągnęła Martha - Ale ten mały gnojek zapowiedział, że ucieknie. Że chce zostać z tobą, że nie jedzie z nami i takie tak bzdury. Pieprzy jak potłuczony, a ja nie będę z nim walczyła o to gówno.

Krew ponownie zaczęła dudnić w głowie Jimmy’ego, a jednocześnie zobaczył czerwone plamy przed oczami.

- Co? - wydusił.

Eva wykręciła się w jego ramieniu, objęła go wspierająco ramionami w pasie, ale głowę nadal miała skierowaną w stronę Marthy.

- Zwabialiście go tu do siebie - krzyknęła Martha, jakby chciała się wytłumaczyć - mówi, że chce mieszkać z tobą i z tą…

Tym razem nie dokończyła, bo Jimmy ruszył w jej kierunku, jakby Eva w ogóle go nie trzymała.

Zatrzymał się krok przed Marthą i, wskazując palcem wskazującym w jej twarz, warknął jedno słowo - Nie!

- Ja… - wyjąkała Martha przestraszona i cofnęła się o pół kroku.

Patrzyła na niego z otwartymi ustami, a potem ogarnęła się.

- Może chcesz wziąć go pod swoją opiekę? - wykrztusiła wreszcie swoją propozycję.

Jimmy wyprostował się i milczał.

Bardzo chciał to zrobić, ale nie chciał tego mówić przy tej suce, pieprzonej Marth’cie.

- Zastanowimy się - usłyszał cichy, rzeczowy głos Evy.

Była bardzo spokojna.

Odwrócił się w jej stronę.

Dotarło do niego, że też się wyprostowała, mówiła zdecydowanie i nie wahała się.

Podjęła jakąś decyzję, ale również nie chciała tego omawiać przy jego popieprzonej córce.

Znalazła rozwiązanie.

Jego mądra Eva.

Mógł na nią liczyć.

Odwrócił się z powrotem do córki.

- Tak, jedź do domu - powiedział Jimmy do Marthy - Zadzwonię.

- Ja… - Martha jeszcze się zawahała, ale było widać, że czuje ulgę.

Jakby wyczuła, że oni chcą Matta i zabiorą od niej ten „problem” jak zwykle nazywała swojego syna.

- Jedź do domu, Martha - powtórzył Jimmy nagle zmęczonym, sfrustrowanym głosem.

- Tak, dobrze - mamrotała Martha - Zadzwoń.

I bez pożegnania wyszła za drzwi.

Zamknął za nią drzwi na klucz i zwrócił się do swojej żony.

Eva podeszła blisko niego, objęła go w pasie, a on jedną rękę owinął wokół jej ramion, a drugą wsunął w jej włosy.

Zacisnął pięść na jej włosach na karku, odchylił jej głowę i spojrzał jej głęboko w oczy.

- Dzień dobry, Aniele - szepnął i zobaczył, jak jej oczy stają się łagodne i ciepłe i przesunęła rękę, by objąć jego policzek dłonią.

Sam jej dotyk mógł zabrać od niego zmęczenie i frustrację.

- Dzień dobry, Słońce - szepnęła i wspięła się lekko na palce bosych nóg, więc pochylił się, by mogła łatwiej sięgnąć, bo wiedział, że chce właściwego pocałunku na powitanie.

Dał jej go najlepiej, jak umiał.

A to obejmowało taniec języków, zgniatanie warg, błądzenie dłoni po gołej skórze i przechylanie głów.

Ale myśli obojga były zajęte Mattem, więc nie rozgrzali się, tylko objęci w pasie skierowali się do kuchni, gdzie Jimmy dostał kolację.

Eva usiadła z nim, żeby mogli zjeść razem tak, jak lubił, a przy jedzeniu rozmawiali o ich przyszłości.

Miał rację, jego Eva miał pomysł.

I to dobry.

Wiedział o tym, że Matt nie był synem obecnego męża Marthy, więc opiekę prawną miała tylko ona.

Ojciec Matta się nim nie interesował, a Jimmy sądził nawet, że mógł nie wiedzieć o tym, że ma syna.

Więc wystarczyłaby zgoda Marthy i Matt mógłby zostać przepisany prawnie pod ich opiekę czasową lub na dłużej.

Byłby ich wnukiem.

Byłby ich.

Był piątek.

Eva w ciągu pół godziny umówiła na poniedziałek znajomą prawniczkę, która mogła pomóc im przepisać prawną opiekę nad Mattem na Jimmy’ego i Evę.

Mieli dla niego pokój, musieli go tylko umeblować.

Zadzwonił do Marthy i umówił się na sobotę z nią i Mattem, by porozmawiać i poprosić go o zgodę na ten krok.

Powiedzieli wreszcie Mattowi, że Jimmy jest jego dziadkiem.

Zapytali, czy chce mieszkać z nimi, że mogą wziąć pod swoją opiekę.

Był w szoku, ale bardzo się ucieszył.

Jimmy był wręcz szczęśliwy, że ten chłopiec będzie to miał.

Był jeszcze bardziej szczęśliwy, widząc szczęście Evy.

Jego Anioł marzył o tym.

Będą mieli pełną rodzinę.

Nową rodzinę.

*****

Eva

Tydzień później

Siedziałam na parapecie i czekałam na powrót męża z pracy.

Wręcz nie mogłam się go doczekać.

Michał i Dorota przenieśli się do innej firmy.

Po niemiłym numerze, który Jacob wywinął Jimmy’emu i mnie, nie mogli się doczekać wygaśnięcia umowy na czas określony, którą mieli w jego firmie i nie przedłużyli jej, chociaż zaczęli pracować nad projektem w zespole, który polubili.

Po ich pierwszych wynikach w pracy zwróciła na nich uwagę inna firma, złożyli im propozycję i, kiedy tylko mogli, przenieśli się do niej.

Załatwili wszystko praktycznie z dnia na dzień.

Tym bardziej, że po wizycie jednego z kupli Davida (nie chciałam znać szczegółów, ale pewno i tak bym się nie dowiedziała), Jacob nie był skłonny na jakiekolwiek rozmowy i sprzeciwu.

Mieszkali więc teraz w San Jose, gdzie była siedziba tej drugiej firmy, która zaproponowała im wyższą pensję, dodatki, wynajęła im dom z ogrodem i basenem, samochody i opłaciła przeprowadzkę oraz przeloty samolotem do Salt Lake City dwa razy do roku.

Matt miał przeprowadzić się do nas w poniedziałek.

Właśnie skończyliśmy malować i meblować jego pokój.

Alice i Eddie przenosili się do nowego domu, ale okazało się, że jest on zaledwie dwa kwartały dalej, więc nadal mogliśmy się często odwiedzać.

Po prostu nie miałabym Berta codziennie na śniadaniu.

Alice nie przyznała się do tego, że podczas trudnych lat, kiedy pracowała, a Bert był mały, skończyła kurs księgowości i mogła zacząć pracować z domu jako samozatrudniona.

Bała się zacząć to robić, dopóki nie miała Eddiego, bo przez pierwsze miesiące potrzebowała wsparcia finansowego (zanim zdobyłaby klientów) i czasowego (zanim nauczyłaby się planować sobie czas pracy).

Więc teraz, kiedy się przeprowadzali, planowali ślub, a rodzina Eddiego ją wchłonęła (i to z entuzjazmem), zamierzała rzucić pracę striptizerki, a zacząć pracować jako księgowa.

Oczywiście, Eddie był wniebowzięty.

Bart też się cieszył.

Będzie miał mamę częściej dla siebie.

Drugą sprawą było to, że Dominik kupił sąsiadujący budynek i rozszerzał kondominium.

Tamten budynek był dwupoziomowy, ale był to raczej ciąg domków szeregowych.

Każdy z nich obejmował parter i piętro.

Miały po trzy sypialnie na najwyższym poziomie (jedną dużą z garderobą), dwie łazienki (jedną dużą „master” przy głównej sypialni - uwielbiałam ten amerykański zwyczaj), a na parterze salon/bawialnię, gabinet, który mogłam przekształcić na pokój gościnny, łazienkę i jadalnię, przylegającą do otwartej kuchni, do której prowadziły również drzwi z pomieszczenia gospodarczego, mieszczącego pralkę i suszarkę.

Między  kuchnią a jadalnią były również drzwi prowadzące na mały taras z tyłu domu, gdzie był teren zielony.

Brakowało garażu, aby można było to nazwać naprawdę luksusowym apartamentem.

Po rozmowie z Jimmy’m, oboje zdecydowaliśmy się na złożenie oferty Dominikowi na taki dla nas.

Mieliśmy nową rodzinę, która potrzebowała nowej, większej przestrzeni.

Jednocześnie bylibyśmy blisko przyjaciół i wszystkiego tego, co stanowiło nasze nowe życie.

Kochałam to.

Rozmawiałam o tym z Jimmy’m i ustaliliśmy, że weźmiemy wyremontowany apartament, ale uzupełnimy jego urządzenie o dogodności, które wybiorę.

Apartament, który sama wyremontowałam, chciałam przekazać do wynajmu komuś znajomemu.

Był nieco lepiej wyposażony, niż inne mieszkania Dominika.

Myślałam o Maggie, ale wtedy Jimmy opowiedział mi o sytuacji Josha, Dzieciaka z ich ekipy.

Miał dziewczynę, zaczęli być razem niedawno, chcieli gdzieś zamieszkać, by nie gnieździć się kątem u znajomych, a mieli mało pieniędzy.

Szukali czegoś na wynajem i nie mogli sobie pozwolić na remonty.

Tak, to był dobry pomysł.

Mój mąż myślał o swoich kumplach.

Ja pomyślałam również o moich kwiatach.

Prosiłam już tak często przyjaciół z sąsiedztwa, żeby się nimi zajęli, że robili to również bez pytania, ale jeśli miałam się wyprowadzić, Dominik musiał pomyśleć o przekazaniu opieki nad wewnętrzną zielenią Johnowi, który zajmował się całą resztą.

Nasi przyjaciele nie mieliby bardzo daleko do nas, więc mogliśmy się wzajemnie odwiedzać.

I nie musieliśmy wtedy rozmawiać o kwiatkach (chociaż mogliśmy).

Myślałam o tym, że Jimmy chciał, bym miała dom, który byłby mój, ale ja chciałam, żeby jemu było wygodnie, żeby ten dom był nasz.

Nie miał własnego miejsca na świecie od tak dawna, że powinien wreszcie mieć je razem z nową rodziną.

Jimmy pracował i wymigiwał się mówiąc, że się na tym nie zna, więc to ja zajmowałam się zakupami farb, płytek, elementów wykończenia i urządzeń wyposażenia domu.

Zresztą - uwielbiałam to.

Czasem dzwoniłam do niego ze sklepu z pytaniem, jaki kolor woli lub jakiego producenta poleca, ale on  zawsze odpowiadał mi:

- Aniele, ty wybierz. Robisz to najlepiej.

Więc wybierałam.

Meble kupowałam w sklepie, w którym pracowała Sonija, farby i pościel w tych, które poznałam wcześniej.

Czasem uczestniczył w tym Matt.

Zwłaszcza jeśli chodziło o jego pokój lub łazienkę.

Spędzaliśmy sporo czasu razem, chociaż wydawałoby się, że jego mama powinna chcieć mieć go dla siebie przed wyjazdem.

Było mi smutno z jej powodu.

Nie wiedziała, co traci.

Matt był takim wspaniałym chłopcem.

Dowiadywałam się, co go interesuje, jakie ma hobby, czy lubi jakieś filmy, by dobrać plakaty, pościel lub ozdoby do jego pokoju.

Był tym zaskoczony.

Wyglądało na to, że po raz pierwszy w jego całym życiu ktokolwiek przejmował się jego zdaniem i traktował go jako osobę, która ma opinię, z którą warto rozmawiać.

Tymczasem wciąż mieszkaliśmy w moim mieszkaniu, wokół którego mieszało sporo nowych osób, ale nie nadążałam ich poznawać, bo byłam ciągle zajęta.

Matt miał urządzony pokój w małej sypialni.

Od poniedziałku miał zacząć chodzić do nowej szkoły.

Była to ta, do której chodził dotąd Bert, więc znałam już trochę pań w sekretariacie i nauczycielek.

Dla Matta nauczyłam się robić kolejne amerykańskie danie, hash browns z jajkami, na śniadanie.

Okazało się, że to nie jest trudne.

Podsmażone ziemniaki, tyle tylko, że utarte i odpowiednio zarumienione, a na nich roztrzepane jajko.

Wypróbowałam je na Jimmy’m, który był zachwycony, ale, szczerze mówiąc, Jimmy zachwycał się wszystkim, co ugotowałam.

Już wcześniej dowiedziałam się, że przed zamieszkaniem ze mną przeważnie jadł coś podgrzanego z dań gotowych lub szedł do baru czy restauracji.

Więc właściwie nie musiałam się wysilać.

Tyle, że ja bardzo chciałam, żeby mu smakowało, żeby miał to, co najlepsze.

Matt miał się wprowadzić do swojego pokoju następnego dnia, więc to był nasz ostatni dzień we dwójkę z Jimmy’m.

Zobaczyłam Highlandera podjeżdżającego na parking.

Kiedy Jimmy wysiadł, uklękłam i przylgnęłam cała do szyby okna w sypialni (dłońmi, piersiami i czołem).

Uśmiechałam się bardzo szeroko.

Jimmy spojrzał w górę, zobaczył mnie i zamarł na parę sekund z uśmiechem na ustach.

Był taki przystojny.

A potem ruszył biegiem na górę, bo już wiedział, że mam dla niego wspaniałe wieści.

Nigdy nie próbowałam przed nim nic ukryć.

Znał mnie tak dobrze, że i tak by mi się to nie udało.

Ale tej wiadomości nie chciałam ukrywać.

Była zbyt szczęśliwa.

Kiedy otworzył drzwi, stałam już za progiem, więc rzuciłam mu się od razu na szyję.

- Aniele, bo mnie udusisz - krzyknął Jimmy, niezbyt dobrze udając przestraszonego, bo się przy tym śmiał.

Zamknął drzwi, przekręcił klucz w zamku i odłożył moją różę na półkę, podczas gdy ja zwisałam mu z szyi.

Podciągnęłam się, owinęłam nogami jego biodra, a dłonie przesunęłam na jego ramiona, by patrzeć mu w twarz.

- Mick i Dora będą mieli dziecko! - zawołałam i, krzycząc Jupiii!, wyrzuciłam obie ręce w górę, więc musiał mnie złapać pod tyłek, bo spadłabym na podłogę.

- To wspaniała nowina - zamruczał z uśmiechem, patrząc jak śmieję się w głos i piszczę z radości.

Kochał mnie.

Nawet przez chwilę nie pomyślałam, że cieszy się z ich powodu.

Wiedziałam, że najbardziej lubi to, że ja jestem szczęśliwa.

Ale i tak byłam szczęśliwa.

Pochyliłam się i pocałowałam go głęboko, a on natychmiast przejął mój pocałunek, przytrzymując moją głowę pod włosami na karku.

Potem Jimmy zaniósł mnie, wiszącą na jego biodrach, do salonu.

Całowałam go po drodze w szyję, a on trzymał mnie jedną ręką za tyłek i drugą za ramiona.

Przekręcił się i schylił, by rzucić jego torbę z ubraniami do wyprania obok kanapy, a ja wtedy zsunęłam nogi z jego bioder, by stanąć koło niego.

Odwrócił się całkiem do mnie.

Nadal trzymałam go za ramiona, więc oparłam się o niego i mocno zadarłam głowę, żeby patrzeć mu w oczy.

- Zrobiłam dla nas spaghetti bolognese na kolację - powiedziałam i zobaczyłam, jak jego piękne oczy się uśmiechają.

Wiedział, że to oznacza, że świętujemy.

- Mamy czerwone wino w lodówce - dodałam.

- Dobrze - odpowiedział - ja otwieram i nalewam wino, a ty nakładasz spaghetti.

Skinęłam głową, puściłam go i poszliśmy do kuchni.

Świętowaliśmy jedząc pyszne jedzenie, pijąc pyszne wino i rozmawiając o naszej rodzinie.

O naszej nowej rodzinie i jej planach na najbliższe dni.

A potem, w ramach świętowania w inny sposób, przeszliśmy na kanapę, gdzie mój mąż zadbał o mnie, biorąc przy okazji to, co należało do niego.

 


 


3 komentarze: