poniedziałek, 17 stycznia 2022

19 - Godzić się z tobą

 

Rozdział 19

Godzić się z tobą

Eva

 

 

 

 

Dwa miesiące później

Nadchodziły Święta Bożego Narodzenia.

Był to nerwowy czas dla wszystkich, chociaż dla wielu ulubiony (przynajmniej kiedyś dla mnie).

W nowej szkole od samego początku Matt został włączony do drużyny juniorów soccer’a, czyli „kopanej” piłki nożnej, która w Utah była dosyć popularna (chociaż głównie uznawana za sport dla kobiet).

Okazało się, że jest w tym kierunku uzdolniony, więc od razu został włączony do głównego składu.

Był z tego powodu bardzo szczęśliwy i bardzo go dopingowałam.

Był to chyba jedyny sport zespołowy, którego zasady trochę rozumiałam, chociaż nie pasjonowałam się nim.

Michał namiętnie kopał piłkę, jak był nastolatkiem, a potem przez długi czas, jak był na studiach, zdarzały się dni, kiedy przychodzili do niego koledzy i oglądali mecz na dużym ekranie w naszym salonie, zajadając przy tym pizzę, chipsy lub popcorn.

Nie wtrącałam się, ale przynajmniej spróbowałam zrozumieć, jaka jest różnica między „karnym” a „wolnym”, a przede wszystkim dlaczego czasami mecz trwa 90 minut, a czasem ciągnie się ponad dwie godziny.

Miałam wrażenie, że to Michał jako pierwszy pokazał Mattowi i Bert’owi jakie cuda można robić podczas „zwykłego” kopania piłki (i to okrągłej).

Sądziłam tak, bo w czasie naszych odwiedzin u nich widziałam jak „bawił się” piłką, kopiąc ją sobie nad głową na różne sposoby, kiedy dwóch młodocianych patrzyło w niego jak w obraz.

Jeździliśmy więc z Jimmy’m na zmianę, by zawozić Matta na treningi i ciągle kupowałam nowe „korki”, koszulki, spodenki, rękawice i ochraniacze, ale nie przeszkadzało mi to.

Cieszyłam się, że miał taką pasję.

Od dwóch miesięcy mieszkaliśmy w nowym apartamencie, a w naszym dawnym teraz mieszkali Josh i Sandra, jego dziewczyna, bardzo sympatyczna, cicha, drobna i śliczna Afroamerykanka.

Matt miał swój nowy pokój z łóżkiem, biurkiem i wgłębioną szafą z zabawkami i ubraniami (podczas przenoszenia jego rzeczy od jego mamy okazało się, że wszystko  mieści się w jednej walizce, ale do czasu przeniesienia do nowego apartamentu dokupiliśmy dużo więcej).

Po urządzeniu go i wciągnięciu Matta do drużyny, znalazłam w Internecie naklejki na ściany, które przedstawiały piłkarza, więc wspólnie wybraliśmy jedną i teraz miał taką na całej ścianie przy łóżku.

Kupiłam mu również mnóstwo pościeli z tym motywem i był wniebowzięty.

Przenieśliśmy z Jimmy’m nasze (jego) wielkie łóżko z super materacem do naszej nowej, większej sypialni.

Mogło tam stać na środku, a po bokach postawiłam dwie dopasowane szafki nocne z szufladami.

Lubiłam to, że okna naszej sypialni wychodziły na parking, więc mogłam - jak zwykle, jak zawsze - siedzieć w oknie, kiedy Jimmy jechał do pracy i kiedy z niej wracał, by żegnać go i witać dłonią przyciśniętą do szyby, patrzeć na jego szczęśliwy uśmiech, a potem być w progu, kiedy wchodził do domu.

Ale nie urządziłam tam swojego miejsca do pracy.

Pracowałam nad moimi tłumaczeniami w bawialni/salonie, gdzie mogłam być jednocześnie z moją nową rodziną.

Do bawialni, której ściany pomalowałam na ciepły żółty kolor, wstawiłam brązowe, skórzane kanapy, które kiedyś były w mieszkaniu Jimmy’ego.

To była moja niespodzianka dla niego, aby miał coś swojego w nowym domu.

Kiedy się do mnie wprowadzał, wstawił swoje skąpe meble do komisu.

Odnalazłam je i odkupiłam.

Znalazłam do tego (z pomocą Soniji) trzy pasujące do nich, miękkie, skórzane, brązowe fotele, jeden pomarańczowy i jeden brązowy pled na chłodniejsze wieczory i kilka (około dziesięciu) miękkich, pomarańczowych poduszek.

Między nie wstawiłam kilka małych, okrągłych stolików kawowych, więc było gdzie stawiać piwa, pizzę czy chipsy.

A naprzeciwko tego, wzdłuż jednej ściany, postawiłam na niskim stoliku jego ogromny telewizor, a przy nim stała niska komoda, na której rozłożyłam moje muszle.

Po bokach telewizora stały, dokupione przeze mnie, głośniki kina domowego, więc efekt był oszałamiający.

Nad komodą powiesiłam grafiki z moich podróży po Europie.

Jimmy miał teraz miejsce na posiedzenia z kumplami podczas wspólnych spotkań i oglądania meczów.

Ja miałam gdzie posiedzieć z kobietami (i Alekiem i Samem), które chętnie schodziły się do nas na plotki.

Ale my na stolikach stawiałyśmy kawę, talerzyki z ciastem, kieliszki wina lub piwo.

A razem, rodzinnie, oglądaliśmy czasem filmy - zwłaszcza familijne z Mattem.

Ale nie jadaliśmy posiłków przed telewizorem.

Mieliśmy duży stół w jadalni (chociaż marzyłam o większym, by zapraszać przyjaciół w gości na nasze uroczystości), więc mogliśmy podczas jedzenia siedzieć przy nim i rozmawiać bez rozpraszania się telewizją.

W pomieszczeniu gospodarczym było dużo miejsca, więc nie tylko robiłam tam pranie, ale również trzymaliśmy tam rowery.

Kupiliśmy jeden dla Matta.

Jazdy na rowerze nauczyła go babcia dawno temu i to ona kupiła mu pierwszy rower, a potem kolejny.

Ten, na którym jeździł.

Powiedział nam, że rower był dla niego za mały, ale mama nie miała czasu, by pojechać z nim do sklepu i wybrać nowy.

Podejrzewaliśmy z Jimmy’m, który miał bardzo, bardzo nieszczęśliwą (i złą) minę, kiedy o tym rozmawialiśmy, że również nie chciała wydawać pieniędzy na swojego syna.

Jej oczkiem w głowie była Rosie, a i dla niej nie potrafiła znaleźć wystarczająco dużo czasu, by mała była pod wystarczającą opieką.

Tyle tylko, że Rosie miała dziadków, którzy czasem się nią zajmowali.

Kiedy kupiliśmy rower dla Matta, zaczęliśmy jeździć na wycieczki po okolicy we trójkę.

Dla mnie to było dobre, bo mogłam na nowo słuchać i patrzeć jak Jimmy opowiada historie o okolicy i pokazuje ciekawe miejsca, zapalając się przy tym z pasją, którą kochałam.

Nasz pokój był oddalony od pokoju Matta, co było dobre, bo mieliśmy nadal nieskrępowany seks.

Mieliśmy więcej wolności w tym kierunku, kiedy Matt był w szkole a Jimmy miał dzień między dyżurami.

Więc któregoś dnia Jimmy pokazał mi, jak można kreatywnie wykorzystać poprzeczki w naszym łóżku.

Przydały się nam do tego długie, miękkie paski od moich jedwabnych szlafroczków.

Podobało mi się to jako odmiana w naszych zabawach, ale bardzo lubiłam dotyk gorącej, gładkiej skóry Jimmy’ego na moich dłoniach, kiedy był na mnie lub we mnie, więc nie namawiałam go do takich gier zbyt często (ale godziłam się na nie, jeśli miał na to ochotę i nie robiłam tego niechętnie).

Lubiłam każdy rodzaj seksu, jaki dawał mi mój mąż.

Pod koniec października spadł pierwszy śnieg.

Było biało, czysto i cicho, a ja zawsze bardzo lubiłam ten nastrój, ten spokój, który to powodowało.

Tego dnia Jimmy był w domu między dyżurami i to on odwiózł Matta do szkoły po tym, jak zjedliśmy we trójkę płatki owsiane ze świeżymi i suszonymi owocami (ja jadłam granolę z jogurtem) na wspólne śniadanie.

Rozmawialiśmy o jeździe na nartach i planowaliśmy wyjazd w góry, przed którym powinniśmy kupić narty.

Matt powiedział wtedy, że nie umie jeździć na nartach.

Wydawało mi się, że to nie było możliwe, bo w Salt Lake City chyba wszyscy powinni jeździć na desce lub nartach.

Kiedy pojechali, posprzątałam w kuchni po śniadaniu i przebrałam się w granatowe dżinsy i miękki, opinający mi biodra szerokim ściągaczem, groszkowo zielony sweterek z luźnym, szerokim golfem.

Wybierałam się do sklepu spożywczego i chodziłam po domu zamyślona, z opuszczoną głową, notując na kartce ostatnie ewentualne zakupy.

Byłam już ubrana do wyjścia, czyli w zapinaną na suwak i z paskiem kurtkę khaki za biodra na futrzanym ocieplaczu, z kapturem, dzianinową, kremową czapkę i brązowe botki na obcasiku, gotowa do wyjazdu, kiedy Jimmy wrócił, otrzepał buty ze śniegu, zdjął je w przedpokoju i wszedł do salonu, w którym sprawdzałam torebkę.

Podeszłam do niego z pocałunkiem, a potem poszłam do stolika, by odłożyć długopis.

- Dokąd się wybierasz? - zapytał, jakby to było coś dziwnego, że jadę do sklepu.

Podniosłam głowę i spojrzałam na niego, bo nigdy nie kwestionował konieczności mojego wyjścia z domu.

Stał tam ze zmarszczonym brwiami i patrzył na mnie z dłońmi opartymi o biodra i rozstawionym szeroko nogami.

- Jadę do skle… - zaczęłam zdziwiona.

- Nigdzie nie pojedziesz - warknął, przerywając mi w pół słowa bardzo niegrzecznie i niezrozumiale.

Odwrócił się, ściągnął szybko kurtkę i rzucił ją byle jak na fotel (co mnie zawsze trochę wkurzało).

- Muszę zrobić zakupy - powiedziałam i zmarszczyłam brwi.

Odwrócił się z powrotem przodem do mnie.

- Nigdzie nie pojedziesz tą swoją zabawką - jego głos był teraz grzmotem i miałam wrażenie, że zaraz zobaczę pioruny.

Zabawką?

Poczułam, jak podnosi mi się ciśnienie.

- Jimmy… - zaczęłam, ale znowu mi przerwał.

- To nie jest dobry samochód - zagrzmiał stanowczo i skończył.

Zaczął się odwracać, a ja odłożyłam torebkę.

Jimmy wyszedł z salonu.

A ja pomyślałam co do diabła!

Sama wybrałam ten samochód, opierając się na opiniach innych ludzi w Internecie, jeździłam nim często od miesięcy i dobrze się sprawdzał w warunkach miejskich, a nawet na dłuższych trasach.

Miałam prawo jazdy od dwudziestu sześciu lat i cały czas prowadziłam różne samochody w różnych warunkach drogowych, również zimą.

Nie miałam ani jednego wypadku (no, dobra, może miałam drobne stłuczki, ale to się nie liczyło).

- Jadę. Do widzenia! - powiedziałam głośno i zdecydowanie, biorąc z powrotem moją torebkę i odwróciłam się do drzwi.

- O, nie, nie jedziesz! - usłyszałam głos Jimmy’ego gdzieś z kuchni, a potem nagle znalazł się przede mną.

Zamrugałam gwałtownie z zaskoczenia.

- Jimmy! - warknęłam.

- Nigdzie nie pojedziesz tym czymś! - krzyknął pochylając się w moją stronę i wyrzucając ramię w stronę drzwi.

- Czymś? - syknęłam ze złością i również pochyliłam się w jego stronę, a obie ręce zaciśnięte w pięści oparłam na biodrach.

- To jest mój samochód, sama go wybrałam, jestem dobrym kierowcą i mogę jechać - warknęłam wściekle.

Wyprostowałam się, miałam zamiar wyminąć go i wyjść, kiedy schwycił mnie za ramiona, przycisnął do siebie i pocałował.

Dopiero wtedy dotarło do mnie, że jego oczy się zmieniły w czasie mojej ostatniej wypowiedzi.

Stały się błyszczące, otworzył je szeroko i cała twarz wyrażała… zachwyt?

O Boże kochany!

Owinęłam rękoma jego ramiona i poczułam półświadomie, że moja torebka ląduje gdzieś na podłodze.

Dłonie Jimmy’ego odnalazły pasek mojej kurtki, szarpnęły go i rozwiązały, a potem rozpinały suwak.

Cały czas zgniatał moje usta swoimi, a ja rozchyliłam wargi, więc mógł wsunąć język do środka i to zrobił.

Złapałam za kołnierz jego flanelowej koszuli, a potem zjechałam rękoma na jej guziki, ale nie miałam szansy nic zrobić.

Jimmy rozpiął moją kurtkę do końca i szarpnął ja w dół, więc opuściłam ręce, by mogła się zsunąć na podłogę.

Zdjęłam czapkę i również ją tam rzuciłam, czując jednocześnie, że Jimmy podnosi mój sweter od pasa w górę.

Uniosłam ręce nad głowę, a on zdjął mój sweter razem z podkoszulką, którą miałam pod spodem.

- Zdejmij buty i spodnie - warknął, a ja natychmiast wykonałam ten rozkaz, podskakując i kopiąc nogami.

W tym czasie on zdjął swoje spodnie i skarpetki, na co patrzyłam szeroko otwartymi oczami.

Złapał mnie za ramiona i pchnął w stronę kanapy, a ja szłam tyłem, patrząc półprzytomnie w jego oczy i dysząc ciężko.

Byłam w samej bieliźnie, a on nadal miał na sobie bokserki, koszulę i t-shirt.

Ale nie myślałam o robieniu czegokolwiek, bo zafascynował mnie wygląd jego oczu i wyraz jego twarzy.

Oczy miał tak ciemne, prawie granatowe, a twarz miał jak burza, ale nie ze złości. Wiedziałam to.

Dyszałam z otwartymi ustami, a między nogami czułam istną powódź.

Uderzyłam łydkami w kanapę, a potem usiadłam na niej, więc miałam przed oczami jego bokserki i zobaczyłam jaki jest twardy.

- Zdejmij majtki i połóż się - rozkazał, szorstkim, warczącym głosem, od którego prawie zajęczałam i opadłam plecami na kanapę.

- Rozłóż się dla mnie - dodał.

Zrobiłam to błyskawicznie, nie wahając się nawet na sekundę i zaraz po tym na wpół leżałam z rozchylonymi nogami, patrząc, jak stoi nade mną i ogląda.

Oddychał ciężko, zsuwał powoli bokserki, a potem go zobaczyłam i wciągnęłam gwałtownie powietrze do płuc.

Był taki piękny.

Schylił się, ujął mnie pod kolanami i uklęknął na kanapie.

Zajęczałam.

Spojrzał mi prosto w oczy i przysunął się bliżej.

- Patrz na mnie, jak cię biorę - rozkazał tym samym szorstkim głosem.

Gorące.

Prawie dochodziłam.

Patrzyłam na jego pięknego, twardego, drgającego z podniecenia penisa i czułam pulsowanie mojej cipki.

- Kochanie - zajęczałam, błagając tym samym, by się pospieszył.

Ujął go w dłoń i nakierował na moje wejście.

Wspaniałe.

Patrzyłam na to i czułam, jak się wsuwa, jak zwykle czując to mocno, na całej długości, wszystkimi ściankami.

Jęknęłam ponownie głuchym głosem i nie miałam kontroli nad swoją głową, więc odchyliła się na poduszkę, która leżała za mną.

Zamknęłam przy tym oczy i przesunęłam ręce wokół jego pleców, a potem zacisnęłam je.

Kiedy był cały we mnie zatrzymał się na chwilę, a wtedy otoczyłam jego biodra nogami.

I zaczął pompować.

Nie głaszcząc i nie czekając ani chwili dłużej.

Szybko.

Mocno.

Pieprzył mnie gwałtownie, jakby brał tylko swoją przyjemność, jakby mnie zawłaszczał, jakby świat potem miał się skończyć.

A ja czułam.

O Boże kochany, jak ja czułam!

Głęboko, mocno, całą sobą.

Rozpadałam się i łączyłam w całość, przed oczami tańczyły mi gwiazdy, a wszystkie były niebieskie.

A potem doszłam.

Mocno, niebywale, bajecznie, niepohamowanie, dziko jęcząc jego imię z podziękowaniem i zachwytem.

I dochodziłam długo.

Kiedy jeszcze byłam w objęciach ekstazy, na samym szczycie, z którego nie mogłam zejść, Jimmy też doszedł i poczułam to, jak walił we mnie przez chwilę gubiąc rytm, niekontrolowanie, a potem zajęczał moje imię w moją szyję i spuścił się we mnie.

Leżał potem przez długie chwile na mnie, ale opierając się przedramionami o kanapę, więc nie czułam jego ciężaru.

Ja wciąż owijałam go nogami i rękoma.

Nasze oddechy się uspokajały.

- Słońce… - szepnęłam i pogłaskałam jego włosy na karku.

- Nie możesz jechać Priusem, bo jest ślisko, a on ma zbyt słabe opony i nie ma napędu na cztery koła - mruknął w moją szyję.

- Myślę, że zrozumiałam - odmruknęłam.

- Musimy ci kupić inny samochód - powiedział i podniósł głowę.

- Okej - powiedziałam i zaczęłam opuszczać nogi.

Położył nas wzdłuż kanapy tak, że leżałam częściowo na nim, wtulona w jego klatkę piersiową.

Sięgnął koc, który leżał na oparciu i przykrył nas oboje.

- Mogę cię zawieść do sklepu albo weź Highlandera.

Podobały mi się oba pomysły, ale nawet bardziej wolałabym spędzić więcej czasu z Jimmy’m.

- Jeśli masz czas, to możesz mnie zawieźć - zgodziłam się.

Nic nie odpowiedział, ale poczułam, że się schylił do mnie i poczułam jego usta na skroni, kiedy uniósł ramieniem moją głowę.

- Mogę się zawsze tak z tobą kłócić - powiedział i usłyszałam uśmiech w jego głosie.

Też się uśmiechnęłam.

- Tak, ja też, a zwłaszcza godzić się z tobą w ten sposób - odparłam.

W ten sposób odkryłam, jak fajny może być seks na pogodzenie, ale nie kłóciłabym się z Jimmy’m specjalnie, żeby go mieć.

Nawet jeśli godzenie się było takie przyjemne.

Wcale nie czułam się dobrze, kiedy się z nim kłóciłam.

Ale okazje do sprzeczek nadeszły same.

*****

Dwa tygodnie później

Boże kochany, jak ja dawno nie widziałam takich ilości śniegu!

Było pięknie, uwielbiałam odśnieżanie, jeździliśmy na nartach i sankach.

A wraz z listopadem nadszedł czas na planowanie świąt.

Dwóch.

Skoro miałam rodzinę, by obchodzić rodzinne święta, więc, kiedy nadszedł listopad, zaczęłam planować Thanksgiving.

Nigdy nie obchodziłam tego święta, nie piekłam tradycyjnych ciast, ani indyka, nie umiałam robić tłuczonych ziemniaków, więc byłam mocno zestresowana, chociaż bardzo chciałam to zrobić.

Miała mnie w tym wyręczyć Dorota.

Ponieważ wiedziała, że zechcę zrobić u siebie Boże Narodzenie, więc zaprosiła nas wszystkich do nich, do San Jose, na Thanksgiving.

Obiecałam jej, oczywiście, pomóc przy niektórych daniach.

Zostało mi udekorowanie naszego domu i pobyt u nich, by posiedzieć w kręgu naszej, powiększającej się, rodziny.

Dekorowanie na Dzień Dziękczynienia, to było coś, co robiłam w Polsce, chociaż w bardzo ograniczonym zakresie.

Lubiłam wycinanie dyń, ale wolałam je kroić, by mieć do wykorzystania miąższ w postaci kostek do zapiekania, a nie rozdrobniony podczas wybierania łyżką.

Kupiłam więc na moim ulubionym, zadaszonym targowisku trzy duże dynie i kilka małych, ozdobnych, a także cukinię, patisona i kilka wiecznie zielonych gałązek ostrokrzewu z pomarańczowymi jagodami.

Przyszedł czas na wykonanie ozdób.

Jimmy jeszcze spał po dyżurze, kiedy przebrałam się w jego koszulę flanelową, dżinsy i grube skarpety, jak często lubiłam chodzić po domu w chłodniejsze dni i zaszyłam się w kuchni.

Jedną ładną, dużą dynię wtargałam na blat, wzięłam mój nóż szefa kuchni i wbiłam go w nią.

- W tej chwili odłóż to cholerstwo! - usłyszałam za plecami grzmiący ze złości głos Jimmy’ego.

 Odwróciłam się zaskoczona.

Zobaczyłam, że stoi na progu kuchni, ubrany w czarne spodnie dresowe, biały t-shirt i szarą bluzę z kapturem, która była zapięta na suwak, z wściekłym grymasem na twarzy.

- Dlaczego? - zapytałam.

- Bo ja tak mówię - brzmiała jego dziwna odpowiedź, podkreślona jego dłońmi opartymi na jego biodrach.

Najpierw odłożyłam nóż i odsunęłam się, wycierając dłonie w papierowy ręcznik, który miałam naszykowany obok.

Zmarszczyłam brwi, bo nie wiedziałam o co mu chodzi.

A potem pomyślałam chwilę i wściekłam się.

Byłam w swojej kuchni, w której często kroiłam coś tym nożem i zwykle był zadowolony z efektów.

A poza tym co do cholery? - jak on może mówić do mnie jak do małego dziecka, które nie wie co robi.

- Nie - warknęłam i odwróciłam się do dyni.

- Nie! - ryknął wściekle i jednym susem znalazł się przy mnie.

Odwróciłam się do niego z powrotem, oparłam ręce zaciśnięte w pięści o biodra coraz bardziej na niego zła.

- Co ty sobie myślisz! - warknęłam.

- Nie będziesz bawiła się tym pierdolonym nożem! - zahuczał jeszcze niższym głosem i również pochylił się w moją stronę.

Oczy zaszły mi mgłą, a w uszach zaczęło mi szumieć, bo osiągnęłam taki poziom złości, jak jeszcze nigdy w życiu.

O, nie.

Bawiła się?

Aż mnie zakało ze złości.

- W tej chwili wyjdź z mojej kuchni! - zażądałam.

- Jak dotkniesz tego, to, do kurwy nędzy, obiecuję, że cisnę tą dynię za drzwi - zagroził śmiertelnie poważnie.

O nie, nie zrobi tego.

- Jak ją dotkniesz to…. - zawahałam się, bo nie wiedziałam co mogłabym zrobić, żeby go dotknęło.

- … to nie dostaniesz kolacji - dokończyłam piskliwym głosem.

Nagle się rozluźnił, a usta mu zadrgały, więc wiedziałam, że moja groźba go rozbawiła.

Zresztą sama musiałam przyznać, że nigdy w życiu nie pozwoliłabym mu ominąć ten posiłek lub zjeść byle co.

Więc była to groźba bez pokrycia.

Zdenerwowało mnie to jeszcze bardziej, co sądziłam, że nigdy mogłoby być możliwe.

- A jak zaraz nie wyjdziesz z mojej kuchni, to… - znowu się zawahałam na sekundę i postanowiłam wykorzystać to, o czym słyszałam kiedyś, że jest skuteczne na mężczyzn - …to nie będzie seksu przez tydzień.

No i miałam. Na to stwierdzenie wybuchnął śmiechem tak mocnym, że oparł się ręką o blat obok mnie.

- Nie śmiej się ze mnie! - wrzasnęłam i machnęłam ręką w jego stronę.

Nagle obie moje ręce były uwięzione w jego dłoniach i skrzyżowane za moimi plecami.

Cofnęłam brodę, opuściłam głowę i zamrugałam z zaskoczenia.

- Zobaczmy - mruknął Jimmy i zaczął przesuwać głowę w moją stronę.

Odwróciłam twarz.

Schwycił oba moje nadgarstki w lewą rękę, a prawą przesunął na mój kark, po czym schwycił moje włosy w garść, skierował moją głowę do góry i schylił się ponownie, by przycisnąć swoje usta do moich.

Przyznaję, że się broniłam.

Jakieś dwie, może trzy sekundy.

Ale to było takie miłe.

Więc potem moje wargi się rozchyliły i pozwoliłam mu wsunąć język do moich ust, a jeszcze później ja sama wsunęłam mu język do ust.

Odsunął się odrobinę, spojrzał w moje oczy z zadowoleniem i triumfem, a potem odrobinę rozluźnił zacisk na moich nadgarstkach.

I wtedy przypomniałam sobie, że byłam na niego zła.

Zesztywniałam.

Spróbowałam gwałtownie wyrwać ręce z jego dłoni, zaczęłam się odsuwać i zmarszczyłam ponownie brwi.

Za wcześnie.

Zacisnął palce na moich nadgarstkach jeszcze mocniej, przesunął prawą rękę na przód jego koszuli, którą miałam na sobie i warknął.

Ojej.

- Nie, nie pójdziesz - powiedział potem takim ochrypłym i grzmiącym głosem, że zadrżałam, ale nie ze strachu, tylko z podniecenia.

Przestraszyłam się, że przegram i postanowiłam walczyć.

Chociaż trochę.

Zaczęłam się wić i wyrywać, piszcząc ze złości, ale to tylko spowodowało z jego strony silniejszy uścisk i bardziej zdecydowane przesuwanie dłoni po guzikach koszuli.

O Boże kochany!

Zaczęłam być mokra i gorąca między nogami.

Jimmy, patrząc mi cały czas w oczy rozpiął (zaskakująco sprawnie i szybko) wszystkie guziki jego/mojej koszuli i zaczął ją zsuwać z mojego lewego ramienia.

Szarpnęłam się jeszcze raz, teraz bardziej desperacko, a on przełożył prawą rękę za moje plecy, by trzymać moje nadgarstki w obu dłoniach.

- Przestań się szarpać, bo zrobisz sobie krzywdę - szepnął.

Zamarłam i spojrzałam na jego usta, które akurat znajdowały się przy moim policzku.

O Boże kochany!

Jak ja chciałam pocałować te usta!

Ale nie mogłam tak się poddać bez walki, więc zakręciłam ramionami i biodrami jeszcze raz.

Złapał moje nadgarstki prawą dłonią, a lewą rękę przesunął do przodu, by zdjąć koszulę z mojego prawego ramienia i oba boki koszuli przesunąć na nadgarstki.

Po czym skrępował je moją/jego koszulą!

Miałam na sobie jeszcze podkoszulkę bez rękawków, ale nie miałam stanika, więc, kiedy przeciągnął po moim przodzie swoją bluzą, poczułam jak twardnieją mi sutki.

- Tak lepiej - mruknął Jimmy i poczułam, że zaciska koszulę na moich nadgarstkach.

Potem sięgnął między nas i wyciągnął mi koszulkę ze spodni.

Przez ten cały czas byłam kompletnie nieruchomo i cicho.

Kiedy jednak podniósł mi koszulkę nad piersi, ocknęłam się.

- Jimmy, puść, chcę to dokończyć - jęknęłam bez gracji.

Nic nie odpowiedział, tylko nagle schylił się, ujął mnie pod kolanami obiema dłońmi i oparł ramię na moim brzuchu.

A potem podrzucił mnie i znalazłam się na jego ramieniu z głową wiszącą nad jego tyłkiem.

Zaczęłam się rzucać i kopać.

Klepnął mnie w tyłek i ruszył do drzwi.

Krzyknęłam z zaskoczenia, ale zamilkłam, bo musiałam przyznać, że to było gorące i miałam dużą, wręcz olbrzymią nadzieję, że skończy się to, jak mogłabym przewidywać naszą wersją godzić się z tobą.

Jimmy zaniósł mnie do naszej sypialni i bezceremonialnie rzucił na łóżko.

Podskoczyłam, podniosłam głowę i zaczęłam odsuwać na przeciwną stronę.

Wszedł za mną, usiadł na moich biodrach okrakiem (od czego znowu poczułam uderzenie gorąca między nogami) i podniósł mój tułów, by sięgnąć do moich nadgarstków.

Nie rozwiązał ich.

Niespodziewanie puścił mnie i zszedł.

Zeskoczył z łóżka i wbiegł do garderoby, ale zaskoczona nie miałam czasu na jakąkolwiek reakcję, kiedy wrócił z paskami moich szlafroków.

O Boże kochany!

Zagryzłam wargę i popatrzyłam na niego.

Ponownie usiadł okrakiem na moich biodrach i sięgnął do koszuli splątanej na moich rękach.

Przekonałam się, że można było ją rozwiązać jednym ruchem, więc, najwyraźniej, za słabo się starałam.

Jimmy uwolnił moją prawą rękę, ale natychmiast ją przytrzymał lewą dłonią, podczas gdy moją lewą rękę przycisnął do mojego biodra kolanem.

Tak jakoś delikatnie, jakby nie chciał mi zrobić krzywdy, ale już się nie szarpałam.

Pochylił się nade mną, więc przez chwilę miała twarz zanurzoną w jego bluzie i otoczona jego zapachem.

Pachniał potem, podnieceniem, trochę dezodorantem - Jimmy’m.

Z trudem powstrzymałam westchnienie, jakie chciałam uwolnić z podniecenia, które narastało we mnie lawinowo.

A potem prawą rękę miałam przywiązaną do poprzeczki łóżka, a Jimmy zajmował się moją lewą ręką, z którą zrobił to samo, wykorzystując ten sam pasek.

Ciągle siedząc na mnie, zsunął się na moje uda, spojrzał w moje oczy i, oburącz sunąc po moich bokach, żebrach i wyżej, podniósł moją podkoszulkę nad piersi, a potem nad moją głowę i przełożył mi ją za głowę na kark.

Zaczepił przy tym kciukami o moje sutki, co spowodowało ich stwardnienie i jęk rozkoszy wyrwał się z moich ust.

Zsunął się na moje kolana i zaczął rozpinać mi spodnie, lekko chuchając na mój brzuch.

O Boże kochany!

To była słodka tortura.

Zadrżałam i zagryzłam wargi.

Złapał brzeg moich spodni z palcami obu rąk zawiniętym do nich po moich bokach i zdejmował je powoli razem z majtkami.

Cipka mi pulsowała i zaciskała się spazmatycznie.

Jednocześnie przesuwał się biodrami w dół moich kostek, ale nie uwolnił mi nóg ani na chwilę.

Kiedy moje spodnie i majtki były już na moich kostkach, zatrzasnął moją prawą nogę między swoimi kolanami po bokach, zdjął mi spodnie do końca z lewej nogi i odsunął ją, a potem poczułam, że przywiązywał ją paskiem do łóżka.

To samo zrobił z prawą nogą i oto byłam: rozłożona, naga, mokra i drżąca z podniecenia na naszym łóżku, z nim stojącym nade mną: całkowicie ubranym i bardzo zadowolonym z siebie.

O Boże kochany!

Zdjął z siebie bluzę i koszulkę, a ja znowu zadrżałam, kiedy zobaczyłam jego wspaniałe mięśnie brzucha, a potem klatki piersiowej.

Wszedł na łóżko i położył się wzdłuż mojego ciała, prawą dłonią gładząc mnie od szyi do pępka, a potem, po chwili wahania, niżej, po brzuchu.

Nie zdołałam wtedy powstrzymać zamknięcia oczu, odchylenia głowy, cichego jęku i rozkosznego skurczu mięśni brzucha.

Tak!

Położył ciepłą, otwartą dłoń na moim brzuchu, a potem przesunął ją wyżej, aż do piersi.

Ujął sutek mojej prawej piersi między kciukiem a palcem wskazującym i zacisnął, a jednocześnie pochylił głowę i objął wargami sutek lewej piersi.

Czysta rozkosz.

Znowu zajęczałam i zaczęłam się przechylać całym ciałem, a zwłaszcza klatką piersiową, w jego stronę.

Zsunął lewą dłoń na moją płeć, a usta na moje usta.

Kiedy zaczął mnie całować, wsunął jeden palec powoli po szparce do środka, pieścił mnie tak przez chwilę, a potem wysunął.

Odsunął głowę i spojrzał na mnie, a jego oczy były błyszczące i piękne.

Patrzyłam w tę niebieskość, a on wsunął we mnie dwa palce, znowu robiąc to powoli i z namysłem, a kciukiem trącił łechtaczkę.

Napięłam mięśnie, by być bliżej niego, ale paski mnie trzymały w miejscu, więc tylko się wygięłam.

Zajęczałam z desperackiego pragnienia, z podniecenia i z frustracji, bo chciałam jego.

Pocałował mnie bardziej namiętnie i gorąco i tym razem nie przerywał, tylko wsuwał palce we mnie i wysuwał je, a potem robił to znowu i znowu, i znowu, i coraz mocniej, i coraz gwałtowniej, i coraz szybciej, i jeszcze…

Pieprzył mnie palcami!

Po długiej chwili, która wydawałam się jednocześnie sekundą i wiecznością poczułam, jak to we mnie narastało.

A potem byłam wysoko, wysoko ponad wszystkim.

Oderwałam usta od jego ust, odgięłam głowę i wyjęczałam jego imię, kiedy doszłam mocno i długo.

A wtedy on wysunął palce ze mnie, ale nie zabrał stamtąd dłoni i patrzył na moje szczytowanie.

Kiedy zaczęłam się uspokajać, poczułam, że się poruszył, rozwiązał mi najpierw nogi, a potem ręce i położył się znowu obok mnie, by ponownie pogłaskać moją wilgoć.

Zadrżałam.

Trzymałam nadal nad głową obie uwolnione ręce i patrzyłam na niego przez mgłę swojego o padającego orgazmu, kiedy przysunął głowę do mnie i szeptał mi do ucha.

- Otwórz usta - rozkazał.

Otworzyłam, a on wsunął mi tam dwa palce i poczułam swój smak.

Objęłam je wargami i oblizałam.

Wysunął palce z moich ust, a przyłożył tam swoje wargi i pocałował mnie ponownie głęboko, więc widziałam, że również czuje mój smak.

Zgiął się i jednym szarpnięciem zdjął z siebie spodnie dresowe razem z bokserkami i zrzucił je na podłogę.

Położył się obok mnie na wznak.

- Wspinaj się - mruknął - Musisz odpracować swoje zachowanie.

Nie zgodziłabym się z tym, ale nie protestowałam.

Chciałam tego.

Podniosłam głowę, a potem oparłam się na przedramieniu i zobaczyłam jego pięknego, twardego kutasa, którego podnosił palcami od podstawy, więc nie ociągałam się ani sekundy dłużej.

Wspięłam się na niego, okraczyłam go i wzięłam go do środka.

Kiedy poczułam jak mnie wypełniał, ponownie odgięłam się i zajęczałam z rozkoszy.

Zaczęłam się kołysać.

- Podnieś się - rozkazał Jimmy.

Kiedy to zrobiłam, poczułam, jak się wysuwa i to było dobre.

- A teraz opadnij - rozkazał Jimmy i wykonałam to.

I to było jeszcze lepsze.

Wspaniałe.

Jimmy trzymał moje biodra oburącz, więc sterował moim ruchami, ale już zrozumiałam, że dużo, dużo większą rozkosz mogę mieć podskakując na nim, niż kołysząc się.

I to robiłam.

Więc mogę powiedzieć, że odpracowałam, a także zapracowałam.

Na rozkosz jego i własną.

*****

Trzy tygodnie później

Thanksgiving w naszym (Doroty i moim) wykonaniu było fantastyczne.

Dorota upiekła indyka, który był pyszny: chrupiący z wierzchu i soczysty w środku.

Sama również zrobiła do niego nadzienie i ziemniaczki, które upiekła na tej samej blasze w piekarniku.

Niebo w gębie.

Ja zrobiłam zupę dyniową, którą zmiksowałam na krem i przygotowałam do tego sama grzanki.

Oprócz tego wypróbowałam przepis na sos żurawinowy i upiekłam swoje ciasto dyniowe z imbirem i ziarnami dyni.

Przygotowałam to wszystko w domu (oprócz grzanek, bo najlepsze były świeżo uprażone) i wybraliśmy się do San Jose Highlander’em, którego cały czas prowadził Jimmy, by po drodze zatrzymać się na krótko, kiedy jechaliśmy do nich, a na dłużej, kiedy wracaliśmy.

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się bowiem w Carlin.

Właściwie nie zamierzaliśmy nic zwiedzać, chodziło przede wszystkim o spędzenie tam miłego czasu.

Byliśmy w San Jose dwa dni, w czasie których Matt uczył się intensywnie od Michała różnych „sztuczek” piłkarskich i moi (trzej) mężczyźni pławili się w basenie.

Miałam wrażenie, że mojemu synowi bardzo się to podobało.

Bycie wujkiem chłopca w tym wieku mogło być bardzo fascynujące, więc nie dziwiłam się, a ja byłam szczęśliwa, że zarówno on jak i Matt to mają.

A po naszym powrocie do domu po jednym święcie, właściwie od razu nadszedł czas na szykowanie się do Świąt Bożego Narodzenia.

Zmieniałam dekoracje domu i przed nim, planowałam i kupowałam prezenty, rozmawiałam z Jimmy’m o zaproszeniu przyjaciół na obiad świąteczny do nas.

Chodziło mi o Davida i Maggie.

Jimmy powiedział mi dopiero tydzień temu, że zwykle spędzali Dzień Dziękczynienia razem z kumplem, bo żaden z nich nie miał rodziny.

O Boże kochany!

Czemu ja wcześniej o tym nie pomyślałam?

Tak byłam skupiona na swojej rodzinie, że nie pomyślałam o samotnych przyjaciołach.

Więc zaplanowałam zaproszenie Davida i Maggie na śniadanie świąteczne lub obiad.

Najlepiej byłoby, żeby przyszli razem, bo przyświecał mi inny cel, ale nie chciałam mówić o nim głośno.

A dwa dni temu znowu się posprzeczaliśmy.

O prezent dla Matta.

Zaczęło się od tego, że Jimmy mi oznajmił, że kupił prezent i już.

Byliśmy w salonie, składałam koce, poprawiałam poduszki i sprzątałam na stolikach, kiedy wszedł z pomieszczenia gospodarczego i rzucił to ot tak, bez uprzedzenia.

Poczułam się zraniona, oszukana… okradziona, więc w szoku rzuciłam się na niego ze złością.

- Co takiego? - wysyczałam.

- Kupiłem Mattowi prezent na…. - zaczął znowu, ale ja już byłam nakręcona.

- Nie… Ty nie… - zająknęłam się, zakręciłam się i rozrzuciłam ręce na boki.

- No po prostu nie wierzę! - krzyknęłam i pochyliłam się w jego stronę, jednocześnie kładąc zaciśnięte pięści na biodrach.

Jimmy spojrzał na to, podniósł jedną brew i zaplótł ramiona na swojej klatce piersiowej, jednocześnie wysuwając prawą nogę do przodu.

- A to czemu? - zapytał nieco cynicznie.

- Nie możesz sam kupować prezentów dla Matta! - wrzasnęłam niezbyt racjonalnie, ale nie obchodziło mnie to.

- Ale to zrobiłem, kotku - rzucił od niechcenia, a mnie podniosło się ciśnienie.

- Jesteś… - zaczęłam, rzucając palec wskazujący prawej ręki w jego stronę, po czym wrzasnęłam - Nie mów do mnie kotku!

- Mała, po prostu przyjmij… - zaczął nieco niecierpliwie, wyprostował się i położył ręce na biodrach.

- Żadne mała. Nie wolno ci… - zaczęłam ze złością, ale tym razem on mi przerwał.

- Czy możesz na chwilę… - znowu zaczął i usłyszałam złość w jego głosie.

- Nie przyszło ci do głowy, żeby mnie zapytać? - krzyknęłam - Po prostu kupiłeś mu coś i już. Powiadomisz mnie o tym i mam być spokojna?

 - Eva… - warknął, pochylił się w moją stronę i to powinno być dla mnie ostrzeżenie, ale byłam zbyt nakręcona.

- Nie mogę w to uwierzyć - nadal gadałam i podniosłam obie ręce do włosów, obróciłam się wokół własnej osi i znowu oparłam zaciśnięte pięści na biodrach - Natychmiast pojedziesz i oddasz, a potem…

- Przestań! - tym razem Jimmy warknął głośno.

- Nie mów tak do mnie! - krzyknęłam z żarem.

Przyskoczył do mnie, złapał mnie za obydwa ramiona, przyciskając je do moich boków i pocałował mnie tak gwałtownie, że nie cofnęłam się, ani nie odwróciłam, tylko rozchyliłam usta z zaskoczenia.

Wykorzystał to, objął mnie prawą ręką w pasie, a lewą wsunął w moje włosy na karku i trzymał moją głowę, podczas gdy jego język najeżdżał moje usta.

Nie wiedząc kiedy objęłam jego ramiona, jedną rękę wsuwając na jego szyję i oddałam mu pocałunek.

Kiedy całkowicie zmiękły mi kolana i oparłam się na nim, przerwał pocałunek, odsunął się odrobinę i spojrzał mi w oczy.

- Jedyny sposób, żeby cię uciszyć - wymamrotał.

Oparłam obie dłonie o jego klatkę piersiową, opuściłam trochę głowę, ale nadal mu patrzyłam w oczy.

- Mogłeś mi powiedzieć - szepnęłam z żalem.

- Przecież mówię - stwierdził, a ja musiałam mu przyznać rację, bo to robił.

- Ale ja… - nie wiedziałam jak mu powiedzieć, że chciałam być tą, która wybierała prezenty dla Matta, więc odwróciłam wzrok od jego oczu i przygryzłam wargę.

A potem pomyślałam, że zachowałam się głupio, bo przecież nie chodziło o to, kto kupił prezent, tylko o to, żeby Matt się cieszył.

- A… - zaczęłam i zagryzłam wargę - Co mu kupiłeś?

- No myślałem, że nie zapytasz - powiedział i uśmiechnął się lekko do mnie, a jednocześnie jego oczy zrobiły się łagodne.

- Bramkę, słupki do slalomu i piłkę - wymienił jednym tchem, a mnie oczy zrobiły się olbrzymie i oparłam się o niego mocniej, kiedy uśmiechnęłam się do niego.

- Idealnie - szepnęłam.

- Więc, kotku, - powiedział zdecydowanym tonem - chyba powinnaś mnie przeprosić.

Ojej!

Spojrzałam na niego spod oka, przechylając głowę na bok i zagryzłam usta.

Faktycznie, byłam niezbyt miła.

- Przepraszam - wymamrotałam.

- Myślę, że nie tak - stwierdził Jimmy, a ja się wyprostowałam, podniosłam na niego głowę i zagryzłam wargę, bo zrozumiałam.

- Zacznij od tego, że się rozbierzesz - powiedział Jimmy.

Między nogami poczułam słodkie drżenie, gorąco i wilgoć jednocześnie, więc oblizałam dolną wargę, odsunęłam się od niego na krok i zaczęłam się rozbierać.

Szybko.

Więc w ciągu kilku sekund byłam całkiem naga i stałam dygocząc z podniecenia naprzeciwko mojego całkowicie ubranego męża.

Jimmy podszedł do kanapy, usiadł i wskazał brodą na podłogę przed sobą.

- Uklęknij - rozkazał przy tym.

Wykonałam to, czując, że między moimi nogami zaczyna narastać ciepło i wilgoć.

W tym czasie Jimmy rozpiął swoje spodnie i zsunął je trochę z bioder razem z bokserkami, więc zobaczyłam pięknego, twardego penisa, którego uniósł palcami u podstawy.

- Zajmij się nim - padł kolejny rozkaz.

Wykonałam go z ochotą.

Zaczęłam lizać go od podstawy do czubka, otaczałam językiem główkę, aż wzięłam go do ust.

Jimmy wsunął rękę w moje włosy i kierował ruchami mojej głowy, cały czas patrząc na mnie z góry.

Trwał to tak długo, że aż wargi zaczęły mi drętwieć.

Nadal było to bardzo podniecające i drżenie rozchodziło się po całym moim ciele, kiedy wpychał się mocniej.

Wtedy wysunął się dosyć gwałtownie, a potem schwycił mnie pod pachy.

- Wstań - zarządził.

Kiedy stałam przed nim wyprostowana i dysząca, złapał moje biodra i przysunął je do swojego nosa.

Wąchał tam przez chwilę, a potem wychylił brodę i wepchnął język między wargi.

Zaskomliłam.

Odsunął się i poczułam jakbym miała się przewrócić, pozbawiona oparcia.

Otworzyłam oczy, które zamknęłam nie wiadomo kiedy i zobaczyłam, że kończy zdejmować spodnie razem z bokserkami i skarpetami.

- Siadaj - ponownie rozkazał, kiedy usiadł z powrotem na kanapie.

Weszłam okrakiem na jego kolana, uniosłam się, a on wycelował i nasadził mnie na siebie.

Och, tak.

Jak dobrze był czuć to wspaniałe wypełnienie.

Odchyliłam głowę, jęknęłam, złapałam się jego ramion i zaczęłam się poruszać.

Nie muszę dodawać, że również tym razem Jimmy doprowadził nas oboje do takiego stanu, że ani on, ani ja nie żałowaliśmy chwilowej sprzeczki.

*****

Dwa tygodnie później

Usiedliśmy przy Wigilii, zjedliśmy i nadszedł mój ulubiony czas.

Rozdawanie prezentów.

Dorota zrewanżowała się za pomoc przy gotowaniu obiadu na Dzień Dziękczynienia pomocą przy przygotowaniu Wigilii (polski zwyczaj, z którym zapoznaliśmy Jimmy’ego i Matta).

Ja ugotowałam zupę grzybową z suszonych grzybów, które zdobyłam po długich poszukiwaniach (nie chciałam nadmiernie kontaktować się ze społecznością polonijną Salt Lake City) oraz przygotowałam makiełki, a Dorota zrobiła smażoną rybę w ziołach (hmmm, łososia, ale mogło być) i sernik.

Tyle tylko, że przylecieli samolotem, a nie przyjechali samochodem.

Z dwóch powodów.

Po pierwsze w Kalifornii było, oczywiście, gorąco i Dorota nie chciała wieźć gotowych dań.

Po drugie mieli do dokończenia jakiś projekt, który wymagał ich szybkiego powrotu do San Jose.

Nie należeliśmy do żadnego kościoła, więc nie mieliśmy opłatka, ale usiedliśmy do stołu tak, jak siadaliśmy w Polsce, kiedy zapadał zmierzch i siedzieliśmy długo, śmiejąc się i nie rozmawiając o trudnych tematach.

Tęskniłam za Wigilią przez te kilka lat.

Nie obchodziliśmy jej dawniej w Polsce ze względów religijnych, ale by zebrać się całą rodziną.

Dobrze było mieć rodzinę, by to odzyskać.

I tak moją ulubioną częścią Świąt zawsze było - najlepiej z dziećmi - ubieranie choinki (i przystrojenie całego domu i okolicy - zebraliśmy się z przyjaciółmi i udekorowaliśmy kompleks) i pakowanie prezentów - w tajemnicy przed innymi.

No i patrzenie na twarze moich ukochanych, kiedy je otwierali.

Jimmy zostawił mi zapakowanie prezentu dla Matta, co było prawie taką samą frajdą, jak kupowanie go i musiałam się nakombinować, jak to wszystko ukryć, by nie znalazł on ani Bert, który czasami do nas wpadał i mógłby donieść.

Kupiłam dla Jimmy’ego zegarek, a właściwie elektroniczny Smartwatch, który miał więcej wspólnego z małym komputerem niż zegarkiem.

Pomyślałam, że przyda się nam wszystkim na nasze rowerowe (i nie tylko) wędrówki po górach (i nie tylko).

Natomiast Jimmy kupił mi czerwone Audi Q5.

Był to mały SUV kompaktowy z napędem na cztery koła i świetnymi osiągami w jeździe po górach zimą (jakbym miała kiedykolwiek nim jeździć po górach zimą, skoro zwykle w góry jeździliśmy Highlander’em).

Dostałam tego SUV’a jeszcze przed Świętami, bo i tak nie dało się go ukryć, a ja potrzebowałam samochodu.

Mojego Priusa Jimmy wstawił do komisu.

Była z tym związana pewna sytuacja parę tygodni przed świętami, której znaczenie odczytałam dopiero, kiedy dostałam prezent.

Otóż Bert, który przychodził do nas czasami w odwiedziny, ale tym razem „przypadkiem” wpadł, kiedy nie było Matta, bo „myślał, że on będzie”, powiedział mi „w sekrecie”, że „podsłuchał” rozmowę Jimmy’ego i Eddiego o tym, jaki samochód mi kupić zamiast Priusa.

Zastanawiali się nad Toyotą Land Cruiser.

Oczywiście, weszłam do Internetu i obejrzałam go, a moją reakcją była mina i Uch, które Bert odpowiednio odczytał i doniósł dwóm spiskowcom.

Więc nie kupili Toyoty.

Miałam samochód, który mi się podobał, a oni byli zadowoleni z osiągów bezpieczeństwa, jaki miało dawać moje Audi.

Kupiłam trochę drobniejszych prezentów dla wszystkich przyjaciół, na zasadzie podkreślenia, że o nich pamiętamy.

Wszyscy cieszyliśmy się tym Świętem.

Patrzyłam na twarze wszystkich moich mężczyzn i kochanej Dorotki, słuchałam ich rozmów i radosnego śmiechu i myślałam o tym jakie miałam niezwykłe szczęście.

Dostałam nową rodzinę, którą mogłam połączyć z tą resztą starej, jaka mi została.

I mogłam sprawić innym tyle radości.

W pierwsze święto na obiad przyszli tylko Maggie i David, bo Alek i Sam, których również zapraszaliśmy, wyjechali do Oregonu, do rodziny Sama, a Sonija i Benji weszli do nas przed południem tylko po to, by złożyć życzenia przed wyjazdem do Cheyenne w Wyoming, do przyjaciół.

Maggie zapowiadała, że będzie musiała odwiedzić mamę w hospicjum, ale w czasie obiadu spędziła z nami czas świetnie się bawiąc i jakby zapomniała o tym (jak wiedziałam niemiłym) obowiązku.

Oboje z Davidem mieli ciężkie przeżycia za sobą i to był bagaż, który mógł im uniemożliwić zbliżenie się do siebie, ale wiedziałam, że David mógłby się nią zaopiekować, gdyby tylko mu pozwoliła.

Nadal, nie naciskałam.

Chciałam po prostu dać moim przyjaciołom i mojej nowej rodzinie jak najlepsze chwile we wspólnym gronie.

Czas spędzony razem.

Ale na dnie tej myśli ciągle krążyło a co jeśli…


 


2 komentarze: