wtorek, 18 stycznia 2022

21 - Druga szansa

 

Rozdział 21

Druga szansa

 

Eva

 

 

 

Później tego samego dnia

Przywiozłam mojego męża jego SUV’em do naszego domu.

Wszyscy faceci z jego pracy byli tam i wspierali nas, kiedy wsadziłyśmy z pielęgniarką Jimmy’ego na wózek i zawiozłyśmy go windą na dół na parking.

Podjechałam Highlander’em, w którym, by Jimmy mógł wygodniej usiąść, odsunęłam daleko do tyłu fotel pasażera.

David pomógł Jimmy’emu wsiąść do samochodu, pielęgniarka, po krótkim pożegnaniu, zabrała fotel, a potem pożegnaliśmy się z resztą i chłopaki, którzy nam stale asystowali, poszli jeszcze odwiedzić Josha.

Powiedziałam, że w domu poradzimy sobie we dwójkę.

Poradziliśmy sobie.

Ale…

Kiedy po wyjściu ze szpitala i powrocie do domu, prowadziłam Jimmy’ego do łóżka, o mało nie skończyło się to awanturą.

Zobaczył, że idę z nim do pokoju gościnnego, zaparł się i powiedział, że absolutnie nie będzie spał tam, kiedy ja będę na górze, w naszej sypialni.

Szliśmy przejściem za salon, opierał się prawym ramieniem na moich barkach, a ja niosłam torbę.

Kiedy się zatrzymał w tylnym korytarzu, podeszłam do jego przodu i położyłam mu dłoń na klatce piersiowej

- Słońce - powiedziałam - tam jest podwójne łóżko. Dlaczego miałabym spać bez ciebie?

Opuścił głowę i spojrzał na mnie, a ja lubiłam to, jak zmienił się wyraz jego twarzy. Na rozjaśniony, a wręcz czuły.

Pogłaskałam jego szorstki policzek i pocałowałam go w dół szczęki.

A potem chciałam skierować nas znowu w kierunku, w którym szliśmy.

Objęłam go więc, wciskając się jego pod prawą pachę, otuliwszy jego talię lewym ramieniem, w drugiej ręce niosłam prawie pustą torbę i pociągnęłam go do pokoju gościnnego.

- Nie możesz chodzić po schodach - mówiłam idąc - więc będziemy spać tutaj te kilka tygodni, dopóki ci nie zdejmą usztywnienia. Mógłbyś sobie zrobić krzywdę.

Jimmy na lewym podudziu miał założoną ortezę, obejmującą prawie całą nogę od stopy po udo.

Była lżejsza niż gips i dawała się zdjąć do kąpieli, ale nadal nie chciałam, by Jimmy chodził po schodach i nadwyrężał się, albo, nie daj Boże, spadł i zrobił sobie coś gorszego.

- Będziesz miał bliżej do kuchni, salonu i będziemy mogli spędzać razem więcej czasu - dodałam.

Po dwóch krokach Jimmy zatrzymał mnie gwałtownie w przejściu, szarpnięciem odwrócił do siebie przodem, a potem pochylił się do mnie.

- Jezu, jak ja cię kocham - powiedział niskim, schrypniętym głosem i, zanim zdążyłam zareagować, pocałował mnie mocno i namiętnie w usta.

Wsunęłam lewą rękę na jego szyję tuż po tym, jak upuściłam torbę na podłogę i trzymałam się.

Oddałam mu pocałunek, odsunęłam się lekko i spojrzałam mu w krystalicznie niebieskie, przepiękne oczy.

I wtedy nagle, po wielu, wielu godzinach trzymania się, straciłam opanowanie i wybuchnęłam płaczem.

Oparłam czoło w tym miejscu na jego szyi, które tak kochałam, szlochałam głupio przez kilka minut, podczas gdy on mnie trzymał blisko, blisko siebie, a potem odsunęłam się i skierowałam nas w stronę drzwi do pokoju gościnnego.

- Chodź - powiedziałam, całkiem nieelegancko pociągając nosem - połóżmy cię na łóżku. Musisz odpocząć.

- Eva - wymamrotał Jimmy, otulając mój kark prawą dłonią, by zmusić mnie do spojrzenia na niego - kochanie…

- Nie - powiedziałam silniejszym głosem, oparłam dłoń na jego klatce piersiowej, spojrzałam na niego - możemy porozmawiać, jak się położysz - dokończyłam i bardziej zdecydowanie pociągnęłam go naprzód.

Poddał się i poszliśmy do pokoju gościnnego, który poprzedniego wieczoru naszykowałam tak, by Jimmy mógł się po nim samodzielnie poruszać (chociaż w ograniczonym zakresie).

Uprzątnęłam też przylegającą do niego łazienkę z niepotrzebnych mebli, więc Jimmy mógłby się tam swobodnie przemieszczać, kiedy odzyskałby trochę sprawności w ręce i jego twarz byłaby w lepszym stanie, żeby wszystko widział.

Postanowiłam wstawić tam mały telewizor, byśmy mogli oglądać coś razem, kiedy leżelibyśmy przytuleni, albo ja bym pracowała, a on by odpoczywał, ale nie miałam takiego, więc to był mój zaplanowany pierwszy zakup.

 Kiedy już pomogłam się ułożyć na łóżku mojemu ukochanemu, chciałam pójść do kuchni i przygotować coś do jedzenia (nawet jak było po lunchu, to szpitalne jedzenie mnie nie przekonywało).

Jednak, kiedy byłam już w progu pokoju, Jimmy zawołał mnie do siebie i kazał mi się położyć z obok niego na łóżku.

Nie protestowałam, wykonałam to polecenie z chęcią i radością.

- Wiesz, Aniele - powiedział, wtulając twarz w moje włosy, kiedy leżałam na jego prawym ramieniu, a on obejmował moje plecy - Tęskniłem za tym.

Też za tym tęskniłam, ale minęły niecałe dwa dni, odkąd mieliśmy to ostatni raz, więc zaśmiałam się cicho.

A potem westchnęłam.

- Ja też - przyznałam - Dobrze, że tak szybko mam cię z powrotem.

- Więc powiesz mi co to było, to przed chwilą? - zagadnął cicho Jimmy.

Zastanowiłam się krótką chwilę, bo mnie samą zaskoczył mój wybuch.

- Twoi kumple bardzo mi pomogli - wyjaśniłam w końcu - A potem miałam co robić. Potem dla Matta musiałam być dzielna.

Przerwałam i ponownie się zastanowiłam.

- Myślę, że to było po prostu uwolnienie - zakończyłam.

- Jesteśmy razem - podsumował mój mąż.

- Tak - szepnęłam.

Przycisnął mnie mocniej prawą ręką do swojego boku, odgięłam lekko szyję i wtuliłam czoło w to miejsce na połączeniu jego szyi i szczęki, które tak kochałam.

Poczułam, jak przyciska policzek do moich włosów.

Leżeliśmy tak długą, długą chwilę, aż poczułam, że się rozluźnił, a potem jego ręka przestała mnie przyciskać, a oddech stał się głęboki i równy.

Zasnął.

Leżałam jeszcze kilka minut, rozkoszując się poczuciem szczęścia i starając się nie wspominać tych okropnych godzin, kiedy myślałam, że go stracę całkowicie lub częściowo.

A potem naszła mnie refleksja.

Jestem taką szczęściarą.

Pomyślałam, że dostałam właśnie znak od kogoś z góry, że mam się cieszyć każdą sekundą z moim ukochanym, jaką mi dano, bo mam te sekundy.

Przecież byliśmy razem.

Był czas w moim życiu, kiedy myślałam, że już nigdy nie będę tego miała.

Ale dostałam drugą szansę.

Może nawet lepszą niż pierwszą.

Więc miałam na twarzy szczęśliwy uśmiech, kiedy wstałam delikatnie z łóżka, zostawiając tam mojego śpiącego spokojnie męża, by pojechać po naszego przyszywanego syna, wnuka Jimmy’ego, Matta, którym opiekowali się Alice i Eddie, kiedy byłam w szpitalu i opiekowałam się Jimmy’m.

Pogodnie opowiadałam im o samopoczuciu mojego męża i nie była to pogoda na siłę, ani udawana.

Z radością przekazałam Mattowi trochę szczegółów akcji, w czasie której zdarzył się wypadek i powiedziałam trochę o Marii.

Ciesząc się, że mogłam przy tym pochwalić się bohaterstwem mojego ukochanego.

Byłam uśmiechnięta do końca dnia.

Mój nastrój nie był taki fantastyczny, kiedy dwa dni później Jimmy’ego odwiedził Oli i, wypytując go o samopoczucie, z zadowoleniem oglądając gojące się rany, opowiedział o stanie Josha.

Dzieciak miał bardzo rozległe poparzenia, więc, chociaż wychodził z tego, wymagał dalszych operacji, przeszczepu skóry, rehabilitacji i Bóg wie czego jeszcze.

Ich ubezpieczenie nie obejmowało wszystkiego.

Mogłam coś z tym zrobić, ale nie chciałam być nachalna, narzucająca się i nie chciałam zawstydzać Josha lub Sandry.

Musiałam to przedyskutować z Jimmy’m.

Moglibyśmy sfinansować przeszczep skóry, jej hodowlę na drodze klonowania w laboratorium, co, jak czytałam, było do zrobienia.

Może.

*****

Cztery dni później

Kiedy wróciłam do domu po odwiezieniu Matta do szkoły, dostałam od mojego męża coś jeszcze lepszego niż po prostu obecność i powrót do zdrowia.

Po porannym prysznicu, w którym musiałam pomagać Jimmy’emu, bo zdejmował do niego ortezę, ale nie wolno mu było opierać się na lewej nodze, posadziłam go na małym drewnianym stołku, który wstawiłam do tamtej łazienki, pomogłam mu założyć z powrotem ortezę, ubrać się w spodnie od piżamy i zaprowadziłam go do łóżka.

Ubrałam się w bieliznę, koszulkę i dżinsy, ale nie dokończyłam tego, co nakazały mi robić pielęgniarki.

Nacierałam jego poobijane ramię maścią, kiedy Jimmy zaczął dotykać mojego ciała w bardzo sugestywny sposób.

- Słońce, nie - odsunęłam się od niego delikatnie.

- Nie chcesz mnie? - zapytał Jimmy z niedowierzaniem.

O Boże kochany!

Jasne, że chciałam!

Tak bardzo, że aż na jego słowa, po tych pieszczotach przygryzłam wargę i poczułam skurcz w bardzo miłym, sekretnym miejscu.

- Chcesz tego - zamruczał Jimmy z zadowoleniem przeglądając się moim reakcjom i znowu sięgnął do mojego ciała.

Wsunął mi rękę pod koszulkę.

- Jimmy - odsunęłam się od niego i zeszłam z łóżka - Musisz odpoczywać. Zrobisz sobie krzywdę.

Odłożyłam tubkę z maścią, poszłam do łazienki, by umyć dłonie i wróciłam wycierając ręce o ręcznik.

- Okej - mruknął Jimmy, kiedy wchodziłam do pokoju, a ja poczułam rozczarowanie, że tak łatwo się poddał.

Samo pomaganie mu w myciu, kiedy jego nagie ciało opływała woda z prysznica i w ubieraniu się, było dla mnie słodką torturą.

Sięgnęłam po tubkę z maścią na twarz Jimmy’ego, która leżała zwykle na komodzie i odłożyłam tam ręcznik.

- Pamiętasz, Aniele - zaczął mój podstępny mąż, kiedy szłam w kierunku łóżka - Jak ty byłaś chora, a ja chciałem, żebyś odpoczywała?

Zamarłam.

O Boże kochany!

Jasne, że pamiętałam!

Ze szczegółami.

- Tak, Słońce - powiedziałam nagle schrypnięta.

- Więc może… - patrzył mi prosto w oczy, a ja stałam obok łóżka całkiem skostniała - …teraz ty mi pokażesz?

- Jimmy - wyszeptałam niepewnie, ale nagle czując gorąco między nogami i szum w głowie.

Upuściłam tubkę z maścią tam, gdzie stałam i cofnęłam się, by się oprzeć plecami o ścianę.

Obserwował to.

- Nie powiesz mi, że nigdy tego nie robiłaś - droczył się.

- Ja… - zagryzłam wargę i odwróciłam na chwilę wzrok, bo nagle poczułam wstyd i dokończyłam cichym głosem - …nigdy tego nie robiłam przy kimś.

- Więc będę pierwszy - Jimmy wyglądał na zadowolonego.

Bez mojej woli moje ręce podniosły się do mojego brzucha, bo nagle poczułam nieprzepartą chęć, by mu to pokazać.

Pokazać mu całą siebie, dać mu wszystko.

Zacisnęłam palce kurczowo na koszulce.

- Rozbierz się, kochanie - powiedział Jimmy cichym, ochrypłym głosem, po którym poznałam, że też był podniecony.

Chciał tego.

Ja też chciałam tego.

Jimmy patrzył.

Rozchyliłam wargi i dyszałam.

- Mała… - ponaglił.

Nie wahałam się dłużej.

Dla siebie, ale również dla niego.

Wsunęłam dłonie pod koszulkę, przeciągnęłam palcami po skórze i, zagryzając dolną wargę, patrząc prosto w pociemniałe z pożądania oczy mojego ukochanego, zaczęłam przesuwać brzeg koszulki do góry.

Powoli zdjęłam ją, przesuwając przez jedno ramię, głowę, a potem drugie ramię, aż zsunęłam ją z ręki na podłogę obok mnie.

Wolno rozpięłam suwak spodni, guzik, odwróciłam się do Jimmy’ego tyłem i, zahaczywszy kciukami o pasek, stopniowo zsunęłam spodnie, kręcąc biodrami na boki.

Zostałam w samej bieliźnie.

Odwróciłam się przodem do Jimmy’ego, wygięłam się i rozpięłam stanik.

Przytrzymałam dłońmi miseczki, a potem, oblizując usta zsunęłam je tak, że palce obu dłoni je zastąpiły.

Chwyciłam oba sutki między palce wskazujące a kciuki i przetoczyłam.

Poczułam to między nogami, więc odchyliłam głowę, uderzyłam nią w ścianę za mną i jęknęłam.

Lewą ręką nadal pieściłam pierś, naśladując trochę ruch palców Jimmy’ego, kiedy tam były, a prawą wsunęłam po brzuchu wprost do majtek.

Wycelowałam między wargi, poczułam wilgoć i znowu jęknęłam.

- Zdejmij je - warknął Jimmy.

Przeciągając swoją dłonią po swoich biodrach i dookoła tyłka, szarpnęłam majtki w dół i poleciały na podłogę.

Pogładziłam się po szparce.

Raz i drugi, i jeszcze.

Pieściłam się przez chwilę coraz bardziej ostro, wsuwając tam palec jednej dłoni, czując swoją wilgoć, a drugą ściskając na przemian swoje piersi.

A Jimmy patrzył na mnie!

Patrzyłam wprost w jego oczy i gładziłam się coraz szybciej, czując jego spojrzenie jak fizyczny dotyk.

Wyginałam biodra w jego stronę, jakbym chciała poczuć jego oddech na brzuchu, bo chciałam.

I gładziłam się.

Szybciej i bardziej gwałtownie.

A potem nagle, wcześniej niż bym się spodziewała, doszłam mocno, jęcząc jego imię.

Zamknęłam oczy i wygięłam się.

Uderzyłam głową w ścianę za mną, a potem, jeszcze zanim mi przeszło, usłyszałam, jak Jimmy się poruszał.

Ocknęłam się natychmiast.

Otworzyłam oczy, spojrzałam na niego półprzytomnie i zobaczyłam, że próbuje się odwrócić, by zejść do mnie z łóżka.

- Nie! - krzyknęłam i rzuciłam się do niego.

Nie zdążył się przesunąć na brzeg łóżka, więc moje nagie ciało uderzyło w jego ciało przodem do boku i nie zraniłam jego obitej ręki ani złamanej nogi.

- Eva - jęknął Jimmy - muszę.

Przestraszyłam się, że coś go boli.

- Co, kochanie? - zapytałam ze strachem, podnosząc się na przedramionach.

- Proszę - wystękał z trudem Jimmy - Zdejmij mi spodnie i dotknij mnie.

Och!

O to chodziło.

Rozwiązałam mu spodnie, zsunęłam je trochę i wydobyłam jego cudownego, sztywnego, drgającego członka.

O Boże kochany!

Był taki piękny!

Ujęłam go w rękę, a potem bez namysłu pochyliłam się i go pocałowałam, objęłam wargami i otoczyłam językiem.

Potem go pogłaskałam.

Powtórzyłam to.

I znowu.

Kiedy kolejny raz przyłożyłam do niego usta, Jimmy pchnął prawą dłonią moją głowę, ale się nie dałam odsunąć, jęknął namiętnie jeszcze raz, a potem ostrzegł „Eva!” i odszedł.

Wzięłam wszystko do ust.

Wiem, że to dziwne, ale naprawdę nigdy tego nie robiłam.

A tym razem to było takie naturalne i oczywiste, co mam zrobić, że połknęłam wszystko, zanim się zastanowiłam.

Podniosłam głowę i popatrzyłam w zszokowane oczy Jimmy’ego.

- Eva - wyszeptał.

- Przepraszam - wymamrotałam zawstydzona i zaczęłam wstawać.

Jimmy przytrzymał mnie za lewe ramię prawą ręką, wciągnął na siebie, kiedy się nie opierałam i przysunął moją twarz do swojej.

Objął moją głowę z tyłu lewą ręką, więc zabandażowaną, nawet jak bałam się, że mogło go to boleć.

- Chryste, jak ja cię kocham - powiedział i pocałował mnie!

Początkowo próbowałam się wyrwać (ale nie za mocno, żeby go nie zranić), a potem dałam się porwać temu tańcowi języków, który zawsze mnie porywał i oddałam mu pocałunek.

Leżeliśmy po tym wszystkim przez chwilę obok siebie, kiedy opierałam głowę na jego prawym bicepsie i przyznałam się Jimmy’emu, że tego również nigdy wcześniej nie robiłam.

- Kolejny pierwszy raz - wymruczał bardzo zadowolonym głosem.

Kiedy się uspokoiliśmy, umyłam myjką siebie i jego, a potem wytarłam nas i ubrałam, przeszliśmy do kuchni i zadbałam, żeby mój mąż miał siły do wyzdrowienia i zajmowania się mną.

Po śniadaniu przeszliśmy do salonu.

Dzień wcześniej, wracając po odwiezieniu Matta do szkoły, wstąpiłam do sklepu Soniji i kupiłam dwie pufy podobne do kanap i foteli, żeby Jimmy miał gdzie położyć nogę podczas oglądania telewizji.

Nadszedł czas, by Jimmy je obejrzał, wypróbował i zaaprobował.

Siedzieliśmy na kanapie naprzeciwko wyłączonego telewizora, a ja byłam wtulona w męża, który opierał się wygodnie o poduszki i miękkie oparcie kanapy.

- Powiedz, kochanie… - zaczął Jimmy, gładząc delikatnie moje ramię.

- Co takiego? - mruknęłam nie odrywając głowy od jego piersi.

- Mówiłaś kiedyś, że doprowadzałaś się sama do dojścia - Jimmy nie poruszył się i nadal mówił to tonem swobodnej konwersacji, nawet jak ja się spięłam.

Skinęłam głową.

- Co wtedy sobie wyobrażałaś? - zapytał.

- Hmmm. - zająknęłam się, a potem wzięłam głęboki wdech i postanowiłam dać mu trochę więcej siebie - Ja… kiedy potrzebowałam pomysłu na podnietę, przeglądałam strony. No, wiesz takie strony.

- Tak? - Jimmy zainteresował się bardziej, co było widoczne, bo przycisnął mnie ramieniem i odgiął moją głowę tak, że patrzyłam mu w oczy - …i co?

Uciekłam wzrokiem na jego ramię.

- Wiesz… - mamrotałam i miałam ochotę schować się ze wstydu - to mnie podniecało, więc wyobrażałam sobie różne sceny, różnych ludzi… mężczyzn.

Tak, to było żenujące.

- …ale potem, odkąd go nie ma… i odkąd jestem tutaj… już nie. - dokończyłam szeptem.

- Och - szepnął Jimmy, ale jego oczy błyszczały z rozbawienia.

Zamknęłam oczy, bo ze wstydu mój umysł stał się całkiem pusty.

- Eva - Jimmy mruknął, podniósł mi brodę czubkami palców, a ja otworzyłam oczy i spojrzałam w jego niebieskie kryształy.

- Mów - dodał - to podniecające.

Zobaczyłam w jego oczach błysk uśmiechu i łagodność.

- Hmmm - mruknęłam.

- Nie pieściłaś się odkąd go nie ma? - pytał dalej.

O Boże kochany!

Teraz musiałam mu powiedzieć, albo skłamać.

Ale ja nie lubiłam kłamać.

- Pieściłam - przyznałam tak cicho, że sama ledwo to słyszałam.

- Tak? - podskoczył zaciekawiony i widziałam, że miał ochotę przycisnąć mnie swoim ciałem, więc cieszyłam się, że nie mógł tego zrobić.

- Więc co nie? - zapytał z autentycznym zainteresowaniem.

- Nie wyobrażałam sobie innych mężczyzn, odkąd mieszkam tutaj - przyznałam.

Zmarszczył brwi i zapytał z wahaniem - A co?

- Nie innych mężczyzn - uściśliłam - tylko… ciebie. Twoje dłonie, usta…

- Eva - szepnął z takim głębokim uczuciem w głosie, że spojrzałam na niego uważniej i zobaczyłam skurcz, który przebiegł przez jego twarz i to, jak przymknęła się jego oczy.

To znaczyło dla niego dużo!

Bardzo dużo.

A jednocześnie sprawiało mu ból.

Widziałam to, ale nie wiedziałam dlaczego.

Jeszcze.

Kolejne cztery dni później taka sytuacja się powtórzyła o tyle, że wyszliśmy spod prysznica oboje całkiem nadzy i pomogłam się położyć Jimmy’emu na łóżku, a potem smarowałam mu lewe ramię maścią, klęcząc obok jego prawego uda.

Trzymał dłoń na moim prawym, nagim udzie i nie poruszał się.

Odłożyłam tubkę, poszłam umyć ręce i wracałam całkiem naga przez pokój.

Jimmy leżał wysoko oparty na kilku poduszkach i patrzył.

Podniosłam wzrok na mojego cudownego męża i zobaczyłam gorące spojrzenie, którym mnie obdarzał.

Mówiło więcej niż tysiąc słów o tym, jaka jestem piękna w jego oczach.

To było spojrzenie, od którego, samego niego, stwardniały mi sutki i zrobiło się mokro między nogami.

O Boże kochany!

Uklękłam ponownie na łóżku obok niego i sięgnęłam po drugą tubkę z maścią na bliznowacenie na twarz, a wtedy Jimmy objął dłonią moje biodro.

- Usiądź na moim udzie - powiedział cicho schrypniętym głosem.

Spojrzałam w jego oczy i zobaczyłam, że patrzy na moją płeć.

Przycinałam tam włoski systematycznie, więc, kiedy klęczałam z rozchylonymi kolanami, Jimmy mógł widzieć nieco więcej, bo wargi też się rozchyliły.

Wyprostowałam plecy, podniosłam nogę, okraczyłam jego udo i ostrożnie usiadłam, prawie przy tym dysząc.

Poczułam, jak moje delikatne i wilgotne dotyka jego twardego i szorstkiego uda.

Starałam się go nie naciskać, więc oparłam się pośladkami na piętach i ocierałam się o niego, kiedy przesuwał nogę.

Zagryzłam wargę.

Podniecenie ogarnęło mnie tak szybko, że drżącą ręką z trudem dokończyłam delikatnie nakładać maść na jego rany na lewym policzku i czole.

Jimmy w tym czasie patrzył mi w oczy całkowicie nieruchomo.

Kiedy skończyłam, byłam absolutnie roztrzęsiona.

Po wytarciu rąk o chusteczkę higieniczną, zamarłam.

Wiedziałam, że jego to też podnieciło, bo był twardy i drgający, ale czekałam, niepewna co robić dalej.

Nie chciałam mu zrobić krzywdy.

- Przełóż prawą nogę przez moje lewe biodro - mruknął Jimmy szorstkim głosem.

- Och - westchnęłam, ale powoli i ostrożnie wykonałam polecenie, opierając się palcami obu rąk o jego ramiona, by zachować równowagę.

Kiedy powoli, ostrożnie i delikatnie siadałam, włożył między nas prawą rękę i nakierował czubek na moje wejście.

Zagryzłam wargę.

Zagłębił się, kiedy się obniżałam do niego i, jak zwykle, poczułam go dobrze.

Każdą ścianką.

Jęknęłam i odchyliłam głowę.

Potem wyprostowałam się i starałam się mocniej rozchylić nogi.

Poczułam, jak drżą mi mięśnie.

Objęłam jego szyję dłońmi tak, że palce obu dotykały do granicy jego włosów za uszami, a kciukami gładziłam jego policzki.

Patrzyłam mu w oczy, siedziałam z nim głęboko we mnie i byłam całkiem nieruchoma.

Czułam tylko jego pulsowanie.

- Wiesz - zaczęłam cichym, schrypniętym głosem - Kiedy zobaczyłam cię po raz pierwszy, schodziłeś do samochodu, a ja niosłam zakupy do swojego mieszkania.

- Eva - szepnął Jimmy - ruszaj się.

Zaczęłam kiwać biodrami w przód i w tył, tak delikatnie, że tylko nas głaskałam i nadal mówiłam:

- Pomyślałam, że jesteś Mężczyzną z Moich Snów - wciągnęłam drżący oddech, a Jimmy zamknął oczy.

- Pomyślałam, że jesteś taki przystojny, taki wspaniały, że możesz mieć każdą kobietę - ciągnęłam.

Jimmy otworzył oczy i złapał obiema rękoma moje biodra dużo mocniej i podniósł mnie.

Wbił mi w nie palce i zaczął nimi poruszać w swoim tempie, więc podskakiwałam.

Poczułam to.

- Myślałam, że jestem za… - sapnęłam.

- Ani się waż kończyć - warknął Jimmy.

- Pozwól mi - westchnęłam i poczułam łzy szczypiące mi oczy - Musisz… wiedzieć. To wtedy… zakochałam się w tobie.

- Eva - jęknął Jimmy i przytulił moją twarz do swojej.

Pocałował mnie głęboko, a potem odsunęłam się, by poskakiwać na nim coraz mocniej i szybciej.

Jimmy siedział z nogami wyprostowanymi na łóżku, ja siedziałam na nim, ale to on kontrolował pchnięcia, szarpiąc mną w górę i na dół.

Robił to tak mocno, że nie mogłam się opierać narastającej rozkoszy, aż objęłam go nogami za jego biodrami, skopując na boki poduszki i odchyliłam się plecami na jego kolana, wciąż trzymając się jego szyi, a potem zaczęłam odlatywać.

Wygięłam się i nabijałam się na niego, a potem poruszałam kręgosłupem w rytm jego pchnięć, kwiliłam…

Sapałam…

Jęczałam…

Aż zaczęłam krzyczeć.

Kiedy zaczęłam szczytować to było tak, jakbym na nowo odnalazła świat i siebie. Swoje miejsce na świecie.

Jęczałam „Jimmy”, a moje życie ponownie nabierało kształtu.

Poczułam się uwolniona.

Moje demony odeszły.

Mój strach zniknął.

Wszechświat skoncentrował się w naszym domu, naszej sypialni, tym łóżku.

Jimmy nadal się we mnie wbijał, aż on też warknął, a potem doszedł, jęcząc moje imię i podciągnął mnie do siebie, by zanurzyć twarz w mojej szyi.

Potem siedzieliśmy przez chwilę uspakajając nasze oddechy.

W końcu Jimmy odsunął mnie odrobinę, spojrzał mi w oczy.

Jego cudowne, piękne, krystalicznie niebieskie oczy błyszczały szczęściem.

- Dziękuję, kochanie że dałeś mi drugie życie - powiedziałam i delikatnie pocałowałam go w usta.

- Ja dziękuję, że ty dałaś mi życie - stwierdził Jimmy w natychmiastowej odpowiedzi - przedtem tylko byłem.

- Słońce - szepnęłam i poczułam, że znowu łzy szczypią mi oczy.

- Najbardziej boli mnie świadomość, że mogłem mieć cię wcześniej, gdybym nie był takim tchórzem - dodał, a mnie powietrze uszło z płuc w gwałtownym wydechu.

O Boże kochany.

Nie wiedziałam, co mogłam z tym zrobić.

Nie wiedziałam, jak mu pomóc.

Jeszcze.

*****

Jimmy

Kilka godzin później

Kiedy Eva pojechała tego dnia po Matta do szkoły swoim Audi, Jimmy, leżąc w łóżku, przekręcił się i złapał swój telefon ze stolika nocnego.

Wreszcie był na tyle przytomny i na tyle swobodny w ruchach, by to zrobić.

Dręczyło go to od pięciu dni.

Ale dopiero teraz miał okazję to wykonać, a wiedział, że kumpel miał wolne i mógł mu pomóc.

- Yo, Jimmy - odebrał David.

- Yo, David - Jimmy przywitał się z kumplem.

- Co tam? - David, jak zwykle, od razu przeszedł do sedna.

- Przepraszam, stary, ale mam do ciebie jeszcze jedną prośbę - wyjaśnił Jimmy, nie wyjaśniając.

- Mów do mnie - David się nie zawahał.

Więc Jimmy powiedział.

*****

Godzinę później

Kiedy Eva i Matt wchodzili do domu po powrocie ze szkoły i sklepu, Jimmy siedział na kanapie z nogą na tym zajebistym, wygodnym i dopasowanym pufie, który kupiła dla niego.

Lubił to, że znalazła jego stare kanapy, bo były super wygodne.

Bardziej lubił to, że znalazła równie wygodne fotele, które były do nich dopasowane, a teraz te pufy.

Dla niego.

Dotarł tu oparty o kulę i stwierdził, że nieźle sobie radzi.

Lewe ramię go już nie bolało, siniaki powoli schodziły, tylko została ta cholerna noga do zagojenia.

- Dziadku! - krzyknął Matt wbiegając do salonu - Zobacz, co dla ciebie mam.

Jimmy spojrzał przez oparcie kanapy i zobaczył chłopca wymachującego kartką w jego stronę.

Eva szła za nim pomału, ociągając się, z lekkim uśmiechem na ustach i dziwnym, trudnym do rozszyfrowania, wyrazem twarzy.

Rozpędzony Matt wbiegł do salonu, przypadł do Jimmy’ego i rozłożył mu kartkę na kolanach.

- Hej, młody - przywitał się Jimmy.

- Hej. Zobacz. Narysowałem to na zajęciach w szkole. - mówił Matt z przejęciem.

Jimmy zwrócił spojrzenie na rysunek.

- Tu jest dom, który się pali, a to jesteś ty - wskazał na sylwetkę lecącą po niebie w pelerynie koloru jego stroju strażackiego, z wysuniętą do przodu ręką, niczym Superman, z małym, czarnym zawiniątkiem pod pachą.

Jimmy poczuł zaciśnięcie w klatce piersiowej, zamrugał, rozchylił usta, odwrócił głowę, podniósł wzrok na Evę i zobaczył, że stała oparta o róg ściany w wejściu do salonu, z przechyloną głową, rozczuleniem na twarzy i błyszczącymi oczami.

- Babcia mi kiedyś opowiadała. A teraz w samochodzie powiedziała - kontynuował Matt - że dokładnie tak było. To jest Maria, bo ty jesteś bohaterem.

Opowiedzieli Mattowi o Marii po tym, jak była u nich pani z opieki, by ustalić warunki opieki zastępczej, o którą się starali.

Kurwa, ale to było wspaniałe uczucie wiedzieć, że dla tego małego chłopca jest kimś takim tak, jak czuła to jego cudowna żona.

Potem jego wnuk się zawahał, bo nie wiedział, czemu Jimmy nic nie mówi i ma dziwną minę.

Posmutniał.

- Myślałem, że ci się spodoba… - powiedział niepewnie - Babci się podobało.

- Bardzo mi się podoba - wypchnął Jimmy przez zaciśnięte gardło i sięgnął ręką, by przycisnąć chłopca do siebie.

- Bardzo - mruknął w jego włosy, ścisnął lekko jego kark i puścił go.

Eva weszła głębiej do salonu i wtedy zobaczyła Davida.

- Och - powiedziała - Cześć, David. Przepraszam, nie zauważyłam cię.

- Cześć, wujku Davidzie - rzucił Matt znowu radosnym głosem.

- Babciu… - odwrócił się do Evy, zanim David zdążył zareagować, a Jimmy musiał przyznać, że kumpel trwał zastygły w kompletnym bezruchu z zaskoczenia, co nie zdarzało mu się zbyt często - …mogę to zabrać do swojego pokoju?

- Możesz, kochanie - mruknęła do niego Eva i podeszła do kanapy - Ale może wezmę to dla dziadka do oprawienia na pamiątkę?

Oczy Matta błysnęły ze szczęścia.

- Tak! - krzyknął z radością i pobiegł na górę, do swojego pokoju, zostawiając rysunek na stoliku do kawy.

Eva podeszła, by przywitać się z Jimmy’m pocałunkiem.

Pochyliła się do niego, musnęła jego usta swoimi, a potem odsunęła się i spojrzała mu w oczy.

Potem, nadal się uśmiechając, zaczęła się odwracać.

- David… - zawołała i wyprostowała się - może chcesz…

Zamarła, kiedy obejrzała się w stronę jego kumpla, stojącego z tyłkiem opartym o komodę i skrzyżowanymi nogami.

Zobaczyła róże.

Mrugając gwałtownie, odwróciła się z powrotem do Jimmy’ego.

- Aniele - wymamrotał na widok wyrazu jej twarzy - chodź do mnie.

- Jimmy… - szeptała Eva, przy czym usiadła obok niego kolanami do oparcia kanapy, zwinęła się przodem w jego klatkę piersiową, oparła się czołem o jego szyję i wsunęła dłoń na jego kark.

- Siedem, za te wszystkie dni, kiedy ich nie miałaś - powiedział cicho Jimmy do jej włosów.

Obejmował ją kilka sekund, wąchając jej włosy, wtulając tam usta, a potem zdecydował się zmienić nastrój.

- Tym razem David mi pomógł, ale, żebyś wiedziała, nie zamierzam siedzieć bezczynnie - rzucił.

- Jimmy! - warknęła Eva, podnosząc głowę.

- Mój SUV to automat - wyjaśnił zdecydowanie Jimmy - nie potrzebuję lewej nogi, by nim gdzieś jechać. Mogę odwieźć Matta do szkoły lub go odebrać.

Przygotował się na walkę z nią o to.

- Okej - niespodziewanie powiedziała Eva, a on zamrugał.

Patrzył zdziwiony w jej oczy, a ona się uśmiechnęła.

- Okej? - zapytał zdziwiony.

- No tak, jeśli to dla ciebie takie ważne - odpowiedziała.

Kolejny raz udowodniła, że mógł się po niej spodziewać niezwykłości, że zawsze go zaskoczy.

- Jutro Matta zabiera do szkoły Teresa, mama Noah, z którą się wymieniam, pojutrze mają wycieczkę, więc Matt nie idzie do szkoły, jedzie z Alekiem później na miejsce zbiórki - wyjaśniła swoją łatwą kapitulację - a do środy jeszcze daleko.

Mądralińska.

David wybuchnął śmiechem.

Eva zwróciła na niego całą swoją uwagę.

Wyprostowała się i odwróciła w jego stronę.

Oczy jej błysnęły.

- David, mam dla ciebie tamtą bluzę - powiedziała do niego - nie było okazji, żebym ci oddała.

Po czym zerwała się z kanapy i pobiegła wgłąb domu.

- O co chodzi? - zapytał Jimmy.

- Pożyczyłem jej swoją bluzę wtedy, jak zostałeś na noc w szpitalu - cicho wyjaśnił jego kumpel.

Jimmy znowu poczuł ten dziwny, ciepły ucisk w piersi.

Przypomniał sobie, jak zastanawiał się, w czym Eva wyszła wtedy ze szpitala.

Zostawiła mu swoją koszulkę, a było chłodno.

Nie rozmawiali o tym, bo całkiem o tym zapomniał, kiedy wrócili do domu i zajmowała się jego zdrowiem.

- Dzięki, stary - powiedział cicho.

- Nie ma za co - David odparł równie cicho.

Jimmy chciał odpowiedzieć, że było za co, ale David nie skończył.

- Nie mogła wyjść ze szpitala w samym staniku, nawet jak był sportowy - dodał, a Jimmy poczuł, że jego oczu stają się olbrzymie.

Nie wiedział, że to było aż tak…

Eva wróciła ze złożoną starannie bluzą Davida, podała mu ją i wspięła się na palcach, by pocałować go w policzek.

Jimmy ze zdumieniem zobaczył coś, czego w życiu nie spodziewałby się po swoim kumplu.

David był zawstydzony.

- Dzięki - mruknęła.

- Tak - odmruknął David.

A potem…

Kiedy David zjadł z nimi kolację, na którą zaprosiła go Eva, a na którą podała łososia z grilla (Kiedy kupiła elektrycznego grilla, Jimmy żartował, że będzie spędzała czas na próbowaniu  nowych przepisów i nie pomylił się ani trochę).

Kiedy siedzieli i śmiali się z anegdot opowiadanych przez nich po kolei o różnych dalszych znajomych (nie o bliskich, bo nie chcieli być złośliwi, zresztą Eva nie umiała być złośliwa).

Kiedy Matt długo i obszernie opowiadał im o życiu szkolnym (raczej ciesząc się z niego, a nie narzekając, co Jimmy zauważył z zadowoleniem).

Właśnie wtedy Jimmy pomyślał, że Eva jest inna od czasu jego wypadku.

Była swobodna.

Cieszyła się wszystkim bez tej dozy niepewności, strachu.

Opuścił ją smutek i gorycz, którymi karmiły ją wspomnienia.

Jego żona, dzięki pieprzonemu Chrystusowi, wreszcie postanowiła wykorzystać w pełni jej drugą szansę.

Tak, jak on wykorzystywał swoją drugą szansę na życie, którą ona dała mu prawie rok temu, kiedy nie odtrąciła go i pokazała mu, że jest jej bohaterem.

A potem dała mu rodzinę.

*****

David

David cieszył się jak cholera, że Jimmy to miał.

Jego kumpel tak długo był sam, że należało mu się.

Wreszcie miał kogoś, kto codziennie mówił mu jaki był wspaniały i na różne sposoby pokazywał mu, że go kochał.

A David wiedział cholernie najlepiej, jaki wspaniały był Jimmy.

Poznali się w ten sposób, że Jimmy uratował mu życie, wyciągając go krwawiącego spod przewróconego wybuchem samochodu i opatrując krwotok.

A potem niosąc go do sanitarki pod ostrzałem.

Niby niedaleko, ale przecież mógł go zostawić, kazać poczekać i pójść po pomoc, a wtedy cholera wie, co by było.

Więc, kiedy Eva mówiła wtedy po wypadku w górach Uratował mu życie David wiedział, co ma na myśli i myślał tak samo.

Jimmy był również jego bohaterem.

Ale podczas tego dnia, spędzonego w tej małej, nowej rodzinie, David poczuł, że czegoś brakuje jemu.

Nie miał ochoty wracać do pustego, cichego domu, który odziedziczył po dziadkach, z którymi mieszkał od czasu śmierci jego rodziców w katastrofie lotniczej, kiedy miał zaledwie dwa latka.

Więc się nie spieszył.

Po kolacji siedzieli na kanapach, pili piwo i rozmawiali, a Matt coś rysował z zapałem na stoliku do kawy, klęcząc na podłodze.

David wręcz chłonął tę atmosferę.

Ciepło i rodzina.

Zadzwonił, leżący na komodzie, telefon Evy, a ona podeszła do niego z uśmiechem, pozostałym po jakiejś anegdocie, którą opowiadał, przeprosiła, odebrała i przeszła do kuchni, by rozmawiać.

Nie było jej dosłownie kilka sekund.

- Uspokój się, kochanie - usłyszeli jej głos dochodzący z przejścia, więc obejrzeli się tam (Jimmy wychylił się przez oparcie kanapy ze zmarszczonymi brwiami) - Oczywiście, że zaraz tam będę.

Eva wróciła do salonu z poważną miną i wyłączonym telefonem w dłoni.

David zobaczył, że Jimmy się spiął.

- Zmarła mama Maggie - powiedziała Eva, patrząc na Davida - Muszę pojechać i jej pomóc.

- Jadę z tobą - powiedział David i wstał, by zabrać swoje klucze i komórkę.

- Ja… - zaczęła Eva, oglądając się niepewnie na Jimmy’ego.

- Jedźcie - powiedział zdecydowanie Jimmy, wiedząc więcej niż Eva - Matt zostanie ze mną i mi pomoże.

Spojrzał uważnie na Davida, ale na tyle krótko, żeby Eva nie zauważyła.

- Damy radę, prawda? - rzucił do swojego chłopca.

Matt wyprostował się od swojego rysowania, nadal klęczał, ale przytaknął z zapałem i oczy mu błysnęły na Evę.

Był dumny, że traktują go jak kogoś dorosłego.

Eva spojrzała między nimi, zacisnęła usta, ale skinęła głową i skierowała się do swojej torebki.

- Pojadę swoim samochodem - powiedziała w progu do Davida - Żebyś mógł z nią zostać, jak będzie potrzeba.

Zebrali się błyskawicznie i wyszli ustalając szczegóły.

David myślami był tylko przy Maggie.


 


4 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję :) mam nadzieję, że to nie jest jedyna książka Twojego autorstwa :) bardzo mi się podoba Twój styl pisania

    OdpowiedzUsuń