Rozdział
18
Nowa rodzina
Eva
Tydzień później
Czekałam
w domu na męża.
Dzień,
w którym Jimmy przyjechał, by zabrać mnie z powrotem do domu i następny,
spędziliśmy w Santa Cruz.
W
czasie jedzenia lunchu zadzwoniłam do Aleka, wyjaśniłam mu, że to było
nieporozumienie, a potem przeprosiłam i poprosiłam o zaopiekowanie się moimi
kwiatami.
Kochaliśmy
się z Jimmy’m pod prysznicem zaraz po lunchu.
Zaczęło
się od tego, że się pobrudziliśmy.
To
znaczy ja niechcący pobrudziłam Jimmy’ego, kiedy sięgałam po gofra i kapnęłam
na jego nagi brzuch bitą śmietaną.
Więc
musiałam ją zlizać.
Tak
mi się to spodobało, że nałożyłam tam więcej tej śmietany, a potem rozpięłam mu
spodnie, żeby mieć więcej jego nagiego ciała do lizania.
Nie
protestował.
Potem
lizałam moją ulubioną część, a potem już nie potrzebowałam do tego śmietany, bo
wszystko, co lizałam było pyszne.
Podobało
mu się to.
Uklękłam
na podłodze przed nim, siedzącym na kanapie, ściągnęłam mu spodnie i, siedząc
na piętach między jego rozchylonymi nogami, brałam go najgłębiej do buzi, jak
mogłam, aż zdecydował, że mam dosyć.
Wtedy
poszliśmy pod prysznic.
Szybko.
Ale
kochaliśmy się pod prysznicem wolno, bo Jimmy koniecznie chciał mnie dokładnie
namydlić.
Bardzo
dokładnie.
To
było cudowne, słodkie, a potem namiętne i gorące.
Byliśmy
oboje namydleni, a ja prawie dochodziłam, kiedy Jimmy wszedł we mnie.
I
potem doszliśmy oboje, chociaż ja pierwsza, kiedy oparł mnie placami o
rozgrzane gorącą wodą kafelki i pieścił mnie kciukiem dokładnie tak jak lubię,
podczas gdy był głęboko we mnie, a ja owijałam jego biodra nogami.
Potem
doszłam jeszcze raz, kiedy odwrócił mnie tyłem do siebie, oparł moje ręce o
ścianę, a sam wchodził we mnie od tyłu, ponownie, jak kiedyś, trzymając przy
tym pod palcami mój tatuaż.
Wtedy
on również doszedł i cieszyłam się, że mogę wyjść spod prysznica umyta, ale z nim
w środku.
Kiedy
wyszliśmy z łazienki owinięci w ręczniki, poszliśmy nago do łóżka.
Przytulona
do kochanego męża, uspokojona i wyczerpana, zasnęłam ze szczęśliwymi myślami.
Obudziłam
się godzinę później, natychmiast czujna, kiedy Jimmy zaczął się rzucać po łóżku
i mamrotać nerwowo.
-
Jimmy… - szepnęłam przestraszona, wspięłam się na jego pierś i dotknęłam jego
twarzy dłonią - …obudź się.
Głaskałam
go po policzku i patrzyłam wprost w jego oczy.
Otworzył
oczy, spojrzał na mnie najpierw półprzytomnie, a potem skupił wzrok na mojej
twarzy i gwałtownie ścisnął mnie mocno ramionami, owiniętymi wokół moich
pleców.
Wciągnął
mnie na siebie i przytulił twarz do moich, suchych już, włosów, do policzka, a
potem niżej.
-
Śniło mi się, że cię nie ma - wymamrotał w moją szyję.
Poczułam
się bardzo, bardzo źle.
Bo…
przeze mnie
Jimmy miał złe sny.
To
ja sprawiłam, że miał się czego bać.
Puścił
mnie i ułożyliśmy się z powrotem.
Położyłam
się policzkiem na jego bicepsie, dłonią pogłaskałam jego klatkę piersiową i
szepnęłam - Przepraszam.
-
Po prostu nie zostawiaj mnie już nigdy więcej - mruknął cicho Jimmy.
-
Dobrze - odpowiedziałam równie cicho, bo już raz mu to obiecałam.
Przez
chwilę milczeliśmy, a potem Jimmy zaproponował:
-
Może pójdziemy na kolację do restauracji?
-
Nie mam się w co ubrać - niechętnie przyznałam.
Po
czym dałam mu znać dotykiem, że to nie jest główny powód, dla którego nie chcę
wychodzić.
Jimmy
przekręcił się, zrzucając mnie z siebie, podniósł się na przedramieniu obok
mnie i spojrzał mi w oczy.
-
Nie rozumiem jednej rzeczy - zaczął, a ja podniosłam brwi w niemym pytaniu czego?.
-
Wydaje się, że nie masz problemu z nagością, ale nie jesteś taka pewna swojego
ciała w ubraniach - dokończył.
Westchnęłam.
-
Ja… - zawahałam się, ale chciałam dać mu całą siebie.
-
No, co? - zachęcił i pocałował mnie lekko, patrząc ciepło w moje oczy.
Tak.
Za
długo miałam przed nim tajemnice.
Zagryzłam
dolną wargę, a on położył się z powrotem na plecach i przycisnął mnie do
siebie.
Musiałam
mu to dać, żeby mnie zrozumiał.
-
Widzisz, Jimmy - spojrzałam mu krótko w oczy, wyginając się na jego bicepsie,
kiedy ujęłam jego twarz dłonią z drugiej strony - Ja nie mam problemu z
nagością, bo umiem wyłączyć myślenie o tym.
-
Co takiego? - Jimmy zmarszczył brwi.
Skuliłam
się obok niego, rękę przycisnęłam do swoich piersi, zsunęłam się niżej, żeby
patrzeć na jego klatkę piersiową, zamiast w oczy, a potem położyłam tam dłoń i
mówiłam:
- Jeśli nie chcę o czymś myśleć, na przykład jak…
wiesz o czymś bardzo nieprzyjemnym, to wyłączam to, blokuję myślenie i… już.
Spojrzałam
na bok.
Pomyślałam
o tym, jaki jest przystojny, że mógłby mieć każdą kobietę i powinien wiedzieć o
tym, że ja wiem.
-
Ty jesteś taki przystojny, możesz mieć…. A ja… Cóż… - zaczęłam.
Wzięłam
drżący z zawstydzenia wdech.
-
Ja wiem, jak wyglądam, czego mi
brakuje, więc… jak jestem naga, to nie myślę o tym… - wyjaśniłam.
-
Ty wiesz jak wyglądasz? - Jimmy
powiedział to z takim zdziwieniem w głosie, że się zawstydziłam jeszcze
bardziej.
Pchnął
mnie z powrotem na plecy i podniósł się na przedramieniu, więc patrzył na mnie
z góry.
Na
jego twarzy malowało się najwyższe zdumienie.
-
No... T-tak - potwierdziłam cicho, zerkając spod zsuniętego czoła na jego
przystojną twarz.
Byłam
zdziwiona jego reakcją, bo przecież widział mnie i inne kobiety, więc musiał
wiedzieć, czego mi brakuje.
Jimmy
wciągnął nagle powietrze przez zaciśnięte zęby.
-
Aniele - powiedział dziwnym, niskim, warczącym głosem - Gówno wiesz.
-
Co? - zatchnęłam się i zrobiłam
wielkie oczy.
Jimmy
częściowo przygniótł mnie swoim ciężarem i złapał boki mojej szczęki palcem
wskazującym i kciukiem, by podnieść moją głowę tak, że nie miałam innego
wyjścia, jak patrzeć mu prosto w piękne, niebieskie oczy.
A
potem wysadził mój świat w powietrze.
-
Jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką
znam - stwierdził zdecydowanie, a ja otworzyłam usta i całkiem zapomniałam jak
się oddycha.
-
Masz najpiękniejsze, piwne oczy, które mienią się zielenią lub brązem i są
otoczone ślicznymi długimi, czarnymi rzęsami; super jędrne cycki, które mogę
wziąć całe do ust, kiedy chcę cię skosztować; idealną, gładką, jedwabistą skórę,
którą uwielbiam gładzić - Jimmy
poparł swoje słowa dotykiem.
Westchnęłam.
-
Masz długie, zgrabne nogi, których zazdrościłyby ci wszystkie dziewczyny,
gdybyś zechciała je częściej pokazywać, a, nawiasem mówiąc, oglądałem je w tych
twoich szortach latem i wiem, jak reagowali na nie moi kumple i nie tylko… -
zawahał się - …pamiętasz tamtego dupka, który zaczął cię zarywać w remizie, w mojej obecności?
O
Boże kochany!
Nie
myślałam ani przez sekundę, że wtedy to o to chodziło.
Więc
tamten pocałunek nie tyko wyglądał na
zaborczy, był podkreśleniem prawa
własności Jimmy’ego od mnie.
Powinnam
czuć się obrażona, ale poczułam się dobrze.
-
Masz najseksowniejszy, zgrabny mały tyłeczek, który mogę objąć dłonią i cudowne,
miękkie, pachnące włosy, w które uwielbiam chować twarz i które uwielbiam
przeczesywać palcami. - Jimmy kontynuował miękkim głosem.
-
Faceci oglądają się za tobą, kiedy idziesz w tych swoich cholernych dżinsach, a
kiedy jesteś w jednej z tych twoich seksownych, obcisłych sukienek lub w
szortach, wszyscy chwytają się za
kutasy. A kiedy się uśmiechasz, wszyscy wokół się uśmiechają, bo to jest tak, jakby
zaświeciło na nich słońce i ogrzało ich swoimi promieniami - mówiąc to Jimmy
pogłaskał moje włosy na skroni.
Przerwał
na sekundę, patrząc ciepło na moją twarz, a potem zakończył z naciskiem - Więc
nie. Nie wydaje mi się, ja to wiem. Jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką znam.
Przez
chwilę łapałam powietrze jak ryba wyjęta z wody, a potem zdołałam wyszeptać - Słońce.
Zobaczyłam,
jak w jego oczach błysnęło jakieś zdziwienie, ciepło, ale potem skoncentrował
się z powrotem na temacie.
-
I żeby ci to wszystko pokazać od razu - dokończył mój szalony mąż - pójdziemy
dzisiaj na kolację do restauracji, a ty najpierw zejdziesz na dół do tego sklepu,
który widziałem w hallu i kupisz sobie kieckę i szpilki.
-
Ja nie… - zaczęłam.
-
Wstawaj - rozkazał zdecydowanie, poderwał się i wyciągnął mnie z łóżka za rękę
- Idę z tobą.
Więc
nie miałam innego wyboru, jak tylko natychmiast wstać, włożyć dżinsy i t-shirt,
szybko przeczesać włosy i bez makijażu zejść na dół, gdzie Jimmy wszedł ze mną
do hotelowego sklepu, by wybrać dla mnie krótką nad kolano, obcisłą, drobno marszczoną
sukienkę w kolorze czerwonego wina, na szerokich ramiączkach, bez rękawów, ale z
dużym dekoltem oraz dziesięciocentymetrowe czerwono czarne sandałki na szpilkach
(a ja dokupiłam w tym sklepie do tego również bieliznę i torebkę, bo, cóż, był
mężczyzną, więc nie wiedział, że muszę mieć komplet).
Potem
wszedł ze mną do salonu urody, gdzie zostawił mnie pod okiem fryzjera, nakazał
mi również zrobić maseczkę, wieczorowy makeup i wyszedł.
Później
miałam się przekonać, że wrócił do tego sklepu po to, by sobie też kupić
koszulę, marynarkę, spodnie i buty na wieczorne wyjście do wytwornej
restauracji.
To
był wspaniały wieczór i jeszcze wspanialsza noc.
Jimmy (chyba celowo) zadzwonił do mnie, kiedy samotnie
kończyłam się ubierać w naszym pokoju i zapowiedział, że będzie czekał w recepcji.
Więc
zjechałam sama windą, wysiadłam i, patrząc na niego z uśmiechem, szłam do niego
przez całą długość hallu.
Jego
gorący wzrok rozgrzał mnie do
czerwoności.
Kiedy
do niego podeszłam, wręczył mi piękne, czerwone róże, objął mnie w talii,
pocałował delikatnie w usta, a potem odwrócił plecami do siebie.
I
zapiął mi na szyi delikatny złoty łańcuszek z małym serduszkiem.
A
mnie zaparło dech w piersiach na to, co zobaczyłam.
Staliśmy
naprzeciwko dużego lustra.
On
był w białej koszuli w czarne paski rozpiętej pod szyją, czarnej marynarce, w
grafitowych spodniach z czarnym, skórzanym paskiem i czarnych butach.
Kiedy
stał za mną, tworzył niesamowite tło dla tej ciemno czerwonej sukienki i moich
rudych włosów.
Patrzyłam
na tę obcą kobietę w lustrze szeroko otwartymi oczami.
Faktycznie
- była piękna i seksowna.
Elastyczna
sukienka podkreślała niezbyt wypukłe, ale wyraźne krzywizny, szpilki jeszcze bardziej
wydłużały nogi, a mieniące się włosy, odsunięte przez fryzjera od twarzy i
ułożone w piękne loki, okalały moją szyję.
Nie
ukrywam, że ze zdumieniem zauważyłam, że mężczyźni się za mną oglądali z
zainteresowaniem - nawet w takiej eleganckiej restauracji, gdzie zwykle ludzie
uprzejmie udają, że nie obchodzą ich inni.
Przez
całe życie słyszałam od mamy i babci, że takie sukienki są wulgarne, że nie
należy odsłaniać kolan, że damy nie noszą wysokich szpilek.
Ale
czułam się swobodnie.
A
świadomość, że Jimmy lubił mnie taką, dodawała mi pewności siebie.
Buty
były super wygodne, więc szłam w nich lekko i poczułam, że kołyszę przy tym
biodrami.
Zjedliśmy
dobrą kolację, piliśmy wyśmienite wino, rozmawialiśmy na lekkie tematy, dużo
się śmiejąc.
A
potem poszliśmy do pokoju i mój kochany, wspaniały mąż bez słów pokazywał mi
jaka jestem piękna i seksowna.
Tak
genialnie, że w to uwierzyłam.
W
tej wierze Jimmy utwierdzał mnie następnego dnia, kiedy zabrał mnie na plażę.
Najpierw
poszliśmy do sklepu na dole hotelu i kupiliśmy kostium kąpielowy dla mnie i
slipki dla niego.
A
potem spacerowaliśmy po plaży i wylegiwaliśmy się na leżakach, a Jimmy co
chwilę warczał na jakiegoś faceta, który gapił się na moje piersi lub mój
tyłek.
Nie
żartuję.
Naprawdę
się gapili, a on naprawdę warczał.
A
po powrocie do pokoju hotelowego przekazał mi w niewerbalny sposób swoje
roszczenie do mojego ciała i mojej rozkoszy.
Wziął
również rozkosz dla siebie, więc na lunch poszłam z nim w środku.
To
były dla mnie ciekawe, nowe doświadczenia, ale nie mogłam ich określić jako
nieprzyjemne.
Bardzo,
bardzo przyjemne.
Po
powrocie do domu zadzwoniłam do Janet i długo jej o wszystkim opowiadałam.
Nie
zdziwiło mnie to, że całkowicie zgadzała się z Jimmy’m.
Mówiła
często coś podobnego, ale ja jej nie słuchałam.
Sądziłam,
że po prostu jest dobrą przyjaciółką, która chce podnieść moją samoocenę.
A
teraz, wspominając to, czekałam na powrót Jimmy’ego ze świetną, częściowo radosną,
ale również smutną wiadomością.
Świetne
i radosne było to, że Eddie oświadczył się Alice, a ona go przyjęła (wreszcie).
Smutne
było to, że mieli kupić dom i się wyprowadzali.
Cieszyłam
się ich szczęściem i marzyłam o planowaniu ślubu, strojów, przyjęcia itp., ale
martwiłam się, że po ich wyprowadzce stracę kontakt z Bertem.
Kiedy
nadeszła odpowiednia pora, siedziałam na parapecie w sypialni.
Zobaczyłam
podjeżdżającego Highlandera i poczułam, jak moje usta układają się w szczęśliwy
uśmiech.
Jimmy
wysiadł, spojrzał w górę i zobaczyłam, jak jego twarz się rozjaśnia.
Oczy
mu błysnęły i były piękne.
Ruszył
w stronę budynku, a ja zeskoczyłam na podłogę, by czekać na niego przy
drzwiach.
*****
Jimmy
Jimmy
jechał samochodem, wracając z pracy.
Ostatnia
rozmowa przez telefon, którą przeprowadził z Evą była krótka i dotyczyła tylko
kolacji i jego powrotu do domu, ale i tak wyczuł, że coś ją gryzie.
Przypomniał
sobie, jak szła wtedy do niego przez cholerny hall hotelu i uśmiechnął się do przedniej
szyby swojego SUV’a.
Jak
ona mogła myśleć o sobie i o nim to gówno?
Jak
mogła nie wiedzieć, że jest tak
cholernie seksowna, jak mogła ukrywać to tak długo przed nim?
Jezu,
wystarczyło że szła tam tym pewnym, rozkołysanym krokiem, a jego kutas stanął,
a kiedy zerknął na oceniające, zazdrosne twarze facetów w ich otoczeniu, kutas
zaczął go boleć, tak bardzo chciał wyskoczyć ze spodni.
Przetrwał
pieprzoną kolację, bo, kiedy wchodzili do restauracji i miał ją u swego
ramienia, poczuł coś, czego nie miał nigdy z życiu.
Więc
pożałował, że zostawił ją wtedy w wejściu do Bricks Corner miesiące temu.
Miałby
to wcześniej.
Dumę
z tego, że wchodził do cholernie eleganckiego miejsca z piękną, seksowną,
elegancką kobietą, której jak diabli zazdroszczą mu wszyscy pieprzeni mężczyźni patrzący na nich.
Zwłaszcza
ci, którzy widzieli, jak ona się porusza.
Jakby
tańczyła.
Jakby
całe życie chodziła wyłącznie na cholernie wysokich pieprz-mnie szpilkach,
kiedy on wiedział, że tego nie robiła.
A
następny dzień na plaży był kolejną cholerną serią pieprzenie słodkich tortur.
Eva
na leżaku w cholernie seksownym granatowym bikini, podkreślającym jej
opaleniznę i w zajebistych okularach wzbudzała zainteresowanie, a kiedy ruszyli
do wody, a ona biegła śmiejąc się i dokazując, zainteresowanie zamieniło się w
sensację.
Uśmiechała
się swobodnie i rozmawiała z ożywieniem, dotykała go bardzo sugestywnie, więc
wszyscy o ich otoczeniu mogli sobie wyobrażać ich sesje namiętności.
Nie
była wycofana i nieśmiała.
To
był czysty, żywy ogień.
Uwielbiał
to.
Tortury
na plaży zakończyły się w taki sposób, że odbierał to jako najwyższą nagrodę.
Najseksowniejsza
dojrzała kobieta na plaży była jego.
I
każdy facet z normalnie funkcjonującym kutasem to wiedział.
Kiedy
wyszeptała to brytyjskie Słońce do
niego, poczuł się wyjątkowo, jakby podarowała mu coś cennego, co zawsze będzie
tylko jego.
Kiedy
teraz podjechał na parking i zobaczył, jak prostuje się i na jej twarz wypływa
szczęście - jak zawsze na jego powitanie - i przycisnęła dłoń do szyby, poczuł
trochę ulgi.
Być
może był przewrażliwiony i nie stało się nic złego.
Po
prostu wczuła się w czyjeś pieprzone problemy, jak jej się to często zdarzało.
Szedł
w stronę klatki schodowej, kiedy usłyszał samochód podjeżdżający zbyt szybko na
parking.
Obejrzał
się i zobaczył czerwonego, poobijanego Mustanga GT z opuszczonym dachem.
Za
jego kierownicą siedziała z rozwianym włosem Martha.
Kurwa.
Była
ufarbowana na wściekle czerwony, zdzirowaty, nie pasujący do niej kolor włosów
(z siwo-czarnymi odrostami) i miała przesadny, rozmazany makijaż dziwki.
Jak
zwykle.
Również
jak zwykle miała zołzowaty wyraz twarzy, a oczy skierowane na niego.
Niezwykłe
było to, że po tym jak wysiadła, nie zaczęła się wydzierać, ale podeszła do
niego po trzaśnięciu drzwiami i dość niepewnym tonem zapytała:
-
Możemy chwilę pogadać?
-
Hej, Martha - odparł bez uśmiechu - Miło cię widzieć.
Zagryzła
wargi, odwróciła się lekko, a potem spojrzała na niego ze złością.
-
Nie musisz być wredny - warknęła.
-
O co chodzi? - zapytał z westchnieniem, bo czuł, że spędzi z tą suką więcej
czasu, niż by chciał, jeśli nie pozwoli jej po prostu powiedzieć wszystkiego,
co miała do powiedzenia.
-
Możemy wejść do twojego pieprznego mieszkania? - wciąż warczała, chociaż
ponownie zaczęła przybierać ten niepewny wygląd.
-
Dwa słowa - dodała, kiedy się zawahał.
-
Dobrze - westchnął - Chodźmy.
Ruszył
przodem w kierunku schodów, a potem na górę, nie oglądając się za nią.
Myślał
o tym, jak uprzedzić Evę, ale nie miał na to szansy.
Chciał
jakoś złagodzić jej szok przed tym pierwszym spotkaniem.
Pieprzona
Martha nie dała mu na to czasu.
Kiedy
otworzył drzwi, Eva czekała za nimi, by przywitać go jak zwykle pocałunkiem.
Zamarła
w pół kroku i jej twarz zastygła w zaskoczeniu i konsternacji.
-
Hej - powiedział i podszedł do niej, by dać jej różę i powitać ją pocałunkiem w
policzek, zamiast w usta, jakby chciał.
Odwrócił
się, przytulił ją do swego boku i spojrzał na Marthę.
Miała
zły, szyderczy wyraz twarz.
Zignorował
to.
-
Eva - powiedział - to jest Martha.
-
Och - szepnęła Eva, po czym głośniej dodała wyciągając rękę w stronę Marthy -
Witam, miło poznać.
-
Tak, jak cholera - syknęła Martha szyderczo.
Eva
opuściła rękę.
-
To ta twoja imigrantka, którą przygarnąłeś? - suka zwróciła się zjadliwie do
Jimmy’ego, jakby Eva nie stała obok i nie przytulał jej do siebie.
Poczuł,
jak Eva wciąga gwałtownie powietrze.
-
Pojebało cię? Jak bardzo głupi jesteś? - szydziła - Nie umie
nawet mówić po naszemu. Idioto! To stara,
chuda dupa bez gówna. Pierdolenie ślepy jesteś, kretynie? Sto młodszych i zgrabniejszych Amerykanek ustawię ci tu w
kolejce.
Jimmy
wyprostował się, gdy poczuł, jak krew uderzyła mu do głowy, a mięśnie karku
napięły się, jakby miały pęknąć.
Już
miał się odezwać, kiedy poczuł falę czegoś dziwnego płynącą od Evy.
-
Jak śmiesz… - zasyczała - …tak mówić w naszym
domu.
Spojrzał
na nią i zastygł w zdumionym zachwycie.
Nigdy
jej takiej nie widział.
Zwykle
chowała przed ludźmi swój temperament.
Oczy
jej błyszczały, nozdrza drżały, włosy odrzuciła do tyłu, policzki miała
zaczerwienione, była wyprostowana, wszystkie mięśnie miała napięte.
Była
jeszcze piękniejsza niż zwykle.
Czysty
ogień.
-
Przychodzisz tu… - kontynuowała.
Zacisnęła
obie dłonie w pięści i trzymała je napięte do dołu.
Wpatrywała
się w Marthę złym wzrokiem.
Nie,
nie złym.
Wściekłym.
Pełnym
furii.
-
…obrażasz mojego męża! - ostatnie
słowa były prawie krzykiem.
-
Eva… - Jimmy jej próbował przerwać.
-
Nie Jimmy - Eva zwróciła się w jego stronę, a potem z powrotem do Marthy - …powinna
wiedzieć, że jak przychodzi do kogoś, to Ma.
Być. Grzeczna. - zacisnęła dłonie w pięści.
-
Ocho - Martha wykazała brak rozsądku - co…
Eva
zrobiła krok w stronę Marthy, więc Jimmy objął ją w pasie, owijając przedramię
wokół jej brzucha.
Zatrzymała
się, ale pochyliła do przodu i wyrzuciła rękę z palcem skierowanym stronę twarzy
Marthy.
-
Milcz - Eva warknęła do niej -
Powiedz, co masz do powiedzenia i wynoś się z naszego domu - skierowała rękę w stronę drzwi - I uważaj na słowa.
Jimmy
nigdy nie czuł się tak dobrze.
Eva
zawsze bardzo dbała o niego, ale teraz aktywnie i z ogniem broniła go.
Kurwa,
ale on ją kochał.
-
Ja… - wyglądało na to, że do Marty dotarło, że źle zaczęła rozmowę.
Wyprostowała
się, zamrugała i spojrzała wprost na Jimmy’ego.
-
Bob ma podpisać kontrakt na pół roku na budowie w Wirginii - stwierdziła
niespodziewanie rzeczowo - Chce, żebyśmy mieszkali razem. Ma dosyć takiego
życia na odległość, a ja też mam dość użerania się ze wszystkim bez
jakiejkolwiek pomocy. Mamy się tam do niego przeprowadzić.
Jimmy
poczuł, że Eva wbija mu palce w przedramię, podczas gdy jej ciało zaczęło
drżeć, a oddech stał się płytki i przerywany.
Zacisnął
mocniej ramię wokół niej.
Oboje
zżyli się z Mattem.
-
Rosie jedzie z nami i nie ma z tym problemu, jest mała i tak gówno rozumie. -
ciągnęła Martha - Ale ten mały gnojek zapowiedział, że ucieknie. Że chce zostać
z tobą, że nie jedzie z nami i takie tak bzdury. Pieprzy jak potłuczony, a ja
nie będę z nim walczyła o to gówno.
Krew
ponownie zaczęła dudnić w głowie Jimmy’ego, a jednocześnie zobaczył czerwone
plamy przed oczami.
-
Co? - wydusił.
Eva
wykręciła się w jego ramieniu, objęła go wspierająco ramionami w pasie, ale
głowę nadal miała skierowaną w stronę Marthy.
-
Zwabialiście go tu do siebie - krzyknęła Martha, jakby chciała się wytłumaczyć
- mówi, że chce mieszkać z tobą i z tą…
Tym
razem nie dokończyła, bo Jimmy ruszył w jej kierunku, jakby Eva w ogóle go nie
trzymała.
Zatrzymał
się krok przed Marthą i, wskazując palcem wskazującym w jej twarz, warknął
jedno słowo - Nie!
-
Ja… - wyjąkała Martha przestraszona i cofnęła się o pół kroku.
Patrzyła
na niego z otwartymi ustami, a potem ogarnęła się.
-
Może chcesz wziąć go pod swoją opiekę? - wykrztusiła wreszcie swoją propozycję.
Jimmy
wyprostował się i milczał.
Bardzo
chciał to zrobić, ale nie chciał tego mówić przy tej suce, pieprzonej Marth’cie.
-
Zastanowimy się - usłyszał cichy, rzeczowy głos Evy.
Była
bardzo spokojna.
Odwrócił
się w jej stronę.
Dotarło
do niego, że też się wyprostowała, mówiła zdecydowanie i nie wahała się.
Podjęła
jakąś decyzję, ale również nie chciała tego omawiać przy jego popieprzonej córce.
Znalazła
rozwiązanie.
Jego
mądra Eva.
Mógł
na nią liczyć.
Odwrócił
się z powrotem do córki.
-
Tak, jedź do domu - powiedział Jimmy do Marthy - Zadzwonię.
-
Ja… - Martha jeszcze się zawahała, ale było widać, że czuje ulgę.
Jakby
wyczuła, że oni chcą Matta i zabiorą od niej ten „problem” jak zwykle nazywała
swojego syna.
-
Jedź do domu, Martha - powtórzył Jimmy nagle zmęczonym, sfrustrowanym głosem.
-
Tak, dobrze - mamrotała Martha - Zadzwoń.
I
bez pożegnania wyszła za drzwi.
Zamknął
za nią drzwi na klucz i zwrócił się do swojej żony.
Eva
podeszła blisko niego, objęła go w pasie, a on jedną rękę owinął wokół jej
ramion, a drugą wsunął w jej włosy.
Zacisnął
pięść na jej włosach na karku, odchylił jej głowę i spojrzał jej głęboko w
oczy.
-
Dzień dobry, Aniele - szepnął i zobaczył, jak jej oczy stają się łagodne i
ciepłe i przesunęła rękę, by objąć jego policzek dłonią.
Sam
jej dotyk mógł zabrać od niego zmęczenie i frustrację.
-
Dzień dobry, Słońce - szepnęła i wspięła się lekko na palce bosych nóg, więc
pochylił się, by mogła łatwiej sięgnąć, bo wiedział, że chce właściwego
pocałunku na powitanie.
Dał
jej go najlepiej, jak umiał.
A
to obejmowało taniec języków, zgniatanie warg, błądzenie dłoni po gołej skórze
i przechylanie głów.
Ale
myśli obojga były zajęte Mattem, więc nie rozgrzali się, tylko objęci w pasie
skierowali się do kuchni, gdzie Jimmy dostał kolację.
Eva
usiadła z nim, żeby mogli zjeść razem
tak, jak lubił, a przy jedzeniu rozmawiali o ich przyszłości.
Miał
rację, jego Eva miał pomysł.
I
to dobry.
Wiedział
o tym, że Matt nie był synem obecnego męża Marthy, więc opiekę prawną miała
tylko ona.
Ojciec
Matta się nim nie interesował, a Jimmy sądził nawet, że mógł nie wiedzieć o
tym, że ma syna.
Więc
wystarczyłaby zgoda Marthy i Matt mógłby zostać przepisany prawnie pod ich
opiekę czasową lub na dłużej.
Byłby
ich wnukiem.
Byłby
ich.
Był
piątek.
Eva
w ciągu pół godziny umówiła na poniedziałek znajomą prawniczkę, która mogła
pomóc im przepisać prawną opiekę nad Mattem na Jimmy’ego i Evę.
Mieli
dla niego pokój, musieli go tylko umeblować.
Zadzwonił
do Marthy i umówił się na sobotę z nią i Mattem, by porozmawiać i poprosić go o
zgodę na ten krok.
Powiedzieli
wreszcie Mattowi, że Jimmy jest jego dziadkiem.
Zapytali,
czy chce mieszkać z nimi, że mogą wziąć pod swoją opiekę.
Był
w szoku, ale bardzo się ucieszył.
Jimmy
był wręcz szczęśliwy, że ten chłopiec będzie to miał.
Był
jeszcze bardziej szczęśliwy, widząc szczęście Evy.
Jego
Anioł marzył o tym.
Będą
mieli pełną rodzinę.
Nową
rodzinę.
*****
Eva
Tydzień później
Siedziałam
na parapecie i czekałam na powrót męża z pracy.
Wręcz
nie mogłam się go doczekać.
Michał
i Dorota przenieśli się do innej firmy.
Po
niemiłym numerze, który Jacob wywinął Jimmy’emu i mnie, nie mogli się doczekać wygaśnięcia
umowy na czas określony, którą mieli w jego firmie i nie przedłużyli jej,
chociaż zaczęli pracować nad projektem w zespole, który polubili.
Po
ich pierwszych wynikach w pracy zwróciła na nich uwagę inna firma, złożyli im
propozycję i, kiedy tylko mogli, przenieśli się do niej.
Załatwili
wszystko praktycznie z dnia na dzień.
Tym
bardziej, że po wizycie jednego z kupli Davida (nie chciałam znać szczegółów,
ale pewno i tak bym się nie dowiedziała), Jacob nie był skłonny na jakiekolwiek
rozmowy i sprzeciwu.
Mieszkali
więc teraz w San Jose, gdzie była siedziba tej drugiej firmy, która zaproponowała
im wyższą pensję, dodatki, wynajęła im dom z ogrodem i basenem, samochody i
opłaciła przeprowadzkę oraz przeloty samolotem do Salt Lake City dwa razy do
roku.
Matt
miał przeprowadzić się do nas w poniedziałek.
Właśnie
skończyliśmy malować i meblować jego pokój.
Alice
i Eddie przenosili się do nowego domu, ale okazało się, że jest on zaledwie dwa
kwartały dalej, więc nadal mogliśmy się często odwiedzać.
Po
prostu nie miałabym Berta codziennie na śniadaniu.
Alice
nie przyznała się do tego, że podczas trudnych lat, kiedy pracowała, a Bert był
mały, skończyła kurs księgowości i mogła zacząć pracować z domu jako
samozatrudniona.
Bała
się zacząć to robić, dopóki nie miała Eddiego, bo przez pierwsze miesiące
potrzebowała wsparcia finansowego (zanim zdobyłaby klientów) i czasowego (zanim
nauczyłaby się planować sobie czas pracy).
Więc
teraz, kiedy się przeprowadzali, planowali ślub, a rodzina Eddiego ją wchłonęła
(i to z entuzjazmem), zamierzała rzucić pracę striptizerki, a zacząć pracować
jako księgowa.
Oczywiście,
Eddie był wniebowzięty.
Bart
też się cieszył.
Będzie
miał mamę częściej dla siebie.
Drugą
sprawą było to, że Dominik kupił sąsiadujący budynek i rozszerzał kondominium.
Tamten
budynek był dwupoziomowy, ale był to raczej ciąg domków szeregowych.
Każdy
z nich obejmował parter i piętro.
Miały
po trzy sypialnie na najwyższym poziomie (jedną dużą z garderobą), dwie
łazienki (jedną dużą „master” przy głównej sypialni - uwielbiałam ten
amerykański zwyczaj), a na parterze salon/bawialnię, gabinet, który mogłam
przekształcić na pokój gościnny, łazienkę i jadalnię, przylegającą do otwartej
kuchni, do której prowadziły również drzwi z pomieszczenia gospodarczego,
mieszczącego pralkę i suszarkę.
Między kuchnią a jadalnią były również drzwi
prowadzące na mały taras z tyłu domu, gdzie był teren zielony.
Brakowało
garażu, aby można było to nazwać naprawdę luksusowym apartamentem.
Po
rozmowie z Jimmy’m, oboje zdecydowaliśmy się na złożenie oferty Dominikowi na
taki dla nas.
Mieliśmy
nową rodzinę, która potrzebowała nowej, większej przestrzeni.
Jednocześnie
bylibyśmy blisko przyjaciół i wszystkiego tego, co stanowiło nasze nowe życie.
Kochałam
to.
Rozmawiałam
o tym z Jimmy’m i ustaliliśmy, że weźmiemy wyremontowany apartament, ale
uzupełnimy jego urządzenie o dogodności, które wybiorę.
Apartament,
który sama wyremontowałam, chciałam przekazać do wynajmu komuś znajomemu.
Był
nieco lepiej wyposażony, niż inne mieszkania Dominika.
Myślałam
o Maggie, ale wtedy Jimmy opowiedział mi o sytuacji Josha, Dzieciaka z ich
ekipy.
Miał
dziewczynę, zaczęli być razem niedawno, chcieli gdzieś zamieszkać, by nie
gnieździć się kątem u znajomych, a mieli mało pieniędzy.
Szukali
czegoś na wynajem i nie mogli sobie pozwolić na remonty.
Tak,
to był dobry pomysł.
Mój
mąż myślał o swoich kumplach.
Ja
pomyślałam również o moich kwiatach.
Prosiłam
już tak często przyjaciół z sąsiedztwa, żeby się nimi zajęli, że robili to
również bez pytania, ale jeśli miałam się wyprowadzić, Dominik musiał pomyśleć
o przekazaniu opieki nad wewnętrzną zielenią Johnowi, który zajmował się całą
resztą.
Nasi
przyjaciele nie mieliby bardzo daleko do nas, więc mogliśmy się wzajemnie
odwiedzać.
I
nie musieliśmy wtedy rozmawiać o kwiatkach (chociaż mogliśmy).
Myślałam
o tym, że Jimmy chciał, bym miała dom, który byłby mój, ale ja chciałam, żeby
jemu było wygodnie, żeby ten dom był nasz.
Nie
miał własnego miejsca na świecie od tak dawna, że powinien wreszcie mieć je
razem z nową rodziną.
Jimmy
pracował i wymigiwał się mówiąc, że się na tym nie zna, więc to ja zajmowałam
się zakupami farb, płytek, elementów wykończenia i urządzeń wyposażenia domu.
Zresztą
- uwielbiałam to.
Czasem
dzwoniłam do niego ze sklepu z pytaniem, jaki kolor woli lub jakiego producenta
poleca, ale on zawsze odpowiadał mi:
-
Aniele, ty wybierz. Robisz to najlepiej.
Więc
wybierałam.
Meble
kupowałam w sklepie, w którym pracowała Sonija, farby i pościel w tych, które
poznałam wcześniej.
Czasem
uczestniczył w tym Matt.
Zwłaszcza
jeśli chodziło o jego pokój lub łazienkę.
Spędzaliśmy
sporo czasu razem, chociaż wydawałoby się, że jego mama powinna chcieć mieć go
dla siebie przed wyjazdem.
Było
mi smutno z jej powodu.
Nie
wiedziała, co traci.
Matt
był takim wspaniałym chłopcem.
Dowiadywałam
się, co go interesuje, jakie ma hobby, czy lubi jakieś filmy, by dobrać
plakaty, pościel lub ozdoby do jego pokoju.
Był
tym zaskoczony.
Wyglądało
na to, że po raz pierwszy w jego całym życiu ktokolwiek przejmował się jego
zdaniem i traktował go jako osobę, która ma opinię, z którą warto rozmawiać.
Tymczasem
wciąż mieszkaliśmy w moim mieszkaniu, wokół którego mieszało sporo nowych osób,
ale nie nadążałam ich poznawać, bo byłam ciągle zajęta.
Matt
miał urządzony pokój w małej sypialni.
Od
poniedziałku miał zacząć chodzić do nowej szkoły.
Była
to ta, do której chodził dotąd Bert, więc znałam już trochę pań w sekretariacie
i nauczycielek.
Dla
Matta nauczyłam się robić kolejne amerykańskie danie, hash browns z jajkami, na
śniadanie.
Okazało
się, że to nie jest trudne.
Podsmażone
ziemniaki, tyle tylko, że utarte i odpowiednio zarumienione, a na nich
roztrzepane jajko.
Wypróbowałam
je na Jimmy’m, który był zachwycony, ale, szczerze mówiąc, Jimmy zachwycał się
wszystkim, co ugotowałam.
Już
wcześniej dowiedziałam się, że przed zamieszkaniem ze mną przeważnie jadł coś
podgrzanego z dań gotowych lub szedł do baru czy restauracji.
Więc
właściwie nie musiałam się wysilać.
Tyle,
że ja bardzo chciałam, żeby mu smakowało, żeby miał to, co najlepsze.
Matt
miał się wprowadzić do swojego pokoju następnego dnia, więc to był nasz ostatni
dzień we dwójkę z Jimmy’m.
Zobaczyłam
Highlandera podjeżdżającego na parking.
Kiedy
Jimmy wysiadł, uklękłam i przylgnęłam cała do szyby okna w sypialni (dłońmi,
piersiami i czołem).
Uśmiechałam
się bardzo szeroko.
Jimmy
spojrzał w górę, zobaczył mnie i zamarł na parę sekund z uśmiechem na ustach.
Był
taki przystojny.
A
potem ruszył biegiem na górę, bo już wiedział, że mam dla niego wspaniałe
wieści.
Nigdy
nie próbowałam przed nim nic ukryć.
Znał
mnie tak dobrze, że i tak by mi się to nie udało.
Ale
tej wiadomości nie chciałam ukrywać.
Była
zbyt szczęśliwa.
Kiedy
otworzył drzwi, stałam już za progiem, więc rzuciłam mu się od razu na szyję.
-
Aniele, bo mnie udusisz - krzyknął Jimmy, niezbyt dobrze udając przestraszonego,
bo się przy tym śmiał.
Zamknął
drzwi, przekręcił klucz w zamku i odłożył moją różę na półkę, podczas gdy ja zwisałam
mu z szyi.
Podciągnęłam
się, owinęłam nogami jego biodra, a dłonie przesunęłam na jego ramiona, by
patrzeć mu w twarz.
-
Mick i Dora będą mieli dziecko! - zawołałam i, krzycząc Jupiii!, wyrzuciłam obie ręce w górę, więc musiał mnie złapać pod
tyłek, bo spadłabym na podłogę.
-
To wspaniała nowina - zamruczał z uśmiechem, patrząc jak śmieję się w głos i
piszczę z radości.
Kochał
mnie.
Nawet
przez chwilę nie pomyślałam, że cieszy się z ich powodu.
Wiedziałam,
że najbardziej lubi to, że ja jestem szczęśliwa.
Ale
i tak byłam szczęśliwa.
Pochyliłam
się i pocałowałam go głęboko, a on natychmiast przejął mój pocałunek,
przytrzymując moją głowę pod włosami na karku.
Potem
Jimmy zaniósł mnie, wiszącą na jego biodrach, do salonu.
Całowałam
go po drodze w szyję, a on trzymał mnie jedną ręką za tyłek i drugą za ramiona.
Przekręcił
się i schylił, by rzucić jego torbę z ubraniami do wyprania obok kanapy, a ja
wtedy zsunęłam nogi z jego bioder, by stanąć koło niego.
Odwrócił
się całkiem do mnie.
Nadal
trzymałam go za ramiona, więc oparłam się o niego i mocno zadarłam głowę, żeby
patrzeć mu w oczy.
-
Zrobiłam dla nas spaghetti bolognese na kolację - powiedziałam i zobaczyłam,
jak jego piękne oczy się uśmiechają.
Wiedział,
że to oznacza, że świętujemy.
-
Mamy czerwone wino w lodówce - dodałam.
-
Dobrze - odpowiedział - ja otwieram i nalewam wino, a ty nakładasz spaghetti.
Skinęłam
głową, puściłam go i poszliśmy do kuchni.
Świętowaliśmy
jedząc pyszne jedzenie, pijąc pyszne wino i rozmawiając o naszej rodzinie.
O
naszej nowej rodzinie i jej planach na najbliższe dni.
A
potem, w ramach świętowania w inny sposób, przeszliśmy na kanapę, gdzie mój mąż
zadbał o mnie, biorąc przy okazji to, co należało do niego.
Dziękuję 🙂
OdpowiedzUsuńDziekuje
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń