środa, 19 stycznia 2022

Epilog - Długie nowe życie

 

Epilog

Długie nowe życie

 

Eva

 

 

Prawie pięć lat później

Jimmy stał na naszym tarasie z tyłu domu, otoczony naszymi dziećmi.

To były jego pięćdziesiąte piąte urodziny.

Tym razem ja jemu zorganizowałam imprezę.

Pochylił się, wziął na ręce Davie’go i podszedł do stołu, na którym postawiłam tort.

- Pomyśl życzenie - krzyknął Matt, Jimmy spojrzał na mnie i uśmiechnął się.

Wiedziałam, że większość jego życzeń się spełniła.

Mieliśmy jeszcze tylko jedno i mieliśmy je razem.

Żeby trwało to, co mieliśmy.

Prawie pięć lat temu zaczęłam pewnego dnia dzielić się szczęśliwą i niespodziewaną wiadomością z rodziną w Polsce, Kanadzie, z przyjaciółmi i znajomymi.

Reakcje były różne, ale nie rozmawiałam z tymi, których opinia mnie nie interesowała, a ci, którzy mnie (nas) kochali, ciągle powtarzali, że się cieszą, że życie dało to nam, że zasługujemy na trochę szczęścia.

Właśnie tak myślałam.

Najbardziej ucieszyła się Janet.

Prawdę mówiąc, sądzę, że nic nie jest w stanie jej wyleczyć z romantyzmu, więc po prostu dostała swoją dawkę na żywo.

Tym bardziej, że zdecydowała się na wspólne zamieszkanie z Chrisem, więc miała też trochę tego dla siebie.

Niecały miesiąc przed urodzeniem się naszego syna przenieśliśmy się na stałe do nowego, dużego domu.

Był położony w kwartale sąsiadującym z kwartałem Alice i Eddiego, więc niezbyt daleko od wszystkich, ale bliżej podnóża gór.

Był również w doskonałym, chociaż drogim sąsiedztwie.

Nie mogłam go urządzać sama (malować, dekorować), bo mój mąż (i syn) z kumplami i ich kobietami, zdecydowali, że, ze względu na moją ciążę, nie mogę się wysilać.

Nie wynajęliśmy projektanta.

Wszystko zrobiliśmy sami, ale Jimmy tym razem włączył się w kupowanie, przywożenie i montaż wyposażenia, mebli, dywanów, a sam z kumplami pomalowali ściany.

Tyle tylko, że kierował się moimi wcześniejszymi wyborami co do kolorów i dekoracji.

Pomagała mu Sonija, która znowu miała okazję do sprzedaży mebli dla nas, Maggie, która miała lepsze rozeznanie kolorów i Alice, która wiedziała, gdzie kupowałam pościel i inne tkaniny do domu.

Nie miałam żadnych uwag.

Kochałam to.

Dom miał sześć sypialni, w tym naszą, która składała się z części sypialnej i małego pokoiku, który był garderobą i przygotowalnią dla mnie, z toaletką, wygodnym fotelem do pracy i odpoczynku i szafkami na kosmetyki i biżuterię.

Zdecydowałam się na pomalowanie całości na morski niebieski i nadanie jej takiego charakteru, jak moja pierwsza sypialnia, a Jimmy się z tym zgodził i wszystko zaaranżował.

Przeniósł moje meble i zdjęcia.

Mogłam co najwyżej wskazywać palcem, gdzie je rozstawić i zawiesić.

Każda z sypialni miała dostęp do łazienki, chociaż pełnych łazienek było „tylko” cztery (jedna wyłącznie nasza, duża, z wanną i prysznicem), a oprócz tego mała toaleta z prysznicem przy drugim pokoju gościnnym.

Częścią reprezentacyjną był biały salon z jasno zielonymi sofami i fotelami, między którymi stały liczne, małe stoliki do kawy, a jedną ścianę zajmował duży, zamknięty, obudowany piaskowcem kominek z wkładem, na którym stały dwie duże ramki ze zdjęciami.

Jedno przedstawiało mnie wtuloną w Jimmy’ego podczas naszego tańca na weselu Alice i Eddiego.

Stałam tyłem do Jimmy’ego, on obejmował mój brzuch skrzyżowanymi ramionami, a jedną z dłoni rozłożył na nim z szeroko rozstawionymi palcami.

Moja twarz była częściowo schowana w jego brodzie, miałam zamknięte oczy i było widać, jak bardzo byliśmy szczęśliwi.

Drugie przedstawiało samo szczęście całej rodziny.

Zostało zrobione przez Alice miesiąc po urodzeniu się Davie’go, na ganku naszego nowego domu, na bujanej ławce.

Ja siedziałam wtulona w bok Jimmy’ego, objęta jego ramieniem, z Davie’m na ręku, a Maria i Matt siedzieli przytuleni do nas policzkami po naszych obu stronach.

Wszyscy patrzyliśmy z uśmiechami prosto w aparat, chociaż moje oczy trochę uciekały w stronę moich dzieci.

Całkiem inny, bardziej (dużo bardziej) prywatny, malowany obraz, wisiał w naszej sypialni nad komodą.

Były na nim nasze dzieci.

To znaczy mój (olbrzymi) brzuch i Matt z Marią przytuleni do niego po obu stronach.

Wręcz promieniowało z niego szczęście.

Częścią mniej oficjalną domu była żółta bawialnia z dużymi kanapami Jimmy’ego, fotelami, pufami, pomarańczowymi akcentami i stolikami do kawy, które były ustawione w półkole, by można było na nich wylegiwać się podczas oglądania meczów, filmów na olbrzymim, nowym telewizorze lub po prostu podczas wspólnego spędzania czasu w gronie rodziny i przyjaciół.

W najbardziej widocznym miejscu, na ścianie tuż przy wejściu powiesiliśmy w ramkach dwa rysunki.

Pierwszym był ten, który Matt zrobił po wypadku Jimmy’ego, na którym Jimmy przedstawiony był jako Superbohater.

Drugi był został narysowany przez Marie miesiąc po jej zamieszkaniu z nami, tuż po ślubie Alice i Eddiego.

Miał tytuł Rodzina.

Przedstawiał dwoje dzieci: jedno z czarną czuprynką, a drugie z brązową i dwoje dorosłych, jednego z brązowymi włosami i niebieskimi oczami, a drugiego z pomarańczowymi, długimi włosami, w sukience, z kółkiem na brzuchu.

Maria miała wtedy prawie 5 lat.

Uczyła się wtedy pisania literek.

Na rysunku było podpisane koślawo: MAMA, TATA, MAT, JA i ONA.

„Ona” to był Davie, nasz synek.

Cóż, powiedzmy, że Jimmy zbyt głośno kiedyś powiedział do mnie, że chciałby mieć córkę, która wyglądałaby jak ja i Maria przyjęła za pewnik, że będzie miała siostrę.

Kiedy urodziłam Davie’go, obraziła się na mnie i boczyła się przez kilka dni.

Potem powiedziałam jej, że będzie miała młodszego brata do opiekowania się tak, jak Matt opiekuje się nią.

Uwielbiała Matta, więc się z tym pogodziła.

Uznała, że będzie mogła go naśladować.

I zrobiła to.

Była w tym fantastyczna.

W bawialni znalazło się też miejsce na starą ramkę ze zdjęciem mojej dawnej rodziny, na ramkę ze zdjęciem rodziców Jimmy’ego i mnóstwo innych.

Między bawialnią a kuchnią była jadalnia z białymi ścianami z wstawkami z jasnego drewna i ze stołem, przy którym mogło usiąść nawet dwadzieścia osób.

Nasza rodzina i przyjaciele.

W jadalni postawiliśmy kredens z liczną i stale używaną zastawą stołową, muszlami i tam również powiesiliśmy na ścianie moje stare grafiki.

Było z niej wyjście przez duże, rozsuwane drzwi tarasowe na rozległy taras z licznymi meblami, na których również bardzo często spędzaliśmy czas w dużym gronie, często nas odwiedzających przyjaciół.

Jimmy wyposażył kuchnię prawie bez mojego udziału.

Wykorzystał fakt, że miałam wtedy ograniczoną swobodę ruchu, bo lekarka w ostatnich dwóch miesiącach ciąży zabroniła mi wszelkiego wysiłku.

Jimmy stwierdził, że muszę dużo leżeć i sam pojechał do sklepu.

Tam po prostu kupił sprzęt najwyższej klasy.

A mnie „pozwolił” wybrać szafki, płytki, blaty itp. (z Internetu).

Nie wynajęliśmy również żadnego architekta krajobrazu do zaprojektowania i urządzenia otoczenia.

Nasz (duży) ogród stopniowo, przez lata urządzałam sama, z pomocą Alice, Maggie, Marii i Matta.

Nie miał bardzo dużego trawnika do systematycznego koszenia (tylko z tyłu wydzieliłam dla chłopaków „boisko” z bramką i słupkami do ćwiczeń).

Miał za to dużo rabat kwiatowych, o które dbałam sama i z pomocą dzieci.

Niedaleko domu był mały basen, który Jimmy kazał ogrodzić niską siatką, by małe dzieci nie mogły same się do niego dostać.

Również podjazd i podwórko otoczone były płotem.

Kiedy rozmawiałam z Jimmy’m o tych wszystkich wydatkach, powiedział, że inwestuje w wygodną i bezpieczną przyszłość naszej rodziny.

- Aniele… - wyjaśnił, przytulając mnie do siebie bokiem tak, że mógł objąć mój brzuch otwartą dłonią (co robił bardzo często, więc wiedziałam, że cieszy się z naszego dziecka, a nie robi tego tylko ze względu na mnie) - …mówiłem ci, że miałem bardzo długo pieniądze nietknięte na koncie i zarabiałem dużo nie wydając nic, bo nie miałem celu. Teraz mam na co wydawać. Mamy nowe życie, nową rodzinę. Dzieci.

- Tak - szepnęłam - masz rację, mamy nowe życie. Wszyscy.

Pocałowałam go mocno i głęboko, bo miał w tym rację.

Nie mieliśmy powodu, by się specjalnie ograniczać, by udawać kogoś i coś, czym nie byliśmy.

I bardzo mi się podobało to, jak dbał o mnie i nasze dzieci.

W ramach zabezpieczania przyszłości naszych dzieci ustanowiliśmy z Michałem fundusz powierniczy dla Adama i Marii z pieniędzy z odszkodowania, Jimmy taki sam fundusz ustanowił dla Matta ze swoich pieniędzy (z innego konta, na którym miał pieniądze ze sprzedaży domu i odziedziczone po rodzicach), a ja ze swoich dla Berta.

Potem, po urodzeniu się naszego synka, Jimmy założył z naszych wspólnych pieniędzy fundusz dla Davie’go.

Każdy z nich opiewał na pięćdziesiąt tysięcy dolarów i miał być dostępny dla dzieci na wydatki związane z nauką lub po ukończeniu przez nich dwudziestego pierwszego roku życia.

Bardzo mi się podobało również to, że była jaszcze jedna rzecz, w której Jimmy był bezkonkurencyjny.

To było świętowanie.

Uwielbiałam urządzać spotkania dla rodziny i przyjaciół przy różnych okazjach.

Ale to Jimmy wyprawił najlepsze.

Imprezy, które przeszły do legendy.

Po pierwsze pierwszą rocznicę naszego ślubu.

To było jak przyjęcie po ślubie, wesele.

Zaprosił wszystkich naszych bliskich: rodzinę i przyjaciół (nawet moją rodzinę z Kanady) i wynajął salę.

Zamówił wielki tort, DJ’a i całe menu.

Zrobił to w tajemnicy, więc miałam niespodziankę, a pomagały mu Alice, Maggie i Sonija.

Ja byłam wówczas w szóstym miesiącu ciąży, ale bawiliśmy się świetnie, chociaż ostrożnie i bez alkoholu.

 Miałam przy sobie całą rodzinę i byłam bardzo szczęśliwa, tak jak i oni.

Po drugie Jimmy urządził przyjęcie urodzinowe.

Moje.

Na moje pięćdziesiąte urodziny, Jimmy wynajął cały hotel z restauracją w górach i zaprosił tam wszystkich naszych przyjaciół z rodzinami, również Janet z Chrisem i całą rodzinę.

Bawiliśmy się cały weekend.

Michał i Dorota mieli już wówczas dwójkę dzieci: miałam wnuczkę! (Dla której Michał też założył fundusz, ale zdecydował, że sam za to zapłaci)

Czy mówiłam wam, jak bardzo kochałam mojego wspaniałego męża?

Więc teraz stałam w otwartych drzwiach na taras i patrzyłam, jak, otoczony przez dzieci, rodzinę i przyjaciół, zdmuchuje świeczki na swoim torcie urodzinowym.

Na stoliku obok leżały kluczyki do nowego SUV’a, którego kupiliśmy razem, chociaż myślałam o nim jako o prezencie urodzinowym dla Jimmy’ego.

Był to nowy Grand Cherokee, z napędem na cztery koła, Hybryda Plug-In, z siedmioma miejscami, bo sprzedaliśmy Highlandera.

A po zgaszeniu wszystkich świeczek i gromkim „Happy Birthday…”, podeszłam z nożem i talerzami, by pokroić tort i rozdać go wszystkim, ale mój szalony mąż nie pozwolił mi na to.

Wyjął z moich rąk nóż i położył go na stole.

Zabrał mi talerze i odstawił na bok.

Objął mnie jedną ręką w talii, a drugą za kark we włosach, przychylił i pocałował.

Głęboko i namiętnie, jakbyśmy byli sami i mieli zaraz wylądować w łóżku.

Wśród pohukiwań, gwizdów i krzyków wyprostował mnie, a ja musiałam przytrzymać się jego ramion, by się nie przewrócić.

- Właśnie spełniło się moje urodzinowe życzenie - powiedział z błyskiem w oku, po czym szepnął mi do ucha - Resztę odbiorę wieczorem, jak będziemy sami.

Kochałam to i, bez wątpienia, zobaczył to w moich oczach.

*****

Jimmy

Parę godzin później

Jimmy stał w otwartych drzwiach ich domu i patrzył, jak Eva na podjeździe macha ostatnim odjeżdżającym gościom z Marią przytuloną do jej nóg.

Na ręku miał śpiącego Davie’go, który siedział na jego przedramieniu, okraczając jego brzuch, z ciemną główką wtuloną w jego szyję w miejscu, które tak kochała Eva.

Matt biegł po wąskim pasie trawnika wzdłuż podjazdu za odjeżdżającym pickupem Eddiego, by machać Bert’owi.

Pogłaskał otwartą dłonią plecki synka.

Przypomniał sobie ten wieczór, kiedy się rodził.

Jimmy wracał z pracy, kiedy Matt zadzwonił, że Evie odeszły wody i ma się pospieszyć, bo ciocia Maggie wyszła pięć minut temu, by zdążyć przygotować wujkowi Davidowi kolację w ich domu.

Czekali na tę chwilę od kilku dni.

Byli przygotowani.

W szkole rodzenia dowiedzieli się jak przygotować torbę, jak przyuczyć dzieci do pomocy.

Wszystko było gotowe.

Nie byli gotowi na to, że, zaraz po tym, jak Evie odeszły wody, zaczęła krwawić.

Jimmy podjechał pod dom w tym samym momencie, kiedy Matt wybiegł, krzycząc:

- Babci leci krew!

Maria płakała ze strachu, a Eva próbowała ją uspokoić, ale sama była blada i przestraszona.

Miała tyle przytomności umysłu, że wcześniej kazała Mattowi przynieść do drzwi swoją torbę, podać sobie ręcznik, który podłożyła pod siedzenie i zadzwoniła do Alice z prośbą o pomoc.

Matt był bardzo dzielny i pomocny.

Jimmy nigdy nie zapomni tych trzech godzin, które spędzili z dziećmi w samochodzie, a potem również z przyjaciółmi w poczekalni szpitala.

Tak strasznie się bał, że straci ich oboje.

A potem nagle było tak, jakby słońce wyszło zza chmur.

- Ma pan syna - powiedział lekarz, który wyszedł do nich po operacji - Żona czuje się dobrze. Zdążyliście na czas.

Zdążyli na czas.

Siedział później przy jej łóżku, patrzył na swojego syna i wcale nie żałował, że to nie córka, która byłaby podobna do jego Anioła.

Ich syn był idealny.

Kiedy Eva go zobaczyła, jej pierwszymi słowami były:

- Hej, Słońce. Na imię damy mu David Richard.

Popatrzył na nią i wybuchnął śmiechem, a potem pocałował ją w czoło.

Nie dostała pełnego znieczulenia, tylko zewnątrzoponowe i była w zadziornym nastroju.

Powiedziała to tak, jakby miał się spierać.

A przecież to było dla niego, jego marzenie.

Syn, który byłby imiennikiem jego przyjaciela i jego taty.

- Jak chcesz, Aniele - wymamrotał - Kocham cię.

- Kocham cię, Jimmy - powiedziała, a on wiedział, że nigdy nie znudzi mu się słuchanie tych słów.

A tak na marginesie, wtedy ostatni raz Matt powiedział na Evę babcia.

Potem zaczął nazywać ją mamą, a Jimmy’ego tatą.  

Tak samo jak Maria.

Szczególnie, że wkrótce legalnie ich adoptowali i oboje mogli przyjąć ich nazwisko.

A Jimmy to uwielbiał.

Zabrał śpiącego syna do jego pokoju.

Tak.

Mieli nowe życie, które mogli przejść razem.

I trójkę dzieci.

Dała mu to Eva.

*****

Eva

Dwa dni później

Wypakowałam suszarkę i szłam z posortowanym praniem do pokoju Matta.

Pokoje dzieci były blisko siebie, przedzielone łazienkami, potem były dwa pokoje gościnne z osobną łazienką, a nasza sypialnia była nieco oddalona.

Kiedy przechodziłam obok drzwi naszej dziesięcioletniej córeczki, Marii, usłyszałam cichy głos Jimmy’ego, śpiewającego cicho, kołysankę:

Migocz, migocz, mała gwiazdko,

Jak się zastanawiam, kim jesteś.

Wysoko nad światem tak wysoko,

Jak diament na niebie.

Migocz, migocz, mała gwiazdko,

Jak się zastanawiam, kim jesteś!

Przystanęłam w korytarzu i oparłam się skronią o ścianę.

Przypomniałam sobie te dni, kiedy nauczyłam się jej i śpiewałam ją Marii, zanim uznała, że to tatuś ma dla niej śpiewać.

Maria miała wtedy gorączkę i był to dzień, kiedy Jimmy był na dyżurze.

Davie skończył zaledwie sześć miesięcy i byliśmy w domu we trójkę, bo Matt był w szkole.

Nie mogłam zbić gorączki Marii, więc zadzwoniłam do Maggie i poprosiłam, by przyjechała zostać z Davie’m, a sama wybrałam się do szpitala pediatrycznego, by prywatnie poprosić o dobranie leków przeciwgorączkowych.

Maria bardzo się denerwowała i majaczyła wyrzucając z siebie słowa po hiszpańsku, które świadczyły o tkwiącej w niej głęboko traumie związanej z pożarem i utratą bliskich.

Znalazłam więc w Internecie kołysankę o gwiazdce, która doprowadza wędrowców do domu i śpiewałam ją, puszczając jej z mojego telefonu znowu i znowu.

 Kiedy telefon prawie się rozładował i chciałam zachować resztki baterii na ewentualne SMS-y, zaczęłam śpiewać to sama.

Potem śpiewaliśmy ją na zmianę z Jimmy’m, aż Maria poprosiła, żeby to tatuś jej śpiewał.

Mój ukochany miał swoją małą księżniczkę, którą uratował od smoka - ognia.

Był jej rycerzem w lśniącej zbroi.

Po latach mówienia mu o tym, wreszcie uwierzył.

Uwierzył, że był bohaterem.

Był nim dla wielu ludzi, w tym dla Davida.

Był nim również dla mnie, bo uratował mnie przed samotną egzystencją wśród tłumu ludzi.

Był nim również dla Matta, bo uratował go przed brakiem miłości i poniewieraniem przez matkę.

Poszłam do pokoju Matta, opuszczonego, bo chłopcy (Matt i Bert) wyjechali na wakacje.

Alice i Eddie mieli już trójkę swoich dzieci i Bert był bardzo kochany przez wszystkich i przyjaźnił się z naszymi dziećmi.

Ostatnio przyznał się mi, że marzy o tym, by zostać policjantem.

Kończył szesnaście lat, robił prawo jazdy i świetnie mu szło w liceum.

Schowałam koszulki Matta do szuflady, a potem poszłam do naszej sypialni przyszykować prezent urodzinowy, którego mój mąż nie zdążył rozpakować.

Co było jego.

Chociażby dlatego, że dał temu nowe życie.

*****

Jimmy

Jimmy zamknął drzwi do pokoju Marii, która wreszcie zasnęła, zasmucona po wyjeździe Matta i poszedł do sypialni, do swojej żony.

Po drodze zajrzał do pokoju małego Davie’go, by nachylić się nad łóżeczkiem i pocałować jego główkę.

Pomyślał o tym, jak zajebiste było to, że Eva doceniła przyjaźń jego i Davida.

Również o reakcji Davida na wiadomość o tym, że ich syn jest jego imiennikiem.

Przyjaciel nic nie powiedział i Jimmy nie spodziewał się tego, ale kiedy pobrali się z Maggie i mieli własnego syna (który niedawno skończył rok) ten dostał na imię James Daniel, czyli jego imię i imię dziadka Davida.

Jimmy zgasił lampę, a zostawił tylko małą lampkę nocną rzucającą cienie gwiazdek na ścianę, a potem przymknął drzwi do pokoju synka i poszedł prosto do żony.

Wszedł cicho do ich sypialni, sadząc, że Eva szykuje się do snu w łazience lub już leży, ale, po odwróceniu się od drzwi, zamarł w pół kroku.

Eva stała przy łóżku i była owinięta od bioder po pachy szeroką, czerwoną wstążką z dużą kokardą między piersiami.

Długie końce kokardy zwisały aż między jej kolana.

- Nie rozpakowałeś swojego ostatniego prezentu, kochanie - powiedziała cicho i podeszła do niego na palcach, lekko kołysząc biodrami.

Jezu Chryste, jaka ona była piękna i seksowna.

- Nie mieliśmy czasu - wymamrotał niepotrzebnie, podchodząc do niej i schylając się do jej ust.

Wziął to tak, jak on to lubił i ona też lubiła.

Całował ją gwałtownie, mocno i namiętnie, owijając językiem jej język i zgniatając jej wargi.

Potem odsunął się od niej na pół kroku i zaczął zdejmować buty i koszulkę.

- Połóż się na wznak na łóżku - rozkazał, a ona podbiegła tam na palcach i wykonała to natychmiast.

Zdjął szybko z siebie resztę ubrania, czując jak naprężony kutas wyskakuje mu z bokserek.

- Podnieś ręce nad głowę i złap się poprzeczki - dyrygował nią, a ona prawie wijąc się z podniecenia, dostosowywała się do jego wymagań.

Usiadł okrakiem na jej biodrach, opierając się pośladkami o pięty tak, by jej zbyt mocno nie naciskać swoim ciężarem i schwycił oburącz za końce wstążki.

Pociągnął i powoli kokarda się rozwiązała.

Długie końce wstążki przeciągnął obok jej twarzy i dalej, do poprzeczki w wezgłowiu, a następnie przywiązał tam delikatnie ręce Evy za nadgarstki.

Popatrzył jej w oczy i zobaczył, jak zagryza wargę.

Wiedział, że ona wolała go dotykać, ale tym razem zamierzał wziąć swoją rozkosz długo i do końca.

Tak też lubiła mu dawać.

Zsunął się po jej nogach, nie spiesząc się, biorąc swój czas i ciesząc się każdą sekundą, gładził po drodze jej ciało przez materiał, a potem podciągnął brzeg wstążki na jej biodrach i pomału rozchylił jej nogi.

Pocałował, polizał wewnętrzną stronę jej jednego uda od kolana do pachwiny, a potem to samo zrobił z drugim, czując napięcie jej mięśni i drżenie, które świadczyło o tym, jak bardzo była podniecona i jak niecierpliwie na niego czekała.

Stopniowo uniósł jedną jej nogę, a potem drugą, trzymając palcami pod jej kolanami, a potem ukląkł między nimi tak, że jej stopy opierały się na zewnętrznej stronie jego ud.

Patrzył jak leży otwarta i czekająca na niego, dysząc przy tym, jakby przebiegła dziesięć mil.

Gładził dłońmi jej skórę na udach, biodrach, aż do brzucha przedzielonego blizną po cesarskim cięciu w miejscu, w którym urodziła ich syna.

Zjechał kciukami do szparki, pogładził i popieścił chwilę mokre wargi palcami, a potem pochylił się nad nią i zaczął ją smakować.

Lizał ją powoli, kręcąc we wszystkie strony językiem i wbijając go w nią, aż jej jęki zamieniły się w skomlenie, a potem wpił się w jej łechtaczkę i zassał kilka razy tak mocno, że nie miała innego wyjścia jak tylko dojść dla niego.

Mocno i gwałtownie.

Wyginając się w łuk.

Jęcząc głośno jego imię.

Tak, jak to kochał.

Kiedy ciągle jeszcze była w objęciach orgazmu, uniósł jej biodra i, ciągle klęcząc między jej nogami wbił się w jej zaciskającą się cipkę.

Kurwa, jaka ciasna…

Słodka…

Jedwabista…

Mokra...

Jego.

Posuwał ją, zgiął się i złapał ją za szczękę, a potem przycisnął usta do jej ust, by spróbowała jego i siebie.

Zrobiła to bez wahania tak, jak robiła to wcześniej.

Nie było między nimi tabu.

Ich języki tańczyły ze sobą przez chwilę, a potem odsunął głowę, nawet jak chciała więcej.

Wbijał się raz po raz patrząc na jej rozkosz, bo kolejny orgazm ogarnął ją, zanim wyszła z mgły poprzedniego i musiał bardzo się skoncentrować, by nie dojść, kiedy wchodził między mocno zaciskające się ściany.

A potem wziął więcej jej, kiedy złapał zagiętymi palcami za brzeg wstążki na jej piersiach i pociągnął ją do dołu.

Wyskoczyły z ciasnego materiału, nagle uwolnione, większe po jej ciąży i po lepszym jedzeniu, i Jimmy mógł się nimi nasycić.

Zgiął się i , nie wychodząc z niej, wyprostował swoje nogi wzdłuż jej nóg, oparł się na jednym przedramieniu i pompował nieustannie, zasysając jedną pierś a potem drugą.

Eva otaczała jego biodra nogami i jęczała głośno, ciągle dochodząc, co czuł mocno na swoim kutasie.

Ściskała go, jak zawsze, jak imadło.

Uwielbiał to.

Nie mogąc dłużej zapanować nad swoim podnieceniem wziął to, co należało do niego: jej i swoją rozkosz.

Tym razem wiedząc, że jego żona jest pod kontrolą lekarza i nie zajdzie w ciążę, która mogłaby się zakończyć jej śmiercią.

Zamierzał mieć z nią długie życie.

Długie nowe życie.

*****

Jimmy

Rok później

Jimmy wszedł do domu z garażu przez pomieszczenie gospodarcze do korytarza i usłyszał, jak Eva trzaska garnkami po kuchni.

O, tak.

Wkurzyła się na niego.

Uśmiechnął się do siebie.

To byłoby świetne, ale przyjechał z Marią i Davie’m, więc nie mógł wykorzystać jej temperamentu w sposób, w jaki by chciał.

Maria miała już prawie jedenaście lat i wiele zauważała, a Davie miał ponad pięć i był zapatrzony w siostrę.

Jego duża córeczka była pogodna i wesoła, ale jednocześnie bardzo uważna i troskliwa.

Dobrze opiekowała się swoim młodszym bratem, więc teraz Jimmy mógł zostawić ich oboje w salonie, a sam poszedł do kuchni.

Po drodze postawił plastikową torbę, którą przyniósł z samochodu, na komodzie na rogiem ściany, by Eva nie zobaczyła jej zbyt szybko.

Poszedł wprost do swojej żony miotającej się wściekle po kuchni i schwycił jej kark, by wziąć jej usta do pocałunku.

Dała mu go.

O tak.

Nawet jak była taka na niego zła, jak wtedy była, nadal oddawała mu pocałunek na powitanie.

- Lunch poza domem! - wykrzyknęła ze złością, odsuwając się od niego i energicznie, z trzaskiem odstawiając garnek na kuchenkę, doskonale siedząc, że zostawił dzieci gdzieś daleko, by z nią porozmawiać.

Odwróciła się do niego przodem i oparła zaciśnięte w pięści ręce na biodrach.

Uwielbiał to.

Jej żar, oczy świecące zielonym światłem, rozgrzane policzki i falujące nozdrza.

Wszystko było przed nim.

Miał ochotę przerzucić ją przez ramię, zanieść do ich łóżka i mocno wypieprzyć.

Nie mógł tego zrobić.

- Zadzwoniłem - stwierdził coś, co wiedziała, skoro odebrała telefon.

- Umawialiśmy się - warknęła.

- Eva… - zaczął, ale nie dała mu dokończyć.

- Przygotowałam ciasto na gofry… - mówiła ciągle głośno i nie słuchała go.

Miał ochotę się zaśmiać, ale zdusił to w sobie.

- A ty dzwonisz z informacją, że już jecie - ciągnęła swoją perorę - Ot tak po prostu. I ja mam tylko zaczekać.

- Przecież… - znowu nie dała mu dojść do słowa i ponownie zaczął się zastanawiać jakim cudem przeżyła dwadzieścia pięć lat z tamtym palantem, sądząc, że on ją kocha, jeśli ukrywała dla niego i przed nim swój ognisty temperament.

- Nie wierzę, że mnie nie słuchałeś, przecież powiedziałam, że będę czekała… - miotała się i musiał to skończyć.

Podszedł bliżej, schwycił ją w talii jedna ręką, a drugą wsunął w jej włosy na karku i przycisnął jej usta do swoich.

Wyrwała mu się i krzyknęła - Jimmy!

Przytrzymał ja mocniej i pocałował bardziej gwałtownie.

Wkrótce poczuł, że jej wargi się rozchylają i otoczyła go ramionami, a jednocześnie przysunęła biodra do jego bioder.

Tak.

Taka cholernie gorąca.

Tyle lat razem, a on wciąż na nowo się tym zachwycał.

Odsunął się, spojrzał jej w oczy i uśmiechnął się na widok zamglonego spojrzenia, jakie przesunęła na jego usta.

- To chcesz te pancakesy czy nie? - zapytał.

- Co? - wypchnęła powietrze z tym pytaniem.

- Z jagodami. I myślę, że stygną - rzucił od niechcenia i puścił ją.

Odsuwając się od niej odrobinę, patrzył na nią katem oka, bo nie był pewien, czy nie upadnie na nos.

Zachwiała się lekko, oszołomiona po pocałunku i jego słowach, a potem machnęła w jego stronę palcami i musnęła nimi jego ramię.

- Jesteś okropny! - warknęła, ale w jej głosie usłyszał uśmiech.

Wiedziała, że on wiedział, że to jej ulubione i wiedział, że wiedziała, że zadbał o to, by miała lunch, kiedy oni już zjedli.

Wyszedł z kuchni i poszedł po zostawioną torbę, przyniósł ją na blat kuchenny, a Eva w tym czasie naszykowała talerze i sztućce na obniżonej części wyspy, która służyła im jako stół kuchenny.

Mieli tam osiem stołków, bo zawsze w którymś momencie okazywało się, że szybki posiłek zamieniał się w posiedzenie całej rodziny, a czasem również przyjaciół.

Zresztą wszyscy przychodzili do kuchni porozmawiać, kiedy Eva szykowała coś do jedzenia lub sprzątała po jedzeniu.

Jimmy wypakował z torby pudełka ze styropianu, a Eva otworzyła szeroko na nie oczy, a potem wybuchnęła śmiechem.

- Myślałam,  że wy już jedliście - powiedziała przez niego.

Kochał, jak się śmiała.

Uśmiechnął się.

- To na wszelki wypadek - stwierdził.

- No tak - mruknęła, wciąż uśmiechnięta.

Wiedzieli oboje, co to oznacza.

Tego dnia nie gotowała, a w ich domu zawsze znalazł się ktoś, kto wpadł niespodziewanie i był głodny.

Eva zawsze miała coś pod ręką dla każdego, kto miałby ochotę na coś do jedzenia, więc jeśli nic nie zrobiła, byłaby zestresowana tym, że nic nie miała.

Usiedli po dwóch stronach blatu, otworzył jedno z pudełek, nałożyła sobie placuszka i polała go syropem klonowym.

Jimmy wstał i nalał sok do szklanek i patrzył, wracając na swój stołek, jak jadła z apetytem.

Jadła teraz dużo, a on zawsze uwielbiał patrzeć, jak to robiła.

Do kuchni wpadł Davie, a za nim Marie.

- Mamo! - ich synek wrzasnął i wpadł na nią całym pędem, a Marie dotarła tam zaraz po nim.

Oboje pocałowali Evę, a ona schwyciła jedno i drugie wolną ręką na chwilę i oddała im pocałunki.

- O, fuj - wykrzywił się Davie - lepisz się.

- Mogę pancakes’a? - zapytał zaraz po tym, więc, najwyraźniej, było to tylko drażnienie się.

Eva zaśmiała się i wytarła jego policzek serwetką, którą trzymała obok talerza, a potem podała serwetkę Marie.

Jimmy wstał i wyjął z szafki nad blatem talerze dla Davie’go i dla Marie.

Postawił je na blacie przy ich stołkach i pogłaskał włosy córki.

Podniosła głowę i uśmiechnęła się do niego.

Wiedział, że jest jej najbardziej ulubioną osobą na całym świecie, chociaż bardzo kochała Evę i Davie’go, uwielbiała Matta i Berta i lubiła swoje przyszywane ciocie i wujków.

Nadal traktowała go, jakby był jej rycerzem w srebrnej zbroi.

Kochał to.

Była jego księżniczką.

Siedzieli i jedli pancakesy, a właściwie Eva jadła, a oni jej towarzyszyli (dzieci przejęły jego namiętność towarzyszenia jego żonie przy posiłku), kiedy usłyszeli, jak do domu weszli chłopcy.

- Yo, jesteśmy! - usłyszeli głos Matta, a zaraz potem taki sam Berta.

- Hej, jesteśmy w kuchni - zawołała Eva.

Brzmiała dziwnie.

Jimmy podniósł głowę, by spojrzeć na Evę i zauważył, że patrzy ona na Marie.

Przeniósł tam swój wzrok i zmarszczył brwi.

Jego córka zaczerwieniła się, zbladła, przeczesała włosy ręką i wyprostowała się prawie jednocześnie.

Gówno.

Chłopcy weszli do kuchni i od razu złapali za talerze, by usiąść z nimi przy blacie.

Marie się odprężyła.

Otworzyli drugie i trzecie pudełko z plackami, jedli i śmiali się, a Jimmy patrzył na szczęście swojej rodziny coraz bardziej pewien, że mają przed sobą szczęśliwe długie nowe życie jako duża, kochająca się rodzina.

Dzięki Evie.

*****

Eva

Cztery lata później

Siedziałam w gabinecie przy laptopie, ale nie pracowałam.

Myślałam.

Odłożyłam list, który właśnie przeczytałam do dużej, wypchanej, szarej koperty, z którą przyniósł go kurier i zamyśliłam się.

Westchnęłam i przeszłam do kuchni, by zrobić kolację.

Davie był w swoim pokoju i zaraz przybiegłby, by towarzyszyć mi przy gotowaniu, co oboje na równi uwielbialiśmy.

Marie miała w liceum zajęcia dodatkowe, które kończyły się późno, więc miała niedługo wrócić z koleżanką i podwieźć miała ją mama tej koleżanki.

Matt był w college’u i dużo trenował soccer’a, bo został przyjęty do drużyny stanowej.

Musiałam poczekać jeszcze godzinę, aż Jimmy wróci z pracy, by porozmawiać z nim o tym, co czytałam.

Jimmy pracował teraz jako dowódca całej jednostki strażackiej w innym systemie godzinowym, więc wychodził do pracy codziennie rano i wracał codziennie o tej samej porze.

Nie byłam pewna, czy wieści, które mu przekażę były dobre.

Benji napisał książkę.

O nas.

W liście wyjaśnił:

(…)

Czekałem aż minie kilka lat, byście mogli mieć swoje życie. Nie chcę Wam w nim przeszkadzać.

Zmieniłem Wasze imiona, miejsca, w których mieszkaliście i mieszkacie, zawód i inne rzeczy.

Przeczytajcie.

Nic z tym nie zrobię, jeśli nie będziecie tego chcieli.

Jednak uważam, że Wasza historia może dać nadzieję wielu innym ludziom.

Tym, którzy stracili wszystko i myślą, że nic ich już nie czeka.

Tym, którzy myślą, że życie kończy się w pewnym wieku…

Może miał rację, ale to było nasze życie.

Nie chciałabym, żeby nasze dzieci musiały się kiedyś martwić, że ktoś wypomni im naszą przeszłość.

Chciałabym zachować nasze życie takim, jakie było.

Na długo.

Dla nich.


 

 

#####

Wszystkie nazwiska, postacie i zdarzenia są fikcją, wytworem wyobraźni autorki.

Wszelkie podobieństwo do rzeczywistych wydarzeń, miejsc lub osób, żywych lub zmarłych, jest przypadkowe.

 

#####

Ożywię dla Was postaci Maggie i Davida, bo już żyją w mojej głowie.

Możecie o nich poczytać w części pt. „Maggie - Jesteś Moja”

https://monique-romans-20.blogspot.com/

 

#####

Tym, którzy docenili moją pracę, dziękuję za wpłaty na:

https://www.paypal.com/paypalme/Monique1b?country.x=PL&locale.x=pl_PL

 

Monique.1.b