Rozdział
21
Druga
szansa
Eva
Później tego samego dnia
Przywiozłam
mojego męża jego SUV’em do naszego domu.
Wszyscy
faceci z jego pracy byli tam i wspierali nas, kiedy wsadziłyśmy z pielęgniarką
Jimmy’ego na wózek i zawiozłyśmy go windą na dół na parking.
Podjechałam
Highlander’em, w którym, by Jimmy mógł wygodniej usiąść, odsunęłam daleko do
tyłu fotel pasażera.
David
pomógł Jimmy’emu wsiąść do samochodu, pielęgniarka, po krótkim pożegnaniu, zabrała
fotel, a potem pożegnaliśmy się z resztą i chłopaki, którzy nam stale
asystowali, poszli jeszcze odwiedzić Josha.
Powiedziałam,
że w domu poradzimy sobie we dwójkę.
Poradziliśmy
sobie.
Ale…
Kiedy
po wyjściu ze szpitala i powrocie do domu, prowadziłam Jimmy’ego do łóżka, o
mało nie skończyło się to awanturą.
Zobaczył,
że idę z nim do pokoju gościnnego, zaparł się i powiedział, że absolutnie nie będzie spał tam, kiedy ja
będę na górze, w naszej sypialni.
Szliśmy
przejściem za salon, opierał się prawym ramieniem na moich barkach, a ja
niosłam torbę.
Kiedy
się zatrzymał w tylnym korytarzu, podeszłam do jego przodu i położyłam mu dłoń
na klatce piersiowej
-
Słońce - powiedziałam - tam jest podwójne
łóżko. Dlaczego miałabym spać bez ciebie?
Opuścił
głowę i spojrzał na mnie, a ja lubiłam to, jak zmienił się wyraz jego twarzy. Na
rozjaśniony, a wręcz czuły.
Pogłaskałam
jego szorstki policzek i pocałowałam go w dół szczęki.
A
potem chciałam skierować nas znowu w kierunku, w którym szliśmy.
Objęłam
go więc, wciskając się jego pod prawą pachę, otuliwszy jego talię lewym ramieniem,
w drugiej ręce niosłam prawie pustą torbę i pociągnęłam go do pokoju
gościnnego.
-
Nie możesz chodzić po schodach - mówiłam idąc - więc będziemy spać tutaj te
kilka tygodni, dopóki ci nie zdejmą usztywnienia. Mógłbyś sobie zrobić krzywdę.
Jimmy
na lewym podudziu miał założoną ortezę, obejmującą prawie całą nogę od stopy po
udo.
Była
lżejsza niż gips i dawała się zdjąć do kąpieli, ale nadal nie chciałam, by
Jimmy chodził po schodach i nadwyrężał się, albo, nie daj Boże, spadł i zrobił sobie
coś gorszego.
-
Będziesz miał bliżej do kuchni, salonu i będziemy mogli spędzać razem więcej
czasu - dodałam.
Po
dwóch krokach Jimmy zatrzymał mnie gwałtownie w przejściu, szarpnięciem odwrócił
do siebie przodem, a potem pochylił się do mnie.
-
Jezu, jak ja cię kocham - powiedział niskim, schrypniętym głosem i, zanim
zdążyłam zareagować, pocałował mnie mocno i namiętnie w usta.
Wsunęłam
lewą rękę na jego szyję tuż po tym, jak upuściłam torbę na podłogę i trzymałam
się.
Oddałam
mu pocałunek, odsunęłam się lekko i spojrzałam mu w krystalicznie niebieskie,
przepiękne oczy.
I
wtedy nagle, po wielu, wielu
godzinach trzymania się, straciłam opanowanie i wybuchnęłam płaczem.
Oparłam
czoło w tym miejscu na jego szyi, które tak kochałam, szlochałam głupio przez
kilka minut, podczas gdy on mnie trzymał blisko, blisko siebie, a potem odsunęłam się i skierowałam nas w stronę
drzwi do pokoju gościnnego.
-
Chodź - powiedziałam, całkiem nieelegancko pociągając nosem - połóżmy cię na
łóżku. Musisz odpocząć.
-
Eva - wymamrotał Jimmy, otulając mój kark prawą dłonią, by zmusić mnie do spojrzenia
na niego - kochanie…
-
Nie - powiedziałam silniejszym głosem, oparłam dłoń na jego klatce piersiowej,
spojrzałam na niego - możemy porozmawiać, jak się położysz - dokończyłam i
bardziej zdecydowanie pociągnęłam go naprzód.
Poddał
się i poszliśmy do pokoju gościnnego, który poprzedniego wieczoru naszykowałam
tak, by Jimmy mógł się po nim samodzielnie poruszać (chociaż w ograniczonym
zakresie).
Uprzątnęłam
też przylegającą do niego łazienkę z niepotrzebnych mebli, więc Jimmy mógłby
się tam swobodnie przemieszczać, kiedy odzyskałby trochę sprawności w ręce i
jego twarz byłaby w lepszym stanie, żeby wszystko widział.
Postanowiłam
wstawić tam mały telewizor, byśmy mogli oglądać coś razem, kiedy leżelibyśmy
przytuleni, albo ja bym pracowała, a on by odpoczywał, ale nie miałam takiego,
więc to był mój zaplanowany pierwszy zakup.
Kiedy już pomogłam się ułożyć na łóżku mojemu
ukochanemu, chciałam pójść do kuchni i przygotować coś do jedzenia (nawet jak
było po lunchu, to szpitalne jedzenie mnie nie przekonywało).
Jednak,
kiedy byłam już w progu pokoju, Jimmy zawołał mnie do siebie i kazał mi się
położyć z obok niego na łóżku.
Nie
protestowałam, wykonałam to polecenie z chęcią i radością.
-
Wiesz, Aniele - powiedział, wtulając twarz w moje włosy, kiedy leżałam na jego
prawym ramieniu, a on obejmował moje plecy - Tęskniłem za tym.
Też
za tym tęskniłam, ale minęły niecałe dwa dni, odkąd mieliśmy to ostatni raz,
więc zaśmiałam się cicho.
A
potem westchnęłam.
-
Ja też - przyznałam - Dobrze, że tak szybko mam cię z powrotem.
-
Więc powiesz mi co to było, to przed chwilą? - zagadnął cicho Jimmy.
Zastanowiłam
się krótką chwilę, bo mnie samą zaskoczył mój wybuch.
-
Twoi kumple bardzo mi pomogli - wyjaśniłam w końcu - A potem miałam co robić.
Potem dla Matta musiałam być dzielna.
Przerwałam
i ponownie się zastanowiłam.
-
Myślę, że to było po prostu uwolnienie - zakończyłam.
-
Jesteśmy razem - podsumował mój mąż.
-
Tak - szepnęłam.
Przycisnął
mnie mocniej prawą ręką do swojego boku, odgięłam lekko szyję i wtuliłam czoło
w to miejsce na połączeniu jego szyi i szczęki, które tak kochałam.
Poczułam,
jak przyciska policzek do moich włosów.
Leżeliśmy
tak długą, długą chwilę, aż poczułam,
że się rozluźnił, a potem jego ręka przestała mnie przyciskać, a oddech stał
się głęboki i równy.
Zasnął.
Leżałam
jeszcze kilka minut, rozkoszując się poczuciem szczęścia i starając się nie wspominać tych okropnych godzin,
kiedy myślałam, że go stracę całkowicie lub częściowo.
A
potem naszła mnie refleksja.
Jestem
taką szczęściarą.
Pomyślałam,
że dostałam właśnie znak od kogoś z góry, że mam się cieszyć każdą sekundą z
moim ukochanym, jaką mi dano, bo mam
te sekundy.
Przecież
byliśmy razem.
Był
czas w moim życiu, kiedy myślałam, że już nigdy nie będę tego miała.
Ale
dostałam drugą szansę.
Może
nawet lepszą niż pierwszą.
Więc
miałam na twarzy szczęśliwy uśmiech, kiedy wstałam delikatnie z łóżka,
zostawiając tam mojego śpiącego spokojnie męża, by pojechać po naszego
przyszywanego syna, wnuka Jimmy’ego, Matta, którym opiekowali się Alice i
Eddie, kiedy byłam w szpitalu i opiekowałam się Jimmy’m.
Pogodnie
opowiadałam im o samopoczuciu mojego męża i nie była to pogoda na siłę, ani
udawana.
Z
radością przekazałam Mattowi trochę szczegółów akcji, w czasie której zdarzył
się wypadek i powiedziałam trochę o Marii.
Ciesząc
się, że mogłam przy tym pochwalić się bohaterstwem mojego ukochanego.
Byłam
uśmiechnięta do końca dnia.
Mój
nastrój nie był taki fantastyczny, kiedy dwa dni później Jimmy’ego odwiedził
Oli i, wypytując go o samopoczucie, z zadowoleniem oglądając gojące się rany,
opowiedział o stanie Josha.
Dzieciak
miał bardzo rozległe poparzenia, więc, chociaż wychodził z tego, wymagał
dalszych operacji, przeszczepu skóry, rehabilitacji i Bóg wie czego jeszcze.
Ich
ubezpieczenie nie obejmowało wszystkiego.
Mogłam
coś z tym zrobić, ale nie chciałam być nachalna, narzucająca się i nie chciałam
zawstydzać Josha lub Sandry.
Musiałam
to przedyskutować z Jimmy’m.
Moglibyśmy
sfinansować przeszczep skóry, jej hodowlę na drodze klonowania w laboratorium,
co, jak czytałam, było do zrobienia.
Może.
*****
Cztery dni później
Kiedy
wróciłam do domu po odwiezieniu Matta do szkoły, dostałam od mojego męża coś
jeszcze lepszego niż po prostu obecność i powrót do zdrowia.
Po
porannym prysznicu, w którym musiałam pomagać Jimmy’emu, bo zdejmował do niego
ortezę, ale nie wolno mu było opierać się na lewej nodze, posadziłam go na
małym drewnianym stołku, który wstawiłam do tamtej łazienki, pomogłam mu
założyć z powrotem ortezę, ubrać się w spodnie od piżamy i zaprowadziłam go do
łóżka.
Ubrałam
się w bieliznę, koszulkę i dżinsy, ale nie dokończyłam tego, co nakazały mi
robić pielęgniarki.
Nacierałam
jego poobijane ramię maścią, kiedy Jimmy zaczął dotykać mojego ciała w bardzo
sugestywny sposób.
-
Słońce, nie - odsunęłam się od niego
delikatnie.
-
Nie chcesz mnie? - zapytał Jimmy z niedowierzaniem.
O
Boże kochany!
Jasne,
że chciałam!
Tak
bardzo, że aż na jego słowa, po tych pieszczotach przygryzłam wargę i poczułam
skurcz w bardzo miłym, sekretnym miejscu.
-
Chcesz tego - zamruczał Jimmy z zadowoleniem przeglądając się moim reakcjom i
znowu sięgnął do mojego ciała.
Wsunął
mi rękę pod koszulkę.
-
Jimmy - odsunęłam się od niego i zeszłam z łóżka - Musisz odpoczywać. Zrobisz
sobie krzywdę.
Odłożyłam
tubkę z maścią, poszłam do łazienki, by umyć dłonie i wróciłam wycierając ręce
o ręcznik.
-
Okej - mruknął Jimmy, kiedy wchodziłam do pokoju, a ja poczułam rozczarowanie,
że tak łatwo się poddał.
Samo
pomaganie mu w myciu, kiedy jego nagie ciało opływała woda z prysznica i w ubieraniu
się, było dla mnie słodką torturą.
Sięgnęłam
po tubkę z maścią na twarz Jimmy’ego, która leżała zwykle na komodzie i
odłożyłam tam ręcznik.
-
Pamiętasz, Aniele - zaczął mój podstępny mąż, kiedy szłam w kierunku łóżka -
Jak ty byłaś chora, a ja chciałem, żebyś odpoczywała?
Zamarłam.
O
Boże kochany!
Jasne,
że pamiętałam!
Ze
szczegółami.
-
Tak, Słońce - powiedziałam nagle schrypnięta.
-
Więc może… - patrzył mi prosto w oczy, a ja stałam obok łóżka całkiem
skostniała - …teraz ty mi pokażesz?
-
Jimmy - wyszeptałam niepewnie, ale nagle czując gorąco między nogami i szum w
głowie.
Upuściłam
tubkę z maścią tam, gdzie stałam i cofnęłam się, by się oprzeć plecami o
ścianę.
Obserwował
to.
-
Nie powiesz mi, że nigdy tego nie robiłaś - droczył się.
-
Ja… - zagryzłam wargę i odwróciłam na chwilę wzrok, bo nagle poczułam wstyd i
dokończyłam cichym głosem - …nigdy tego nie robiłam przy kimś.
-
Więc będę pierwszy - Jimmy wyglądał na zadowolonego.
Bez
mojej woli moje ręce podniosły się do mojego brzucha, bo nagle poczułam
nieprzepartą chęć, by mu to pokazać.
Pokazać
mu całą siebie, dać mu wszystko.
Zacisnęłam
palce kurczowo na koszulce.
-
Rozbierz się, kochanie - powiedział Jimmy cichym, ochrypłym głosem, po którym
poznałam, że też był podniecony.
Chciał
tego.
Ja
też chciałam tego.
Jimmy
patrzył.
Rozchyliłam
wargi i dyszałam.
-
Mała… - ponaglił.
Nie
wahałam się dłużej.
Dla
siebie, ale również dla niego.
Wsunęłam
dłonie pod koszulkę, przeciągnęłam palcami po skórze i, zagryzając dolną wargę,
patrząc prosto w pociemniałe z pożądania oczy mojego ukochanego, zaczęłam
przesuwać brzeg koszulki do góry.
Powoli
zdjęłam ją, przesuwając przez jedno ramię, głowę, a potem drugie ramię, aż
zsunęłam ją z ręki na podłogę obok mnie.
Wolno
rozpięłam suwak spodni, guzik, odwróciłam się do Jimmy’ego tyłem i, zahaczywszy
kciukami o pasek, stopniowo zsunęłam spodnie, kręcąc biodrami na boki.
Zostałam
w samej bieliźnie.
Odwróciłam
się przodem do Jimmy’ego, wygięłam się i rozpięłam stanik.
Przytrzymałam
dłońmi miseczki, a potem, oblizując usta zsunęłam je tak, że palce obu dłoni je
zastąpiły.
Chwyciłam
oba sutki między palce wskazujące a kciuki i przetoczyłam.
Poczułam
to między nogami, więc odchyliłam głowę, uderzyłam nią w ścianę za mną i jęknęłam.
Lewą
ręką nadal pieściłam pierś, naśladując trochę ruch palców Jimmy’ego, kiedy tam
były, a prawą wsunęłam po brzuchu wprost do majtek.
Wycelowałam
między wargi, poczułam wilgoć i znowu jęknęłam.
-
Zdejmij je - warknął Jimmy.
Przeciągając
swoją dłonią po swoich biodrach i dookoła tyłka, szarpnęłam majtki w dół i
poleciały na podłogę.
Pogładziłam
się po szparce.
Raz
i drugi, i jeszcze.
Pieściłam
się przez chwilę coraz bardziej ostro, wsuwając tam palec jednej dłoni, czując
swoją wilgoć, a drugą ściskając na przemian swoje piersi.
A
Jimmy patrzył na mnie!
Patrzyłam
wprost w jego oczy i gładziłam się coraz szybciej, czując jego spojrzenie jak
fizyczny dotyk.
Wyginałam
biodra w jego stronę, jakbym chciała poczuć jego oddech na brzuchu, bo chciałam.
I
gładziłam się.
Szybciej
i bardziej gwałtownie.
A
potem nagle, wcześniej niż bym się spodziewała, doszłam mocno, jęcząc jego
imię.
Zamknęłam
oczy i wygięłam się.
Uderzyłam
głową w ścianę za mną, a potem, jeszcze zanim mi przeszło, usłyszałam, jak
Jimmy się poruszał.
Ocknęłam
się natychmiast.
Otworzyłam
oczy, spojrzałam na niego półprzytomnie i zobaczyłam, że próbuje się odwrócić,
by zejść do mnie z łóżka.
-
Nie! - krzyknęłam i rzuciłam się do
niego.
Nie
zdążył się przesunąć na brzeg łóżka, więc moje nagie ciało uderzyło w jego
ciało przodem do boku i nie zraniłam jego obitej ręki ani złamanej nogi.
-
Eva - jęknął Jimmy - muszę.
Przestraszyłam
się, że coś go boli.
-
Co, kochanie? - zapytałam ze strachem, podnosząc się na przedramionach.
-
Proszę - wystękał z trudem Jimmy - Zdejmij mi spodnie i dotknij mnie.
Och!
O
to chodziło.
Rozwiązałam
mu spodnie, zsunęłam je trochę i wydobyłam jego cudownego, sztywnego,
drgającego członka.
O
Boże kochany!
Był
taki piękny!
Ujęłam
go w rękę, a potem bez namysłu pochyliłam się i go pocałowałam, objęłam wargami
i otoczyłam językiem.
Potem
go pogłaskałam.
Powtórzyłam
to.
I
znowu.
Kiedy
kolejny raz przyłożyłam do niego usta, Jimmy pchnął prawą dłonią moją głowę,
ale się nie dałam odsunąć, jęknął namiętnie jeszcze raz, a potem ostrzegł
„Eva!” i odszedł.
Wzięłam
wszystko do ust.
Wiem,
że to dziwne, ale naprawdę nigdy tego
nie robiłam.
A
tym razem to było takie naturalne i oczywiste, co mam zrobić, że połknęłam
wszystko, zanim się zastanowiłam.
Podniosłam
głowę i popatrzyłam w zszokowane oczy Jimmy’ego.
-
Eva - wyszeptał.
-
Przepraszam - wymamrotałam zawstydzona i zaczęłam wstawać.
Jimmy
przytrzymał mnie za lewe ramię prawą ręką, wciągnął na siebie, kiedy się nie
opierałam i przysunął moją twarz do swojej.
Objął
moją głowę z tyłu lewą ręką, więc zabandażowaną, nawet jak bałam się, że mogło
go to boleć.
-
Chryste, jak ja cię kocham - powiedział i pocałował
mnie!
Początkowo
próbowałam się wyrwać (ale nie za mocno, żeby go nie zranić), a potem dałam się
porwać temu tańcowi języków, który zawsze mnie porywał i oddałam mu pocałunek.
Leżeliśmy
po tym wszystkim przez chwilę obok siebie, kiedy opierałam głowę na jego prawym
bicepsie i przyznałam się Jimmy’emu, że tego również nigdy wcześniej nie
robiłam.
-
Kolejny pierwszy raz - wymruczał bardzo zadowolonym głosem.
Kiedy
się uspokoiliśmy, umyłam myjką siebie i jego, a potem wytarłam nas i ubrałam, przeszliśmy
do kuchni i zadbałam, żeby mój mąż miał siły do wyzdrowienia i zajmowania się
mną.
Po
śniadaniu przeszliśmy do salonu.
Dzień
wcześniej, wracając po odwiezieniu Matta do szkoły, wstąpiłam do sklepu Soniji
i kupiłam dwie pufy podobne do kanap i foteli, żeby Jimmy miał gdzie położyć
nogę podczas oglądania telewizji.
Nadszedł
czas, by Jimmy je obejrzał, wypróbował i zaaprobował.
Siedzieliśmy
na kanapie naprzeciwko wyłączonego telewizora, a ja byłam wtulona w męża, który
opierał się wygodnie o poduszki i miękkie oparcie kanapy.
-
Powiedz, kochanie… - zaczął Jimmy, gładząc delikatnie moje ramię.
-
Co takiego? - mruknęłam nie odrywając głowy od jego piersi.
-
Mówiłaś kiedyś, że doprowadzałaś się sama do dojścia - Jimmy nie poruszył się i
nadal mówił to tonem swobodnej konwersacji, nawet jak ja się spięłam.
Skinęłam
głową.
-
Co wtedy sobie wyobrażałaś? - zapytał.
-
Hmmm. - zająknęłam się, a potem wzięłam głęboki wdech i postanowiłam dać mu
trochę więcej siebie - Ja… kiedy potrzebowałam pomysłu na podnietę,
przeglądałam strony. No, wiesz takie
strony.
-
Tak? - Jimmy zainteresował się bardziej, co było widoczne, bo przycisnął mnie
ramieniem i odgiął moją głowę tak, że patrzyłam mu w oczy - …i co?
Uciekłam
wzrokiem na jego ramię.
-
Wiesz… - mamrotałam i miałam ochotę schować się ze wstydu - to mnie podniecało,
więc wyobrażałam sobie różne sceny, różnych ludzi… mężczyzn.
Tak,
to było żenujące.
-
…ale potem, odkąd go nie ma… i odkąd jestem tutaj… już nie. - dokończyłam
szeptem.
-
Och - szepnął Jimmy, ale jego oczy błyszczały z rozbawienia.
Zamknęłam
oczy, bo ze wstydu mój umysł stał się całkiem pusty.
-
Eva - Jimmy mruknął, podniósł mi brodę czubkami palców, a ja otworzyłam oczy i
spojrzałam w jego niebieskie kryształy.
-
Mów - dodał - to podniecające.
Zobaczyłam
w jego oczach błysk uśmiechu i łagodność.
-
Hmmm - mruknęłam.
-
Nie pieściłaś się odkąd go nie ma? - pytał dalej.
O
Boże kochany!
Teraz
musiałam mu powiedzieć, albo skłamać.
Ale
ja nie lubiłam kłamać.
-
Pieściłam - przyznałam tak cicho, że sama ledwo to słyszałam.
-
Tak? - podskoczył zaciekawiony i widziałam, że miał ochotę przycisnąć mnie
swoim ciałem, więc cieszyłam się, że nie mógł tego zrobić.
-
Więc co nie? - zapytał z autentycznym
zainteresowaniem.
-
Nie wyobrażałam sobie innych mężczyzn, odkąd mieszkam tutaj - przyznałam.
Zmarszczył
brwi i zapytał z wahaniem - A co?
-
Nie innych mężczyzn - uściśliłam - tylko… ciebie.
Twoje dłonie, usta…
-
Eva - szepnął z takim głębokim uczuciem w głosie, że spojrzałam na niego
uważniej i zobaczyłam skurcz, który przebiegł przez jego twarz i to, jak
przymknęła się jego oczy.
To
znaczyło dla niego dużo!
Bardzo
dużo.
A
jednocześnie sprawiało mu ból.
Widziałam
to, ale nie wiedziałam dlaczego.
Jeszcze.
Kolejne
cztery dni później taka sytuacja się powtórzyła o tyle, że wyszliśmy spod
prysznica oboje całkiem nadzy i pomogłam się położyć Jimmy’emu na łóżku, a
potem smarowałam mu lewe ramię maścią, klęcząc obok jego prawego uda.
Trzymał
dłoń na moim prawym, nagim udzie i nie poruszał się.
Odłożyłam
tubkę, poszłam umyć ręce i wracałam całkiem naga przez pokój.
Jimmy
leżał wysoko oparty na kilku poduszkach i patrzył.
Podniosłam
wzrok na mojego cudownego męża i zobaczyłam gorące spojrzenie, którym mnie
obdarzał.
Mówiło
więcej niż tysiąc słów o tym, jaka jestem piękna w jego oczach.
To
było spojrzenie, od którego, samego niego, stwardniały mi sutki i zrobiło się
mokro między nogami.
O
Boże kochany!
Uklękłam
ponownie na łóżku obok niego i sięgnęłam po drugą tubkę z maścią na
bliznowacenie na twarz, a wtedy Jimmy objął dłonią moje biodro.
-
Usiądź na moim udzie - powiedział cicho schrypniętym głosem.
Spojrzałam
w jego oczy i zobaczyłam, że patrzy na moją płeć.
Przycinałam
tam włoski systematycznie, więc, kiedy klęczałam z rozchylonymi kolanami, Jimmy
mógł widzieć nieco więcej, bo wargi też się rozchyliły.
Wyprostowałam
plecy, podniosłam nogę, okraczyłam jego udo i ostrożnie usiadłam, prawie przy
tym dysząc.
Poczułam,
jak moje delikatne i wilgotne dotyka jego twardego i szorstkiego uda.
Starałam
się go nie naciskać, więc oparłam się pośladkami na piętach i ocierałam się o
niego, kiedy przesuwał nogę.
Zagryzłam
wargę.
Podniecenie
ogarnęło mnie tak szybko, że drżącą ręką z trudem dokończyłam delikatnie
nakładać maść na jego rany na lewym policzku i czole.
Jimmy
w tym czasie patrzył mi w oczy całkowicie nieruchomo.
Kiedy
skończyłam, byłam absolutnie roztrzęsiona.
Po
wytarciu rąk o chusteczkę higieniczną, zamarłam.
Wiedziałam,
że jego to też podnieciło, bo był twardy i drgający, ale czekałam, niepewna co
robić dalej.
Nie
chciałam mu zrobić krzywdy.
-
Przełóż prawą nogę przez moje lewe biodro - mruknął Jimmy szorstkim głosem.
-
Och - westchnęłam, ale powoli i
ostrożnie wykonałam polecenie, opierając się palcami obu rąk o jego ramiona, by
zachować równowagę.
Kiedy
powoli, ostrożnie i delikatnie siadałam, włożył między nas prawą rękę i
nakierował czubek na moje wejście.
Zagryzłam
wargę.
Zagłębił
się, kiedy się obniżałam do niego i, jak zwykle, poczułam go dobrze.
Każdą
ścianką.
Jęknęłam
i odchyliłam głowę.
Potem
wyprostowałam się i starałam się mocniej rozchylić nogi.
Poczułam,
jak drżą mi mięśnie.
Objęłam
jego szyję dłońmi tak, że palce obu dotykały do granicy jego włosów za uszami, a
kciukami gładziłam jego policzki.
Patrzyłam
mu w oczy, siedziałam z nim głęboko we mnie i byłam całkiem nieruchoma.
Czułam
tylko jego pulsowanie.
-
Wiesz - zaczęłam cichym, schrypniętym głosem - Kiedy zobaczyłam cię po raz
pierwszy, schodziłeś do samochodu, a ja niosłam zakupy do swojego mieszkania.
-
Eva - szepnął Jimmy - ruszaj się.
Zaczęłam
kiwać biodrami w przód i w tył, tak delikatnie, że tylko nas głaskałam i nadal
mówiłam:
-
Pomyślałam, że jesteś Mężczyzną z Moich Snów - wciągnęłam drżący oddech, a
Jimmy zamknął oczy.
-
Pomyślałam, że jesteś taki przystojny, taki wspaniały, że możesz mieć każdą
kobietę - ciągnęłam.
Jimmy
otworzył oczy i złapał obiema rękoma moje biodra dużo mocniej i podniósł mnie.
Wbił
mi w nie palce i zaczął nimi poruszać w swoim tempie, więc podskakiwałam.
Poczułam
to.
-
Myślałam, że jestem za… - sapnęłam.
-
Ani się waż kończyć - warknął Jimmy.
-
Pozwól mi - westchnęłam i poczułam łzy szczypiące mi oczy - Musisz… wiedzieć.
To wtedy… zakochałam się w tobie.
-
Eva - jęknął Jimmy i przytulił moją twarz do swojej.
Pocałował
mnie głęboko, a potem odsunęłam się, by poskakiwać na nim coraz mocniej i
szybciej.
Jimmy
siedział z nogami wyprostowanymi na łóżku, ja siedziałam na nim, ale to on
kontrolował pchnięcia, szarpiąc mną w górę i na dół.
Robił
to tak mocno, że nie mogłam się opierać narastającej rozkoszy, aż objęłam go
nogami za jego biodrami, skopując na boki poduszki i odchyliłam się plecami na
jego kolana, wciąż trzymając się jego szyi, a potem zaczęłam odlatywać.
Wygięłam
się i nabijałam się na niego, a potem poruszałam kręgosłupem w rytm jego
pchnięć, kwiliłam…
Sapałam…
Jęczałam…
Aż
zaczęłam krzyczeć.
Kiedy
zaczęłam szczytować to było tak, jakbym na nowo odnalazła świat i siebie. Swoje
miejsce na świecie.
Jęczałam
„Jimmy”, a moje życie ponownie nabierało kształtu.
Poczułam
się uwolniona.
Moje
demony odeszły.
Mój
strach zniknął.
Wszechświat
skoncentrował się w naszym domu, naszej sypialni, tym łóżku.
Jimmy
nadal się we mnie wbijał, aż on też warknął, a potem doszedł, jęcząc moje imię
i podciągnął mnie do siebie, by zanurzyć twarz w mojej szyi.
Potem
siedzieliśmy przez chwilę uspakajając nasze oddechy.
W
końcu Jimmy odsunął mnie odrobinę, spojrzał mi w oczy.
Jego
cudowne, piękne, krystalicznie niebieskie oczy błyszczały szczęściem.
-
Dziękuję, kochanie że dałeś mi drugie życie - powiedziałam i delikatnie pocałowałam
go w usta.
-
Ja dziękuję, że ty dałaś mi życie -
stwierdził Jimmy w natychmiastowej odpowiedzi - przedtem tylko byłem.
-
Słońce - szepnęłam i poczułam, że znowu łzy szczypią mi oczy.
-
Najbardziej boli mnie świadomość, że mogłem mieć cię wcześniej, gdybym nie był
takim tchórzem - dodał, a mnie
powietrze uszło z płuc w gwałtownym wydechu.
O
Boże kochany.
Nie
wiedziałam, co mogłam z tym zrobić.
Nie
wiedziałam, jak mu pomóc.
Jeszcze.
*****
Jimmy
Kilka godzin później
Kiedy
Eva pojechała tego dnia po Matta do szkoły swoim Audi, Jimmy, leżąc w łóżku, przekręcił
się i złapał swój telefon ze stolika nocnego.
Wreszcie
był na tyle przytomny i na tyle swobodny w ruchach, by to zrobić.
Dręczyło
go to od pięciu dni.
Ale
dopiero teraz miał okazję to wykonać, a wiedział, że kumpel miał wolne i mógł
mu pomóc.
-
Yo, Jimmy - odebrał David.
-
Yo, David - Jimmy przywitał się z kumplem.
-
Co tam? - David, jak zwykle, od razu przeszedł do sedna.
-
Przepraszam, stary, ale mam do ciebie jeszcze jedną prośbę - wyjaśnił Jimmy,
nie wyjaśniając.
-
Mów do mnie - David się nie zawahał.
Więc
Jimmy powiedział.
*****
Godzinę później
Kiedy
Eva i Matt wchodzili do domu po powrocie ze szkoły i sklepu, Jimmy siedział na
kanapie z nogą na tym zajebistym, wygodnym i dopasowanym pufie, który kupiła
dla niego.
Lubił
to, że znalazła jego stare kanapy, bo były super wygodne.
Bardziej
lubił to, że znalazła równie wygodne fotele, które były do nich dopasowane, a
teraz te pufy.
Dla
niego.
Dotarł
tu oparty o kulę i stwierdził, że nieźle sobie radzi.
Lewe
ramię go już nie bolało, siniaki powoli schodziły, tylko została ta cholerna noga
do zagojenia.
-
Dziadku! - krzyknął Matt wbiegając do salonu - Zobacz, co dla ciebie mam.
Jimmy
spojrzał przez oparcie kanapy i zobaczył chłopca wymachującego kartką w jego
stronę.
Eva
szła za nim pomału, ociągając się, z lekkim uśmiechem na ustach i dziwnym,
trudnym do rozszyfrowania, wyrazem twarzy.
Rozpędzony
Matt wbiegł do salonu, przypadł do Jimmy’ego i rozłożył mu kartkę na kolanach.
-
Hej, młody - przywitał się Jimmy.
-
Hej. Zobacz. Narysowałem to na zajęciach w szkole. - mówił Matt z przejęciem.
Jimmy
zwrócił spojrzenie na rysunek.
-
Tu jest dom, który się pali, a to jesteś ty - wskazał na sylwetkę lecącą po
niebie w pelerynie koloru jego stroju strażackiego, z wysuniętą do przodu ręką,
niczym Superman, z małym, czarnym zawiniątkiem pod pachą.
Jimmy
poczuł zaciśnięcie w klatce piersiowej, zamrugał, rozchylił usta, odwrócił
głowę, podniósł wzrok na Evę i zobaczył, że stała oparta o róg ściany w wejściu
do salonu, z przechyloną głową, rozczuleniem na twarzy i błyszczącymi oczami.
-
Babcia mi kiedyś opowiadała. A teraz w samochodzie powiedziała - kontynuował
Matt - że dokładnie tak było. To jest Maria, bo ty jesteś bohaterem.
Opowiedzieli
Mattowi o Marii po tym, jak była u nich pani z opieki, by ustalić warunki
opieki zastępczej, o którą się starali.
Kurwa,
ale to było wspaniałe uczucie wiedzieć, że dla tego małego chłopca jest kimś takim
tak, jak czuła to jego cudowna żona.
Potem
jego wnuk się zawahał, bo nie wiedział, czemu Jimmy nic nie mówi i ma dziwną
minę.
Posmutniał.
-
Myślałem, że ci się spodoba… - powiedział niepewnie - Babci się podobało.
-
Bardzo mi się podoba - wypchnął Jimmy przez zaciśnięte gardło i sięgnął ręką,
by przycisnąć chłopca do siebie.
-
Bardzo - mruknął w jego włosy,
ścisnął lekko jego kark i puścił go.
Eva
weszła głębiej do salonu i wtedy zobaczyła Davida.
-
Och - powiedziała - Cześć, David. Przepraszam, nie zauważyłam cię.
-
Cześć, wujku Davidzie - rzucił Matt znowu radosnym głosem.
-
Babciu… - odwrócił się do Evy, zanim David zdążył zareagować, a Jimmy musiał
przyznać, że kumpel trwał zastygły w kompletnym bezruchu z zaskoczenia, co nie
zdarzało mu się zbyt często - …mogę to zabrać do swojego pokoju?
-
Możesz, kochanie - mruknęła do niego Eva i podeszła do kanapy - Ale może wezmę
to dla dziadka do oprawienia na pamiątkę?
Oczy
Matta błysnęły ze szczęścia.
-
Tak! - krzyknął z radością i pobiegł
na górę, do swojego pokoju, zostawiając rysunek na stoliku do kawy.
Eva
podeszła, by przywitać się z Jimmy’m pocałunkiem.
Pochyliła
się do niego, musnęła jego usta swoimi, a potem odsunęła się i spojrzała mu w
oczy.
Potem,
nadal się uśmiechając, zaczęła się odwracać.
-
David… - zawołała i wyprostowała się - może chcesz…
Zamarła,
kiedy obejrzała się w stronę jego kumpla, stojącego z tyłkiem opartym o komodę
i skrzyżowanymi nogami.
Zobaczyła
róże.
Mrugając
gwałtownie, odwróciła się z powrotem do Jimmy’ego.
-
Aniele - wymamrotał na widok wyrazu jej twarzy - chodź do mnie.
-
Jimmy… - szeptała Eva, przy czym usiadła obok niego kolanami do oparcia kanapy,
zwinęła się przodem w jego klatkę piersiową, oparła się czołem o jego szyję i wsunęła
dłoń na jego kark.
-
Siedem, za te wszystkie dni, kiedy ich nie miałaś - powiedział cicho Jimmy do
jej włosów.
Obejmował
ją kilka sekund, wąchając jej włosy, wtulając tam usta, a potem zdecydował się
zmienić nastrój.
-
Tym razem David mi pomógł, ale, żebyś wiedziała, nie zamierzam siedzieć bezczynnie
- rzucił.
-
Jimmy! - warknęła Eva, podnosząc
głowę.
-
Mój SUV to automat - wyjaśnił zdecydowanie Jimmy - nie potrzebuję lewej nogi,
by nim gdzieś jechać. Mogę odwieźć Matta do szkoły lub go odebrać.
Przygotował
się na walkę z nią o to.
-
Okej - niespodziewanie powiedziała Eva, a on zamrugał.
Patrzył
zdziwiony w jej oczy, a ona się uśmiechnęła.
-
Okej? - zapytał zdziwiony.
-
No tak, jeśli to dla ciebie takie ważne - odpowiedziała.
Kolejny
raz udowodniła, że mógł się po niej spodziewać niezwykłości, że zawsze go
zaskoczy.
-
Jutro Matta zabiera do szkoły Teresa, mama Noah, z którą się wymieniam,
pojutrze mają wycieczkę, więc Matt nie idzie do szkoły, jedzie z Alekiem później
na miejsce zbiórki - wyjaśniła swoją łatwą kapitulację - a do środy jeszcze daleko.
Mądralińska.
David
wybuchnął śmiechem.
Eva
zwróciła na niego całą swoją uwagę.
Wyprostowała
się i odwróciła w jego stronę.
Oczy
jej błysnęły.
-
David, mam dla ciebie tamtą bluzę - powiedziała do niego - nie było okazji,
żebym ci oddała.
Po
czym zerwała się z kanapy i pobiegła wgłąb domu.
-
O co chodzi? - zapytał Jimmy.
-
Pożyczyłem jej swoją bluzę wtedy, jak zostałeś na noc w szpitalu - cicho wyjaśnił
jego kumpel.
Jimmy
znowu poczuł ten dziwny, ciepły ucisk w piersi.
Przypomniał
sobie, jak zastanawiał się, w czym Eva wyszła wtedy ze szpitala.
Zostawiła
mu swoją koszulkę, a było chłodno.
Nie
rozmawiali o tym, bo całkiem o tym zapomniał, kiedy wrócili do domu i zajmowała
się jego zdrowiem.
-
Dzięki, stary - powiedział cicho.
-
Nie ma za co - David odparł równie cicho.
Jimmy
chciał odpowiedzieć, że było za co, ale David nie skończył.
-
Nie mogła wyjść ze szpitala w samym staniku, nawet jak był sportowy - dodał, a
Jimmy poczuł, że jego oczu stają się olbrzymie.
Nie
wiedział, że to było aż tak…
Eva
wróciła ze złożoną starannie bluzą Davida, podała mu ją i wspięła się na
palcach, by pocałować go w policzek.
Jimmy
ze zdumieniem zobaczył coś, czego w życiu nie spodziewałby się po swoim kumplu.
David
był zawstydzony.
-
Dzięki - mruknęła.
-
Tak - odmruknął David.
A
potem…
Kiedy
David zjadł z nimi kolację, na którą zaprosiła go Eva, a na którą podała
łososia z grilla (Kiedy kupiła elektrycznego grilla, Jimmy żartował, że będzie
spędzała czas na próbowaniu nowych
przepisów i nie pomylił się ani trochę).
Kiedy
siedzieli i śmiali się z anegdot opowiadanych przez nich po kolei o różnych
dalszych znajomych (nie o bliskich, bo nie chcieli być złośliwi, zresztą Eva
nie umiała być złośliwa).
Kiedy
Matt długo i obszernie opowiadał im o życiu szkolnym (raczej ciesząc się z
niego, a nie narzekając, co Jimmy zauważył z zadowoleniem).
Właśnie
wtedy Jimmy pomyślał, że Eva jest inna od czasu jego wypadku.
Była
swobodna.
Cieszyła
się wszystkim bez tej dozy niepewności, strachu.
Opuścił
ją smutek i gorycz, którymi karmiły ją wspomnienia.
Jego
żona, dzięki pieprzonemu Chrystusowi, wreszcie postanowiła wykorzystać w pełni jej
drugą szansę.
Tak,
jak on wykorzystywał swoją drugą
szansę na życie, którą ona dała mu prawie rok temu, kiedy nie odtrąciła go i
pokazała mu, że jest jej bohaterem.
A
potem dała mu rodzinę.
*****
David
David
cieszył się jak cholera, że Jimmy to miał.
Jego
kumpel tak długo był sam, że należało mu się.
Wreszcie
miał kogoś, kto codziennie mówił mu jaki był wspaniały i na różne sposoby pokazywał
mu, że go kochał.
A
David wiedział cholernie najlepiej, jaki wspaniały był Jimmy.
Poznali
się w ten sposób, że Jimmy uratował mu życie, wyciągając go krwawiącego spod
przewróconego wybuchem samochodu i opatrując krwotok.
A
potem niosąc go do sanitarki pod ostrzałem.
Niby
niedaleko, ale przecież mógł go zostawić, kazać poczekać i pójść po pomoc, a
wtedy cholera wie, co by było.
Więc,
kiedy Eva mówiła wtedy po wypadku w górach Uratował
mu życie David wiedział, co ma na myśli i myślał tak samo.
Jimmy
był również jego bohaterem.
Ale
podczas tego dnia, spędzonego w tej małej, nowej rodzinie, David poczuł, że
czegoś brakuje jemu.
Nie
miał ochoty wracać do pustego, cichego domu, który odziedziczył po dziadkach, z
którymi mieszkał od czasu śmierci jego rodziców w katastrofie lotniczej, kiedy
miał zaledwie dwa latka.
Więc
się nie spieszył.
Po
kolacji siedzieli na kanapach, pili piwo i rozmawiali, a Matt coś rysował z
zapałem na stoliku do kawy, klęcząc na podłodze.
David
wręcz chłonął tę atmosferę.
Ciepło
i rodzina.
Zadzwonił,
leżący na komodzie, telefon Evy, a ona podeszła do niego z uśmiechem,
pozostałym po jakiejś anegdocie, którą opowiadał, przeprosiła, odebrała i
przeszła do kuchni, by rozmawiać.
Nie
było jej dosłownie kilka sekund.
-
Uspokój się, kochanie - usłyszeli jej głos dochodzący z przejścia, więc
obejrzeli się tam (Jimmy wychylił się przez oparcie kanapy ze zmarszczonymi
brwiami) - Oczywiście, że zaraz tam będę.
Eva
wróciła do salonu z poważną miną i wyłączonym telefonem w dłoni.
David
zobaczył, że Jimmy się spiął.
-
Zmarła mama Maggie - powiedziała Eva, patrząc na Davida - Muszę pojechać i jej
pomóc.
-
Jadę z tobą - powiedział David i wstał, by zabrać swoje klucze i komórkę.
-
Ja… - zaczęła Eva, oglądając się niepewnie na Jimmy’ego.
-
Jedźcie - powiedział zdecydowanie Jimmy, wiedząc więcej niż Eva - Matt zostanie
ze mną i mi pomoże.
Spojrzał
uważnie na Davida, ale na tyle krótko, żeby Eva nie zauważyła.
-
Damy radę, prawda? - rzucił do swojego chłopca.
Matt
wyprostował się od swojego rysowania, nadal klęczał, ale przytaknął z zapałem i
oczy mu błysnęły na Evę.
Był
dumny, że traktują go jak kogoś dorosłego.
Eva
spojrzała między nimi, zacisnęła usta, ale skinęła głową i skierowała się do
swojej torebki.
-
Pojadę swoim samochodem - powiedziała w progu do Davida - Żebyś mógł z nią
zostać, jak będzie potrzeba.
Zebrali
się błyskawicznie i wyszli ustalając szczegóły.
David
myślami był tylko przy Maggie.
Dziekuje
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńDziękuję :) mam nadzieję, że to nie jest jedyna książka Twojego autorstwa :) bardzo mi się podoba Twój styl pisania
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń