Rozdział
9
Eva
Trzy tygodnie później
Bert
przyszedł do mnie na śniadanie jak zwykle, ale był jakiś dziwny: markotny i przygaszony.
Sypialiśmy
teraz z Jimmy’m razem przez całą noc codziennie oprócz tych nocy, kiedy szedł
do pracy, spędzaliśmy ze sobą całe dnie.
Kochałam
to, że czułam jego ciepłe, silne, duże ciało obok siebie przez całą noc i, po
raz pierwszy w życiu, spałam przytulona do kogoś prawie bez ruchu.
Nie
byłam dotychczas osobą śpiącą z nikim w takim maksymalnym kontakcie fizycznym, bo
nie lubiłam tego.
Z
nim to uwielbiałam.
Nie
zawsze spałam na jego klatce piersiowej.
Czasem
budziłam się z ciepłym ciałem Jimmy’ego za placami, bo spaliśmy na łyżeczki.
Zasypianie
obok niego i budzenie się z widokiem jego wspaniałej klatki piersiowej, czuciem
gorącego ciała obok mnie, było jeszcze lepsze niż seks.
A
seks był wspaniały.
Był
moment, kiedy pozwolił mi się pieścić dłonią i ustami (chociaż tylko przez chwilę),
więc wreszcie go obejrzałam.
O
Boże kochany!
Był
idealny, piękny wszędzie!
Mój
mąż miał małego penisa - krótkiego i cienkiego - chociaż bardzo twardego.
Wyćwiczyłam
przez to bardzo mocno mięśnie Kegla, by czuć go, kiedy się we mnie poruszał.
Jimmy’ego
czułam bardzo mocno.
Wszystkimi
ściankami.
Samo
to, jak się we mnie wsuwał mogło mnie doprowadzić do orgazmu.
Dodatkowo
mój mąż nie bardzo umiał zabrać się za grę wstępną, a kiedy go o to prosiłam,
denerwował się i obrażał, mówiąc, że przecież
mnie pieścił, więc nauczyłam się nie rozmawiać z nim o tym.
Kochałam
go, więc starałam się, by to też było dobre między nami i było.
Seks
był dla nas formą przytulenia, kontaktu, bycia razem.
Miewałam
orgazmy, ale zwykle wypracowywałam je sama przez wyobraźnię, czytanie opowiadań
i oglądanie filmów.
Również
ja wymyślałam gry, przebieranki, pozycje…
Jimmy
robił to dla mnie.
Zawsze.
Ciągle
na inny, nowy sposób.
Samo
nasze codzienne powitanie z pocałunkiem, który obejmował taniec języków i
błądzenie dłoni po gołej skórze, było grą wstępną.
Zawsze
myślałam, że to ja nie umiem się całować lub pieścić, albo sądziłam, że jestem
nieczuła, a Jimmy pokazywał mi codziennie, że może być lepiej i lepiej.
Był
czuły, namiętny, kreatywny.
Pokazywał
mi, że moje ciało może być dla niego podniecające i że ja mogę czerpać z tego
przyjemność na różne sposoby.
Zwłaszcza
w łóżku lub pod prysznicem.
Albo
to, jak podchodził do mnie w kuchni, kiedy stałam przy kuchence lub przy zlewie,
stawał za moimi plecami i przeciągał językiem po skórze mojego ramienia i szyi,
aż do ucha.
Najwspanialsze.
Czułam
się pożądana, seksowna.
Nie
czułam się źle z nagością, głównie dlatego, że nie myślałam o tym, jakie mam ciało i w ogóle, że mam ciało.
Nauczyłam
się tego dawno temu, kiedy najpierw od mamy i babci wielokrotnie słyszałam, że
to nie wypada, by myśleć zbyt dużo o swojej cielesności.
A
potem od koleżanek usłyszałam, że chłopcom podobają się krągłe, a ja byłam
przeraźliwie chuda.
A
potem od męża nie usłyszałam nigdy prawdziwego stwierdzenia, że podoba mu się
moje ciało, więc uznałam, że tak nie jest (i pewno miałam rację, skoro musiałam
wymyślać różne rzeczy, jak stroje, gry, by go podniecić).
Teraz
moje ciało stało się ważną częścią mnie.
Głównie
dlatego, że Jimmy je lubił i lubił dawać mi przyjemność i brać ją ode mnie
przez pieszczenie go.
Więc
bywały dni, kiedy chodziłam po mieszkaniu w samej sukience, bez bielizny (a
sukienek i bielizny miałam coraz więcej, bo kolejny raz odwiedziłam butik Aleka
i Sama), by Jimmy miał łatwiejszy dostęp do różnych części mojego ciała, a on
lubił wsuwać dłoń pod nią i trafiać bezpośrednio do celu, żeby mnie podniecić
lub wręcz, żeby mnie wziąć tam, gdzie akurat byłam.
Na
przykład na blacie kuchennym.
Tak
było kiedyś (po naszych żartach, całowaniu się i przepychankach), kiedy Jimmy
pchnął mnie brzuchem na blat, podniósł mi sukienkę, a potem usłyszałam, że
rozpina spodnie, wszedł we mnie i mnie przeleciał.
Właściwie
bez pieszczot, ale byłam podniecona naszym przekomarzaniem się, więc byłam
mokra, kiedy we mnie wchodził i wystarczyło, że mnie pieprzył ostro (nie mogę
tego inaczej nazwać) i raz dotknął mojej łechtaczki.
Więc
tak, przeleciał mnie.
Do
orgazmu (najpierw mojego).
Genialne!
Innym
razem wziął mnie przy ścianie w salonie, na stojąco, w ubraniach.
Typowy
„szybki numerek” (po kłótni o głupstwo, które na koniec okazało się tak mało
ważna, że go nie pamiętałam).
Było
fantastycznie pod warunkiem, że nie myślałam o przeszłości i o tym, że zdradzam
męża.
A
czasem miałam przebłyski myśli, że jestem po prostu zbyt łatwa.
Puszczalska.
Jimmy
również przenosił do mnie coraz więcej swoich rzeczy, gównie ubrań, żeby nie
chodzić w tę i z powrotem.
Żebyśmy
mogli spędzać cały czas razem.
Jakby
naprawdę chciał spędzać cały czas
razem ze mną.
Miałam
nadzieję, że to mi się nie wydaje.
Naprawdę.
Bardzo.
Miałam
nadzieję.
Któregoś
dnia przeniósł ze swojego mieszkania do mnie swój telewizor, bo chciał oglądać jakiś
mecz, a nie chciał być w swoim mieszkaniu beze mnie.
Cieszyłam
się z tego, że tego chciał, chociaż nie mówiłam na ten temat.
Pracowałam
wtedy na laptopie przy moim stole w części jadalnej mojego mieszkania i
patrzyłam, jak przenosi ten ogromny monitor.
Bez
słowa, jak to nam się często zdarzało.
Zerwałam
się, by robić miejsce na komodzie, poprzesuwałam muszle, pomogłam mu podłączyć
kable, a potem zostałam zmuszona do zajęcia miejsca obok niego z laptopem na
kolanach.
Nie,
żebym tego nie chciała.
Ale
cudowne było to, że wyglądało tak, jakby on
tego chciał.
Kiedy
odjeżdżał z parkingu, udając się do pracy i kiedy z niej wracał, siedziałam na
parapecie w mojej sypialni, przyciskałam dłoń do szyby i uśmiechałam się.
Uśmiechał
się w odpowiedzi i ruszał w drogę.
Kiedy
to było podczas jego powrotu, zeskakiwałam potem z parapetu i biegłam do drzwi,
by pocałować go na powitanie.
Kiedy
jechał do pracy rano, siedziałam tam potem aż do chwili, kiedy musiałam wstać i
naszykować śniadanie dla Berta.
Wiedziałam,
że zachowywałam się jak zakochana po raz pierwszy nastolatka, ale mnie to nie
obchodziło.
Nadal
jednak nie opowiedziałam mu niczego o moim poprzednim życiu i Jimmy również nie
opowiadał mi o sobie.
Wiedziałam
o nim tylko tyle, że nie miał rodziców i ja mu powiedziałam o śmierci moich.
Oboje
nie mieliśmy rodziny, tylko Jimmy znał Michała i Dorotę (chociaż nie
powiedziałam im, że jesteśmy razem, bo nie byłam pewna, czy byliśmy).
Jimmy
nie wiedział jednak, czemu nie mam z synem bliższego kontaktu.
Jacob
dzwonił jeszcze kilka razy aż w końcu powiedziałam mu, że jestem z kimś i że to
poważne, i żeby nie dzwonił.
Nie
byłam pewna, czy się poddał, ale na razie dał mi spokój.
Pracowałam
codziennie nad roślinami w patio i koło parkingu.
Zawiesiłam
więcej skrzynek na galerii - naprzeciwko kolejnych drzwi, tym bardziej, że
mieliśmy jeszcze jednego bliskiego sąsiada - gorącego policjanta, Latynosa, o
imieniu Eduardo, Eddie - którego wprowadzenie się wzbudziło liczne emocje.
Podekscytowanie
części żeńskiej i zdenerwowanie części męskiej.
Trzeba
było przyznać, że było na czym zawiesić oko.
Był
wysoki (chociaż nie tak bardzo jak Jimmy), szczupły, dobrze zbudowany i
poruszał się po męsku, jak ktoś absolutnie pewien swojego ciała (jak Jimmy).
Miał
czarne, kręcone włosy i czarne jak węgle, gorące oczy.
Mógł
nimi spalić cię na popiół.
Pomyślałam,
że mógłby być ojcem Berta.
Przyszedł
kiedyś na mecz footballu do Jimmy’ego (jejku,
jak wrzeszczeli, jakby piłkarze mogli ich usłyszeć) i wydawało mi się, że
polubił moje mufinki i ciasta.
Rozmawialiśmy
o sąsiadach, a ja opowiadałam szczególnie dużo o Alice i to właśnie z tego
powodu Jimmy patrzył na mnie z dziwnym uśmieszkiem, a potem żartował sobie ze
mnie.
Dominik
nadal remontował mieszkania z pomocą tylko jednej ekipy, więc zanosiło się na
długi okres oczekiwania na następnych lokatorów.
Na
szczęście najął kogoś do urządzenia terenu za kompleksem, więc już na dniach
powinniśmy mieć dostępne boisko, mały basen i miejsce na grilla.
Codziennie
rano w tygodniu, kiedy miał zajęcia w szkole, Bert przychodził do mojego
mieszkania na śniadanie i nie wydawał się zdziwiony lub zdenerwowany tym, że
Jimmy jadł z nami.
Zwykle
jednak wpadał w moje drzwi z rozmachem, krzycząc od progu, a potem był
rozgadany i radosny.
Tego
dnia było inaczej i koniecznie chciałam się dowiedzieć dlaczego.
Robiło
się coraz cieplej, zbliżały się wakacje i powinien być tym rozradowany.
Jimmy
pojechał do pracy i byliśmy tylko we dwójkę.
Czas
na rozmowę?
Bert
usiadł przy blacie z opuszczoną głową, przygarbiony i, nie patrząc na mnie,
sięgnął po ketchup i polał nim jajko sadzone, które mu podałam na chlebie, a na
tym położyłam, z większą nadzieją niż wiarą, plasterek pomidora.
Niemrawo
dłubał w tym widelcem, kiedy go zapytałam:
-
Bert, o co chodzi?
-
Nic - wymamrotał.
Patrzyłam
na niego z niepokojem, ale zdecydowałam, że muszę mu dać czas na to, by sam
opowiedział mi czego potrzebuje, co się stało.
-
Wiesz, że możesz mi powiedzieć wszystko? - zapytałam więc tylko delikatnie, a
on spojrzał na mnie spod oka i nie odpowiedział.
Dałam
mu spokój.
Potem
zjedliśmy razem śniadanie prawie w ciszy i tak samo nie rozmawiając ze sobą pojechaliśmy
do szkoły.
Zaparkowałam,
wysiedliśmy, odprowadziłam go do klasy i dyskretnie wywołałam nauczycielkę na
korytarz.
Powiedziałam
jej o swoich obawach, zapytałam, czy stało się coś, o czym powinnam
poinformować Alice i uzyskałam odpowiedź przeczącą.
Ale
potem dowiedziałam się o co chodziło.
-
Mamy w tym miesiącu cykl spotkań w ramach dni kariery, na które uczniowie
zapraszają swoich dziadków lub babcie i oni opowiadają o swojej pracy lub o
innych swoich zajęciach - powiedziała pani Julia, wychowawczyni Berta.
-
To nie jest obowiązkowe, ale może Bert tym się martwi. Wiem, że nie ma kontaktu
ze swoimi dziadkami - zamyśliła się.
-
Pani Julio… - zaczęłam i przerwałam z zastanowieniem.
A
potem się zdecydowałam.
-
Jeśli to możliwe, to może… ja… mogłabym zastąpić babcię Berta. Byłam
nauczycielką w Polsce. Uczyłam dzieci przyrody na wczesnym poziomie edukacji… -
powiedziałam z wahaniem.
-
Och, naprawdę - pani Julia klasnęła w ręce - za tydzień zaczynamy cykl zajęć o
wodzie…
-
Ooo, to mój ulubiony temat - przerwałam jej może niezbyt grzecznie, ale
pomyślałam, że robimy to w złej kolejności.
-
Ale jeśli mogę, to najpierw chciałabym porozmawiać o tym z Bertem - dodałam.
-
Tak, oczywiście - pani Julia też się zreflektowała.
Odwróciłam
się do drzwi, bo już czekali na nią następni uczniowie z rodzicami i
opiekunami.
-
Umówmy się, że da mi pani znać i wtedy ustalimy termin zajęć - stwierdziła na
pożegnanie, bo musiała wracać do klasy.
Uśmiechnęłam
się.
Uwielbiałam
prowadzić lekcje.
To
była jedna z moich pasji.
Brakowało
mi tego w Stanach, chociaż w Polsce nie mogłabym już i tak pracować w swojej
starej szkole.
A
jeśli na dodatek mogłam pomóc Bert’owi, to byłoby wspaniałe.
-
Dobrze, więc do zobaczenia - pożegnałam się, odwracając od drzwi klasy i
machając jej lekko ręką.
-
Do zobaczenia - usłyszałam i poszłam do samochodu.
To
był dla mnie ważny dzień.
Wyjątkowy.
Miałam
po raz pierwszy odwiedzić Jimmy’ego w pracy.
Umówiliśmy
się, że wejdę do remizy na lunch, a potem razem pójdziemy do sklepu meblowego.
Jimmy
nie miał w swoim mieszkaniu szafy (nieprawdopodobne!) i właściwie wszystkie
swoje rzeczy trzymał w pudłach.
Przenosząc
swoje rzeczy do mnie, nagle nie miał ich gdzie schować, bo moja szafa stała się
przepełniona.
Więc
postanowiliśmy kupić drugą, pasującą do mojej.
A
Jimmy nie chciał mi pozwolić na zakup takiej bez niego, a ja, znając trochę
myślenie mężczyzn, podejrzewałam go raczej o chęć płacenia, niż o chęć
uczestniczenia w zakupach.
Wróciłam
do domu, posprzątałam po śniadaniu, zajęłam się trawą na parkingu, co, przyznaję,
robiłam na zasadzie dłubania, a nie profesjonalnej pielęgnacji - ręcznie
wyrywałam chwasty z ażurowych płyt parkingu, dosypywałam tam ziemię z nasionami
trawy i ubijałam.
A
kiedy nadszedł odpowiedni czas, umyłam ręce, przebrałam się w letnią, krótką, przylegającą
do ciała, ale lekko rozszerzoną u dołu, pomarańczową, z czekoladowo brązowymi
wykończeniami, bawełnianą sukienkę bez rękawów i brązowe sandałki na niskim
koturnie, a potem pojechałam po sandwicze i do remizy.
*****
Dojechałam
do Fire Station 13 prowadzona przez GPS w komputerze pokładowym mojego
samochodu.
Wcześniej
kupiłam sandwicze w Eggs in the City,
które było po drodze i zadzwoniłam do Jimmy’ego, żeby mu powiedzieć, że zaraz
będę.
Kiedy
dojechałam, Jimmy wyszedł na krawężnik, żeby mnie poprowadzić, pokazać mi wjazd
na parking z tyłu za remizą.
Zaparkowałam
tam, wysiadłam i znalazłam się w jego ramionach.
Pocałował
mnie niezbyt długo, ale nie mniej gorąco, niż zwykle.
Poczułam
jego język w ustach i nogi mi zmiękły.
A
potem puścił mnie, wziął z tylnego siedzenia przywiezione przeze mnie torby,
kazał mi zamknąć samochód i poszliśmy.
Budynek
miał bardziej klasyczny wygląd niż kilka innych, które widywałam w Salt Lake
City, a zwracałam na nie uwagę pilną odkąd zaczęłam się interesować Jimmy’m.
Miał
ściany w kolorze ceglasto czerwonym, z szarymi wykończeniami, spadzisty dach i
duże, brązowe wrota do garażu.
Jimmy
zaprowadził mnie do środka, pokazał ich samochód, który był taki, jak to mówił
Bert - super fajny, czerwony, wypielęgnowany, błyszczący, a następnie weszliśmy
po schodach na piętro.
Kiedy
weszłam na tam, dowiedziałam się, że zakup kanapek był właściwie dla mnie, żebym
się lepiej czuła, przynosząc coś, a nie dla nich, bo tego potrzebowali.
Mieli
tam bowiem w pełni wyposażoną kuchnię, wspaniałe miejsce wypoczynkowe włącznie
z telewizorem i stołem z piłkarzykami, pokoje z łóżkami i biurkami z
komputerami.
Łał.
Zaraz
potem nadszedł moment poznania jego najbliższych kumpli.
Stresujący.
Pierwszy
pojawił się obok nas Alexander, Alex.
Jimmy
przedstawił mi go jakby niechętnie.
Mogłam
to zrozumieć, zważywszy, że był to wysoki, szczupły blondyn, o urodzie adonisa,
ciele olimpijczyka lekkoatlety i łatwym, zalotnym uśmiechu, ale nie był to mój
typ urody, co Jimmy powinien już wiedzieć.
Ale
Alex był podrywaczem.
Zdecydowanie.
Więc
może chodziło o to.
Potem
podeszło jeszcze dwóch.
David,
który był naprawdę imponujący: masywny, ciemny, z szerokimi ramionami, umięśniony,
zbity w sobie, jak człowiek skała.
Nie
był bardzo wysoki, ale nadal wyższy ode mnie.
Nie
uśmiechał się, ale nie był ponury, raczej spokój i czuło się od niego taką
pewność, solidność.
Po
prostu wiedziałaś, że jeśli coś powie, to tak będzie.
I
niezwykle przyjacielski Billy.
Był
podobny kształtem ciała do Jimmy’ego, ale nieco niższy.
Brązowe,
lekko kręcone, niesforne włosy i brązowe oczy w połączeniu z dołeczkami w
policzkach i łatwym uśmiechem, nadawały mu wygląd chochlika, aż miałam ochotę
sprawdzić, czy nie miał szpiczastych uszu.
Mimo
to nie czułam się przy nim zbyt poważna i stara.
Nie
był dziecinny, tylko pogodny.
Na
krótki uścisk dłoni przyszedł ich kapitan, Olgierd, Oli.
Ten
to robił wrażenie.
Pełna
powaga, surowość i dyscyplina.
Miał
siwiejące na skroniach blond (i przez to ciemniejące) włosy i szare, uważne oczy
otoczone zmarszczkami.
Super
przystojny, ale…
Nie
wyglądał na starszego od nas, ale na takiego, który dużo widział.
Najmłodszym
z tych, którzy się pojawili, by się ze mną przywitać wydawał się być Joshua.
Mówili
na niego Josh albo Dzieciak.
Był
bardzo szczupły, nieco nerwowy, ciemnoskóry i bardzo przystojny ze swoimi
regularnymi rysami twarzy i gładką, lśniącą skórą.
Nie
został długo, więc nie poznałam go lepiej.
Na
razie.
Dowiedziałam
się, że w ich wozie jeździ jeszcze kilku innych facetów, zwykle Sam, który
przyjaźnił się podobno z Billym, ale byli zajęci sprzątaniem lub ćwiczeniami.
Potem
Jimmy mi powiedział, że w remizie pracuje jeszcze więcej mężczyzn, ale jeżdżą
na drugim wozie lub na innych zmianach.
Jimmy
zaprowadził mnie do kuchni, usiedliśmy przy stole w piątkę, wyjęłam z torby
sandwicze submarines (Jimmy powiedział mi wcześniej, ile mam kupić) i chłopaki
sięgnęli mi z lodówki napój.
Jedliśmy
i rozmawialiśmy o różnych głupstwach.
Dawno
tak dużo się nie śmiałam.
Potem
pojechaliśmy do sklepu meblowego i wybraliśmy szafę na ubrania, która pasowała
do mojej sypialni.
Oczywiście,
Jimmy nie pozwolił mi zapłacić.
Mieli
ją dostarczyć następnego dnia.
Odwiozłam
Jimmy’ego do pracy, pożegnał mnie wcale-nie-takim-krótkim i bardzo głębokim pocałunkiem, a potem
odjechałam z powrotem do domu.
*****
Wieczorem tego samego dnia
Jak
zwykle, czekałam na Jimmy’ego na parapecie w oknie mojej sypialni.
Kiedy
wysiadł z Highlandera, powitałam go z daleka dłonią przyciśniętą do szyby i
uśmiechem i patrzyła jak szedł do budynku, patrząc przez cały czas na mnie do
góry, a kiedy zniknął w wejściu do klatki schodowej, zeskoczyłam z parapetu i
pobiegłam do drzwi.
Przywitałam
go w progu, jak zwykle, gorącym pocałunkiem, a potem, jak zwykle, poszliśmy do
kuchni na gorącą kolację.
Przygotowałam
pilaw, który był moim debiutem, ale uznałam, że muszę rozszerzyć moje
umiejętności kulinarne, skoro mam dla kogo gotować, a, musiałam przyznać, że
cieszyłam się z tego.
W
trakcie jedzenia opowiadałam mu o swoim dniu, o tym, czego nie powiedziałam mu
wcześniej, w tym o propozycji nauczycielki Berta.
Jimmy
zauważył, że to wiele dla mnie znaczy, ale nie mówiłam mu jak wiele.
Rozmawialiśmy
o tym jeszcze później, sprzątając po kolacji, ale po tym Jimmy zarządził koniec
naszej rozmowy na ten temat.
Bez
słów zaczął mi dawać do zrozumienia, ile dla niego znaczyła moja wizyta u niego
w pracy i poznanie jego kolegów.
Ta
część bez słów obejmowała rozebranie
mnie, co wykonał obracając mną, rozpinając i zdejmując ze mnie sukienkę bez
pytania o zgodę - chociaż i tak bym nie protestowała, posadzenie mnie na stole,
zdjęcie ze mnie bielizny, a potem całowanie całego
mojego nagiego ciała.
Zjechał
językiem po mojej szyi, dłońmi podniósł pierś do ust i zassał, a potem zjechał
ustami niżej, na brzuch.
Gładziłam
jego włosy oburącz, wypychałam biodra w jego stronę z niecierpliwości, ale nie
po to, żeby przerwał.
Bardzo
to lubiłam.
Jeszcze
bardziej lubiłam, kiedy położył mnie plecami na tym stole, podniósł moje kolana
dłońmi umieszonymi pod nimi i ukucnął tak, że jego usta znalazły się między
moimi nogami, a potem mnie zjadł.
Zjadł!
Mnie!
Czytałam
o tym.
Marzyłam
o tym.
Wyobrażałam
sobie to.
Ale
nigdy tego nie miałam.
Nigdy!
Lizał
moje wargi twardym językiem, trącał nim łechtaczkę, a potem wpił się tam ustami
na przemian wpychając język do środka i zasysając łechtaczkę.
To
było wyjątkowe.
Doprowadził
mnie wyłącznie ustami (a może ustami i palcami)
do takiego stanu, że wiłam się, krzyczałam, a potem doszłam.
Twardo,
mocno, gwałtownie i długo.
Jęcząc
jego imię.
Tak,
jak dotąd dochodziłam tylko z nim w środku.
Jak
nigdy to nie zdarzyło mi się w poprzednim życiu.
Kiedy
się uspokajałam, podniósł mnie, przytuloną piersiami do jego nagiego torsu (nie
zauważyłam, kiedy zdjął koszulkę).
Objęłam
go nogami i rękoma i zaniósł mnie na kanapę.
Tam
pieścił mnie powoli i ponownie się podnieciłam.
Całowałam
jego usta, czując smak jego i siebie, co było niespotykanie i niespodziewanie
atrakcyjne.
Tym
razem pieściłam również jego i pozwolił się pchnąć tak, że usiadł na kanapie, a
ja usiadłam okrakiem na nim.
Zdążyłam
mu zdjąć spodnie i bokserki, więc miałam go całego.
Kazał
mi wziąć go we mnie.
Jak
zawsze, jak za każdym razem, ponownie zachwyciłam się tym, jak doskonale mnie
wypełniał, jak wspaniale go czułam.
Ujeżdżałam
go kiwając jednocześnie biodrami, przedłużając swoją rozkosz, ale Jimmy nie
miał zamiaru czekać.
Był
zbyt mocno podniecony, a wiedziałam o tym, kiedy objął mnie w pasie, podniósł
się ze mną na sobie i rzucił mnie na
kanapę, a potem już nic nie było powoli.
Walił
we mnie szybko i gwałtownie, pompował mocnymi, głębokimi pchnięciami, posuwał,
pchał, drążył.
Szybkim,
twardym, zdecydowanym rytmem.
Pieprzył mnie!
Dążył
do spełnienia.
Aż
osiągnęliśmy je.
Razem.
Spektakularnie.
Kochałam
to.
*****
Jimmy
Godzinę później
Jimmy
leżąc w łóżku z Evą, przytuloną do jego boku, jak zwykle opartą policzkiem na
jego bicepsie, obejmującą ramieniem jego brzuch i nogą jego uda, myślał o tym,
że bardzo jej zależało na tym, by Bert uważał ją za babcię.
To
było to coś z jej przeszłości, czego mu nie mówiła.
Coś
tak cholernie bolesnego, że schowała to gówno głęboko, może nawet przed sobą
samą.
Potem
przypomniał sobie reakcje pieprzonych chłopaków na nią, na tę seksowną jak
cholera sukienkę, na jej otwartość, nieśmiałość, a jednocześnie łagodność i
pogodę ducha.
Jej
cudowny, szczery śmiech.
Jej
hojność w dzieleniu się wszystkim.
Na
troskę o ich samopoczucie.
I
te pieprzone, długie, zajebiście wspaniałe
nogi.
Zobaczyli
jaka jest z nim i wreszcie zaczęli wierzyć, że nie wpadł w sidła jakiejś suki.
Widział
akceptujące spojrzenie kapitana, uśmiech Alexa, ale najbardziej cenił spokojny
szacunek ze strony Davida.
Zdobyła
ich jedną wizytą.
Jego
cudowna Eva.
Jego.
Była
taka szykowna, wyjątkowa, jak dama, kobieta z wyższej klasy.
Znalazł
w łazience jej perfumy.
Si Armani Rose.
Stroje,
pościel, bielizna - wszystko było dobrej jakości, wyglądało na ekskluzywne.
A
ona nosiła to na co dzień, nawet do pracy przy roślinach.
Była
do tego przyzwyczajona.
To
było nią.
Rozłożył
szerzej palce na jej gładkim, gołym tyłku.
Sypiała
w rozkosznych, krótkich i seksownych satynowych lub jedwabnych koszulkach
nocnych.
Uwielbiał
to, że sypiała bez majtek, że chodziła tak po domu.
Miał
dzięki temu pełen, niczym nie ograniczony dostęp, a ona lubiła, kiedy budził się
w nocy i ją brał.
Zapalała
się przy tym łatwo.
Była
jak czysty ogień.
Lubiła
to również wcześnie rano.
I
o każdej innej porze.
Kochał
również to, że nie biegła się myć po każdym razie, kiedy się w niej spuszczał.
To
sprawiało, że myślał o tym, że został w niej przez całą noc.
A
czasami w dzień, kiedy robili to rano.
Jego
namiętna, gorąca Eva.
Było
mu dobrze z tym, co mieli tu i teraz, ale coraz bardziej chciał mieć ją całą, a
ciągle obawiał tego, co czaiło się w cieniach przeszłości.
Ale
chciał mieć na co dzień jej zapach, jej ciepłe ciało, jej uśmiech.
Nawet
jej wspomnienia.
Ale
też bał się, jak zareaguje, kiedy on da jej siebie całego.
Nawet
to złe gówno.
Zwłaszcza to.
Jego
myśli dryfowały.
Wciągnął
ponownie jej zapach.
Zapach
róż z olejku, którym smarowała nogi i ramiona, z mydła, z olejku pod prysznic,
z balsamu do ciała i perfum.
To
było takie jej.
Westchnął,
przytulił policzek do jej, szczęśliwie, już-nie-takich-krótkich, pachnących
włosów i zasnął.
*****
Eva
Tydzień później.
Siedziałam
w sali lekcyjnej na niskim krzesełku przy niskim stoliku, otoczona grupką
dzieci.
Miałam
na sobie letnią, bawełnianą sukienkę w kolorze butelkowej zieleni. Miała
krótkie rękawki i prawie wcale dekoltu, więc nadawała się idealnie do pracy z
dziećmi.
Bert,
ważny w swojej roli asystenta, wtajemniczony przeze mnie częściowo w to, co
zamierzałam robić, pokazywał koleżankom i kolegom to, co przynieśliśmy.
Ustaliłam
z jego nauczycielką, że opowiem dzieciom o pracy w szkole w Polsce, pokazując im
jednocześnie przemiany wody w różnych stanach skupienia.
Więc
miałam ze sobą lodówkę turystyczną z zamrożoną wcześniej szklaną butelką wody,
lusterko i czajnik, w którym gotowaliśmy wodę.
Termometry,
szklanki, rękawice kuchenne i ściereczki dostarczyła wychowawczyni z wyposażenia
w szkole.
Przeznaczyłam
pół godziny na opowiadanie i pokazywanie, jak woda zmienia stany skupienia.
Powiedziałam
też dzieciom przy okazji trochę o tym, jak wygląda klasa w szkole w Polsce.
Rozmawialiśmy
o lecie, zimie, ślizgawce, śniegu i basenie.
O
wszystkim tym, co lubią wszystkie dzieci na całym Świecie.
Jimmy
przywiózł mnie i pojechał załatwić jakieś swoje sprawy.
Miał
po mnie wrócić, bo to był jego dzień wolny, a my nie lubiliśmy w takie dni
rozstawać się na dłużej, niż to było konieczne.
Więc
po skończonej wizycie w szkole, po przeprowadzeniu tej lekcji, miałam z nim pojechać
na lunch i do domu.
Właśnie
skończyłam zajęcia, więc pozbieraliśmy z panią Julią szkło z butelki
roztrzaskanej przez zamarzającą wodę.
Zobaczyłam
przez szybę w drzwiach, że Jimmy już czeka na mnie, uśmiechnęłam się do niego i
ręką dałam mu znać, że się zbieram.
Dzieci
się rozeszły do innej części sali, gdzie był dywan i zabawki, a ja z panią
Julią wycierałyśmy jeszcze wodę rozlaną na stoliku i podłodze.
Pakowałam
resztę rzeczy do lodówki turystycznej i torby, którą miałam obok stolika na
podłodze, kiedy usłyszałam kłótnię.
Automatycznie
wyprostowałam się i odwróciłam w tamtą stronę.
-
Bo ty jesteś głupi. To jest moja babcia - usłyszałam podniesiony
głos Berta i poczułam nagle, że mój oddech odpływa, a świat wokół wiruje.
Bert
stał z zaciśniętymi pięściami naprzeciwko kolegi i krzyczał z dziwnym,
niedobrym wyrazem twarzy.
Przestałam
widzieć wyraźnie.
-
Eva - krzyknął gdzieś koło mnie Jimmy, ale to było tak, jakby był bardzo daleko.
Poczułam,
że w sali jest duszno.
Zachwiałam
się, złapałam się jedną ręką czoła, a drugą wyciągnęłam przed siebie.
Jimmy
już był przy mnie i mnie trzymał.
Wciągnęłam
powietrze, zamrugałam i spojrzałam na niego.
-
Już dobrze - powiedziałam z wysiłkiem.
Próbowałam
się uśmiechnąć do zaniepokojonego Jimmy’ego.
Znalazłam
wzrokiem Berta i zobaczyłam, że był przestraszony.
Musiałam
się ogarnąć i uspokoić go.
-
Wszystko dobrze - zapewniłam go.
Wyprostowałam
się i wciągnęłam trochę powietrza.
-
Tylko zakręciło mi się w głowie - dodałam i przełknęłam ślinę.
Bert
patrzył na mnie niepewnie, podobnie jak jego kolega.
-
Naprawdę wszystko jest dobrze… -
uśmiechnęłam się, mówiąc głośniej i mając nadzieję, że nie widać po mnie, że
chcę płakać.
-
…po prostu jestem trochę głodna. Widzisz, przyjechał Jimmy, zabierze mnie na
lunch - dokończyłam nie do końca kłamiąc.
Nagle
Bert podbiegł do mnie i wtulił się w mój brzuch.
Pogłaskałam
jego włosy i pochyliłam się lekko.
-
Musimy posprzątać, mój asystencie - szepnęłam do niego - zaraz masz następne
zajęcia.
W
tej chwili interweniowała nauczycielka - Dzieci, podziękujemy babci Berta.
-
Dziękujemy - usłyszałam chór głosów.
-
Również dziękuję wam za gościnę - odpowiedziałam.
Potem
zwróciłam się do nauczycielki Berta, cały czas obejmując go ramieniem, a sama
będąc w ramieniu Jimmy’ego.
Wysunęłam
się z niego.
-
Dziękuję i do widzenia - podałam rękę pani Julii, a potem przykucnęłam przy
młodym.
-
Musisz zostać na zajęciach, porozmawiamy później, w domu. Dobrze? - zapytałam.
-
Dobrze - szepnął do mnie i ponownie mnie objął.
Potem
pobiegł do kolegów, a Jimmy pomógł mi się podnieść.
Pomachaliśmy
im i poszliśmy do Highlandera.
Kiedy
wsiedliśmy, Jimmy patrzył na mnie z niepokojem.
Uśmiechnęłam
się do niego uspokajająco, ścisnęłam jego rękę i miałam nadzieję, że to na
razie wystarczy.
Pojechaliśmy
do domu.
*****
Cztery godziny później
Zastukałam
do drzwi Alice z Jimmy’m u boku.
Musieliśmy
porozmawiać o wydarzeniach ze szkoły.
Zjedliśmy
pancakesy na lunch, rozmawiając o tym co się stało, ale starałam się skupić na
odczuciach Berta, a nie moich.
Jimmy
widział to i nie naciskał.
-
Wiesz, bardzo mi zależało, żeby czuł się ze mną bezpieczny, swobodny, ale do
głowy mi nie przyszło, że aż tak może mnie, nas,
polubić - powiedziałam mu i zamyśliłam się nad tym.
Właśnie
przyszło mi do głowy, że nie chodzi tylko o mnie, ale o nas oboje.
Jimmy
był również bliski dla Berta.
Może
o nim też myśli jak o dziadku?
Powiedziałam
to Jimmy’emu i wydawało mi się, że to nim wstrząsnęło.
Nie
brał pod uwagę takiej możliwości.
Doszliśmy
do wniosku, że to nam się podoba.
Że
możemy to dać temu dziecku.
Dziecku,
którego prawdziwi dziadkowie stracili to.
Stracili
okazję to bycia blisko takiego wspaniałego młodego człowieka.
Więc
teraz staliśmy razem pod drzwiami Alice, żeby jej to powiedzieć.
Żeby
również powiedzieć to Bert’owi.
I
zaproponować mu więcej naszego czasu.
Pół
godziny później wychodziliśmy z ich mieszkania.
Alice
szła do pracy, ja płakałam, a Jimmy chrząkał, byłam pewna, że dlatego, by nie
pokazać swoich uczuć.
Byłam
babcią.
Dziękuję :)
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń