Rozdział
19
Godzić się z tobą
Eva
Dwa miesiące później
Nadchodziły
Święta Bożego Narodzenia.
Był
to nerwowy czas dla wszystkich, chociaż dla wielu ulubiony (przynajmniej kiedyś
dla mnie).
W
nowej szkole od samego początku Matt został włączony do drużyny juniorów
soccer’a, czyli „kopanej” piłki nożnej, która w Utah była dosyć popularna
(chociaż głównie uznawana za sport dla kobiet).
Okazało
się, że jest w tym kierunku uzdolniony, więc od razu został włączony do
głównego składu.
Był
z tego powodu bardzo szczęśliwy i bardzo go dopingowałam.
Był
to chyba jedyny sport zespołowy, którego zasady trochę rozumiałam, chociaż nie
pasjonowałam się nim.
Michał
namiętnie kopał piłkę, jak był nastolatkiem, a potem przez długi czas, jak był
na studiach, zdarzały się dni, kiedy przychodzili do niego koledzy i oglądali
mecz na dużym ekranie w naszym salonie, zajadając przy tym pizzę, chipsy lub
popcorn.
Nie
wtrącałam się, ale przynajmniej spróbowałam
zrozumieć, jaka jest różnica między „karnym” a „wolnym”, a przede wszystkim
dlaczego czasami mecz trwa 90 minut, a czasem ciągnie się ponad dwie godziny.
Miałam
wrażenie, że to Michał jako pierwszy pokazał Mattowi i Bert’owi jakie cuda
można robić podczas „zwykłego” kopania piłki (i to okrągłej).
Sądziłam
tak, bo w czasie naszych odwiedzin u nich widziałam jak „bawił się” piłką,
kopiąc ją sobie nad głową na różne sposoby, kiedy dwóch młodocianych patrzyło w
niego jak w obraz.
Jeździliśmy
więc z Jimmy’m na zmianę, by zawozić Matta na treningi i ciągle kupowałam nowe „korki”,
koszulki, spodenki, rękawice i ochraniacze, ale nie przeszkadzało mi to.
Cieszyłam
się, że miał taką pasję.
Od
dwóch miesięcy mieszkaliśmy w nowym apartamencie, a w naszym dawnym teraz
mieszkali Josh i Sandra, jego dziewczyna, bardzo sympatyczna, cicha, drobna i
śliczna Afroamerykanka.
Matt
miał swój nowy pokój z łóżkiem, biurkiem i wgłębioną szafą z zabawkami i
ubraniami (podczas przenoszenia jego rzeczy od jego mamy okazało się, że
wszystko mieści się w jednej walizce,
ale do czasu przeniesienia do nowego apartamentu dokupiliśmy dużo więcej).
Po
urządzeniu go i wciągnięciu Matta do drużyny, znalazłam w Internecie naklejki
na ściany, które przedstawiały piłkarza, więc wspólnie wybraliśmy jedną i teraz
miał taką na całej ścianie przy łóżku.
Kupiłam
mu również mnóstwo pościeli z tym motywem i był wniebowzięty.
Przenieśliśmy
z Jimmy’m nasze (jego) wielkie łóżko z super materacem do naszej nowej,
większej sypialni.
Mogło
tam stać na środku, a po bokach postawiłam dwie dopasowane szafki nocne z
szufladami.
Lubiłam
to, że okna naszej sypialni wychodziły na parking, więc mogłam - jak zwykle,
jak zawsze - siedzieć w oknie, kiedy Jimmy jechał do pracy i kiedy z niej
wracał, by żegnać go i witać dłonią przyciśniętą do szyby, patrzeć na jego
szczęśliwy uśmiech, a potem być w progu, kiedy wchodził do domu.
Ale
nie urządziłam tam swojego miejsca do pracy.
Pracowałam
nad moimi tłumaczeniami w bawialni/salonie, gdzie mogłam być jednocześnie z
moją nową rodziną.
Do
bawialni, której ściany pomalowałam na ciepły żółty kolor, wstawiłam brązowe,
skórzane kanapy, które kiedyś były w mieszkaniu Jimmy’ego.
To
była moja niespodzianka dla niego, aby miał coś swojego w nowym domu.
Kiedy
się do mnie wprowadzał, wstawił swoje skąpe meble do komisu.
Odnalazłam
je i odkupiłam.
Znalazłam
do tego (z pomocą Soniji) trzy pasujące do nich, miękkie, skórzane, brązowe
fotele, jeden pomarańczowy i jeden brązowy pled na chłodniejsze wieczory i
kilka (około dziesięciu) miękkich, pomarańczowych poduszek.
Między
nie wstawiłam kilka małych, okrągłych stolików kawowych, więc było gdzie stawiać
piwa, pizzę czy chipsy.
A
naprzeciwko tego, wzdłuż jednej ściany, postawiłam na niskim stoliku jego
ogromny telewizor, a przy nim stała niska komoda, na której rozłożyłam moje
muszle.
Po
bokach telewizora stały, dokupione przeze mnie, głośniki kina domowego, więc
efekt był oszałamiający.
Nad
komodą powiesiłam grafiki z moich podróży po Europie.
Jimmy
miał teraz miejsce na posiedzenia z kumplami podczas wspólnych spotkań i oglądania
meczów.
Ja
miałam gdzie posiedzieć z kobietami (i Alekiem i Samem), które chętnie
schodziły się do nas na plotki.
Ale
my na stolikach stawiałyśmy kawę, talerzyki z ciastem, kieliszki wina lub piwo.
A
razem, rodzinnie, oglądaliśmy czasem filmy - zwłaszcza familijne z Mattem.
Ale
nie jadaliśmy posiłków przed telewizorem.
Mieliśmy
duży stół w jadalni (chociaż marzyłam o większym, by zapraszać przyjaciół w
gości na nasze uroczystości), więc mogliśmy podczas jedzenia siedzieć przy nim
i rozmawiać bez rozpraszania się telewizją.
W
pomieszczeniu gospodarczym było dużo miejsca, więc nie tylko robiłam tam
pranie, ale również trzymaliśmy tam rowery.
Kupiliśmy
jeden dla Matta.
Jazdy
na rowerze nauczyła go babcia dawno temu i to ona kupiła mu pierwszy rower, a
potem kolejny.
Ten,
na którym jeździł.
Powiedział
nam, że rower był dla niego za mały, ale mama nie miała czasu, by pojechać z
nim do sklepu i wybrać nowy.
Podejrzewaliśmy
z Jimmy’m, który miał bardzo, bardzo nieszczęśliwą (i złą) minę, kiedy o tym
rozmawialiśmy, że również nie chciała wydawać pieniędzy na swojego syna.
Jej
oczkiem w głowie była Rosie, a i dla niej nie potrafiła znaleźć wystarczająco
dużo czasu, by mała była pod wystarczającą opieką.
Tyle
tylko, że Rosie miała dziadków, którzy czasem się nią zajmowali.
Kiedy
kupiliśmy rower dla Matta, zaczęliśmy jeździć na wycieczki po okolicy we
trójkę.
Dla
mnie to było dobre, bo mogłam na nowo słuchać i patrzeć jak Jimmy opowiada
historie o okolicy i pokazuje ciekawe miejsca, zapalając się przy tym z pasją,
którą kochałam.
Nasz
pokój był oddalony od pokoju Matta, co było dobre, bo mieliśmy nadal
nieskrępowany seks.
Mieliśmy
więcej wolności w tym kierunku, kiedy Matt był w szkole a Jimmy miał dzień
między dyżurami.
Więc
któregoś dnia Jimmy pokazał mi, jak można kreatywnie wykorzystać poprzeczki w
naszym łóżku.
Przydały
się nam do tego długie, miękkie paski od moich jedwabnych szlafroczków.
Podobało
mi się to jako odmiana w naszych zabawach, ale bardzo lubiłam dotyk gorącej,
gładkiej skóry Jimmy’ego na moich dłoniach, kiedy był na mnie lub we mnie, więc
nie namawiałam go do takich gier zbyt często (ale godziłam się na nie, jeśli
miał na to ochotę i nie robiłam tego niechętnie).
Lubiłam
każdy rodzaj seksu, jaki dawał mi mój mąż.
Pod
koniec października spadł pierwszy śnieg.
Było
biało, czysto i cicho, a ja zawsze bardzo lubiłam ten nastrój, ten spokój,
który to powodowało.
Tego
dnia Jimmy był w domu między dyżurami i to on odwiózł Matta do szkoły po tym,
jak zjedliśmy we trójkę płatki owsiane ze świeżymi i suszonymi owocami (ja
jadłam granolę z jogurtem) na wspólne śniadanie.
Rozmawialiśmy
o jeździe na nartach i planowaliśmy wyjazd w góry, przed którym powinniśmy
kupić narty.
Matt
powiedział wtedy, że nie umie jeździć na nartach.
Wydawało
mi się, że to nie było możliwe, bo w Salt Lake City chyba wszyscy powinni jeździć na desce lub nartach.
Kiedy
pojechali, posprzątałam w kuchni po śniadaniu i przebrałam się w granatowe
dżinsy i miękki, opinający mi biodra szerokim ściągaczem, groszkowo zielony sweterek
z luźnym, szerokim golfem.
Wybierałam
się do sklepu spożywczego i chodziłam po domu zamyślona, z opuszczoną głową,
notując na kartce ostatnie ewentualne zakupy.
Byłam
już ubrana do wyjścia, czyli w zapinaną na suwak i z paskiem kurtkę khaki za
biodra na futrzanym ocieplaczu, z kapturem, dzianinową, kremową czapkę i brązowe
botki na obcasiku, gotowa do wyjazdu, kiedy Jimmy wrócił, otrzepał buty ze
śniegu, zdjął je w przedpokoju i wszedł do salonu, w którym sprawdzałam torebkę.
Podeszłam
do niego z pocałunkiem, a potem poszłam do stolika, by odłożyć długopis.
-
Dokąd się wybierasz? - zapytał, jakby to było coś dziwnego, że jadę do sklepu.
Podniosłam
głowę i spojrzałam na niego, bo nigdy nie kwestionował konieczności mojego
wyjścia z domu.
Stał
tam ze zmarszczonym brwiami i patrzył na mnie z dłońmi opartymi o biodra i
rozstawionym szeroko nogami.
-
Jadę do skle… - zaczęłam zdziwiona.
-
Nigdzie nie pojedziesz - warknął, przerywając mi w pół słowa bardzo
niegrzecznie i niezrozumiale.
Odwrócił
się, ściągnął szybko kurtkę i rzucił ją byle jak na fotel (co mnie zawsze
trochę wkurzało).
-
Muszę zrobić zakupy - powiedziałam i zmarszczyłam brwi.
Odwrócił
się z powrotem przodem do mnie.
-
Nigdzie nie pojedziesz tą swoją zabawką - jego głos był teraz grzmotem i miałam
wrażenie, że zaraz zobaczę pioruny.
Zabawką?
Poczułam,
jak podnosi mi się ciśnienie.
-
Jimmy… - zaczęłam, ale znowu mi przerwał.
-
To nie jest dobry samochód - zagrzmiał stanowczo i skończył.
Zaczął
się odwracać, a ja odłożyłam torebkę.
Jimmy
wyszedł z salonu.
A
ja pomyślałam co do diabła!
Sama
wybrałam ten samochód, opierając się na opiniach innych ludzi w Internecie, jeździłam
nim często od miesięcy i dobrze się sprawdzał w warunkach miejskich, a nawet na
dłuższych trasach.
Miałam
prawo jazdy od dwudziestu sześciu lat i cały czas prowadziłam różne samochody w
różnych warunkach drogowych, również zimą.
Nie
miałam ani jednego wypadku (no, dobra, może miałam
drobne stłuczki, ale to się nie liczyło).
-
Jadę. Do widzenia! - powiedziałam głośno i zdecydowanie, biorąc z powrotem moją
torebkę i odwróciłam się do drzwi.
-
O, nie, nie jedziesz! - usłyszałam głos Jimmy’ego gdzieś z kuchni, a potem
nagle znalazł się przede mną.
Zamrugałam
gwałtownie z zaskoczenia.
-
Jimmy! - warknęłam.
-
Nigdzie nie pojedziesz tym czymś! -
krzyknął pochylając się w moją stronę i wyrzucając ramię w stronę drzwi.
-
Czymś? - syknęłam ze złością i
również pochyliłam się w jego stronę, a obie ręce zaciśnięte w pięści oparłam
na biodrach.
-
To jest mój samochód, sama go wybrałam, jestem dobrym kierowcą i mogę jechać - warknęłam wściekle.
Wyprostowałam
się, miałam zamiar wyminąć go i wyjść, kiedy schwycił mnie za ramiona,
przycisnął do siebie i pocałował.
Dopiero
wtedy dotarło do mnie, że jego oczy się zmieniły w czasie mojej ostatniej
wypowiedzi.
Stały
się błyszczące, otworzył je szeroko i cała twarz wyrażała… zachwyt?
O
Boże kochany!
Owinęłam
rękoma jego ramiona i poczułam półświadomie, że moja torebka ląduje gdzieś na
podłodze.
Dłonie
Jimmy’ego odnalazły pasek mojej kurtki, szarpnęły go i rozwiązały, a potem
rozpinały suwak.
Cały
czas zgniatał moje usta swoimi, a ja rozchyliłam wargi, więc mógł wsunąć język
do środka i to zrobił.
Złapałam
za kołnierz jego flanelowej koszuli, a potem zjechałam rękoma na jej guziki,
ale nie miałam szansy nic zrobić.
Jimmy
rozpiął moją kurtkę do końca i szarpnął ja w dół, więc opuściłam ręce, by mogła
się zsunąć na podłogę.
Zdjęłam
czapkę i również ją tam rzuciłam, czując jednocześnie, że Jimmy podnosi mój
sweter od pasa w górę.
Uniosłam
ręce nad głowę, a on zdjął mój sweter razem z podkoszulką, którą miałam pod
spodem.
-
Zdejmij buty i spodnie - warknął, a ja natychmiast wykonałam ten rozkaz,
podskakując i kopiąc nogami.
W
tym czasie on zdjął swoje spodnie i skarpetki, na co patrzyłam szeroko
otwartymi oczami.
Złapał
mnie za ramiona i pchnął w stronę kanapy, a ja szłam tyłem, patrząc
półprzytomnie w jego oczy i dysząc ciężko.
Byłam
w samej bieliźnie, a on nadal miał na sobie bokserki, koszulę i t-shirt.
Ale
nie myślałam o robieniu czegokolwiek, bo zafascynował mnie wygląd jego oczu i
wyraz jego twarzy.
Oczy
miał tak ciemne, prawie granatowe, a twarz miał jak burza, ale nie ze złości.
Wiedziałam to.
Dyszałam
z otwartymi ustami, a między nogami czułam istną powódź.
Uderzyłam
łydkami w kanapę, a potem usiadłam na niej, więc miałam przed oczami jego
bokserki i zobaczyłam jaki jest twardy.
-
Zdejmij majtki i połóż się - rozkazał, szorstkim, warczącym głosem, od którego
prawie zajęczałam i opadłam plecami na kanapę.
-
Rozłóż się dla mnie - dodał.
Zrobiłam
to błyskawicznie, nie wahając się nawet na sekundę i zaraz po tym na wpół leżałam
z rozchylonymi nogami, patrząc, jak stoi nade mną i ogląda.
Oddychał
ciężko, zsuwał powoli bokserki, a potem go zobaczyłam i wciągnęłam gwałtownie
powietrze do płuc.
Był
taki piękny.
Schylił
się, ujął mnie pod kolanami i uklęknął na kanapie.
Zajęczałam.
Spojrzał
mi prosto w oczy i przysunął się bliżej.
-
Patrz na mnie, jak cię biorę - rozkazał tym samym szorstkim głosem.
Gorące.
Prawie
dochodziłam.
Patrzyłam
na jego pięknego, twardego, drgającego z podniecenia penisa i czułam pulsowanie
mojej cipki.
-
Kochanie - zajęczałam, błagając tym samym, by się pospieszył.
Ujął
go w dłoń i nakierował na moje wejście.
Wspaniałe.
Patrzyłam
na to i czułam, jak się wsuwa, jak zwykle czując to mocno, na całej długości,
wszystkimi ściankami.
Jęknęłam
ponownie głuchym głosem i nie miałam kontroli nad swoją głową, więc odchyliła
się na poduszkę, która leżała za mną.
Zamknęłam
przy tym oczy i przesunęłam ręce wokół jego pleców, a potem zacisnęłam je.
Kiedy
był cały we mnie zatrzymał się na chwilę, a wtedy otoczyłam jego biodra nogami.
I
zaczął pompować.
Nie
głaszcząc i nie czekając ani chwili dłużej.
Szybko.
Mocno.
Pieprzył
mnie gwałtownie, jakby brał tylko swoją przyjemność, jakby mnie zawłaszczał,
jakby świat potem miał się skończyć.
A
ja czułam.
O
Boże kochany, jak ja czułam!
Głęboko,
mocno, całą sobą.
Rozpadałam
się i łączyłam w całość, przed oczami tańczyły mi gwiazdy, a wszystkie były
niebieskie.
A
potem doszłam.
Mocno,
niebywale, bajecznie, niepohamowanie, dziko jęcząc jego imię z podziękowaniem i
zachwytem.
I
dochodziłam długo.
Kiedy
jeszcze byłam w objęciach ekstazy, na samym szczycie, z którego nie mogłam
zejść, Jimmy też doszedł i poczułam to, jak walił we mnie przez chwilę gubiąc
rytm, niekontrolowanie, a potem zajęczał moje imię w moją szyję i spuścił się
we mnie.
Leżał
potem przez długie chwile na mnie, ale opierając się przedramionami o kanapę,
więc nie czułam jego ciężaru.
Ja
wciąż owijałam go nogami i rękoma.
Nasze
oddechy się uspokajały.
-
Słońce… - szepnęłam i pogłaskałam jego włosy na karku.
-
Nie możesz jechać Priusem, bo jest ślisko, a on ma zbyt słabe opony i nie ma
napędu na cztery koła - mruknął w moją szyję.
-
Myślę, że zrozumiałam - odmruknęłam.
-
Musimy ci kupić inny samochód - powiedział i podniósł głowę.
-
Okej - powiedziałam i zaczęłam opuszczać nogi.
Położył
nas wzdłuż kanapy tak, że leżałam częściowo na nim, wtulona w jego klatkę
piersiową.
Sięgnął
koc, który leżał na oparciu i przykrył nas oboje.
-
Mogę cię zawieść do sklepu albo weź Highlandera.
Podobały
mi się oba pomysły, ale nawet bardziej wolałabym spędzić więcej czasu z Jimmy’m.
-
Jeśli masz czas, to możesz mnie zawieźć - zgodziłam się.
Nic
nie odpowiedział, ale poczułam, że się schylił do mnie i poczułam jego usta na
skroni, kiedy uniósł ramieniem moją głowę.
-
Mogę się zawsze tak z tobą kłócić - powiedział i usłyszałam uśmiech w jego
głosie.
Też
się uśmiechnęłam.
-
Tak, ja też, a zwłaszcza godzić się z tobą w ten sposób - odparłam.
W
ten sposób odkryłam, jak fajny może być seks na pogodzenie, ale nie kłóciłabym
się z Jimmy’m specjalnie, żeby go mieć.
Nawet
jeśli godzenie się było takie przyjemne.
Wcale
nie czułam się dobrze, kiedy się z nim kłóciłam.
Ale
okazje do sprzeczek nadeszły same.
*****
Dwa tygodnie później
Boże
kochany, jak ja dawno nie widziałam takich ilości śniegu!
Było
pięknie, uwielbiałam odśnieżanie, jeździliśmy na nartach i sankach.
A
wraz z listopadem nadszedł czas na planowanie świąt.
Dwóch.
Skoro
miałam rodzinę, by obchodzić rodzinne święta, więc, kiedy nadszedł listopad,
zaczęłam planować Thanksgiving.
Nigdy
nie obchodziłam tego święta, nie piekłam tradycyjnych ciast, ani indyka, nie
umiałam robić tłuczonych ziemniaków, więc byłam mocno zestresowana, chociaż
bardzo chciałam to zrobić.
Miała
mnie w tym wyręczyć Dorota.
Ponieważ
wiedziała, że zechcę zrobić u siebie Boże Narodzenie, więc zaprosiła nas wszystkich
do nich, do San Jose, na Thanksgiving.
Obiecałam
jej, oczywiście, pomóc przy niektórych daniach.
Zostało
mi udekorowanie naszego domu i pobyt u nich, by posiedzieć w kręgu naszej,
powiększającej się, rodziny.
Dekorowanie
na Dzień Dziękczynienia, to było coś, co robiłam w Polsce, chociaż w bardzo
ograniczonym zakresie.
Lubiłam
wycinanie dyń, ale wolałam je kroić, by mieć do wykorzystania miąższ w postaci kostek
do zapiekania, a nie rozdrobniony podczas wybierania łyżką.
Kupiłam
więc na moim ulubionym, zadaszonym targowisku trzy duże dynie i kilka małych,
ozdobnych, a także cukinię, patisona i kilka wiecznie zielonych gałązek ostrokrzewu
z pomarańczowymi jagodami.
Przyszedł
czas na wykonanie ozdób.
Jimmy
jeszcze spał po dyżurze, kiedy przebrałam się w jego koszulę flanelową, dżinsy
i grube skarpety, jak często lubiłam chodzić po domu w chłodniejsze dni i
zaszyłam się w kuchni.
Jedną
ładną, dużą dynię wtargałam na blat, wzięłam mój nóż szefa kuchni i wbiłam go w
nią.
-
W tej chwili odłóż to cholerstwo! - usłyszałam
za plecami grzmiący ze złości głos Jimmy’ego.
Odwróciłam się zaskoczona.
Zobaczyłam,
że stoi na progu kuchni, ubrany w czarne spodnie dresowe, biały t-shirt i szarą
bluzę z kapturem, która była zapięta na suwak, z wściekłym grymasem na twarzy.
-
Dlaczego? - zapytałam.
-
Bo ja tak mówię - brzmiała jego dziwna odpowiedź, podkreślona jego dłońmi
opartymi na jego biodrach.
Najpierw
odłożyłam nóż i odsunęłam się, wycierając dłonie w papierowy ręcznik, który
miałam naszykowany obok.
Zmarszczyłam
brwi, bo nie wiedziałam o co mu chodzi.
A
potem pomyślałam chwilę i wściekłam się.
Byłam
w swojej kuchni, w której często
kroiłam coś tym nożem i zwykle był zadowolony z efektów.
A
poza tym co do cholery? - jak on może
mówić do mnie jak do małego dziecka, które nie wie co robi.
-
Nie - warknęłam i odwróciłam się do dyni.
-
Nie! - ryknął wściekle i jednym susem
znalazł się przy mnie.
Odwróciłam
się do niego z powrotem, oparłam ręce zaciśnięte w pięści o biodra coraz
bardziej na niego zła.
-
Co ty sobie myślisz! - warknęłam.
-
Nie będziesz bawiła się tym pierdolonym
nożem! - zahuczał jeszcze niższym głosem i również pochylił się w moją
stronę.
Oczy
zaszły mi mgłą, a w uszach zaczęło mi szumieć, bo osiągnęłam taki poziom
złości, jak jeszcze nigdy w życiu.
O,
nie.
Bawiła się?
Aż
mnie zakało ze złości.
-
W tej chwili wyjdź z mojej kuchni! - zażądałam.
-
Jak dotkniesz tego, to, do kurwy nędzy,
obiecuję, że cisnę tą dynię za drzwi - zagroził śmiertelnie poważnie.
O
nie, nie zrobi tego.
-
Jak ją dotkniesz to…. - zawahałam się, bo nie wiedziałam co mogłabym zrobić,
żeby go dotknęło.
-
… to nie dostaniesz kolacji - dokończyłam piskliwym głosem.
Nagle
się rozluźnił, a usta mu zadrgały, więc wiedziałam, że moja groźba go
rozbawiła.
Zresztą
sama musiałam przyznać, że nigdy w życiu nie pozwoliłabym mu ominąć ten posiłek
lub zjeść byle co.
Więc
była to groźba bez pokrycia.
Zdenerwowało
mnie to jeszcze bardziej, co sądziłam, że nigdy mogłoby być możliwe.
-
A jak zaraz nie wyjdziesz z mojej kuchni, to… - znowu się zawahałam na sekundę
i postanowiłam wykorzystać to, o czym słyszałam kiedyś, że jest skuteczne na
mężczyzn - …to nie będzie seksu przez tydzień.
No
i miałam. Na to stwierdzenie wybuchnął śmiechem tak mocnym, że oparł się ręką o
blat obok mnie.
-
Nie śmiej się ze mnie! - wrzasnęłam i
machnęłam ręką w jego stronę.
Nagle
obie moje ręce były uwięzione w jego dłoniach i skrzyżowane za moimi plecami.
Cofnęłam
brodę, opuściłam głowę i zamrugałam z zaskoczenia.
-
Zobaczmy - mruknął Jimmy i zaczął przesuwać głowę w moją stronę.
Odwróciłam
twarz.
Schwycił
oba moje nadgarstki w lewą rękę, a prawą przesunął na mój kark, po czym
schwycił moje włosy w garść, skierował moją głowę do góry i schylił się
ponownie, by przycisnąć swoje usta do moich.
Przyznaję,
że się broniłam.
Jakieś
dwie, może trzy sekundy.
Ale
to było takie miłe.
Więc
potem moje wargi się rozchyliły i pozwoliłam mu wsunąć język do moich ust, a
jeszcze później ja sama wsunęłam mu język do ust.
Odsunął
się odrobinę, spojrzał w moje oczy z zadowoleniem i triumfem, a potem odrobinę
rozluźnił zacisk na moich nadgarstkach.
I
wtedy przypomniałam sobie, że byłam na niego zła.
Zesztywniałam.
Spróbowałam
gwałtownie wyrwać ręce z jego dłoni, zaczęłam się odsuwać i zmarszczyłam
ponownie brwi.
Za
wcześnie.
Zacisnął
palce na moich nadgarstkach jeszcze mocniej, przesunął prawą rękę na przód jego
koszuli, którą miałam na sobie i warknął.
Ojej.
-
Nie, nie pójdziesz - powiedział potem takim ochrypłym i grzmiącym głosem, że
zadrżałam, ale nie ze strachu, tylko z podniecenia.
Przestraszyłam
się, że przegram i postanowiłam walczyć.
Chociaż
trochę.
Zaczęłam
się wić i wyrywać, piszcząc ze złości, ale to tylko spowodowało z jego strony
silniejszy uścisk i bardziej zdecydowane przesuwanie dłoni po guzikach koszuli.
O
Boże kochany!
Zaczęłam
być mokra i gorąca między nogami.
Jimmy,
patrząc mi cały czas w oczy rozpiął (zaskakująco sprawnie i szybko) wszystkie
guziki jego/mojej koszuli i zaczął ją zsuwać z mojego lewego ramienia.
Szarpnęłam
się jeszcze raz, teraz bardziej desperacko, a on przełożył prawą rękę za moje
plecy, by trzymać moje nadgarstki w obu dłoniach.
-
Przestań się szarpać, bo zrobisz sobie krzywdę - szepnął.
Zamarłam
i spojrzałam na jego usta, które akurat znajdowały się przy moim policzku.
O
Boże kochany!
Jak
ja chciałam pocałować te usta!
Ale
nie mogłam tak się poddać bez walki, więc zakręciłam ramionami i biodrami
jeszcze raz.
Złapał
moje nadgarstki prawą dłonią, a lewą rękę przesunął do przodu, by zdjąć koszulę
z mojego prawego ramienia i oba boki koszuli przesunąć na nadgarstki.
Po
czym skrępował je moją/jego koszulą!
Miałam
na sobie jeszcze podkoszulkę bez rękawków, ale nie miałam stanika, więc, kiedy
przeciągnął po moim przodzie swoją bluzą, poczułam jak twardnieją mi sutki.
-
Tak lepiej - mruknął Jimmy i poczułam, że zaciska koszulę na moich
nadgarstkach.
Potem
sięgnął między nas i wyciągnął mi koszulkę ze spodni.
Przez
ten cały czas byłam kompletnie nieruchomo i cicho.
Kiedy
jednak podniósł mi koszulkę nad piersi, ocknęłam się.
-
Jimmy, puść, chcę to dokończyć - jęknęłam bez gracji.
Nic
nie odpowiedział, tylko nagle schylił się, ujął mnie pod kolanami obiema dłońmi
i oparł ramię na moim brzuchu.
A
potem podrzucił mnie i znalazłam się na jego ramieniu z głową wiszącą nad jego
tyłkiem.
Zaczęłam
się rzucać i kopać.
Klepnął
mnie w tyłek i ruszył do drzwi.
Krzyknęłam
z zaskoczenia, ale zamilkłam, bo musiałam przyznać, że to było gorące i miałam dużą,
wręcz olbrzymią nadzieję, że skończy się to, jak mogłabym przewidywać naszą
wersją godzić się z tobą.
Jimmy
zaniósł mnie do naszej sypialni i bezceremonialnie rzucił na łóżko.
Podskoczyłam,
podniosłam głowę i zaczęłam odsuwać na przeciwną stronę.
Wszedł
za mną, usiadł na moich biodrach okrakiem (od czego znowu poczułam uderzenie
gorąca między nogami) i podniósł mój tułów, by sięgnąć do moich nadgarstków.
Nie
rozwiązał ich.
Niespodziewanie
puścił mnie i zszedł.
Zeskoczył
z łóżka i wbiegł do garderoby, ale zaskoczona nie miałam czasu na jakąkolwiek
reakcję, kiedy wrócił z paskami moich szlafroków.
O
Boże kochany!
Zagryzłam
wargę i popatrzyłam na niego.
Ponownie
usiadł okrakiem na moich biodrach i sięgnął do koszuli splątanej na moich
rękach.
Przekonałam
się, że można było ją rozwiązać jednym ruchem, więc, najwyraźniej, za słabo się
starałam.
Jimmy
uwolnił moją prawą rękę, ale natychmiast ją przytrzymał lewą dłonią, podczas
gdy moją lewą rękę przycisnął do mojego biodra kolanem.
Tak
jakoś delikatnie, jakby nie chciał mi zrobić krzywdy, ale już się nie
szarpałam.
Pochylił
się nade mną, więc przez chwilę miała twarz zanurzoną w jego bluzie i otoczona
jego zapachem.
Pachniał
potem, podnieceniem, trochę dezodorantem - Jimmy’m.
Z
trudem powstrzymałam westchnienie, jakie chciałam uwolnić z podniecenia, które
narastało we mnie lawinowo.
A
potem prawą rękę miałam przywiązaną do poprzeczki łóżka, a Jimmy zajmował się
moją lewą ręką, z którą zrobił to samo, wykorzystując ten sam pasek.
Ciągle
siedząc na mnie, zsunął się na moje uda, spojrzał w moje oczy i, oburącz sunąc
po moich bokach, żebrach i wyżej, podniósł moją podkoszulkę nad piersi, a potem
nad moją głowę i przełożył mi ją za głowę na kark.
Zaczepił
przy tym kciukami o moje sutki, co spowodowało ich stwardnienie i jęk rozkoszy wyrwał
się z moich ust.
Zsunął
się na moje kolana i zaczął rozpinać mi spodnie, lekko chuchając na mój brzuch.
O
Boże kochany!
To
była słodka tortura.
Zadrżałam
i zagryzłam wargi.
Złapał
brzeg moich spodni z palcami obu rąk zawiniętym do nich po moich bokach i
zdejmował je powoli razem z majtkami.
Cipka
mi pulsowała i zaciskała się spazmatycznie.
Jednocześnie
przesuwał się biodrami w dół moich kostek, ale nie uwolnił mi nóg ani na
chwilę.
Kiedy
moje spodnie i majtki były już na moich kostkach, zatrzasnął moją prawą nogę
między swoimi kolanami po bokach, zdjął mi spodnie do końca z lewej nogi i
odsunął ją, a potem poczułam, że przywiązywał ją paskiem do łóżka.
To
samo zrobił z prawą nogą i oto byłam: rozłożona, naga, mokra i drżąca z
podniecenia na naszym łóżku, z nim stojącym nade mną: całkowicie ubranym i
bardzo zadowolonym z siebie.
O Boże kochany!
Zdjął
z siebie bluzę i koszulkę, a ja znowu zadrżałam, kiedy zobaczyłam jego
wspaniałe mięśnie brzucha, a potem klatki piersiowej.
Wszedł
na łóżko i położył się wzdłuż mojego ciała, prawą dłonią gładząc mnie od szyi
do pępka, a potem, po chwili wahania, niżej, po brzuchu.
Nie
zdołałam wtedy powstrzymać zamknięcia oczu, odchylenia głowy, cichego jęku i
rozkosznego skurczu mięśni brzucha.
Tak!
Położył
ciepłą, otwartą dłoń na moim brzuchu, a potem przesunął ją wyżej, aż do piersi.
Ujął
sutek mojej prawej piersi między kciukiem a palcem wskazującym i zacisnął, a
jednocześnie pochylił głowę i objął wargami sutek lewej piersi.
Czysta
rozkosz.
Znowu
zajęczałam i zaczęłam się przechylać całym ciałem, a zwłaszcza klatką
piersiową, w jego stronę.
Zsunął
lewą dłoń na moją płeć, a usta na moje usta.
Kiedy
zaczął mnie całować, wsunął jeden palec powoli po szparce do środka, pieścił
mnie tak przez chwilę, a potem wysunął.
Odsunął
głowę i spojrzał na mnie, a jego oczy były błyszczące i piękne.
Patrzyłam
w tę niebieskość, a on wsunął we mnie dwa palce, znowu robiąc to powoli i z
namysłem, a kciukiem trącił łechtaczkę.
Napięłam
mięśnie, by być bliżej niego, ale paski mnie trzymały w miejscu, więc tylko się
wygięłam.
Zajęczałam
z desperackiego pragnienia, z podniecenia i z frustracji, bo chciałam jego.
Pocałował
mnie bardziej namiętnie i gorąco i tym razem nie przerywał, tylko wsuwał palce
we mnie i wysuwał je, a potem robił to znowu i znowu, i znowu, i coraz mocniej,
i coraz gwałtowniej, i coraz szybciej, i jeszcze…
Pieprzył
mnie palcami!
Po
długiej chwili, która wydawałam się jednocześnie sekundą i wiecznością
poczułam, jak to we mnie narastało.
A
potem byłam wysoko, wysoko ponad wszystkim.
Oderwałam
usta od jego ust, odgięłam głowę i wyjęczałam jego imię, kiedy doszłam mocno i
długo.
A
wtedy on wysunął palce ze mnie, ale nie zabrał stamtąd dłoni i patrzył na moje
szczytowanie.
Kiedy
zaczęłam się uspokajać, poczułam, że się poruszył, rozwiązał mi najpierw nogi,
a potem ręce i położył się znowu obok mnie, by ponownie pogłaskać moją wilgoć.
Zadrżałam.
Trzymałam
nadal nad głową obie uwolnione ręce i patrzyłam na niego przez mgłę swojego o padającego
orgazmu, kiedy przysunął głowę do mnie i szeptał mi do ucha.
-
Otwórz usta - rozkazał.
Otworzyłam,
a on wsunął mi tam dwa palce i poczułam swój smak.
Objęłam
je wargami i oblizałam.
Wysunął
palce z moich ust, a przyłożył tam swoje wargi i pocałował mnie ponownie
głęboko, więc widziałam, że również czuje mój smak.
Zgiął
się i jednym szarpnięciem zdjął z siebie spodnie dresowe razem z bokserkami i
zrzucił je na podłogę.
Położył
się obok mnie na wznak.
-
Wspinaj się - mruknął - Musisz odpracować swoje zachowanie.
Nie
zgodziłabym się z tym, ale nie protestowałam.
Chciałam
tego.
Podniosłam
głowę, a potem oparłam się na przedramieniu i zobaczyłam jego pięknego,
twardego kutasa, którego podnosił palcami od podstawy, więc nie ociągałam się
ani sekundy dłużej.
Wspięłam
się na niego, okraczyłam go i wzięłam go do środka.
Kiedy
poczułam jak mnie wypełniał, ponownie odgięłam się i zajęczałam z rozkoszy.
Zaczęłam
się kołysać.
-
Podnieś się - rozkazał Jimmy.
Kiedy
to zrobiłam, poczułam, jak się wysuwa i to było dobre.
-
A teraz opadnij - rozkazał Jimmy i wykonałam to.
I
to było jeszcze lepsze.
Wspaniałe.
Jimmy
trzymał moje biodra oburącz, więc sterował moim ruchami, ale już zrozumiałam,
że dużo, dużo większą rozkosz mogę
mieć podskakując na nim, niż kołysząc się.
I
to robiłam.
Więc
mogę powiedzieć, że odpracowałam, a także zapracowałam.
Na
rozkosz jego i własną.
*****
Trzy tygodnie później
Thanksgiving
w naszym (Doroty i moim) wykonaniu było fantastyczne.
Dorota
upiekła indyka, który był pyszny: chrupiący z wierzchu i soczysty w środku.
Sama
również zrobiła do niego nadzienie i ziemniaczki, które upiekła na tej samej
blasze w piekarniku.
Niebo
w gębie.
Ja
zrobiłam zupę dyniową, którą zmiksowałam na krem i przygotowałam do tego sama
grzanki.
Oprócz
tego wypróbowałam przepis na sos żurawinowy i upiekłam swoje ciasto dyniowe z
imbirem i ziarnami dyni.
Przygotowałam
to wszystko w domu (oprócz grzanek, bo najlepsze były świeżo uprażone) i
wybraliśmy się do San Jose Highlander’em, którego cały czas prowadził Jimmy, by
po drodze zatrzymać się na krótko, kiedy jechaliśmy do nich, a na dłużej, kiedy
wracaliśmy.
W
drodze powrotnej zatrzymaliśmy się bowiem w Carlin.
Właściwie
nie zamierzaliśmy nic zwiedzać, chodziło przede wszystkim o spędzenie tam
miłego czasu.
Byliśmy
w San Jose dwa dni, w czasie których Matt uczył się intensywnie od Michała
różnych „sztuczek” piłkarskich i moi (trzej) mężczyźni pławili się w basenie.
Miałam
wrażenie, że mojemu synowi bardzo się to podobało.
Bycie
wujkiem chłopca w tym wieku mogło być bardzo fascynujące, więc nie dziwiłam
się, a ja byłam szczęśliwa, że zarówno on jak i Matt to mają.
A
po naszym powrocie do domu po jednym święcie, właściwie od razu nadszedł czas
na szykowanie się do Świąt Bożego Narodzenia.
Zmieniałam
dekoracje domu i przed nim, planowałam i kupowałam prezenty, rozmawiałam z
Jimmy’m o zaproszeniu przyjaciół na obiad świąteczny do nas.
Chodziło
mi o Davida i Maggie.
Jimmy
powiedział mi dopiero tydzień temu, że zwykle spędzali Dzień Dziękczynienia
razem z kumplem, bo żaden z nich nie miał rodziny.
O
Boże kochany!
Czemu ja wcześniej o tym nie
pomyślałam?
Tak
byłam skupiona na swojej rodzinie, że nie pomyślałam o samotnych przyjaciołach.
Więc
zaplanowałam zaproszenie Davida i Maggie na śniadanie świąteczne lub obiad.
Najlepiej
byłoby, żeby przyszli razem, bo przyświecał mi inny cel, ale nie chciałam mówić
o nim głośno.
A
dwa dni temu znowu się posprzeczaliśmy.
O
prezent dla Matta.
Zaczęło
się od tego, że Jimmy mi oznajmił, że kupił prezent i już.
Byliśmy
w salonie, składałam koce, poprawiałam poduszki i sprzątałam na stolikach,
kiedy wszedł z pomieszczenia gospodarczego i rzucił to ot tak, bez uprzedzenia.
Poczułam
się zraniona, oszukana… okradziona,
więc w szoku rzuciłam się na niego ze złością.
-
Co takiego? - wysyczałam.
-
Kupiłem Mattowi prezent na…. - zaczął znowu, ale ja już byłam nakręcona.
-
Nie… Ty nie… - zająknęłam się, zakręciłam się i rozrzuciłam ręce na boki.
-
No po prostu nie wierzę! - krzyknęłam
i pochyliłam się w jego stronę, jednocześnie kładąc zaciśnięte pięści na
biodrach.
Jimmy
spojrzał na to, podniósł jedną brew i zaplótł ramiona na swojej klatce
piersiowej, jednocześnie wysuwając prawą nogę do przodu.
-
A to czemu? - zapytał nieco cynicznie.
-
Nie możesz sam kupować prezentów dla
Matta! - wrzasnęłam niezbyt racjonalnie, ale nie obchodziło mnie to.
-
Ale to zrobiłem, kotku - rzucił od
niechcenia, a mnie podniosło się ciśnienie.
-
Jesteś… - zaczęłam, rzucając palec wskazujący prawej ręki w jego stronę, po
czym wrzasnęłam - Nie mów do mnie kotku!
-
Mała, po prostu przyjmij… - zaczął nieco niecierpliwie, wyprostował się i
położył ręce na biodrach.
-
Żadne mała. Nie wolno ci… - zaczęłam
ze złością, ale tym razem on mi przerwał.
-
Czy możesz na chwilę… - znowu zaczął i usłyszałam złość w jego głosie.
-
Nie przyszło ci do głowy, żeby mnie
zapytać? - krzyknęłam - Po prostu kupiłeś
mu coś i już. Powiadomisz mnie o tym
i mam być spokojna?
- Eva… - warknął, pochylił się w moją stronę i
to powinno być dla mnie ostrzeżenie, ale byłam zbyt nakręcona.
-
Nie mogę w to uwierzyć - nadal
gadałam i podniosłam obie ręce do włosów, obróciłam się wokół własnej osi i
znowu oparłam zaciśnięte pięści na biodrach - Natychmiast pojedziesz i oddasz, a potem…
-
Przestań! - tym razem Jimmy warknął
głośno.
-
Nie mów tak do mnie! - krzyknęłam z
żarem.
Przyskoczył
do mnie, złapał mnie za obydwa ramiona, przyciskając je do moich boków i
pocałował mnie tak gwałtownie, że nie cofnęłam się, ani nie odwróciłam, tylko
rozchyliłam usta z zaskoczenia.
Wykorzystał
to, objął mnie prawą ręką w pasie, a lewą wsunął w moje włosy na karku i
trzymał moją głowę, podczas gdy jego język najeżdżał moje usta.
Nie
wiedząc kiedy objęłam jego ramiona, jedną rękę wsuwając na jego szyję i oddałam
mu pocałunek.
Kiedy
całkowicie zmiękły mi kolana i oparłam się na nim, przerwał pocałunek, odsunął
się odrobinę i spojrzał mi w oczy.
-
Jedyny sposób, żeby cię uciszyć - wymamrotał.
Oparłam
obie dłonie o jego klatkę piersiową, opuściłam trochę głowę, ale nadal mu patrzyłam
w oczy.
-
Mogłeś mi powiedzieć - szepnęłam z żalem.
-
Przecież mówię - stwierdził, a ja musiałam mu przyznać rację, bo to robił.
-
Ale ja… - nie wiedziałam jak mu powiedzieć, że chciałam być tą, która wybierała
prezenty dla Matta, więc odwróciłam wzrok od jego oczu i przygryzłam wargę.
A
potem pomyślałam, że zachowałam się głupio, bo przecież nie chodziło o to, kto
kupił prezent, tylko o to, żeby Matt się cieszył.
-
A… - zaczęłam i zagryzłam wargę - Co mu kupiłeś?
-
No myślałem, że nie zapytasz - powiedział i uśmiechnął się lekko do mnie, a
jednocześnie jego oczy zrobiły się łagodne.
-
Bramkę, słupki do slalomu i piłkę - wymienił jednym tchem, a mnie oczy zrobiły
się olbrzymie i oparłam się o niego mocniej, kiedy uśmiechnęłam się do niego.
-
Idealnie - szepnęłam.
-
Więc, kotku, - powiedział
zdecydowanym tonem - chyba powinnaś mnie przeprosić.
Ojej!
Spojrzałam
na niego spod oka, przechylając głowę na bok i zagryzłam usta.
Faktycznie,
byłam niezbyt miła.
-
Przepraszam - wymamrotałam.
-
Myślę, że nie tak - stwierdził Jimmy, a ja się wyprostowałam, podniosłam na
niego głowę i zagryzłam wargę, bo zrozumiałam.
-
Zacznij od tego, że się rozbierzesz - powiedział Jimmy.
Między
nogami poczułam słodkie drżenie, gorąco i wilgoć jednocześnie, więc oblizałam
dolną wargę, odsunęłam się od niego na krok i zaczęłam się rozbierać.
Szybko.
Więc
w ciągu kilku sekund byłam całkiem naga i stałam dygocząc z podniecenia
naprzeciwko mojego całkowicie ubranego męża.
Jimmy
podszedł do kanapy, usiadł i wskazał brodą na podłogę przed sobą.
-
Uklęknij - rozkazał przy tym.
Wykonałam
to, czując, że między moimi nogami zaczyna narastać ciepło i wilgoć.
W
tym czasie Jimmy rozpiął swoje spodnie i zsunął je trochę z bioder razem z
bokserkami, więc zobaczyłam pięknego, twardego penisa, którego uniósł palcami u
podstawy.
-
Zajmij się nim - padł kolejny rozkaz.
Wykonałam
go z ochotą.
Zaczęłam
lizać go od podstawy do czubka, otaczałam językiem główkę, aż wzięłam go do
ust.
Jimmy
wsunął rękę w moje włosy i kierował ruchami mojej głowy, cały czas patrząc na
mnie z góry.
Trwał
to tak długo, że aż wargi zaczęły mi drętwieć.
Nadal
było to bardzo podniecające i drżenie rozchodziło się po całym moim ciele,
kiedy wpychał się mocniej.
Wtedy
wysunął się dosyć gwałtownie, a potem schwycił mnie pod pachy.
-
Wstań - zarządził.
Kiedy
stałam przed nim wyprostowana i dysząca, złapał moje biodra i przysunął je do swojego
nosa.
Wąchał
tam przez chwilę, a potem wychylił brodę i wepchnął język między wargi.
Zaskomliłam.
Odsunął
się i poczułam jakbym miała się przewrócić, pozbawiona oparcia.
Otworzyłam
oczy, które zamknęłam nie wiadomo kiedy i zobaczyłam, że kończy zdejmować
spodnie razem z bokserkami i skarpetami.
-
Siadaj - ponownie rozkazał, kiedy usiadł z powrotem na kanapie.
Weszłam
okrakiem na jego kolana, uniosłam się, a on wycelował i nasadził mnie na
siebie.
Och,
tak.
Jak
dobrze był czuć to wspaniałe wypełnienie.
Odchyliłam
głowę, jęknęłam, złapałam się jego ramion i zaczęłam się poruszać.
Nie
muszę dodawać, że również tym razem Jimmy doprowadził nas oboje do takiego
stanu, że ani on, ani ja nie żałowaliśmy chwilowej sprzeczki.
*****
Dwa tygodnie później
Usiedliśmy
przy Wigilii, zjedliśmy i nadszedł mój ulubiony czas.
Rozdawanie
prezentów.
Dorota
zrewanżowała się za pomoc przy gotowaniu obiadu na Dzień Dziękczynienia pomocą
przy przygotowaniu Wigilii (polski zwyczaj, z którym zapoznaliśmy Jimmy’ego i
Matta).
Ja
ugotowałam zupę grzybową z suszonych grzybów, które zdobyłam po długich
poszukiwaniach (nie chciałam nadmiernie kontaktować się ze społecznością polonijną
Salt Lake City) oraz przygotowałam makiełki, a Dorota zrobiła smażoną rybę w
ziołach (hmmm, łososia, ale mogło być) i sernik.
Tyle
tylko, że przylecieli samolotem, a nie przyjechali samochodem.
Z
dwóch powodów.
Po
pierwsze w Kalifornii było, oczywiście, gorąco i Dorota nie chciała wieźć
gotowych dań.
Po
drugie mieli do dokończenia jakiś projekt, który wymagał ich szybkiego powrotu
do San Jose.
Nie
należeliśmy do żadnego kościoła, więc nie mieliśmy opłatka, ale usiedliśmy do
stołu tak, jak siadaliśmy w Polsce, kiedy zapadał zmierzch i siedzieliśmy
długo, śmiejąc się i nie rozmawiając o trudnych tematach.
Tęskniłam
za Wigilią przez te kilka lat.
Nie
obchodziliśmy jej dawniej w Polsce ze względów religijnych, ale by zebrać się
całą rodziną.
Dobrze
było mieć rodzinę, by to odzyskać.
I
tak moją ulubioną częścią Świąt zawsze było - najlepiej z dziećmi - ubieranie
choinki (i przystrojenie całego domu i okolicy - zebraliśmy się z przyjaciółmi
i udekorowaliśmy kompleks) i pakowanie prezentów - w tajemnicy przed innymi.
No
i patrzenie na twarze moich ukochanych, kiedy je otwierali.
Jimmy
zostawił mi zapakowanie prezentu dla Matta, co było prawie taką samą frajdą,
jak kupowanie go i musiałam się nakombinować, jak to wszystko ukryć, by nie
znalazł on ani Bert, który czasami do nas wpadał i mógłby donieść.
Kupiłam
dla Jimmy’ego zegarek, a właściwie elektroniczny Smartwatch, który miał więcej wspólnego
z małym komputerem niż zegarkiem.
Pomyślałam,
że przyda się nam wszystkim na nasze rowerowe (i nie tylko) wędrówki po górach (i
nie tylko).
Natomiast
Jimmy kupił mi czerwone Audi Q5.
Był
to mały SUV kompaktowy z napędem na cztery koła i świetnymi osiągami w jeździe
po górach zimą (jakbym miała kiedykolwiek nim jeździć po górach zimą, skoro
zwykle w góry jeździliśmy Highlander’em).
Dostałam
tego SUV’a jeszcze przed Świętami, bo i tak nie dało się go ukryć, a ja
potrzebowałam samochodu.
Mojego
Priusa Jimmy wstawił do komisu.
Była
z tym związana pewna sytuacja parę tygodni przed świętami, której znaczenie
odczytałam dopiero, kiedy dostałam prezent.
Otóż
Bert, który przychodził do nas czasami w odwiedziny, ale tym razem
„przypadkiem” wpadł, kiedy nie było Matta, bo „myślał, że on będzie”,
powiedział mi „w sekrecie”, że „podsłuchał” rozmowę Jimmy’ego i Eddiego o tym,
jaki samochód mi kupić zamiast Priusa.
Zastanawiali
się nad Toyotą Land Cruiser.
Oczywiście,
weszłam do Internetu i obejrzałam go, a moją reakcją była mina i Uch, które Bert odpowiednio odczytał i
doniósł dwóm spiskowcom.
Więc
nie kupili Toyoty.
Miałam
samochód, który mi się podobał, a oni byli zadowoleni z osiągów bezpieczeństwa,
jaki miało dawać moje Audi.
Kupiłam
trochę drobniejszych prezentów dla wszystkich przyjaciół, na zasadzie
podkreślenia, że o nich pamiętamy.
Wszyscy
cieszyliśmy się tym Świętem.
Patrzyłam
na twarze wszystkich moich mężczyzn i kochanej Dorotki, słuchałam ich rozmów i
radosnego śmiechu i myślałam o tym jakie miałam niezwykłe szczęście.
Dostałam
nową rodzinę, którą mogłam połączyć z tą resztą starej, jaka mi została.
I
mogłam sprawić innym tyle radości.
W
pierwsze święto na obiad przyszli tylko Maggie i David, bo Alek i Sam, których
również zapraszaliśmy, wyjechali do Oregonu, do rodziny Sama, a Sonija i Benji
weszli do nas przed południem tylko po to, by złożyć życzenia przed wyjazdem do
Cheyenne w Wyoming, do przyjaciół.
Maggie
zapowiadała, że będzie musiała odwiedzić mamę w hospicjum, ale w czasie obiadu
spędziła z nami czas świetnie się bawiąc i jakby zapomniała o tym (jak
wiedziałam niemiłym) obowiązku.
Oboje
z Davidem mieli ciężkie przeżycia za sobą i to był bagaż, który mógł im
uniemożliwić zbliżenie się do siebie, ale wiedziałam, że David mógłby się nią
zaopiekować, gdyby tylko mu pozwoliła.
Nadal,
nie naciskałam.
Chciałam
po prostu dać moim przyjaciołom i mojej nowej rodzinie jak najlepsze chwile we
wspólnym gronie.
Czas
spędzony razem.
Ale
na dnie tej myśli ciągle krążyło a co
jeśli…
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń