czwartek, 13 stycznia 2022

9 - Babcia

 

Rozdział 9

Babcia

 

Eva

 

 

 

Trzy tygodnie później

Bert przyszedł do mnie na śniadanie jak zwykle, ale był jakiś dziwny: markotny i przygaszony.

Sypialiśmy teraz z Jimmy’m razem przez całą noc codziennie oprócz tych nocy, kiedy szedł do pracy, spędzaliśmy ze sobą całe dnie.

Kochałam to, że czułam jego ciepłe, silne, duże ciało obok siebie przez całą noc i, po raz pierwszy w życiu, spałam przytulona do kogoś prawie bez ruchu.

Nie byłam dotychczas osobą śpiącą z nikim w takim maksymalnym kontakcie fizycznym, bo nie lubiłam tego.

Z nim to uwielbiałam.

Nie zawsze spałam na jego klatce piersiowej.

Czasem budziłam się z ciepłym ciałem Jimmy’ego za placami, bo spaliśmy na łyżeczki.

Zasypianie obok niego i budzenie się z widokiem jego wspaniałej klatki piersiowej, czuciem gorącego ciała obok mnie, było jeszcze lepsze niż seks.

A seks był wspaniały.

Był moment, kiedy pozwolił mi się pieścić dłonią i ustami (chociaż tylko przez chwilę), więc wreszcie go obejrzałam.

O Boże kochany!

Był idealny, piękny wszędzie!

Mój mąż miał małego penisa - krótkiego i cienkiego - chociaż bardzo twardego.

Wyćwiczyłam przez to bardzo mocno mięśnie Kegla, by czuć go, kiedy się we mnie poruszał.

Jimmy’ego czułam bardzo mocno.

Wszystkimi ściankami.

Samo to, jak się we mnie wsuwał mogło mnie doprowadzić do orgazmu.

Dodatkowo mój mąż nie bardzo umiał zabrać się za grę wstępną, a kiedy go o to prosiłam, denerwował się i obrażał, mówiąc, że przecież mnie pieścił, więc nauczyłam się nie rozmawiać z nim o tym.

Kochałam go, więc starałam się, by to też było dobre między nami i było.

Seks był dla nas formą przytulenia, kontaktu, bycia razem.

Miewałam orgazmy, ale zwykle wypracowywałam je sama przez wyobraźnię, czytanie opowiadań i oglądanie filmów.

Również ja wymyślałam gry, przebieranki, pozycje…

Jimmy robił to dla mnie.

Zawsze.

Ciągle na inny, nowy sposób.

Samo nasze codzienne powitanie z pocałunkiem, który obejmował taniec języków i błądzenie dłoni po gołej skórze, było grą wstępną.

Zawsze myślałam, że to ja nie umiem się całować lub pieścić, albo sądziłam, że jestem nieczuła, a Jimmy pokazywał mi codziennie, że może być lepiej i lepiej.

Był czuły, namiętny, kreatywny.

Pokazywał mi, że moje ciało może być dla niego podniecające i że ja mogę czerpać z tego przyjemność na różne sposoby.

Zwłaszcza w łóżku lub pod prysznicem.

Albo to, jak podchodził do mnie w kuchni, kiedy stałam przy kuchence lub przy zlewie, stawał za moimi plecami i przeciągał językiem po skórze mojego ramienia i szyi, aż do ucha.

Najwspanialsze.

Czułam się pożądana, seksowna.

Nie czułam się źle z nagością, głównie dlatego, że nie myślałam o tym, jakie mam ciało i w ogóle, że mam ciało.

Nauczyłam się tego dawno temu, kiedy najpierw od mamy i babci wielokrotnie słyszałam, że to nie wypada, by myśleć zbyt dużo o swojej cielesności.

A potem od koleżanek usłyszałam, że chłopcom podobają się krągłe, a ja byłam przeraźliwie chuda.

A potem od męża nie usłyszałam nigdy prawdziwego stwierdzenia, że podoba mu się moje ciało, więc uznałam, że tak nie jest (i pewno miałam rację, skoro musiałam wymyślać różne rzeczy, jak stroje, gry, by go podniecić).

Teraz moje ciało stało się ważną częścią mnie.

Głównie dlatego, że Jimmy je lubił i lubił dawać mi przyjemność i brać ją ode mnie przez pieszczenie go.

Więc bywały dni, kiedy chodziłam po mieszkaniu w samej sukience, bez bielizny (a sukienek i bielizny miałam coraz więcej, bo kolejny raz odwiedziłam butik Aleka i Sama), by Jimmy miał łatwiejszy dostęp do różnych części mojego ciała, a on lubił wsuwać dłoń pod nią i trafiać bezpośrednio do celu, żeby mnie podniecić lub wręcz, żeby mnie wziąć tam, gdzie akurat byłam.

Na przykład na blacie kuchennym.

Tak było kiedyś (po naszych żartach, całowaniu się i przepychankach), kiedy Jimmy pchnął mnie brzuchem na blat, podniósł mi sukienkę, a potem usłyszałam, że rozpina spodnie, wszedł we mnie i mnie przeleciał.

Właściwie bez pieszczot, ale byłam podniecona naszym przekomarzaniem się, więc byłam mokra, kiedy we mnie wchodził i wystarczyło, że mnie pieprzył ostro (nie mogę tego inaczej nazwać) i raz dotknął mojej łechtaczki.

Więc tak, przeleciał mnie.

Do orgazmu (najpierw mojego).

Genialne!

Innym razem wziął mnie przy ścianie w salonie, na stojąco, w ubraniach.

Typowy „szybki numerek” (po kłótni o głupstwo, które na koniec okazało się tak mało ważna, że go nie pamiętałam).

Było fantastycznie pod warunkiem, że nie myślałam o przeszłości i o tym, że zdradzam męża.

A czasem miałam przebłyski myśli, że jestem po prostu zbyt łatwa.

Puszczalska.

Jimmy również przenosił do mnie coraz więcej swoich rzeczy, gównie ubrań, żeby nie chodzić w tę i z powrotem.

Żebyśmy mogli spędzać cały czas razem.

Jakby naprawdę chciał spędzać cały czas razem ze mną.

Miałam nadzieję, że to mi się nie wydaje.

Naprawdę.

Bardzo.

Miałam nadzieję.

Któregoś dnia przeniósł ze swojego mieszkania do mnie swój telewizor, bo chciał oglądać jakiś mecz, a nie chciał być w swoim mieszkaniu beze mnie.

Cieszyłam się z tego, że tego chciał, chociaż nie mówiłam na ten temat.

Pracowałam wtedy na laptopie przy moim stole w części jadalnej mojego mieszkania i patrzyłam, jak przenosi ten ogromny monitor.

Bez słowa, jak to nam się często zdarzało.

Zerwałam się, by robić miejsce na komodzie, poprzesuwałam muszle, pomogłam mu podłączyć kable, a potem zostałam zmuszona do zajęcia miejsca obok niego z laptopem na kolanach.

Nie, żebym tego nie chciała.

Ale cudowne było to, że wyglądało tak, jakby on tego chciał.

Kiedy odjeżdżał z parkingu, udając się do pracy i kiedy z niej wracał, siedziałam na parapecie w mojej sypialni, przyciskałam dłoń do szyby i uśmiechałam się.

Uśmiechał się w odpowiedzi i ruszał w drogę.

Kiedy to było podczas jego powrotu, zeskakiwałam potem z parapetu i biegłam do drzwi, by pocałować go na powitanie.

Kiedy jechał do pracy rano, siedziałam tam potem aż do chwili, kiedy musiałam wstać i naszykować śniadanie dla Berta.

Wiedziałam, że zachowywałam się jak zakochana po raz pierwszy nastolatka, ale mnie to nie obchodziło.

Nadal jednak nie opowiedziałam mu niczego o moim poprzednim życiu i Jimmy również nie opowiadał mi o sobie.

Wiedziałam o nim tylko tyle, że nie miał rodziców i ja mu powiedziałam o śmierci moich.

Oboje nie mieliśmy rodziny, tylko Jimmy znał Michała i Dorotę (chociaż nie powiedziałam im, że jesteśmy razem, bo nie byłam pewna, czy byliśmy).

Jimmy nie wiedział jednak, czemu nie mam z synem bliższego kontaktu.

Jacob dzwonił jeszcze kilka razy aż w końcu powiedziałam mu, że jestem z kimś i że to poważne, i żeby nie dzwonił.

Nie byłam pewna, czy się poddał, ale na razie dał mi spokój.

Pracowałam codziennie nad roślinami w patio i koło parkingu.

Zawiesiłam więcej skrzynek na galerii - naprzeciwko kolejnych drzwi, tym bardziej, że mieliśmy jeszcze jednego bliskiego sąsiada - gorącego policjanta, Latynosa, o imieniu Eduardo, Eddie - którego wprowadzenie się wzbudziło liczne emocje.

Podekscytowanie części żeńskiej i zdenerwowanie części męskiej.

Trzeba było przyznać, że było na czym zawiesić oko.

Był wysoki (chociaż nie tak bardzo jak Jimmy), szczupły, dobrze zbudowany i poruszał się po męsku, jak ktoś absolutnie pewien swojego ciała (jak Jimmy).

Miał czarne, kręcone włosy i czarne jak węgle, gorące oczy.

Mógł nimi spalić cię na popiół.

Pomyślałam, że mógłby być ojcem Berta.

Przyszedł kiedyś na mecz footballu do Jimmy’ego (jejku, jak wrzeszczeli, jakby piłkarze mogli ich usłyszeć) i wydawało mi się, że polubił moje mufinki i ciasta.

Rozmawialiśmy o sąsiadach, a ja opowiadałam szczególnie dużo o Alice i to właśnie z tego powodu Jimmy patrzył na mnie z dziwnym uśmieszkiem, a potem żartował sobie ze mnie.

Dominik nadal remontował mieszkania z pomocą tylko jednej ekipy, więc zanosiło się na długi okres oczekiwania na następnych lokatorów.

Na szczęście najął kogoś do urządzenia terenu za kompleksem, więc już na dniach powinniśmy mieć dostępne boisko, mały basen i miejsce na grilla.

Codziennie rano w tygodniu, kiedy miał zajęcia w szkole, Bert przychodził do mojego mieszkania na śniadanie i nie wydawał się zdziwiony lub zdenerwowany tym, że Jimmy jadł z nami.

Zwykle jednak wpadał w moje drzwi z rozmachem, krzycząc od progu, a potem był rozgadany i radosny.

Tego dnia było inaczej i koniecznie chciałam się dowiedzieć dlaczego.

Robiło się coraz cieplej, zbliżały się wakacje i powinien być tym rozradowany.

Jimmy pojechał do pracy i byliśmy tylko we dwójkę.

Czas na rozmowę?

Bert usiadł przy blacie z opuszczoną głową, przygarbiony i, nie patrząc na mnie, sięgnął po ketchup i polał nim jajko sadzone, które mu podałam na chlebie, a na tym położyłam, z większą nadzieją niż wiarą, plasterek pomidora.

Niemrawo dłubał w tym widelcem, kiedy go zapytałam:

- Bert, o co chodzi?

- Nic - wymamrotał.

Patrzyłam na niego z niepokojem, ale zdecydowałam, że muszę mu dać czas na to, by sam opowiedział mi czego potrzebuje, co się stało.

- Wiesz, że możesz mi powiedzieć wszystko? - zapytałam więc tylko delikatnie, a on spojrzał na mnie spod oka i nie odpowiedział.

Dałam mu spokój.

Potem zjedliśmy razem śniadanie prawie w ciszy i tak samo nie rozmawiając ze sobą pojechaliśmy do szkoły.

Zaparkowałam, wysiedliśmy, odprowadziłam go do klasy i dyskretnie wywołałam nauczycielkę na korytarz.

Powiedziałam jej o swoich obawach, zapytałam, czy stało się coś, o czym powinnam poinformować Alice i uzyskałam odpowiedź przeczącą.

Ale potem dowiedziałam się o co chodziło.

- Mamy w tym miesiącu cykl spotkań w ramach dni kariery, na które uczniowie zapraszają swoich dziadków lub babcie i oni opowiadają o swojej pracy lub o innych swoich zajęciach - powiedziała pani Julia, wychowawczyni Berta.

- To nie jest obowiązkowe, ale może Bert tym się martwi. Wiem, że nie ma kontaktu ze swoimi dziadkami - zamyśliła się.

- Pani Julio… - zaczęłam i przerwałam z zastanowieniem.

A potem się zdecydowałam.

- Jeśli to możliwe, to może… ja… mogłabym zastąpić babcię Berta. Byłam nauczycielką w Polsce. Uczyłam dzieci przyrody na wczesnym poziomie edukacji… - powiedziałam z wahaniem.

- Och, naprawdę - pani Julia klasnęła w ręce - za tydzień zaczynamy cykl zajęć o wodzie…

- Ooo, to mój ulubiony temat - przerwałam jej może niezbyt grzecznie, ale pomyślałam, że robimy to w złej kolejności.

- Ale jeśli mogę, to najpierw chciałabym porozmawiać o tym z Bertem - dodałam.

- Tak, oczywiście - pani Julia też się zreflektowała.

Odwróciłam się do drzwi, bo już czekali na nią następni uczniowie z rodzicami i opiekunami.

- Umówmy się, że da mi pani znać i wtedy ustalimy termin zajęć - stwierdziła na pożegnanie, bo musiała wracać do klasy.

Uśmiechnęłam się.

Uwielbiałam prowadzić lekcje.

To była jedna z moich pasji.

Brakowało mi tego w Stanach, chociaż w Polsce nie mogłabym już i tak pracować w swojej starej szkole.

A jeśli na dodatek mogłam pomóc Bert’owi, to byłoby wspaniałe.

- Dobrze, więc do zobaczenia - pożegnałam się, odwracając od drzwi klasy i machając jej lekko ręką.

- Do zobaczenia - usłyszałam i poszłam do samochodu.

To był dla mnie ważny dzień.

Wyjątkowy.

Miałam po raz pierwszy odwiedzić Jimmy’ego w pracy.

Umówiliśmy się, że wejdę do remizy na lunch, a potem razem pójdziemy do sklepu meblowego.

Jimmy nie miał w swoim mieszkaniu szafy (nieprawdopodobne!) i właściwie wszystkie swoje rzeczy trzymał w pudłach.

Przenosząc swoje rzeczy do mnie, nagle nie miał ich gdzie schować, bo moja szafa stała się przepełniona.

Więc postanowiliśmy kupić drugą, pasującą do mojej.

A Jimmy nie chciał mi pozwolić na zakup takiej bez niego, a ja, znając trochę myślenie mężczyzn, podejrzewałam go raczej o chęć płacenia, niż o chęć uczestniczenia w zakupach.

Wróciłam do domu, posprzątałam po śniadaniu, zajęłam się trawą na parkingu, co, przyznaję, robiłam na zasadzie dłubania, a nie profesjonalnej pielęgnacji - ręcznie wyrywałam chwasty z ażurowych płyt parkingu, dosypywałam tam ziemię z nasionami trawy i ubijałam.

A kiedy nadszedł odpowiedni czas, umyłam ręce, przebrałam się w letnią, krótką, przylegającą do ciała, ale lekko rozszerzoną u dołu, pomarańczową, z czekoladowo brązowymi wykończeniami, bawełnianą sukienkę bez rękawów i brązowe sandałki na niskim koturnie, a potem pojechałam po sandwicze i do remizy.

*****

Dojechałam do Fire Station 13 prowadzona przez GPS w komputerze pokładowym mojego samochodu.

Wcześniej kupiłam sandwicze w Eggs in the City, które było po drodze i zadzwoniłam do Jimmy’ego, żeby mu powiedzieć, że zaraz będę.

Kiedy dojechałam, Jimmy wyszedł na krawężnik, żeby mnie poprowadzić, pokazać mi wjazd na parking z tyłu za remizą.

Zaparkowałam tam, wysiadłam i znalazłam się w jego ramionach.

Pocałował mnie niezbyt długo, ale nie mniej gorąco, niż zwykle.

Poczułam jego język w ustach i nogi mi zmiękły.

A potem puścił mnie, wziął z tylnego siedzenia przywiezione przeze mnie torby, kazał mi zamknąć samochód i poszliśmy.

Budynek miał bardziej klasyczny wygląd niż kilka innych, które widywałam w Salt Lake City, a zwracałam na nie uwagę pilną odkąd zaczęłam się interesować Jimmy’m.

Miał ściany w kolorze ceglasto czerwonym, z szarymi wykończeniami, spadzisty dach i duże, brązowe wrota do garażu.

Jimmy zaprowadził mnie do środka, pokazał ich samochód, który był taki, jak to mówił Bert - super fajny, czerwony, wypielęgnowany, błyszczący, a następnie weszliśmy po schodach na piętro.

Kiedy weszłam na tam, dowiedziałam się, że zakup kanapek był właściwie dla mnie, żebym się lepiej czuła, przynosząc coś, a nie dla nich, bo tego potrzebowali.

Mieli tam bowiem w pełni wyposażoną kuchnię, wspaniałe miejsce wypoczynkowe włącznie z telewizorem i stołem z piłkarzykami, pokoje z łóżkami i biurkami z komputerami.

Łał.

Zaraz potem nadszedł moment poznania jego najbliższych kumpli.

Stresujący.

Pierwszy pojawił się obok nas Alexander, Alex.

Jimmy przedstawił mi go jakby niechętnie.

Mogłam to zrozumieć, zważywszy, że był to wysoki, szczupły blondyn, o urodzie adonisa, ciele olimpijczyka lekkoatlety i łatwym, zalotnym uśmiechu, ale nie był to mój typ urody, co Jimmy powinien już wiedzieć.

Ale Alex był podrywaczem.

Zdecydowanie.

Więc może chodziło o to.

Potem podeszło jeszcze dwóch.

David, który był naprawdę imponujący: masywny, ciemny, z szerokimi ramionami, umięśniony, zbity w sobie, jak człowiek skała.

Nie był bardzo wysoki, ale nadal wyższy ode mnie.

Nie uśmiechał się, ale nie był ponury, raczej spokój i czuło się od niego taką pewność, solidność.

Po prostu wiedziałaś, że jeśli coś powie, to tak będzie.

I niezwykle przyjacielski Billy.

Był podobny kształtem ciała do Jimmy’ego, ale nieco niższy.

Brązowe, lekko kręcone, niesforne włosy i brązowe oczy w połączeniu z dołeczkami w policzkach i łatwym uśmiechem, nadawały mu wygląd chochlika, aż miałam ochotę sprawdzić, czy nie miał szpiczastych uszu.

Mimo to nie czułam się przy nim zbyt poważna i stara.

Nie był dziecinny, tylko pogodny.

Na krótki uścisk dłoni przyszedł ich kapitan, Olgierd, Oli.

Ten to robił wrażenie.

Pełna powaga, surowość i dyscyplina.

Miał siwiejące na skroniach blond (i przez to ciemniejące) włosy i szare, uważne oczy otoczone zmarszczkami.

Super przystojny, ale…

Nie wyglądał na starszego od nas, ale na takiego, który dużo widział.

Najmłodszym z tych, którzy się pojawili, by się ze mną przywitać wydawał się być Joshua.

Mówili na niego Josh albo Dzieciak.

Był bardzo szczupły, nieco nerwowy, ciemnoskóry i bardzo przystojny ze swoimi regularnymi rysami twarzy i gładką, lśniącą skórą.

Nie został długo, więc nie poznałam go lepiej.

Na razie.

Dowiedziałam się, że w ich wozie jeździ jeszcze kilku innych facetów, zwykle Sam, który przyjaźnił się podobno z Billym, ale byli zajęci sprzątaniem lub ćwiczeniami.

Potem Jimmy mi powiedział, że w remizie pracuje jeszcze więcej mężczyzn, ale jeżdżą na drugim wozie lub na innych zmianach.

Jimmy zaprowadził mnie do kuchni, usiedliśmy przy stole w piątkę, wyjęłam z torby sandwicze submarines (Jimmy powiedział mi wcześniej, ile mam kupić) i chłopaki sięgnęli mi z lodówki napój.

Jedliśmy i rozmawialiśmy o różnych głupstwach.

Dawno tak dużo się nie śmiałam.

Potem pojechaliśmy do sklepu meblowego i wybraliśmy szafę na ubrania, która pasowała do mojej sypialni.

Oczywiście, Jimmy nie pozwolił mi zapłacić.

Mieli ją dostarczyć następnego dnia.

Odwiozłam Jimmy’ego do pracy, pożegnał mnie wcale-nie-takim-krótkim i bardzo głębokim pocałunkiem, a potem odjechałam z powrotem do domu.

*****

Wieczorem tego samego dnia

Jak zwykle, czekałam na Jimmy’ego na parapecie w oknie mojej sypialni.

Kiedy wysiadł z Highlandera, powitałam go z daleka dłonią przyciśniętą do szyby i uśmiechem i patrzyła jak szedł do budynku, patrząc przez cały czas na mnie do góry, a kiedy zniknął w wejściu do klatki schodowej, zeskoczyłam z parapetu i pobiegłam do drzwi.

Przywitałam go w progu, jak zwykle, gorącym pocałunkiem, a potem, jak zwykle, poszliśmy do kuchni na gorącą kolację.

Przygotowałam pilaw, który był moim debiutem, ale uznałam, że muszę rozszerzyć moje umiejętności kulinarne, skoro mam dla kogo gotować, a, musiałam przyznać, że cieszyłam się z tego.

W trakcie jedzenia opowiadałam mu o swoim dniu, o tym, czego nie powiedziałam mu wcześniej, w tym o propozycji nauczycielki Berta.

Jimmy zauważył, że to wiele dla mnie znaczy, ale nie mówiłam mu jak wiele.

Rozmawialiśmy o tym jeszcze później, sprzątając po kolacji, ale po tym Jimmy zarządził koniec naszej rozmowy na ten temat.

Bez słów zaczął mi dawać do zrozumienia, ile dla niego znaczyła moja wizyta u niego w pracy i poznanie jego kolegów.

Ta część bez słów obejmowała rozebranie mnie, co wykonał obracając mną, rozpinając i zdejmując ze mnie sukienkę bez pytania o zgodę - chociaż i tak bym nie protestowała, posadzenie mnie na stole, zdjęcie ze mnie bielizny, a potem całowanie całego mojego nagiego ciała.

Zjechał językiem po mojej szyi, dłońmi podniósł pierś do ust i zassał, a potem zjechał ustami niżej, na brzuch.

Gładziłam jego włosy oburącz, wypychałam biodra w jego stronę z niecierpliwości, ale nie po to, żeby przerwał.

Bardzo to lubiłam.

Jeszcze bardziej lubiłam, kiedy położył mnie plecami na tym stole, podniósł moje kolana dłońmi umieszonymi pod nimi i ukucnął tak, że jego usta znalazły się między moimi nogami, a potem mnie zjadł.

Zjadł!

Mnie!

Czytałam o tym.

Marzyłam o tym.

Wyobrażałam sobie to.

Ale nigdy tego nie miałam.

Nigdy!

Lizał moje wargi twardym językiem, trącał nim łechtaczkę, a potem wpił się tam ustami na przemian wpychając język do środka i zasysając łechtaczkę.

To było wyjątkowe.

Doprowadził mnie wyłącznie ustami (a może ustami i palcami) do takiego stanu, że wiłam się, krzyczałam, a potem doszłam.

Twardo, mocno, gwałtownie i długo.

Jęcząc jego imię.

Tak, jak dotąd dochodziłam tylko z nim w środku.

Jak nigdy to nie zdarzyło mi się w poprzednim życiu.

Kiedy się uspokajałam, podniósł mnie, przytuloną piersiami do jego nagiego torsu (nie zauważyłam, kiedy zdjął koszulkę).

Objęłam go nogami i rękoma i zaniósł mnie na kanapę.

Tam pieścił mnie powoli i ponownie się podnieciłam.

Całowałam jego usta, czując smak jego i siebie, co było niespotykanie i niespodziewanie atrakcyjne.

Tym razem pieściłam również jego i pozwolił się pchnąć tak, że usiadł na kanapie, a ja usiadłam okrakiem na nim.

Zdążyłam mu zdjąć spodnie i bokserki, więc miałam go całego.

Kazał mi wziąć go we mnie.

Jak zawsze, jak za każdym razem, ponownie zachwyciłam się tym, jak doskonale mnie wypełniał, jak wspaniale go czułam.

Ujeżdżałam go kiwając jednocześnie biodrami, przedłużając swoją rozkosz, ale Jimmy nie miał zamiaru czekać.

Był zbyt mocno podniecony, a wiedziałam o tym, kiedy objął mnie w pasie, podniósł się ze  mną na sobie i rzucił mnie na kanapę, a potem już nic nie było powoli.

Walił we mnie szybko i gwałtownie, pompował mocnymi, głębokimi pchnięciami, posuwał, pchał, drążył.

Szybkim, twardym, zdecydowanym rytmem.

Pieprzył mnie!

Dążył do spełnienia.

Aż osiągnęliśmy je.

Razem.

Spektakularnie.

Kochałam to.

*****

Jimmy

Godzinę później

Jimmy leżąc w łóżku z Evą, przytuloną do jego boku, jak zwykle opartą policzkiem na jego bicepsie, obejmującą ramieniem jego brzuch i nogą jego uda, myślał o tym, że bardzo jej zależało na tym, by Bert uważał ją za babcię.

To było to coś z jej przeszłości, czego mu nie mówiła.

Coś tak cholernie bolesnego, że schowała to gówno głęboko, może nawet przed sobą samą.

Potem przypomniał sobie reakcje pieprzonych chłopaków na nią, na tę seksowną jak cholera sukienkę, na jej otwartość, nieśmiałość, a jednocześnie łagodność i pogodę ducha.

Jej cudowny, szczery śmiech.

Jej hojność w dzieleniu się wszystkim.

Na troskę o ich samopoczucie.

I te pieprzone, długie, zajebiście wspaniałe nogi.

Zobaczyli jaka jest z nim i wreszcie zaczęli wierzyć, że nie wpadł w sidła jakiejś suki.

Widział akceptujące spojrzenie kapitana, uśmiech Alexa, ale najbardziej cenił spokojny szacunek ze strony Davida.

Zdobyła ich jedną wizytą.

Jego cudowna Eva.

Jego.

Była taka szykowna, wyjątkowa, jak dama, kobieta z wyższej klasy.

Znalazł w łazience jej perfumy.

Si Armani Rose.

Stroje, pościel, bielizna - wszystko było dobrej jakości, wyglądało na ekskluzywne.

A ona nosiła to na co dzień, nawet do pracy przy roślinach.

Była do tego przyzwyczajona.

To było nią.

Rozłożył szerzej palce na jej gładkim, gołym tyłku.

Sypiała w rozkosznych, krótkich i seksownych satynowych lub jedwabnych koszulkach nocnych.

Uwielbiał to, że sypiała bez majtek, że chodziła tak po domu.

Miał dzięki temu pełen, niczym nie ograniczony dostęp, a ona lubiła, kiedy budził się w nocy i ją brał.

Zapalała się przy tym łatwo.

Była jak czysty ogień.

Lubiła to również wcześnie rano.

I o każdej innej porze.

Kochał również to, że nie biegła się myć po każdym razie, kiedy się w niej spuszczał.

To sprawiało, że myślał o tym, że został w niej przez całą noc.

A czasami w dzień, kiedy robili to rano.

Jego namiętna, gorąca Eva.

Było mu dobrze z tym, co mieli tu i teraz, ale coraz bardziej chciał mieć ją całą, a ciągle obawiał tego, co czaiło się w cieniach przeszłości.

Ale chciał mieć na co dzień jej zapach, jej ciepłe ciało, jej uśmiech.

Nawet jej wspomnienia.

Ale też bał się, jak zareaguje, kiedy on da jej siebie całego.

Nawet to złe gówno.

Zwłaszcza to.

Jego myśli dryfowały.

Wciągnął ponownie jej zapach.

Zapach róż z olejku, którym smarowała nogi i ramiona, z mydła, z olejku pod prysznic, z balsamu do ciała i perfum.

To było takie jej.

Westchnął, przytulił policzek do jej, szczęśliwie, już-nie-takich-krótkich, pachnących włosów i zasnął.

*****

Eva

Tydzień później.

Siedziałam w sali lekcyjnej na niskim krzesełku przy niskim stoliku, otoczona grupką dzieci.

Miałam na sobie letnią, bawełnianą sukienkę w kolorze butelkowej zieleni. Miała krótkie rękawki i prawie wcale dekoltu, więc nadawała się idealnie do pracy z dziećmi.

Bert, ważny w swojej roli asystenta, wtajemniczony przeze mnie częściowo w to, co zamierzałam robić, pokazywał koleżankom i kolegom to, co przynieśliśmy.

Ustaliłam z jego nauczycielką, że opowiem dzieciom o pracy w szkole w Polsce, pokazując im jednocześnie przemiany wody w różnych stanach skupienia.

Więc miałam ze sobą lodówkę turystyczną z zamrożoną wcześniej szklaną butelką wody, lusterko i czajnik, w którym gotowaliśmy wodę.

Termometry, szklanki, rękawice kuchenne i ściereczki dostarczyła wychowawczyni z wyposażenia w szkole.

Przeznaczyłam pół godziny na opowiadanie i pokazywanie, jak woda zmienia stany skupienia.

Powiedziałam też dzieciom przy okazji trochę o tym, jak wygląda klasa w szkole w Polsce.

Rozmawialiśmy o lecie, zimie, ślizgawce, śniegu i basenie.

O wszystkim tym, co lubią wszystkie dzieci na całym Świecie.

Jimmy przywiózł mnie i pojechał załatwić jakieś swoje sprawy.

Miał po mnie wrócić, bo to był jego dzień wolny, a my nie lubiliśmy w takie dni rozstawać się na dłużej, niż to było konieczne.

Więc po skończonej wizycie w szkole, po przeprowadzeniu tej lekcji, miałam z nim pojechać na lunch i do domu.

Właśnie skończyłam zajęcia, więc pozbieraliśmy z panią Julią szkło z butelki roztrzaskanej przez zamarzającą wodę.

Zobaczyłam przez szybę w drzwiach, że Jimmy już czeka na mnie, uśmiechnęłam się do niego i ręką dałam mu znać, że się zbieram.

Dzieci się rozeszły do innej części sali, gdzie był dywan i zabawki, a ja z panią Julią wycierałyśmy jeszcze wodę rozlaną na stoliku i podłodze.

Pakowałam resztę rzeczy do lodówki turystycznej i torby, którą miałam obok stolika na podłodze, kiedy usłyszałam kłótnię.

Automatycznie wyprostowałam się i odwróciłam w tamtą stronę.

- Bo ty jesteś głupi. To jest moja babcia - usłyszałam podniesiony głos Berta i poczułam nagle, że mój oddech odpływa, a świat wokół wiruje.

Bert stał z zaciśniętymi pięściami naprzeciwko kolegi i krzyczał z dziwnym, niedobrym wyrazem twarzy.

Przestałam widzieć wyraźnie.

- Eva - krzyknął gdzieś koło mnie Jimmy, ale to było tak, jakby był bardzo daleko.

Poczułam, że w sali jest duszno.

Zachwiałam się, złapałam się jedną ręką czoła, a drugą wyciągnęłam przed siebie.

Jimmy już był przy mnie i mnie trzymał.

Wciągnęłam powietrze, zamrugałam i spojrzałam na niego.

- Już dobrze - powiedziałam z wysiłkiem.

Próbowałam się uśmiechnąć do zaniepokojonego Jimmy’ego.

Znalazłam wzrokiem Berta i zobaczyłam, że był przestraszony.

Musiałam się ogarnąć i uspokoić go.

- Wszystko dobrze - zapewniłam go.

Wyprostowałam się i wciągnęłam trochę powietrza.

- Tylko zakręciło mi się w głowie - dodałam i przełknęłam ślinę.

Bert patrzył na mnie niepewnie, podobnie jak jego kolega.

- Naprawdę wszystko jest dobrze… - uśmiechnęłam się, mówiąc głośniej i mając nadzieję, że nie widać po mnie, że chcę płakać.

- …po prostu jestem trochę głodna. Widzisz, przyjechał Jimmy, zabierze mnie na lunch - dokończyłam nie do końca kłamiąc.

Nagle Bert podbiegł do mnie i wtulił się w mój brzuch.

Pogłaskałam jego włosy i pochyliłam się lekko.

- Musimy posprzątać, mój asystencie - szepnęłam do niego - zaraz masz następne zajęcia.

W tej chwili interweniowała nauczycielka - Dzieci, podziękujemy babci Berta.

- Dziękujemy - usłyszałam chór głosów.

- Również dziękuję wam za gościnę - odpowiedziałam.

Potem zwróciłam się do nauczycielki Berta, cały czas obejmując go ramieniem, a sama będąc w ramieniu Jimmy’ego.

Wysunęłam się z niego.

- Dziękuję i do widzenia - podałam rękę pani Julii, a potem przykucnęłam przy młodym.

- Musisz zostać na zajęciach, porozmawiamy później, w domu. Dobrze? - zapytałam.

- Dobrze - szepnął do mnie i ponownie mnie objął.

Potem pobiegł do kolegów, a Jimmy pomógł mi się podnieść.

Pomachaliśmy im i poszliśmy do Highlandera.

Kiedy wsiedliśmy, Jimmy patrzył na mnie z niepokojem.

Uśmiechnęłam się do niego uspokajająco, ścisnęłam jego rękę i miałam nadzieję, że to na razie wystarczy.

Pojechaliśmy do domu.

*****

Cztery godziny później

Zastukałam do drzwi Alice z Jimmy’m u boku.

Musieliśmy porozmawiać o wydarzeniach ze szkoły.

Zjedliśmy pancakesy na lunch, rozmawiając o tym co się stało, ale starałam się skupić na odczuciach Berta, a nie moich.

Jimmy widział to i nie naciskał.

- Wiesz, bardzo mi zależało, żeby czuł się ze mną bezpieczny, swobodny, ale do głowy mi nie przyszło, że aż tak może mnie, nas, polubić - powiedziałam mu i zamyśliłam się nad tym.

Właśnie przyszło mi do głowy, że nie chodzi tylko o mnie, ale o nas oboje.

Jimmy był również bliski dla Berta.

Może o nim też myśli jak o dziadku?

Powiedziałam to Jimmy’emu i wydawało mi się, że to nim wstrząsnęło.

Nie brał pod uwagę takiej możliwości.

Doszliśmy do wniosku, że to nam się podoba.

Że możemy to dać temu dziecku.

Dziecku, którego prawdziwi dziadkowie stracili to.

Stracili okazję to bycia blisko takiego wspaniałego młodego człowieka.

Więc teraz staliśmy razem pod drzwiami Alice, żeby jej to powiedzieć.

Żeby również powiedzieć to Bert’owi.

I zaproponować mu więcej naszego czasu.

Pół godziny później wychodziliśmy z ich mieszkania.

Alice szła do pracy, ja płakałam, a Jimmy chrząkał, byłam pewna, że dlatego, by nie pokazać swoich uczuć.

Byłam babcią.


 


3 komentarze: